Forum Miłośników Symulatorów Lotniczych
Kantyna => Dyskusje przy barze => Wątek zaczęty przez: Schmeisser w Maja 11, 2012, 18:45:07
-
Oglądnąłem link podany przez Yoyka w temacie o produkcji J. Bławuta, a zasygnalizowany przez Don Ptaka.
Oglądałem to i chciałem żeby się już skończyło, czułem mieszankę niezdrowego wstydu za tego człowieka, zażenowania i współczucia, oraz złości na Drzyzgę że z czyjegoś problemu robi show.
Co tak bardzo złego zdarzyło się w życiu człowieka że spędza obecnie 16 godzin dziennie przed FSX'em? Bo powiedzmy sobie od razu, to że pijak pije, narkoman ćpie, a koleś spędza po 16 godzin przed kompem to nie do końca jest takie proste że to ich wybór.
A może w tym wypadku ktoś celowo zrobił z siebie świra. Bądz co bądź 1500 zł jakie inkasuje się za występ to spora kwota jak za 45 minut wysiłku.
Ale do rzeczy. Mnie też zdarzało się zaliczyć 12 czy 15 godzin przed komputerem, ale nawet przez chwilę nie uważałem się za pilota luftwaffe ani za dobrego nazistę :D Nie spotkałem takiego człowieka w życiu, a sporo w wirtualnym świecie przeżyłem, bo przygodę z multiplayerem rozpocząłem w 1997 roku.
Spotkałem natomiast sporo przypadków gdzie odrobinę większe natężenie emocji czy zaangażowania ze strony 'przypadku' oznaczałoby wyjście poza odchylenie standardowe od stanu określanego mianem normalności.
Tak było z moim znajomym z Malty, z którym grałem w Delta Force. Koleś w pewnym momencie zaczął spędzać po 20 godzin przed kompem, a wiedziałem że ma żonę i dzieci. Uradziliśmy z resztą squadu że nie będziemy z nim grać oraz że nikt z nas nie odpowie mu na icq. To co potem nastąpiło to wybuch południowej furii, z oskarżeniami że chcemy przejąć dowództwo nad squadem, że jesteśmy zdrajcami , etc. Zniknął na tydzień a potem wszystko wróciło do normy. Kiedyś mi sie potem przyznał że stracił pracę wcześniej i się podłamał. Ok powiedziałem.
Osobiście uważam iż w dojrzałym środowisku a za takie uważam nasze,osobnik który by odjechał zostałby w przedbiegach wykryty, a następnie udzielono by mu pomocy :D Ale Żarty na bok. Może to smutne ,ale myślę iż poza ignorowaniem niewiele osób by zdecydowało się pogadać z takim osobnikiem.
Niestety, wszelkiego rodzaju problemy z zaburzeniami emocjonalnymi są samo nakręcającą się spiralą. Im stają się większe i im bardziej potrzebna jest pomoc z zewnątrz, tym większa izolacja takiej osoby.
Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy :)
-
Schmeiss.... hmmmm... towarzyszu, czy Wy nie wyczuwacie, że Drzyzga to rodzaj pasożyta bardzo często żerującego na osobach z zaburzeniami lub mających rozpoznane schorzenia psychiczne? Resztę ta pani redaktorka dopełnia lachociągami, które się chwalą ile lodów połykają tygodniowo.
Wracając do ludzi, którzy mają problemy psychiczne i są jej "gośćmi". Mnie bierze na wymioty jak widzę tę babę pytającą się np. anorektyczki jak to jest "Patrzysz w lustro i CO?! i CO?!". Ohyda, i nie ważne, że ci biedni ludzie się na to godzą. To tak jakby tłumaczyć księdza-co-lubi-ministrantów, że ministrant też chciał etc.
Osobiście uważam, że nie ma sensu dywagować o osobach z problemami psychicznymi, które pojawiają się w tym klasycznym szambie TVNu.
Tako rzecze,
Zaratustra
-
Wy naprawdę oglądacie telewizję? Serio? :icon_eek:
-
Oj _michal nie przesadzaj, są kanały jak np. Planete gdzie emituje się bardzo dużo ciekawych dokumentów, których nie sposób zobaczyć gdzie indziej. Dal mnie Planete jest już samo w sobie uzasadnieniem oglądania tv. Oczywiście nie oglądam żadnych "pasji" typu "Wysypka po wakacjach", "Trudne oddawanie moczu" (tak, tak Głosie) czy inne tego typu szmiry dla gawiedzi.
Tako rzecze,
Zaratustra
-
Wy naprawdę oglądacie telewizję? Serio? :icon_eek:
Nie nazwałbym tego co w tej chwili jest obecne w telewizorach telewizją.
Na TVN 24 "Katastrofa" - bo tak nazywam tą i jej podobne stacje - próbują zrobić dramat nawet z prognozy pogody.
