Autor Wątek: Elite Dangerous - wrażenia z gry  (Przeczytany 17707 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

mmaruda

  • Gość
Elite Dangerous - wrażenia z gry
« dnia: Czerwiec 03, 2014, 01:34:22 »
W miniony piątek wystartowała premium beta Elite Dangerous - IMHO jedynego realnego konkurenta Star Citizena, który ma szansę przebić projekt Robertsa (i mam nadzieję, że to się uda). Jako, że zajechała mi też pensja z tłustym bonusem za niespanie po nocach, to po długim i bolesnym okresie namysłu wskoczyłem, pograłem i postanowiłem co nieco napisać. Na początek mały FAQ.

Q: Co tak drogo?! 120 ojro?! Pogięło ich?
A: Drogo, bo konkurencja bogata, a projekt ambitny. Warto zaznaczyć, że za ten majątek kupuje nam dostęp do premium bety już teraz (za 60 euro-kredytów jest zwykła beta, która ruszy jak ja i reszta burżuazji się już nagra), cyfrową kopię gry i wszystkie przyszłe DLC.

Q: Czego potrzeba, żeby zagrać (poza zdolnościa kredytową)?
A: W miarę nowoczesny komputer (ale to nie CryEngine, więc stardowy symulacyjny rig w 100% wystarczy), HOTAS, pedały, TrackIR... Nie, nie żartuję, można sobie grać na myszce i klawiaturze, można na padzie, ale ilość rzeczy do przypisania jest olbrzymia, a podczas walki w przestrzeni, czy nawet dokowania rozglądanie się głową jest wręcz niezbędne.

Q: Uwielbiam X-Winga i Freespace'a, czy to jest gra dla mnie?
A: Nie! Wracaj do swoich strzelanek, Ty umorusany casualu. ;)

Q: Czy to Elite będzie lepsze od Eve Online?
A: Tak, bo nie trzeba bulić abonamentu, czekać lat na rozwój skilli i kopać asteroidy po kilka godzin dziennie, żeby rozkecić grę. A poza tym nie jest tak nudne.

Q: To to będzie jakieś MMO?

A: Tak, ale przewidziany jest też offline, gdzie wpływ graczy na handel itp ma być jakoś tam lekko symulowany.

Q: Stare Elity to miały newtonowską fizykę i w ogóle realizm...
A: Jest. Tak jakby. Domyślnie sterujemy jak w X-Wingu, ale można wyłączyć asysty i jest Newton. Coś jak w Diasporze.

Q: Jak lata się po kosmosie? Jest jakaś prędkość warpowa?
A: Jest hipeprzestrzeń do podróży między systemami i jest też supercruise do podróży w obrębie jednego systemu - tutaj latamy z prędkościami od kilkuset kilometrów na sekundę, do kilkukrotnej wartości prędkości  światła.

Dobra teraz drobna historia z lotu. Po skonfigurowaniu wszystkiego, kilku testach w misjach bojowych wskakuję w multi. Pojawiam się w systemie Eranin, czy jak tam się to zwie, jakieś 20 km od stacji Azeban. Nie mam zbyt wiele czasu, więc od razu daję po dopalaczach i po chwili odnajduję wąską szparę wlotu do stacji. Spoglądam na lewą konsolę i wyskakuje mi okienko interfejsu, grzybkiem manewruję do zakładki kontaktów i wybieram stację, proszę od dokowanie. Zezwolenia uzyskane, lądowisko 26. Obracam statek ruchem drążka w prawo, nieco koryguję pedałami, które odpowiadają za skręt w poziomie i reagują dość topornie (jak w samolocie), pomagam sobie też ministickiem na przepustnicy, który kontroluje moje pionowe i poziome thrustery. Przeciskam się wolno przez szparę wlotu do stacji. Proximity alert odpala się dopiero gdy jestem w środku - mechanik znów się nie spisał. Rozglądam się w poszukiwaniu lądowiska i po chwili zauważam je dokładnie nade mną. Wykonuję pół beczki i powolutku nurkuję w kierunku platformy. Głos miłej pani z obsługi przypomina mi, że wałęsanie się po porcie jest zbrodnia... karaną śmiercią - licznik uświadamia mnie, że zostało mi jeszcze 7 minut na bycie przykładnym obywatelem. Podejrzewam, że pani w obsługi może mieć na imię GlaDOS. Zawisam nad padem i jeszcze kilka korekt ministickiem zgodnie ze wskazaniami wyświetlacza do dokowania, wypuszczenie podwozia, i już moge opaść na platformę. Udało się! Nie zostanę przykładnie rozstrzelany.

