Autor Wątek: RC, czyli nie tylko redukcja!  (Przeczytany 56125 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #375 dnia: Maj 03, 2016, 18:08:14 »
A dziś dostałem zdjęcia moich własnych wypocin majówkowych wykonane przez "przygodną fotografkę", panią Marzenę Bigaj

You are not stuck in traffic. You ARE Traffic.
Get a bike. Break FREE!
"Still in one piece. Good Job. Let's go home."

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #376 dnia: Maj 06, 2016, 18:05:30 »
To i ja się pochwalę nową zabaweczką.
Extra 58` od extreme flight, lata cudnie, bez żadnych złych tendencji. Tylko ja latam emerycko po tym jak skasowałem kompletnie Addictiona i miałem pożar regulatora w dużej katance.



Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #377 dnia: Maj 06, 2016, 21:21:49 »
No ładne cacuszko, nie ma co. Teraz jeszcze pokaż czy to w ogóle lata :P

Ja latam na razie "okołometrowymi", i faktycznie muszę troszkę walczyć z brakiem inercji i niskim Re. Ale z drugiej strony baterie tańsze i łatwiej w bagażniku zmieścić takie dwa (plus 2m szybowiec, 0,5m pylon racer, 1,5m Storch, 0,8m profilówka, poduszkowiec i samochodzik...) :)

Nadal czuję do nich respekt, wszak to moje pierwsze tartaki i nie chciał bym ich za szybko stracić. Ale jak by nie było oba "z przeszłością" i daleko im do fabrycznie nowych ideałów, więc poczynam sobie coraz śmielej. Na Katance ćwiczę ostatnio niskie loty na dużych kątach. Buja się jędza na skrzydełka okrutnie; tak bardzo, że zastanawiam się czy jej nie dorobić generatorów wirów i/lub płyt brzegowych. A że przy tym nie cierpi na nadmiar mocy, zdarzyło mi się już kilka razy "nieplanowane lądowanie", często spowodowane... przytarciem skrzydłem o ziemię po niespodziewanym przechyleniu w zakręcie. :D Uszkodzeń na razie brak.
You are not stuck in traffic. You ARE Traffic.
Get a bike. Break FREE!
"Still in one piece. Good Job. Let's go home."

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #378 dnia: Maj 08, 2016, 11:47:08 »
Lata, lata i to ślicznie, tylko ja jeszcze zachowawczo. Zrobił się to w tej chwili mój jedyny lotny model. Skasowałem Addictiona, miałem awarię i awaryjne lądowanie Katanki, kończę budowę PZL-ki i składanie Pittsa, padło mi serwo w Parkmasterze i z wielu modeli zrobił się jeden.
Extra jest świetnie ubarwiona i doskonale widoczna bez względu na warunki oświetleniowe i pozycję w powietrzu, wprost lgnie do powietrza, nie ma tendencji do przeciągnięcia nawet z małymi prędkościami i przy ostrych zakrętach, lata bardzo precyzyjnie, ładnie wisi, robi pięknego blendera, do żylety lubi prędkość, ale robi ją stabilnie, kończę dorabiać do niej winglety, powinno być jeszcze lepiej. Rewelacyjnie ląduje, to chyba najlepiej i najłatwiej lądujący mój model. Stopniowo w miarę oswajania poeksperymentuję troszkę ze środkiem ciężkości, przesunę troszkę ku tyłowi, powinno jeszcze pomóc w wygłupach.
Modele PA, w tym Twoja katanka mini to jedne z lepiej zaprojektowanych i relatywnie dość odpornych na kontakty z ziemią modeli jakimi latałem. Addiction miał chyba z 6 randek z ziemią po których łatwo dawał się naprawić i pięknie latał, aż do zeszłego tygodnia, tym razem przywaliłem naprawdę solidnie.
Zdecydowanie wymień zespół napędowy katance mini, ja w swojej miałem zalecanego thrusta 20, o stosunku ciągu do wagi ponad 2:1 + duże wychylenia i jest demon :)

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #379 dnia: Maj 29, 2016, 22:56:57 »
Mój nowy nabytek. Obiecywałem sobie nie kupować już żadnych modeli, ale po skasowaniu małego Addictiona, czyli mojego ulubionego najbardziej bezstresowego modelu, czegoś mi brakowało.
A tu jak w bajce, pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży dużego brata, model jak nowy, wyposażenie dobre, żal było nie skorzystać :)





Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #380 dnia: Maj 30, 2016, 09:52:01 »
A tu jak w bajce, pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży dużego brata, model jak nowy, wyposażenie dobre, żal było nie skorzystać :)

Gdzie?? Jakim cudem przegapiłem? :P

Gratulacje. Ostatnio znajomy też sobie kupił, i wreszcie miałem okazję zobaczyć jak to lata. Nadal uważam że brzydal paskudny; ale rozumiem już dlaczego potrafi podbić serca. Dokładnie tak samo (minus brak bezwładności) lata moja profilówka. Czysta poezja.