"Na północy wiatr będzie wiał w porywach nawet do 2 m/s, prosimy zachować ostrożność przy przechodzeniu przez jezdnię w odsłoniętych miejscach"
"... koło Pcimia Dolnego zderzyła się hulajnoga i rower marki ukraina. Policja wyznaczyła objazdy. Są znaczne utrudnnienia na drodze do Pcimia Górnego"
I takie tam bzdety.
Ale czasami zdarza mi się wyłowić w telewizji publicznej jakiś ciekawy film czy dokument. Z reguły około północy.
A programy typu "Rozmowy w tłoku", "Gwiazdy robią po lodzie", "Jak oni gwizdają" i takie tam zostawiam bez komentarza, bo jest najzupełniej zbędny.
I nie sugerował bym się czymkolwiek co zostało w takich programach powiedziane lub zaprezentowane, bo jest wyreżyserowane i zapłacone. A dla "piniędzy" ludzie potrafią robić większe głupstwa niż w programie p. Drzyzgi.
Ramm.
-
Z jednej strony to racja.. pasożyt. Z drugiej paradoksalnie może to mieć korzyść dla reszty społeczeństwa. Sądzicie, że w szkole ktoś próbuje rzeczowo przemówić do dzieciaków w kwestii anoreksji, lachociągnictwa, ciąży itd. Nawet jeśli, to jest to przekaz niezbyt precyzyjny, na odwal się bo ktoś kazał pracownikowi placówki edukacyjnej, który i tak z założenia nie będzie żadnym autorytetem dla młodzieży. W internecie jest wszystko,... niestety na wierzchu są rzeczy podawane w sposób bardzo wulgarny i nie koniecznie prawdziwe. Może podchwytliwa rozmowa z lachociągiem w TVNie nie będzie szczególnie elokwentna, ale zrobienie pośmiewiska z takiego okazu to także pośmiewisko z danej postawy. W pewnym sensie przestroga, mówiąca, że coś takiego jest i należy na to uważać. Może trafić i na symulotnika, tylko jak wiemy koleś był fake. A nawet jakby nie był to umówmy się... świątek piątek 16h w FSX'a to jednak nie jest zdrowo. W RoFie chociażby łapę poćwiczył.
Oczywiście zasadnicza część tych programów, podobnie jak i np. przyjęty poziom w... WIADOMOŚCIACH jest pod większość publiki. Niestety, ale porządek świata jest taki, że zdolnych do myślenia jest z założenia mniej. Obecnie niestety spada zużywalność tych drugich, już nie wymierają na wojnach i w kopalniach :020:
-
Ja myślę, że to działa raczej tak: daj drużynie gości i gospodarzy, a potem opitol kiełbachę kolegom kolegów i trafisz do TVN. Myślę, że potem takie zera się noszą po szkołach jakby co najmniej dostały Oskara. To może imponować i dawać przykład - zeszmać się, to będą o tobie mówić, nie ważne jak, ale będą!
-
Pasożyt czy nie, gorsze jest to że TV nadaje to na co jest zapotrzebowanie. Skoro program ten jest tyle czasu na antenie, to odpowiedzcie sobie sami jakie mamy społeczeństwo.
Zresztą czego się spodziewać, skoro do sejmu dostaje się koleś co jajka poświęcił nie na Wielkanoc i tylko z tego jest znany, inny znany jest tylko z tego, że lubi chłopców, a koleś na motorze popier.. niby 115 km/h (co i tak jest za dużo), a potem żąda 100K za to, że jakiś szmundak nie zjechał mu z drogi.
Zatem czemu się dziwicie, po prostu ludziki to oglądają
-
Ja tam jednak myślę, że to nie widzowie kształtują gusta, ale tv. Puść 100x program o tańczeniu i nagle wszyscy tego pragną. Tak więc tvnowska hiena kształtuje gusta.
-
Tematem tego wątku chyba nie jest pani Drzyzga i jakość telewizji.
Zaraz czerezwyczajka będzie strzelała w kolana z Nagana. :)
Moim zdaniem wszelkie uzależnienia picie, ćpanie, czy takie destrukcyjne granie wynika z nieradzenia sobie z otoczeniem. Będąc w innym świecie taki człowiek czuje się lepszy, ważny, bo sobie ze wszystkim radzi - wygrywa, zwycięża. Każda chwila w naszym świecie go dołuje, bo myśli sobie, że jest nikim. Może nie może znaleźć pracy, może został zwolniony. W wirtualnym świecie jest dowódcą, lub zdobył taki level, że się go boją. Tam staje się takim jakim chciałby być.