Zjeżdzam do hangaru, ale nic mnie tu nie intersuje - nie stać mnie na nic, co oferuje stacja, więc udaję się do działu handlu. Tu też nie poszalejemy, ale to system rolniczy, mają nieco alg po taniości, które pewnie ktoś kupi za nieco więcej w którymś z przemsyłowych systemów. Kupuję całe 4 tony glutowatych żyjątek i tym samym zapełniam  bardzo skromną ładownię. Ponownie spoglądam w prawo i przestawiam interfejs na ekran nawigacji. Na mapie galaktyki wybieram najbliższy świat przemysłowy jako cel podróży nadprzestrzennej. Czas pożegnać Azeban. Oddokowyję i po kolejnym przypomnieniu, że za wałęsanie się po okolicy zostanę zatomizowany, na pełnym gazie opuszczam port. Obieram kierunek za pomocą wyglądającego jak mini-RWR przyrzadu nawigacyjnego i widzę cel podróży zaznaczony na hudzie. Odpalam hipernapęd, ale nic się nie dzieje. HUD przypomina mi, że trzeba najpierw schować podwozie/broń/wyciągarkę. No tak, zapomniałem o podwoziu. Przygotować się do skoku w nadprzestrzeń! I znów lipa - mass locked. No tak, nie można rozwijać dużych prędkości w pobliżu obiektów o sporej masie - z grawitacją nie wygrasz. Wlokę się więc jeszcze chwilę na konwencjonalnych silnikach by oddalić się od stacji i w końcu odpalam nadprzestrzenną. Huk, mruganie, przyrządy wariują. Wyskakuję dokładnie na przeciwko wielkiej kuli ognia z kilkakrotna prędkościa światła. Szybko skręcam w przeciwnym kierunku. Hipernapęd zawsze obiera obiekty o dużej masie jak np słońca za punkty nawigacyjne, ale lepiej trzymać się od nich z daleka, bo promieniowanie/grawitacja/temperatura zmienią nas kupę dymiących kosmicznych śmieci.

Spoglądając na boczny panel wywoluję interfejs nawigacji i lockuję najbliższą stację przemysłową. Korekta kursu i jestem na dobrej drodze do wzbogacenia się. W miarę jak oddalam się od gwiazdy moja prędkość rośnie w zastraszającym tępię. Oby nie przesadzić, bo przestrzelę. Bezpieczne opuszczenie trybu supercruise odbywa isę w odległości około 200 km i prędkości poniżej 200 km/s, o czym na pewno poinformowałby mnie komputer pokładowy gdyby nie czerwona lampka, nerwowe pikanie i wiadomość o przechwyceniu. Piraci chcą zeżreć moje algi!