A w temacie aktualności...

(...) to moje pierwsze tartaki i nie chciał bym ich za szybko stracić. (...) zdarzyło mi się już kilka razy "nieplanowane lądowanie", często spowodowane... przytarciem skrzydłem o ziemię po niespodziewanym przechyleniu w zakręcie. :D Uszkodzeń na razie brak.

Jak nic wykrakałem:





Pacjent 1.: zgodnie z "wykrakadłem" początkiem nieszczęść było przytarcie o ziemię skrzydłem, które zaskutkowało wyłamaniem (moim pierwszym!) zębatek serwa. Korzystając z okazji wymieniłem wszystkie cztery, na cyfrowo-metalowe, z dłuższymi ramionami. I wszystko było by pięknie, gdybym przed oblotem sprawdził... kierunek pracy lotek. Niestety nie sprawdziłem, przez co sam oblot trwał jakieś 7 sekund.

Pacjent 2.: tu ciekawostka, bo przyczyną kontuzji było średnio twarde przyziemienie w nie skoszoną część nawierzchni lotniska. Cały samolot obszedł by się z tym wydarzeniem bez sensacji, jednak niestety śmigło na dość dużych obrotach "zebrało" kępę trawy i wybudowało silnik z łoża. Dodatkowo wygiął się 4mm średnicy wał...

Oba zdjęcia są linkami do foto-dokumentacji postępów leczenia. Z przyjemnością donieść muszę, iż Pacjent 2. po udanej rekonwalescencji wykonał wczoraj udany oblot techniczny. Wał jest nadal ten sam, choć wymagał "negocjacji siłowych" (wliczając prasę hydrauliczną 20t, imadło ślusarskie - takie z kowadełkiem - i dwa młotki) aby przekonać go do współpracy. Negatywnych tendencji (ani nawet zwiększonej wibracji) nie stwierdzono.
You are not stuck in traffic. You ARE Traffic.
Get a bike. Break FREE!
"Still in one piece. Good Job. Let's go home."

Offline =OPS=boski qrdl logos

  • Global Moderator
  • *****
    • tanksim.pl
Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #381 dnia: Maj 30, 2016, 10:45:41 »

Pacjent 2.: tu ciekawostka, bo przyczyną kontuzji było średnio twarde przyziemienie w nie skoszoną część nawierzchni lotniska. Cały samolot obszedł by się z tym wydarzeniem bez sensacji, jednak niestety śmigło na dość dużych obrotach "zebrało" kępę trawy i wybudowało silnik z łoża. Dodatkowo wygiął się 4mm średnicy wał...


Czytając powyższe skojarzyły mi się dwie sprawy, a w zasadzie jedna `mądrość` i jeden `nawyk`. Za czasów świetności silników spalinowych 2T, kiedy dopiero raczkował plankton na baterie, czyli jakieś 15 lat temu, mówiono, że spalinówka jak zahaczy o coś śmigłem, to zgaśnie i dalszych szkód nie wyrządzi, np. walnie w palucha i cyk, po sprawie (tak do powiedzmy 6.5cc ;-) ... w przeciwieństwie do elektryka, który bezlitośnie będzie `ciągnął`i sam nie zgaśnie. Z tej mądrości miał się kształtować nawyk, jeśli widzisz, że coś jest nie tak, to od razu przepustnica na 0, to na pewno ograniczy szkody.... i uchroni potencjalne ofiary kretobicia, z czym związana jest kolejna umiejętność `kontrolowanej kraksy`, ale to już temat na inną okazję :evil:.

Tako rzecze,
Zaratustra

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #382 dnia: Maj 30, 2016, 11:24:50 »
Jak to teraz wygląda z napędem? Wszyscy się ze spalinówek na elektryczne przerzucili? Fajne były te silniczki 1cm, 2cm. Maleństwa takie. Widziałem nawet modelarski silnik Wankla. Kurde, gdzieś nawet miałem Jakąś Radugę żarową 7cm i kilka takich maleństw. Nie wiem, gdzie je wcięło...