To tłumaczenie nie obejmuje papierosów, bo chyba za słabe palę - jeszcze nie odleciałem. :D
Zastanawiam się jak bym rozmawiał z tym "pilotem". Też bym chciał zarabiać 18000 euro/ miesiąc. Ciekawe czy on wierzył w to co mówił. Psycholog, który będzie z nim kiedyś rozmawiał (to raczej pewne) powinien go zapytać kiedy ostatni robił badania lekarskie dopuszczające do lotów, albo kiedy ostatnio miał trening na symulatorze z sytuacji awaryjnych. Po czym powinien mu powiedzieć, że jest zwolniony z powodu niewypełniania przepisów o bezpieczeństwie lotów. :D To tak na początek. Twierdził, że jego loty trwają 1-3 godzin, czyli na międzykontynentalne się nie załapał - cienki jest. :D Chyba też trzeba mu to powiedzieć :D . Poza tym, pilot nie może latać bez przerwy. Po iluś godzinach (nie znam tych przepisów) lotów, należy się odpoczynek. Jeżeli gość wierzy, że jest pilotem, to tych zaleceń też powinien przestrzegać. :D
Można go załatwić własną bronią. :D
-
To ja chyba jestem jakiś stuknięty..
Telewizora nie mam a z filmów to oglądam tylko wojenne i historyczne i dużo ............. czytam jak mam co.
-
Dlaczego stawiasz się w pozycji, że jesteś stuknięty? Nie masz telewizora i już, inni mają i też... i już.
-
Też straciłem prace przez symulatory 8) (no i problemy z kobietą), jestem uzależniony od gier gdzieś tak od 16 roku życia (z roczną przerwą na wojsko:)) i dobrze mi z tym. Również nie mam telewizora.
Dobrze mieć znowu dostęp do netu i Forum :). Miesiąc w Polsce (niby wakacje;)) a narobiłem się więcej niż przez rok tutaj. Moi rodzice uważają że internet im nie potrzebny:|
-
Hm. Primo i za razem ostatni punkt.
Pomóc można tylko komuś, kto chce tej pomocy.
Jeśli widzisz, że ktoś... nazwijmy to, cierpi, chcesz mu pomóc, a on ci rzuci w twarz, wal się - co zrobisz? Zmusisz go? Póki nie sięgniesz swego dna i tego nie odczujesz i nie uświadomisz sobie - całe zastępy terapeutów ci nie pomogą, bo tego sobie nie życzysz.
Ten opisywany znajomy z Malty, zdaje się, nie chciał tej pomocy, bo nie wiedział, gdzie jest. Tak ja uważam.
Edycja szybka:
Ci co oglądają TV - Planete, właśnie teraz nadają dobry dokument, na pewno będzie powtarzany, bo widzę go już drugi raz na tym kanale - sorry za off top, ale uważam że warto.
-
col_Kurtz w zasadzie napisał to co chciałem i ja. Taki filmik mi się przy okazji przypomniał: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jrKjNwejhfg (http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jrKjNwejhfg)
-
Traun, wcale nie jesteś stuknięty. Obywałem się dłuższy czas bez telewizora, a teraz przeważnie robi za tło lub monitor VHS/DVD. A co do Drzyzgi , cóż chce być polską Ophrą ( i bierze za to niezłą kasę). A chłam typu "Tańce z ..." czy południowoamerykańskie megatasiemce, no cóż odmóżdżają, a debilami łatwiej sterować.
-
Ta, narzekacie na wszelkiego rodzaju durne seriale czy tańce itd. a to jeden z niewielu czynników spokojnego siedzenia przy kompie :), mojego, gdy żona oglada z córka coś tam... babskiego
-
col_Kurtz w zasadzie napisał to co chciałem i ja. Taki filmik mi się przy okazji przypomniał: http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jrKjNwejhfg (http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=jrKjNwejhfg)
WoW to zło i zaraza, ale dzięki niemu taki game-o-holic jak ja może się poczuć lepiej, bo jeszcze tak daleko nie zabrnął. :)
Natomiast totalnie zryła mi beret kwestia uzależnienia od FSX. Co poniektórzy goście z filmu Bławuta tam grubo jechali, ale w końcu chodziło o rywalizację z innymi, a FSX to w zasadzie tylko podziwianie widoczków (subiektywna opinia personalna, proszę nie hejtować). Albo faktycznie ekstremalny przypadek, albo jakaś naciągana historia. Zresztą jak dla mnie ciężko się uzależnić od symulacji. To przecież czasem bywa strasznie męczące - ja po godzinnej misji w Black Sharku jestem często wyczerpany.
-
O telewizji i o tym kto decyduje co tam leci.
Jak grałem w RO powstał pomysł żebym napisał artykuł o jakiejś tam specyficznej mapie. Zapytałem jakoś "A kogo to interesuje/o tym mówi?". Odpowiedź była prosta- "Mówi się o tym, o czym się pisze [w domyśle- społeczność RO mówi o tym, co jest wrzucane na polską stronę RO]". I to była celna uwaga- sam rozmawiałem z kumplami o tematach z www.red.orchestra.pl
Tak samo w TV- rzeczywistość to to, o czym ludzie wiedzą. A wiedzą o tym, co obejrzą w telewizji, usłyszą w radio, przeczytają w gazecie czy necie. Inne tematy nie istnieją (tzn. istnieją, tak samo jak istnieje temat o właśnie wydanym P-51 do DCS, czyli my sobie gadamy o tym tutaj).