Wywala mnie z nadświetlnej w szalonym korkociągu. Nerwowe spojrzenie na sensory ukazuje jeden kontak - Cobra. Marne moje szanse, ale jest tylko jedna, chyba, że jego kumple czają sie z wyłączonymi systemami i niską sygnaturą cieplną gdzieś w okolicy. Daję maksymalnie po garach w przeciwnym kierunku, ale po chwili moje osłony przyjmują kilka wiązek laserowych. Nie jest dobrze. Czas na Top Gun. Przestawiam ciąg silników na wsteczny, przesuwam przepustnicę do połowy i ciągnę drążek na siebie w połączeniu z odpalenie bocznych dysz. Pirat śmiga mi przed nosem i rozpoczyna spiralę. Znów przestawiam ciąg na przedni i półbeczką wchodzę mu na 6. Wysuwam swój jedyny malutki laser pulsacyjny i kieruję pełną moc na uzbrojenie. Ustawiam celownik dokłądnie na miotającym się celu i rozpoczynam ostrzał. Nie potrzeba brać poprawki, wiązka podróżuje z prędkością światła, bo przecież tym właśnie jest, gdyby stać mnie było na miniguny, to pewnie musiałbym lepiej przycelować. Manewrujemy jeszcze przez chwilę w szaleńczych spiralach, gdzie utrzymuję się na ogonie pirata za pomocą chwilowego odcięcia asyst i wstecznego ciągu. Po kilku strzałach jego osłony znikają i widzę strugi ognia wydobywajace się z jego kadłuba. Już prawie go mam, gdy ucieka w nadprzestrzeń. Szkoda, pewnie była nagroda za jego głowę. Mój kadłub jest nieco poorany, więc wracam na kurs do stacji i odpalam supercruise. Nieniepokojony wyskakuję nieopdal portu.

Procedura dokowania odbywa się sprawnie jak poprzednio, z tą różnicą, że kontrolą lotów zawiaduje tym razem psychopata płci męskiej. Wizyta na rynku uświadamia mi, że na algach faktycznie można tu zarobić, ale jak się ma dużą ładownię. Wychodzę jakieś 100 kredytów na plus, co pokryje jakoś 1/4 ceny naprawy statku. Opcja odwiedzenia kantyny i burdelu nie została jeszcze zaimplementowana - ani zapić trudów ciułania w kosmosie, ani świętować zwycięskich potyczek.

Dlaczego taka ściana tekstu, a nie rzeczowa opinia? Bo każda rozgrywka w Elite Dangeours obfituje w jakieś historie. Można wybrać sie w podróż handlową, albo udać się do jakiejś instancji, gdzie po przyłączeniu się do jednej ze strony możemy nabić sobie kabzę bez ryzyka dla swojego statusu prawnego. Wszystko to w środowisku multiplayer, gdzie inni gracze będą nas napadać, pomagać nam, albo dostarczać rozrywki po przekroczeniu limitu czasu szwędania sie po stacji (kontrola lotów nie zna litości).

Na wszelkie szczegółowe pytania zaintersowanych chętnie odpowiem w tym wątku. Na pytanie czy warto, odsyłam do moich wypowiedzi w dziale BoS. To jest beta, czasem się wywala, czasem są bugi, często są lagi. Chociaż... Jest jedna różnica - tytuł w zasadzie w tym ograniczonym stopniu jest już w pełni funkcjonalny, co oznacza, że możemy latać po dostępnym wycinku galaktyki, walczyć PvE i PvP, handlować, kraść itp. Myślę, że do wyjścia pełnej wersji, może uciułam na lepszy statek i wyrzutnię rakiet.
« Ostatnia zmiana: Grudzień 16, 2014, 15:57:09 wysłana przez some1 »

Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 03, 2014, 04:56:09 »
Dzięki za opis i wrażenia z rozgrywki.
Też mocno zastanawiam się nad zakupem tej Bety.

Dla "nie będących w temacie" informacja jak docelowo ma funkcjonować i wyglądać gra:

1. Data wydania to raczej koniec 2014 roku. Zamknięta Premium beta od 30 maja, Beta 2.0 prawdopodobnie we wrześniu.

2. Brak abonamentu miesięcznego. Wystarczy jednorazowy zakup ale dodatki (DLC) rozszerzające uniwersum i tryby gry będą płatne. Opcjonalnie wystarczy już dziś zakupić Premium Beta lub Expansion Pass  i mamy dostęp do wszystkich DLC które wyjdą.

3. Trzy tryby

         - offline nie łącząc się z serwerem,

         - gra ze znajomymi

         - multi z wszystkimi innymi graczami - dynamiczne obszary z maksymalnie 32 graczami. W danym układzie może być dowolna ilość graczy ale widzimy ich tylko 32. Prosty zabieg umożliwiający płynną grę online.