Offline =OPS=boski qrdl logos

  • Global Moderator
  • *****
    • tanksim.pl
Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #383 dnia: Maj 30, 2016, 11:37:10 »
Pewnie nie wszyscy. U mnie leży kilka silników spalinowych, pokrywając się kurzem... a są to OSy, Saito, Irvine... i YS. Modele, które obecnie mam, to wszystko jest na baterie i nie dlatego, że lubię, ale wygodniej i czyściej, a malutkim kładzikiem to latam po pokoju. Różnica między modelem spalinowym a elektrycznym, to jak przygotowanie pysznego obiadu i jego konsumpcja, a `chińska`, a w zasadzie koreańska, zupka. Elektryki to trochę taki samogwałt modelarski.... W dodatku mało już jest modelarzy robiących z planów czy zestawów, przeważają tzw. latacze. W każdym razie w modelarstwie RC przez ostatnie 10 lat nastąpiła rewolucja elektryczno-elektroniczna, która zmieniła jego oblicze podobnie jak niegdyś wielokanałowe, `komputerowe` (z mikserami i różnymi bajerami) aparatury RC (35Mhz).

Tako rzecze,
Zaratustra

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #384 dnia: Maj 30, 2016, 13:09:38 »
No pewnie jest jak piszesz. Aczkolwiek cały czas chodzi mi po głowie zbudowanie kiedyś czegoś według starej szkoły, wiecie-rozumiecie: balsowa kratownica pokryta papierem japońskim itd.

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #385 dnia: Maj 30, 2016, 13:34:59 »
Z tym "przepustnica na 0" (w elektryku nie ma przepustnicy...) to oczywiście prawda; ale konsekwencje zdarzenia były by o wiele mniej poważne gdyby nie pewne kluczowe błędy konstrukcyjne tej właśnie maszyny. Nie wiem czy już o tym wspominałem, ale ten akurat samolot to konstrukcja z kategorii "amatorski/specjalny" - model całkowicie zaprojektowany i w większości wykonany od zera przez jednego zapaleńca i w jednym egzemplarzu. Przyznać muszę że człowiek odwalił kawał dobrej roboty; nie ustrzegł się jednak kilku grubych "pomyłek", jak na przykład lokalizacja i kształt otworów montażowych i ulżeniowych na zdjęciu poniżej:



Widać dokładnie co, gdzie i dlaczego strzeliło. A to tylko jeden przykład. Po naprawie detal wygląda tak:



Prawda że lepiej?

Różnica między modelem spalinowym a elektrycznym, to jak przygotowanie pysznego obiadu i jego konsumpcja, a `chińska`, a w zasadzie koreańska, zupka. Elektryki to trochę taki samogwałt modelarski....

Przepraszam uprzejmie, ale nie mogę się zgodzić; a najlepszym przykładem jest omawiany właśnie pacjent. Same silniki elektryczne uczyniły z modelarstwem to, co najpierw szybki/wydajny transport morski a później przemysłowy rozwój rolnictwa z rynkiem egzotycznych przypraw (jeśli mamy się trzymać porównań kulinarnych): uczyniły gotowanie luksusowych potraw dostępnym dla szerokich mas stanów średnich. Ale jak wiemy, żadna przyprawa sama z siebie królewskiej uczty nie stanowi. Trzeba się jeszcze trochę na gotowaniu znać i przy nim narobić.

"Samogwałtem modelarskim" można oczywiście bez trudu nazwać zalew modeli ARF/RTF z wszelkiego rodzaju spienionych polimerów. Dziś potencjalny przyszły modelarz (a w zasadzie bardziej poprawnie "latacz" - bardzo mi się podoba to słowo) może wyjść ze sklepu/poczty z gotowym do lotu, łatwym w obsłudze i znacznie bardziej odpornym na "przykrości" modelem za ułamek ceny samego silnika spalinowego. To oczywiście z jednej strony dobrze, bo czyni to interesujące hobby o wiele bardziej przystępnym; z drugiej zaś usunięcie tego "naturalnego filtra" sprawia, że trafiają do kręgu modelarzy (lotniczych!) jednostki które z pewnych względów trafić tam nie powinny (a przynajmniej nie bez dodatkowej obróbki skrawaniem).

No pewnie jest jak piszesz. Aczkolwiek cały czas chodzi mi po głowie zbudowanie kiedyś czegoś według starej szkoły, wiecie-rozumiecie: balsowa kratownica pokryta papierem japońskim itd.