Modny jest taniec, modne są gwiazdy, więc pokazują tańczące gwiazdy. Bo ten temat istnieje. Kto o tym decyduje- nadawcy. To oni wypromowali te gwiazdy i wypromowali taniec.
Więc, najpierw zaciekawia się odbiorców jakimś tematem, a potem dostarcza im kolejnych informacji o nim. I o tym, co to będą za tematy, decydują nadawcy.
To jedno, drugie to to, że ludzie zwyczajnie lubią oglądać nieudaczników czy ludzi z problemami- można się pośmiać, powspółczuć- co kto lubi. Mnie bawią perypetie bohaterów "Chłopaków z baraków", inni oglądają jakieś przypadki u pani Drzyzgi (przypadki swoją drogą zapewne częściowo reżyserowane, bo ten kolo uzależniony od FS nie wyglądał dla mnie zbyt wiarygodnie- a widziałem w życiu osoby, które oszukiwały siebie i innych tworząc wokół siebie swoją własną rzeczywistość).
-
Jeśli odnieść się do filmu Bławuta... Tja... Ostro, ale sam miałem kilkugodzinne sesje na SHIV. Co prawda to zupełnie inaczej wygląda. W Iłku, jedna misja... i miałem dość - fizycznie i psychicznie. Do celów dolatuje na TC, nie mam sił siedzieć po 30 minut czystego lotu. A w filmie opisywali, że robią to po kilka godzin. To pewnie jeden z powodów, dla których nie nadaję się na walki on-line.
Wracając do filmu... też chwilami czułem się zażenowany. Dlaczego? Że mi niewiele do nich, czy może... jakby nie patrzeć, też mam fiksację - mimo wszystko?
-
Nie masz, gdybyś ją miał to nigdy byś nie dopuścił do świadomości że ją masz. Na tym polega fiksacja :)
Odczuwasz zapewne jakąś formę toksycznego wstydu z powodu 'grania w gry' , bo normy społeczne nie przewiduja by dorosły człowiek grał w gry, lub ktoś ważny mówił ci byś tego nie robił.
-
http://www.youtube.com/watch?v=Vde93bn6kxk
-
Wracając do filmu... też chwilami czułem się zażenowany. Dlaczego? Że mi niewiele do nich, czy może... jakby nie patrzeć, też mam fiksację - mimo wszystko?
Tak dla porządku - to nie jest "fiksacja". To raczej typ uzależnieniowy, gdyby chcieć to jakoś ująć w ramki.
Ale z drugiej strony - bywały czasy, że notoryczne słuchanie muzyki bigbitowej było uważane za oznakę niedostosowania do społeczeństwa. Bo muzyka ta pojawiła się, jak już normy społeczne były, i owe normy katalogowały tylko "koncert w filharmonii" albo "potańcówka".
Programy typu "Z Drzyzgą wśród zwierząt" mają z rzeczywistością mniej wspólnego, niż Gumisie.
-
Natomiast totalnie zryła mi beret kwestia uzależnienia od FSX. Co poniektórzy goście z filmu Bławuta tam grubo jechali, ale w końcu chodziło o rywalizację z innymi, a FSX to w zasadzie tylko podziwianie widoczków (subiektywna opinia personalna, proszę nie hejtować). Albo faktycznie ekstremalny przypadek, albo jakaś naciągana historia.
Nie wiem o co chodzi z tym "uzależnieniem" od gier, jeśli to jest siedzenie po parę godzin przed komputerem i zabawa takim czy innym simem to równie dobrze można się "uzależnić od FS-ów" jak od gier "bojowych". Każda z nich ma inną specyfikę, ale ludzi którym się to podoba po prostu wciąga, a jeśli chodzi o FS-y to i tam istnieje pewien wirtualny świat (z kontrolą lotów, wirtualnymi liniami etc.), pewnie równie pasjonujący co te iłkowe "fronty". Po prostu nie wszystkich bawi akurat rywalizacja ... ot życie ludzie są różni i dobrze bo by nudno było.
Programy typu "Z Drzyzgą wśród zwierząt" mają z rzeczywistością mniej wspólnego, niż Gumisie.
Dokładnie zgadzam się z Twoją opinią i dlatego w sumie jakakolwiek poważna dyskusja nad tym co tam pokazują jest trochę śmieszna i niepoważna. Chyba, że nad samym zjawiskiem faktu, że cała kupa luda uważa, że takie (i inne) programiki w TV pokazują rzeczywistość.