4. Gra będzie się zawierać 400 miliardów układów planetarnych.

Droga Mleczna w skali 1:1. 150 tyś. planet, księżyców, układów to realnie istniejące w kosmosie. 7000 tyś. układów planetarnych na początku gry będzie miało swoje cywilizacje, pozostałe po odkryciu i zasiedleniu będą mogły zostać cywilizacjami społeczności graczy. Obszar gry będzie przez graczy sukcesywnie odkrywany.

Początkowo obszary Federacji, Imperium, Sojuszu, Niepodległe oraz pirackie (anarchistyczne).

5. W przyszłości podobnie jak w SC wieloosobowa obsługa statków.Możliwość bycia pilotem, piratem, handlarzem, górnikiem, odkrywcą,szmuglerem, łowcą nagród, płatnym zabójcom,  taksówkarzem.

6. Kosmos (wiedza o nim) a właściwie jego mapa będzie co jakiś czas aktualizowana o nowe planety, układy i inne rzeczy odkryte przez naukowców.

7. Dwa sposoby poruszania się w kosmosie :

         - do poruszania się wewnątrz układów planetarnych służy napęd super cruise

         - do poruszania się pomiędzy układami planetarnymi służy napęd hyperspace. Uruchomienie hyperspace możliwe w każdym miejscu  kosmosu. Brak bram, tuneli itp.

8. Na początku będzie dostępne 25 statków. Gracz może posiadać dowolną ilość statków.

9. Gra umożliwi wykonywanie misji fabularnych i uczestnictwo w event-ach.

10. Część event-ów i działań graczy będzie miało wpływ na całą grę.

11. Załogę większych statków na początku będą stanowili komputerowe boty docelowo mają to być również inni gracze.

12. Ważne będzie paliwo do napędu silników. Będzie możliwość nim handlu, wydobycia oraz pozyskania z przestrzeni kosmicznej.

13. System reputacji pilota będzie miał wpływ na naszą rozgrywkę.

14. Zaimplementowany będzie system dynamicznej ekonomii czyli gracze będą kształtowali ceny kupna / sprzedaży, podaż oraz popyt. Początkowo będzie występowało +/- 100 produktów do handlu.

15. Wsparcie dla Oculus Rift-a.

 

Przyszłość rozważana przez twórców (czyli chyba te DLC ;) )

- dodatkowa rasa obcych Thargoids.

- możliwość tworzenia klanów / korporacji.

- misje coop.

- tryb FPP na statkach, planetach oraz kosmicznych obiektach.

- symulacja działania atmosfery przy lądowaniu na planetach.

- budowanie własnych stacji kosmicznych.

- „tablica ogłoszeń” do wykorzystania przez graczy.

Filmy (z alfy 4.0) na zachętę

http://www.youtube.com/watch?v=PhIJqSgs6FY

http://www.youtube.com/watch?v=p7K9Rl7fRjc



Ps.

Zakup w dolarach przy cenie 150 USD wychodzi troszkę taniej.


Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 03, 2014, 08:57:27 »
Dzięki mmaruda za ten wprowadzający tekst. Osobiście jestem bardziej zainteresowany "SC", bo ckni mi się do jakiejś dobrej, filmowej kampanii dla pojedynczego gracza - czegoś w stylu niezapomnianego "Freespace".
Nie zmienia to jednak faktu, że "Elite" wyrasta na naprawdę ciekawy tytuł...tylko ta cena :/ W związku z tym poczekam raczej do premiery i wtedy podejmę jakieś wiążące decyzje.

Zaskoczyłeś mnie z tą ilością przypisań...serio jest tego tak dużo? Na filmach widziałem, że pojawiają się boczne panele holograficzne z opcjami - można zostawiać je włączone i płynnie popatrzeć na wprost korzystając z "track'a"? Statek sensownie reaguje na ruchy kontrolera? Jakieś problemy z konfiguracją hotasa?

mmaruda

  • Gość
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 03, 2014, 14:46:26 »
Żeby panele się pojawiły, trzeba tam spojrzeć tackiem, albo wywołać z klawiatury, znikają jak patrzymy gdzie indziej. Nie są w zasadzie tak niezbędne. Lewy jest do nawigacji, prawy zarządza systemami statku, ale nie jest tego tak wiele i to jednak nie A-10, żeby trzeba było klikać w kokpicie, ale przydają się.