Mi też :) Ale mnogość potomstwa niestety odsyła takie plany w dość odległą, bliżej nie sprecyzowaną przyszłość.
You are not stuck in traffic. You ARE Traffic.
Get a bike. Break FREE!
"Still in one piece. Good Job. Let's go home."

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #386 dnia: Maj 30, 2016, 19:51:31 »
Jeszcze a`propos Addictiona.
Że brzydal to całkowicie się zgadzam, ale to jeden z najlepiej, albo inaczej najprzyjemniej latających akrobatów jakimi latałem.
Podobno średni lata lepiej niż mały, a duży lepiej niż średni. Miałem małego i latał cudnie, nie znam średniego, za to duży już po pierwszych lotach pokazuje że będzie dobrze. Jeszcze nie miałem modelu, którym bez żadnych oznak przeciągania mógłbym w sposób całkowicie kontrolowany tak wolno wylądować - prędkość piechura to chyba dobre określenie, a miałem wrażenie że można wolniej, przy czym ma też power, więc nie jest problemem latanie dynamiczne.
Wiem że to zabrzmi przewrotnie, ale codziennie cieszę się że skasowałem małego, gdyż inaczej pewnie nie zwróciłbym uwagi na ogłoszenie :)

A co do ciekawej dyskusji o silnikach, jak wszystko pozostaje kwestią gustu, czy ktoś lubi hałas, czy ciszę, smród spalin, czy zapach trawy, czy chce mieć ręce czyste, czy usmarowane, ale fakty są takie, że w modelach do 1,5 m rozpiętości silniki spalinowe nie mają racji bytu. Sprawność przeciętnego silnika spalinowego dochodzi do 35%, podczas gdy elektrycznego 85%, drgania od silników spalinowych powodują że zaopatrzone w nie modele muszą być budowane dużo bardziej pancernie, elektryki są bardziej filigranowe, co przekłada się na większe możliwości, chociażby to co potrafią Addictiony, żaden spaliniak w podobnej wielkości nie będzie w stanie tak latać.
Myślę, że kwestią czasu, a w zasadzie ekonomiki, czyli ceny silników elektrycznych, a przede wszystkim baterii będzie to jak szybko elektryki wyprą spaliny z modeli o większej rozpiętości.
Co zresztą już się powoli dzieje w modelach rozpiętości 1,8 - 2, a nawet 2,3m.

Offline =OPS=boski qrdl logos

  • Global Moderator
  • *****
    • tanksim.pl
Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #387 dnia: Maj 30, 2016, 20:10:35 »

A co do ciekawej dyskusji o silnikach, jak wszystko pozostaje kwestią gustu, czy ktoś lubi hałas, czy ciszę, smród spalin, czy zapach trawy, czy chce mieć ręce czyste, czy usmarowane, ale fakty są takie, że w modelach do 1,5 m rozpiętości silniki spalinowe nie mają racji bytu. Sprawność przeciętnego silnika spalinowego dochodzi do 35%, podczas gdy elektrycznego 85%, drgania od silników spalinowych powodują że zaopatrzone w nie modele muszą być budowane dużo bardziej pancernie, elektryki są bardziej filigranowe, co przekłada się na większe możliwości, chociażby to co potrafią Addictiony, żaden spaliniak w podobnej wielkości nie będzie w stanie tak latać.

Proponuję nie mieszać argumentów ideowych z merytorycznymi. `Smród spalin` jest dla niektórych kwintesencją zapachów modelarstwa. Kto sam nie odpalił swojego pierwszego silnika, kto sam go nie wyregulował i kto sam nie wykonał pierwszego lotu, to w zasadzie nie ma pojęcia o czym mowa. Spalinowe modele są po prostu trudniejsze i nic tutaj nie ma miłość do zapachu trawy czy czystych rąk. Odpowiednie wyregulowanie silnika, tak aby pracował nieprzerwanie w każdym położeniu, to dopiero początek, oczywiście po drodze mamy jeszcze odpowiednie docieranie etc. W konsekwencji lot modelu z dobrze wyregulowaną spaliną jest już sam w sobie sukcesem modelarza. A elektryki... zabawki na baterie, z których w każdej chwili można się wycofać, schować do szuflady i zapomnieć, albo opylić na allegro. Jeśli chodzi o sprawność silników spalinowych i ich rzeczywistą moc, to chyba nie widziałeś ile potrafią silniczki 2.5-3.5ccm np w kombatach. `Filigranowe` modele elektryczne przy występujących tam przeciążeniach składają się jak domki z kart.... można tak dalej wymieniać, a i tak nie ma rozstrzygnięcia w tej `wojnie` elektryków ze spalinami. Ja osobiście zaczynałem w spalinie, a teraz z lenistwa... tfu `z miłości do trawy` stałem się kazulanym lataczem. Ubolewam nad tym i nie. Jeśli nie byłoby taniej opcji elektrycznej, to bym w ogóle nie latał, a tak mam przynajmniej `prawą rękę` ;-), imitację prawdziwego modelarstwa RC.