To są wypociny, które wypluwają ludzie za parę groszy i przede wszystkim po to tylko aby "pokazać się w TV" (a jednocześnie zwykle nie mają na to szans ze względu na jakąś swoją wiedzę czy wykonywaną pracę). Gdyby chcieć dywagować nad tym co bardziej świadczy o "porypaniu" (czy jakimiś zaburzeniami "pod kopułą") to moim zdaniem nie to, że ktoś sobie stworzył wirtualny światek, w którym odgrywa jakieś role i który stanowi dla niego ważny element życia - a zdecydowanie bardziej to, że taki osobnik masochistycznie robi z siebie debila ku uciesze milionowej gawiedzi.
Teraz pytanie - czy bardziej "powalony" jest gość, który uwierzył w to, że jest pilotem (bo lata sobie w FSX), czy może ktoś kto ogląda te programy i wierzy w to, że pokazują rzeczywistość? W sumie pod względem "klinicznym" - oba przypadki są podobne czyli wiara w iluzję.
-
Jeśli można - każde uzależnienie poprzedzone jest wyborem, bo nikt nie rodzi się z przymusem (oczywiście pominąwszy dzieci matek alkoholiczek, palących w ciąży, czy narkomanek, kiedy to substancja uzależniająca jest podawana organizmowi poza wolą człowieka). Dzisiaj widzimy, że w zasadzie, całokształt działalności ludzkiej (a społeczeństwa "zachodnie" zostały poddane "hedonizacji" w taki sposób, że nie są w stanie już funkcjonować bez przyjemności) powodują uzależnienie.
Wg. wcześniejszych zasad postępowania z nałogami, należało zawsze znaleźć czynnik uzależniający, wyeliminować go z organizmu (przez detoksykacje), a następnie poddać pacjenta rygorystycznej i ciężkiej terapii umożliwiającej mu powrót do akceptowalnych zachowań społecznych.
Tylko przedtem wróg był jasno określony. Mówiło się o uzależnieniu od czynnika zewnętrznego, wprowadzanego do organizmu przez nałogowca. Czynnik ten nie stanowił o tym, czy dany organizm przeżyje, czyli nie był niezbędny do jego funkcjonowania, a jedynie powodował pobudzenie ośrodków przyjemność (nikotyna, narkotyki, alkohol).
Dzisiaj, poprzez to, że staliśmy się społeczeństwem zamożnym, gdzie nacisk kładziony jest na doznawanie coraz to nowych podniet, do czynników uzależniających dołączono, w zasadzie, wszelkie objawy naszej działalności społecznej. Czyli, można uzależnić się, np. od pracy. Dzisiejsza terapia uzależnień jest bardzo skomplikowana. Przykład pracoholika - jak można wyeliminować pracę z życia człowieka, tak aby nie był już od niej uzależniony? Wg. starych zasad należało by odciąć pacjenta od nałogu, tylko wtedy, nie mógł by, normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Podobnie jest z seksoholikami. Seks to norma dla naszego gatunku, ale może stać się strasznym problemem dla rodziny uzależnionego od niego człowieka. Bez niego, jednak człowiek nie może funkcjonować i prawidłowo rozwijać się psychicznie. Dlatego w chwili obecnej kładzie się nacisk na kontrolowanie nałogu, przez nałogowca (oczywiście o ile nie jest to uzależnienie spowodowane przez czynniki zewnętrzne - papierosy, alkohol, narkotyki etc. - bo w takiej sytuacji stosuje się klasyczną terapie). Nałogowy gracz, nałogowy internauta, czy oglądacz TV, muszą starać się kontrolować swoje popędy (generalnie jest to grupa uzależnień od rozrywek, przyjemności), bo bez zapewnienia swojej psychice odpowiednich dawek przyjemności możemy łatwo popaść w groźne choroby, z którymi już nie ma żartów (depresja, która może doprowadzić do schizofrenii).
Nałogowiec nie może zrezygnować z dostarczania sobie bodźców sprawiających mu przyjemność, ale musi je kontrolować. Równie trudno jest zastąpienie jednej podniety, inną. Ktoś, kto całe życie gapił się na Drzyzgę i silnie się uzależnił od jej programu, nie stanie się nagle i bezboleśnie czcicielem twórczości Prousta i odwrotnie. Istnieje, również ryzyko, że z jednego nałogu wpadnie w drugi, na równi destrukcyjny dla jego roli społecznej. Dlatego, przy tego typu zaburzeniach, podstawą jest wypracowanie z uzależnionym mechanizmu samokontroli. Czyli, nie siedzenie szesnaście godzin przed komputerem, tylko np. trzy dziennie itd.