Co do przypisań, to sporo tego jest. Nie trzeba korzystać ze wszystkiego, ale w praktyce i tak musiałem sobie niemal każdą opcję. Olałem tylko osobne sterowanie do lądowania - nie wiem po co to jest oraz rozglądanie się, bo jest Track. Niby można zbindować sobie tylko osie i kilka guzików i korzystać z panelu systemów i czasem z klawiatury, ale w praktyce, lepiej to wszystko mieć pod ręką, bo niemal każda opcja (chyba za wyjątkiem świateł) się przydaje, zwłaszcza, że walka jest wymagająca i takie po prostu skręcanie i strzelanie jak we Freespace zaprowadzi nas co najwyżej do kosmicznego grobu. Tu naprawdę trzeba korzystać ze wszystkich podłych sztuczek - osłony zdychają szybko, a statek jest kruchy. AI też jest nadzwyczaj kompetentne (potrafi korzystać ze wstecznego ciągu, podkradać się cichym trybie i manewrować bez asyst), o innych graczach nie wspominając.

Nie bez powodu pisałem, że Freespace i X-Wing to przy tym strzelanki. Gra nosi tytuł Elite Dangerous nie bez powodu - aspirujemy do miana elity w niebezpiecznym świecie i to nie Eve Online, gdzie możemy sobie na początku podróżować po bezpiecznych sektorach i spokojnie zarabiać grosz. Walka z więcej niż jednym przeciwnikiem to w zasadzie pewna śmierć, chyba że mamy lepszy statek z porządnym wyposażeniem, ale na to trzeba zarobić i najszybciej i najmniej niebezpiecznie jest to robić w strefach konfliktu, bo jak pisałem w mojej opowieści, na handel to potrzeba dużej ładowni i zasobnego kapitału, oraz dobrego statku, którym nie dysponujemy, a piraci nie pogardzą nawet algami.

Zarządzanie energią między osłonami, bronią i silnikiem jest konieczne i robi się to bardzo często - jeden grzybek. Obsługa UI może być pozostawiona na klawiaturze, ale wygodnie jest mieć pod ręką - kolejne 1,5 grzybka. Namierzanie celów i podsystemów - prawie 2 grzybki, bo każda sekunda zmarnowana na przełączanie między celami działa na naszą niekorzyść. Hiperprzestrzeń i supercruise to kolejne 2 guziki, bo lepiej mieć pod ręką, kiedy chcemy uciec z szaleńczej miotaniny w polu asteroid. Tryb cichy - docenia się posiadanie pod guzikiem, jak ktoś odpala w nas rakiety - nie zauważyłem żadnego systemu flar (pewnie można kupić na jakiejś stacji jak się uciuła) i przygaszenie naszej sygnatury cieplnej to jedyny sposób zgubienia locka, podobnie jak ktoś ma samonaprowadzające się armaty. Do tego guzik przestawiający ciąg (moża ustawić pełen zakres przepustnicy, wtedy zero jest gdzieś po środku, ale trudno to ogarnąć i spada precyzja, bo oś skraca się o połowę.

Po prostu symulotnik z kompletnym zestawem sprzętu zyskuje tutaj przewagę. Moje pierwsze 10 podróży skończyło zgonem, bo nie korzystałem w pełni z opcji statku, albo rzucałem się na 3 piratów z mentalnością zebraną z Freespace'a i Diaspory.