Tako rzecze,
Zaratustra

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #388 dnia: Maj 30, 2016, 21:15:42 »
Jeśli mamy prowadzić dyskusję merytoryczną to trzymajmy się danych, to co mogą silniki spalinowe to jedno (mniejsze i lżejsze elektryki potrafią idealnie to samo ;) ), a to jaką słabą w stosunku do elektryków mają sprawność to drugie. Dla mnie ideologią jest używanie w dyskusji argumentów w stylu jakie wspaniałe brzmienie silnika spalinowego, albo zapach spalin, ale nie neguję że dla kogoś może to stanowić wartość, więc napisałem o gustach. Im jestem starszy tym więcej potrzebuję kontaktu z naturą i w miarę możliwości moje cotygodniowe wypady za W-wę, na łąkę z dala od głównych dróg, gdzie czasem witają mnie zające lub sarenki, a ostatnio lis są wartością dodaną do latania i w świetny sposób ładują moje akumulatory. Kompletnie do szczęścia nie są mi potrzebne hałasy, czy smrody, ale powtarzam to mój punkt widzenia.
Czy aby jeździć samochodem to trzeba go sobie najpierw zbudować?
Nie sądzę.
Czy aby polatać na symku, to trzeba go samemu zakodować????
Miło jest oczywiście podłubać i zrobić coś od podstaw, ale jeszcze milej jest dużo latać, ćwiczyć akrobację i wykonywać coraz to fajniejsze figury, oczywiście znowu kwestia gustu.
Tak jak w każdym hobby, są różne możliwości realizacji, a jako że to tylko hobby, to niestety czas nie jest z gumy. Jeśli mam tracić pół roku (przy obowiązkach zawodowych i rodzinnych to minimum tak wychodzi) na zrobienie sobie jakiegoś modelu, czy kupić ARF-a i złożyć go w tydzień, albo jeszcze lepiej kupić gotowca i tylko podłączyć własny odbiornik i oprogramować nadajnik, to zdecydowanie preferuję to ostatnie i czas poświęcić na latanie. Czy jestem modelarzem gorszego sortu, albo tylko lataczem - szczerze to średnio mnie takie określenia interesują, mam mieć fun z mojego hobby, a najwięcej radości dostarcza mi latanie.
A a`propos jeszcze silników, jeśli w samochodzie będę miał silnik elektryczny dający mi osiągi jakie daje mi mój diesel i przede wszystkim będę miał odpowiedni zasięg i możliwość szybkiego ładowania to tak samo chętnie przejdę na elektryki w samochodach :)

Odp: RC, czyli nie tylko redukcja!
« Odpowiedź #389 dnia: Maj 30, 2016, 22:30:59 »
Panowie, trochę spokoju i rozwagi, jeśli mogę prosić. Nie ma czegoś takiego jak "wojna elektryków ze spalinami", nie ma co mieszać ideologi z gustami; tak na prawdę nie ma o co się w ogóle kłócić. Cały problem bierze się z tego, że słowo "modelarstwo" znaczy tak naprawdę o wiele więcej, niż każdy z nas chciałby przyznać; szczególnie w realiach modelarstwa RC.

Nie ma co się wyzywać od modelarzy gorszego sortu, tak jak i nie ma co się obrażać za latacza; to po prostu różne aspekty tej samej zabawy. Jedni lubią sobie dłubać, inni poczuć triumf nad oporną materią spaliny; a jeszcze inni w ciszy i spokoju patrzeć jak kawałek pianki/drewna/plastiku posłuszny delikatnym rozkazom dwóch palców odczynia niebywały taniec z ptakami na niebie. I wszyscy mają prawo być tak samo szczęśliwi; przynajmniej do czasu aż nie zaczną na siłę udowadniać innym, że ich podejście do tematu jest "bardziejsze".
You are not stuck in traffic. You ARE Traffic.
Get a bike. Break FREE!
"Still in one piece. Good Job. Let's go home."