Właśnie dlatego, u podstaw uzależnień leży wola człowieka. Już dawno minęły czasy, w których było widać tych "pijaków" i normalnych. Dzisiaj, z pozoru normalnie funkcjonujący facet może być groźnym graczem komputerowym, który zapomniał o rodzinie, pracy i wyjściach do kina, a przed oczami ma tylko wirtualne fronty i podniebne bitwy. Jeśli porzuca dla tego swoje role społeczne, to najprostszą formą pomocy dla niego, będzie uświadomienie mu, że tak naprawdę, rzeczywistości, którą sobie wykreował nie ma. Będzie to pierwszy krok do jego terapii. Musi to zrobić osoba, dla której zachował, choćby szczątkowy autorytet. Dalej będzie to jego triumf woli. :D
-
A ja myślę Kochani Forumowicze że gość z programu Drzyzgi trochę się zgrywał po prostu. To widać było gołym okiem. W podpisie funkcjonował jako wodzirej prowadzący wesela, co zresztą potwierdzał swoim szołmeńskim wizerunkiem. Jest odrealniony, to fakt, ale siłę jego fiksacji porłównałbym raczej do bohaterów filmu Bławuta. Bardziej poważne przypadki pojawiały się wcześniej. Na przykład ta laska na początku.
Zatopienie w swoim avatarze bardziej widać wśród odtwórców historycznej misji z "Wirtualnej wojny". Tam osobnicy siedzą w jednym miejscu, po kilka godzin, przy jednej misji odtwarzanej w "real time". Gdy zobaczyłem tą scenę od razu przypomniała mi się kolorowa ilustracja jednego z Mustangów z Ivo Jimy z godłem osobistym w formie rebusu "My Aching Ass" :001:
Bolący tyłek z pewnością przypomni o realnych potrzebach :002:
-
Też widziałem ten program. Uważam również, że osoby występujące przed tym gościem byli w gorszym stanie. Po drugie faktycznie jakoś nie pasowało mi przedstawione zaangażowanie tego pana w FSX do pozostałych faktów. Sam jestem związany z serią gier Microsoftu od czasów wersji FS2000. Jak dla mnie, loty zwłaszcza skomplikowanymi maszynami są bardzo męczące. Gość twierdzi, że wykonuje loty od 1.5 do 2 godzin. Uruchomienie maszyny, start, wznoszenie, podejście, lądowanie, sam lot na wysokości przelotowej (Wtedy można troszkę odpocząć) trwa bardzo krótko. Skoro twierdzi, że lata po 16 godzin, to nie wyobrażam tego sobie. Po drugie: powiedział, że wstaje o 4 rano, jak o 6 ma wystartować. Stwierdził, że 1.5 godziny poświęca na przygotowania do lotu. No, a potem powiedział, że po locie ma 30 minut przerwy i znów leci. Więc albo nie lata jednak tak dużo, albo po prostu te 16 godzin spędza przed komputerem?? A po kolejne to jeżeli gość jest takim fanem FSX, to musi siedzieć na jednym z forum o tej tematyce :002:. Myślę, że program pani Drzyzgi należy oglądać z dystansem. Już samo przychodzenie tych samych ludzi po kilka razy do programu z coraz to ciekawszymi problemami jest zastanawiające.
-
@Schmeisser
To może podchodzić pod racjonalizację ;) Czyli co ja tu Wam mądrego powiem, by zasłonić, usprawiedliwić, wytłumaczyć ect. swój nałóg :P Tak czynią inteligentni alkoholicy, swoją drogą, jedne z trudniejszych przypadków w leczeniu i terapii, bowiem świetnie potrafią sami sobie pewne rzeczy... zaciemnić i zasłonić, by jak piszesz, nie dopuścić. Poprzez fiksację, miałem na myśli lekkie zboczenie od głównego kursu, a nie całkowitą chorobę schizofreniczną. Prawdę powiedziawszy, nie wiem co jest bardziej poważne, latanie po wirtualnym froncie, czy też po realnym, dowodzenie kolegami przez TSa, czy też na realnym froncie, gdzie w pewnym momencie, pociągając za spust, zabijasz w rzeczywistości. Czy to ma świadczyć... o czym w sumie? O naszej ludzkiej stronie, zwierzęcej? W końcu od zwierząt różnimy się min. tym, że mamy świadomość naszej świadomości. Teraz pytaniem jest, jak można zabić kogoś podobnego gatunku - świadomości, gdzie powszechnym się staje, że nawet maltretowanie zwierząt jest rzeczą nieludzką - hipokryzja, ot co. Dla mnie moczenie kija w wodzie, to też jakaś dziwna sprawa, ale co z umiarem, to mieści się w normach. Ale jak np. w Call of Duty, możesz pograć z godzinę, w Ił2 - też, od biedy 2h na dobę, da się na off-line, o tyle pewne gry wymagają czasu - nie znam z doświadczenia tych MSF, czy o czym piszecie, ale wiem, że takie gry istnieją i że wymagają tyle czasu, by można było powiedzieć - pograłem sobie.
