Autor Wątek: Skuteczność lotnictwa szturmowego podczas dws  (Przeczytany 1492 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Skuteczność lotnictwa szturmowego podczas dws
« dnia: Sierpień 08, 2016, 19:36:12 »
Nie wiem, czy to zasługuje na oddzielny wątek, ale nie widzę podobnego (przyznam, że nie szukałem usilnie).
http://www.tanks-encyclopedia.com/articles/tactics/tank-busting-ww2.php

Odp: Skuteczność lotnictwa szturmowego podczas dws
« Odpowiedź #1 dnia: Październik 14, 2016, 11:28:41 »
Cóż, to jest w miarę znana sprawa. Ująłbym to tak, że prawdziwe i wzajemnie niesprzeczne są dwa stwierdzenia, dotyczące owej skuteczności lotnictwa szturmowego w Ii wojnie:

Lotnictwo szturmowe było względnie efektywnym środkiem zwalczania jednostek pancernych i niejednokrotnie było w stanie sparaliżować ich działania.

Lotnictwo szturmowe było dość mało efektywnym środkiem niszczenia czołgów, jedynie mały procent zniszczonych wozów bojowych padł ofiarą szturmowców.



Offline Sherman

  • *
  • 1. Pułk Lotniczy, 2. Eskadra Wywiadowcza, 105.WPŚB
Odp: Skuteczność lotnictwa szturmowego podczas dws
« Odpowiedź #2 dnia: Październik 14, 2016, 12:44:03 »
Czytałem już dość dawno, ale we wspomnieniach Rudla chyba było wyraźnie napisane że atakowali przede wszystkim tabory, a czołgi tylko w ostateczności gdy niebezpiecznie się wysforowały.
Nie przepuszczą żadnej owcy,
Z drugiej chłopcy wywiadowcy.

Offline rutkov

  • KG200
  • *
  • Versuchskommando
    • KG200
Odp: Skuteczność lotnictwa szturmowego podczas dws
« Odpowiedź #3 dnia: Październik 14, 2016, 13:03:20 »
Skuteczność zależała od obrony plot, jeżeli jej nie było, lub była tylko małokalibrowa szturmowce hasały sobie po niebie. Jeżeli była choć jedna mobilna jednostka choćby jednolufowa już nie ryzykowały zejścia na pułap do ataku. Wiemy że żeby celnie odpalić rakiety i oddać strzał z działek trzeba być w miarę nisko i lecieć jakiś czas po prostej. Czy trzeba coś więcej dla przeciwlotników? Front zachodni dla aliantów był prawie bezkarny do latania od września '44, ilość maszyn w powietrzu była potężna, nie tylko względem posiadanej  liczby artylerii plot przez Niemców. Wschód był raczej po równo dla każdego. Ale to trza by policzyć, pamiętając wspomnienia Rudela nie widział on różnicy w lataniu w konkretnych latach poza wzrostem liczby celów do odstrzelenia na ziemi.
miłośnik 110-tki    •    I/KG200_Doktor  ♥1972-†2006   •   Czekamy Ciebie czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci. Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą.    •   Han Pasado!    •    GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM

Odp: Skuteczność lotnictwa szturmowego podczas dws
« Odpowiedź #4 dnia: Październik 15, 2016, 00:05:55 »
Skuteczność zależała od obrony plot, jeżeli jej nie było, lub była tylko małokalibrowa szturmowce hasały sobie po niebie.

Jedna strona medalu to owa obrona; druga to brak odpowiedniej broni przeciwczołgowej w tamtych czasach.

Wielkokalibrowe działka pozwalały na dosyć łatwe trafienie w cel. Trochę brakowało siły rażenia, ale nie jakoś dramatycznie. Samolot szturmowy mógł z łatwością zaatakować czołg z dowolnego kierunku, celując w słabszy, tylny lub boczny pancerz; w ówczesnych czołgach (nie licząc ciężkich) burty raczej nie miały więcej niż 50 mm, co było w zasięgu broni kal. 30-40 mm. A jak się komuś chciało szarpnąć na lepszą amunicję z twardym rdzeniem, efekty były jeszcze lepsze. Jednakże duży ciężar takich działek zwykle poważnie upośledzał osiągi samolotu.

Niekierowane pociski rakietowe generalnie miały dosyć "pary" do unieruchomienia czołgu, jeśli nawet do przebicia pancerza nie doszło, a i samo przebicie było możliwe. Były jednak z natury bardzo mało celne. W późniejszych czasach nadrabiano to odpalaniem ich w licznych salwach, ale niewielkie samoloty z II wojny zabierały kilka-kilkanaście rakiet.

Kasetowe bomby ppanc. były chyba najsensowniejsze z tego co realnie wtedy robiono. Niemniej przy ówczesnym poziomie technicznym skonstruowanie tak skomplikowanej broni było pewnym wyzywaniem, jak i jej produkcja na większą skalę. Dość masowo używali tego głównie Rosjanie (PTAB), trochę mniej Niemcy (SD 4/HL), Anglikom ich bomba nie wyszła (AT 9 lb), Japończycy swojej chyba nie mieli okazji użyć (zresztą bardzo mała była, 0,3 kg), a co ciekawe Amerykanie w ogóle sobie takiej machiny nie zrobili, chociaż w te klocki byli raczej dobrzy.

Napalm - ciekawe że chyba jakoś nikt wówczas nie zajarzył, że to się świetnie nadaje do atakowania takich kolumn zmotoryzowanych czy pancernych. A może się jeszcze jakieś resztki humanitaryzmu kołatały? Parę lat później w wojnach w Azji czy na Bliskim Wschodzie nikt się już nie opieprzał, napalmem walono w pozycje wroga i w kolumny wojsk i nawet w samoloty na lotniskach i w ogóle we wszystko. Możliwości techniczne w każdym razie już były, bomby-zbiorniki testowane były przez Brytyjczyków już w 1942 na Hurricane.