W każdym razie jak się już wyłapie co do czego, to konfiguracja nie stwarza problemów, Track działa od razu. Statki reagują prawidłowo, chociaż inaczej niż w space simach. Na początek sterowanie mamy jak w samolocie. Tzn wychylenie drążka w prawo powoduje rotację wzdłuż osi X i dopiero pociągnięcie wajchy do siebie da nam skręt. Można oczywiście to przestawić tak jak we Freespace, czy X-Wing, ale średnio to działa, bo "ruder" działa nieco jak w samolocie, tzn roll jest szybki, a yaw raczej powolny. Daje to fajny efekt, bo statki skręcają za pomocą beczek i półbeczek i w konsekwencji dogfight jest bardzo dynamiczny i świetnie wygląda. Jest też taki myk, że maksymalna zwrotność osiągana jest na 50% mocy, więc sporo trzeba machać przepustnicą. Na pełnym gazie lecimy zbyt szybko, żeby efektownie skręcić, na minimalnym jest na to zbyt mało mocy.

Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #4 dnia: Czerwiec 03, 2014, 15:30:53 »
Dzięki za wyczerpująca odpowiedź - czuję się zmotywowany do zakupu, a także zaskoczony, że autorom gry chciało się zrobić coś więcej niż ładną grafikę z "celowniczkiem" :-)

Offline Piniol

  • JG300
  • *
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #5 dnia: Czerwiec 03, 2014, 19:55:11 »
Fajna recenzja! Polecam również kanał Scotta Manleya, maniaka space simów. Robi bardzo fajnie recenzje w czasie gameplayu, między innymi jest też o Elite Dangerous https://www.youtube.com/watch?v=RE5mPXItTXE&list=UUxzC4EngIsMrPmbm6Nxvb-A

Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #6 dnia: Czerwiec 05, 2014, 18:59:57 »
Kusisz Mmaruda, kusisz. Jeszcze trochę i będę biedniejszy o te 5 stów. :)
Do jednego się jednak przyczepię. :021: X-Wing to nie gra dla casuali! No chyba, że XWA. Natomiast stary dobry X-Wing i tak samo TIE Fighter to jedne z bardziej hardcore'owych gier jakie w życiu przeszedłem. Także wypraszam sobie wytykanie casuazolstwa w tym przypadku. ;D
Mam nadzieję, że korpoludki od Disney'a wyłożą kasę na remake'i albo kontynuacje tych gier.

mmaruda

  • Gość
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #7 dnia: Czerwiec 05, 2014, 20:19:33 »
Nie włożą, najlepsze co zrobili to to darmowe coś w klimatach Old Republic. Poza tym zdaje się, że EA ma licencję, więc Battlefront 3 to na razie jedyne na co można liczyć.

Natomiast w kwestii trudności, to może stary Tie Fighter był trudny, bo tytułowy myśliwiec nie miał osłon, ale walka w Elite to zupełnie inna bajka, przynajmniej w podstawowym Sidewinderze. Ogólnie walcząc z AI, jeśli jest więcej niż jedna jednostka przeciwko nam, to lepiej brać nogi za pas, jeśli nasz statek nie jest odpowiednio zupgrade'owany. Gdybym miał Elite do czegoś porównać w tej kwestii, to chyba do Iłka z nowym AI. Trzeba bo prostu znać swoje możliwości, a pchanie się w furbal z radosnym optymizmem raczej źle się kończy. Zwłaszcza, że przeciwnik wcale nie musi nas rozwalić w drobny mak, wystarczy, że nam szybka pęknie i zapas powietrza dość szybko unosi się w przestrzeń, a po chwili witamy się z Duchem Galaktyki.

Przeszedłem X-Winga, Tie Fightera, Alliance i Freespace'a 2 i po prostu mi zaufaj - Elite, to zupełnie inna bajka. Zwłaszcza, że konsekwencje porażki są nieco poważniejsze - wyobraź sobie, że lecisz sobie radośnie z ładunkiem niewinnej herbaty, a tu nagle ktoś wyciąga Cię z nadświetlnej - jeden biedny Sidewinder ze statusem "wanted" - powinno być spoko, zgarniemy sobie nagrodę. Więc zamiast zachować się jak grzeczny kupiec i zawinąć tyłek, odpalasz lasery. I tutaj zonk, 4 jego kumpli nagle pojawia się tuż za Tobą (siedzieli cichaczem w okolicy z wyłączonymi systemami). 10 sekund później tracisz statek z upgrade'ami wartymi jakieś 6 kafli, ładunek herbatki wartej kolejne 4 kafle i pojawiasz się goły i wesoły na stacji w której ostatnio dokowałeś w szajskim pożyczaku z jednym mizernym laserkiem. Ładne parę godzin ciułania poszło się bujać. A taka pechowa sytuacja może się trafić w sumie przy każdym locie i nie zawsze nawet masz możliwość ucieczki. W X-Wingu robiło się po prostu load save.

Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #8 dnia: Czerwiec 05, 2014, 21:42:16 »
Nie włożą, najlepsze co zrobili to to darmowe coś w klimatach Old Republic. Poza tym zdaje się, że EA ma licencję, więc Battlefront 3 to na razie jedyne na co można liczyć.
Mam nadzieję, że jesteś w błędzie chociaż szanse są na to niewielkie. :'(

Natomiast w kwestii trudności, to może stary Tie Fighter był trudny, bo tytułowy myśliwiec nie miał osłon (...)
Z tego co pamiętam to misje na potężnym B-Wingu czy mega wypasionym TIE Defender też były trudne jak 150. Z resztą, to nieistotne bo mi nie chodziło o to która gra jest trudniejsza. Chodziło mi o to, że stary X-Wing i stary TIE Fighter to nie są gry dla casuali. W czasach 486 DX40 z joystickiem QuickShota nie były to gry w stylu "fire and forget" więc tym bardziej dzisiaj - w erze checkpointów co minutę, regeneracji życia, ekranu zawalonego podpowiedziami i wstępami tłumaczącymi nawet najbardziej oczywiste oczywistości. Z całą resztą Twojego wywodu się zgadzam i nie zamierzam polemizować. Po prostu trochę nam się temat dyskusji rozjechał - casualowość vs porównanie stopni trudności i skomplikowania.

W X-Wingu robiło się po prostu load save.
W X-Wingu i TIE Fighterze robiło się "Restart mission", nie było zapisywania w trakcie gry. ;)
Bolało to zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności i w bardziej zaawansowanych etapach kampanii gdzie misje potrafiły trwać parędziesiąt minut. Bolało też w momencie kiedy wykonało się główne zadanie a potem porwało na dodatkowe cele zlecone przez wywiad albo Gwardię Imperialną. Ech, chyba znów pomęczę DosBOXa. :roll:


Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #9 dnia: Czerwiec 05, 2014, 21:57:19 »
Minął czas edycji... No cóż, będzie post pod postem. :x
Chciałem tylko dopisać, że podoba mi się Twoja wkrętka i entuzjazm. Z reguły narzekasz a tutaj jest podjara i walnąłeś kawał fajnego tekstu. To mocna reklama dla nowego Elite. ;)

mmaruda

  • Gość
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #10 dnia: Czerwiec 06, 2014, 00:25:06 »
W X-Wingu i TIE Fighterze robiło się "Restart mission", nie było zapisywania w trakcie gry. ;)
Bolało to zwłaszcza na najwyższym poziomie trudności i w bardziej zaawansowanych etapach kampanii gdzie misje potrafiły trwać parędziesiąt minut. Bolało też w momencie kiedy wykonało się główne zadanie a potem porwało na dodatkowe cele zlecone przez wywiad albo Gwardię Imperialną. Ech, chyba znów pomęczę DosBOXa. :roll:


Faktycznie. Musze odszukać Tie Fightera w szafie, bo pamięć coś szwankuje. :) Mam gdzieś Collector's Edition pod Win95 - ciekawe czy teraz pójdzie, bo z Alliance trzeba się nieco namęczyć. Z tym "casualem" to w ogóle żart był, chociaż Freespace'a 2 kończyłem niedawno i jakoś nie wydał mi się szczególnie wymagający w porównaniu np ze Strike Suit Zero (którego zresztą też bardzo lubię).