Teraz odnośnie tego "każde uzależnienie poprzedzone jest wyborem, bo nikt nie rodzi się z przymusem". Nikt nie rodzi się żołnierzem? :D Chyba nie bardzo wiesz na czym polega uzależnienie, które ma tyle z wolą do czynienia, co... nie ma nic.
Do dzisiaj, mimo, że badania wszelakie są, odbywają się, i potrwają jeszcze długo, nie doszli do tego, co jest spustem - czyli co tak naprawdę uruchamia nałóg i jego, powiedzmy środek (narkotyk, czy alkohol, czy może TV).
Podstaw, przyczyn leżących u podstaw jest wiele. Nie można tego generalizować, bo choć każdy przypadek jest taki sam, to jednak jednostka której to dotyka, jest zupełnie inna.
Pić nałogowo może tak samo człowiek z dobrego domu, na wysokim stanowisku, z pełną rodziną, który w ogóle nie słyszał o patologii więzi, jak i człowiek, który idzie przez swe życie z krzyżem na plecach. Czy mieli jakiś wybór? Kto im go dał? Czy jak sięgali po pierwszy kieliszek, to oznaczało to ich wybór? Może źle Ciebie zrozumiałem, ale to nie jest tak, że Marek Nowak wybrał sobie heroinę (bo brzmi heroicznie) a Jan Kowalski wybrał wódkę (bo dużo o niej czytał w książkach). To można porównać to hobby. Jeden wybiera znaczki, czasami nie wiedząc do końca do go do tego zaprowadziło, a drugi wybierze... kij w wodzie - wędkowanie.
Wyobraź sobie czapeczkę i kolorowe kulki wewnątrz. Sięgasz i co, wiesz jaki kolor będzie miała Twoja kulka? Nie. To właśnie jest ten wybór. Gdyby tak było, to świat byłby na pewno mniej skomplikowany.
Oczyszczenie organizmu z chemii to jedno, a oczyszczenie mózgu to drugie. Jedno można zrobić przez detoksykację, prosta sprawa. Ta druga, ma się zgoła inaczej. Wszystko jest tam zaklęte. Poza sposobem myślenia, trzeba zmienić cały sposób życia, czasami i otoczenie, by móc się od tego wyzwolić. Wszywki już dawno poszły na bok, raz, że nie działają, dwa, że nie działają. Polecam obejrzeć dobry film z Sandrą Bullock - 27 dni. Amerykanie bardzo dużo zrobili w kierunku leczenia uzależnień i dawno już stwierdzili, że to choroba, a nie brak woli, czy jakaś dziwna mania, czy też ułomność.
Uzależnić możesz się od wszystkiego. Badania dowodzą, iż mózg potrafi wytworzyć chemię, która Ciebie uzależni, od herbaty np. Tak, uzależnić można się od wszystkiego.
Otyłość, także jest już wpisana jako jednostka chorobowa, bo stwierdzono, że to nie żadne kaprysy, czy brak woli... czym ona de facto jest? Odczuwaniem jakiegoś przymusu? Czy brakiem odczuwania? Silna wola nie ma się nijak do choroby uzależnienia. Nijak.
Jest kilka czynników składających się na rozwój choroby, czy my w tym uczestniczymy? Nie. Nawet nie wiemy, póki sobie tego jasno nie uświadomimy (wiadomym jest, jak potrafimy się bronić), co mogło się złożyć na wybuch tej choroby. Czy to coś zmienia? Zmienisz ojca w wieku 5 lat? Zmienisz podwórko w wieku 10? Szkołę? Dlaczego człowiek nie pijący całe 40 lat swego życia, nagle sięga po alkohol, sięga tak długo, że w końcu... kończy życie w sposób mało chwalebny.
Mamy w sobie niejako zaklęte jakieś triggery, i nie wiesz, kiedy i jaki co uruchomi. Więc nie pisz proszę o woli wyboru, bo to jakbyś napisał, że mogę sobie wybrać raka wątroby, a nie trzustki ;)
Co programów Pani D. Cóż, jest o wszystko reżyserowane. Są ludzie, którzy chcą to oglądać, są i tacy, którzy chcą je produkować. Kiedyś usłyszałem taką anegdotę.
Siedział sobie malarz z bohomazem na rynku i ceną wystawioną. Przechodzący inny człowiek rzekł:
- Trzeba być głupim, by to namalować.
- Jak głupim trzeba być, by to kupić?