Jeśli idzie o entuzjam, czy jego brak, to pewnie wynika to z tego, że takie już mam skrzywienie, że jeśli widzę, w grze, że coś można było zrobić lepiej, to po jakimś czasie mnie to wnerwia. W przypadku Elite akurat to moje oczekiwania są spełnione w 100%. Walka w kosmosie jest... wiarygodna, jest faktyczny dogfight z mozolnym manewrowaniem, kręceniem beczek w polu asteroidów i każdy przeciwnik może być śmiertelnie niebezpieczny, a nie jak w większości kosmicznych strzelanek -  namierzanie anemicznych celów i nabijanie setek fragów (swoją droga nawet Diaspora nieco cierpi z tego powodu).

Obecnie w wątku obok jest zajawka na Star Citizena i pomimo, że obejrzałem już kilka filmików z tamtej alfy, to jakoś nie wyobrażam sobie, że jak Elite wyjdzie, to żeby SC mnie w ogóle ruszyło. Tutaj mamy całą galaktykę do zwiedzenia, statki kosmiczne wyglądają jak statki kosmiczne, można swobodnie latać sobie po systemach słonecznych i nigdy nie wiadomo na co się trafi. Do tego cała procedura dokowania, kontrola lotów (pomimo, że to psychopaci), jaki taki system prawny... To wszystko sprawia wrażenie wiarygodnego świata, gdzie techonologia też jest w miarę wiarygodna, a przynajmniej lore jakoś to tłumaczy.

Lore Elite to w ogóle osobna kwestia, bo autorzy mocno się do tego przykładają. Nie ogarniam fabuły poprzednich części, bo w starych czasach grałem tylko we Frontiera na Atari ST i to raczej mało, ale oficjalny kanał YT ma całkiem sporo filmików, gdzie autorzy opisują świat, poszczególne frakcje i całość ładnie trzyma się kupy. W planach jest kilka książek osadzonych w uniwersum i papierowe RPG. Fajnie jakby się ukazało po polsku, bo poza Gasnącymi Słońcami, to u nas raczej bieda, ale szanse są nikłe.

W zasadzie jednej rzeczy można się na siłę uczepić - kokpit każdego statku ma zamontowany fabrycznie Saitek X-52 - jak oni chcą to wiarygodnie wytłumaczyć w lore, to ja nie wiem. :D

_michal

  • Gość
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #11 dnia: Czerwiec 06, 2014, 00:40:50 »
W zasadzie jednej rzeczy można się na siłę uczepić - kokpit każdego statku ma zamontowany fabrycznie Saitek X-52 - jak oni chcą to wiarygodnie wytłumaczyć w lore, to ja nie wiem. :D

Mi to pasuje, nie będzie dysonansu w VR. xD

Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #12 dnia: Czerwiec 06, 2014, 08:16:52 »
Faktycznie. Musze odszukać Tie Fightera w szafie, bo pamięć coś szwankuje. :) Mam gdzieś Collector's Edition pod Win95 - ciekawe czy teraz pójdzie (...)
Powinno się udać: http://davidcmoisan.wordpress.com/2010/02/17/the-force-is-with-me-tie-fighter-95-on-windows-7-x64/ :)

Jeśli chodzi o Elite vs SC to też bardziej skłaniam się ku temu pierwszemu. Chociaż, z drugiej strony, Elite ma premierę w tym roku a "kompletny" Star Citizen wyjdzie dopiero pod koniec 2015 lub na początku 2016. Pewnie do tej pory Elite zdąży się trochę znudzić.

Offline YoYo

  • Administrator
  • *****
  • Wieczny symulant
    • YoYosims
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #13 dnia: Czerwiec 07, 2014, 10:05:55 »
Czy planują Elite: D wydać też w Polsce jako wersję pudełkową? Nie widzę dystrybutora.
webmaster,   YoYosims - jeśli lubisz symulatory lotnicze

www.yoyosims.pl

mmaruda

  • Gość
Odp: Elite Dangerous - wrażenia z bety
« Odpowiedź #14 dnia: Czerwiec 07, 2014, 10:42:55 »
Pewnie tak, ale na chwilę obecną nie wiadomo nic o wersji pudełkowej.