Jest produkt, jest nabywca. Ot cała filozofia. Doprawdy nie wiem, kto gorszy, serio, ten co ogląda, czy ten co to robi. W przypadku obrazu, wiem, w przypadku tego programu, zdaje mi się, że też wiem. Nie widziałem tego konkretnego wydania, nie muszę. Widziałem kilka innych, z czystej ciekawości, czasami mam jakąś skłonność masochistyczną, że się w takie programy zagapiam i wyjść z tego chwilę nie potrafię. Uważam, że jest to wszystko reżyserowane, pod widownię, publikę. Panie psycholog, jakie są tam zapraszane, zastanawiam się często, czy one przeszły terapię własną. Bo np. dobry terapeuta ma obowiązek przejścia, by wejrzeć we własne problemy i z nimi się uporać, by móc potem komuś innemu w tym pomóc. O tym mówi często i pisze Santorski (nie, żebym aż tyle jego książek przeczytał;) ale czytałem inne i skąd inąd też wiem. Jak widzę zacietrzewienie, agresję tych Pań, to aż za głowę się łapię... rety, kobieto, lecz siebie, a nie innym doradzaj. A one uważają się, media je w tym utwierdzają - biedne w sumie, bo nieświadome siebie w ogóle - że są specjalistkami. Są, takimi samymi jak wspominana Pani D.
-
Zabolało Kolegów :002: Tylko po co? Tam przychodzą takie zwierzaki, że pan od fsa wychodzi na ich tle jako szczyt elokwencji, opanowania i higieny psychicznej. Wiadomo, temat dotyczył naszych zainteresowań. Mnie osobiście ucieszył, bo zobaczyłem, że jestem dość normalny :D Śmieszy mnie natomiast ględzenie o uzależnieniu od gier ze strony ludzi, których jedyną rozrywką jest telewizja albo polityka...
A te lachociągi... Myślicie, że one mają taki prosty świat? Jedne są "szmaty" bo ciągną każdemu, a inne się "szanują" bo ciągną na przykład tylko tym, co mają samochód marki X :D
-
Wyobraź sobie czapeczkę i kolorowe kulki wewnątrz. Sięgasz i co, wiesz jaki kolor będzie miała Twoja kulka?
Na The Forum kulka może być tylko jedna. Tytanowa.
-
Na The Forum kulka może być tylko jedna. Tytanowa.
Nie bardzo rozumiem... ale może to ma tak być, enigmatycznie i tajemniczo? :karpik
-
Bo tu żadnych kulek się nie łyka, tylko z godnością przyjmuje, i nie na klatę, a na kolano.
Był to kiedyś taki jeden spec od kulek różnych, a innych niż wspomniane przez Leona, oberwał, ale nie był godzien tytanowej ta przysługuje zasłużonym, moderatorzy dostają srebrne, a gdyby sam OZ (Ojciec Założyciel) chciał postąpić honorowo, to On wybierze kulkę złotą, oczywiście sam dla siebie, bo nikt inny tego nie może zrobić. Normalnym pozostają takie zwykłe ołowiane, ewentualnie lekuchno podpiłowane na górze.
Ponoć Głos Z Kibla... optował za aplikowaniem tego jak czopek od gorączki, ale reszta zażądała depilacji miejsc intymnych i zaświadczenia o braku hemoroidów, tak więc pozostano przy kolanie ewentualnie przy... ale nie tam gdzie chciał Głos.
-
No i jest jeszcze Żan Kulka.... ale to włochate cudo.
-
Tytanowe kulki jako elementy zestawu akcesorii współgrających z różowymi pończochami, kagańcami i bacikiem :021: to kwintesencja tego forum.
Taki zestaw wręczano w zaraniach każdemu nowemu. Widać że się nie załapaliście. Albo zgubiliście i cicho siedzicie by podczas najbliższej inspekcji nie wyszło na jaw. Blitz czeka. :121:
-
Chyba nie bardzo wiesz na czym polega uzależnienie, które ma tyle z wolą do czynienia, co... nie ma nic.
Mam wrażenie, że kłócisz się o to, czego nie zrozumiałeś. Wypowiedź jest prosta - każde uzależnienie poprzedzone jest wyborem. Nie wiem, czego tu można nie zrozumieć i nie wiem z którą częścią mojej wypowiedzi się nie zgadzasz. Uzależnienie, jeśli już nastąpiło, jest od woli niezależne (ale nie do końca - o czym dalej), ale przed wystąpieniem tego stanu każdy człowiek ma wybór - palić - nie palić, pić - nie pić, grać - nie grać etc.
Pić nałogowo może tak samo człowiek z dobrego domu, na wysokim stanowisku,...
Sam napisałem, że dzisiaj trudno jest jednoznacznie zdefiniować i wskazać alkoholika, narkomana, czy nałogowego onanistę. Dawniej były mocniej zaznaczone role społeczne. Większy był kontrast pomiędzy normalnością, a patologią. Więc, po co te wywody?
Wyobraź sobie czapeczkę i kolorowe kulki wewnątrz. Sięgasz i co, wiesz jaki kolor będzie miała Twoja kulka? Nie. To właśnie jest ten wybór. Gdyby tak było, to świat byłby na pewno mniej skomplikowany.
Do czego zmierzasz? Do tego, że naszym życiem rządzi przypadek, czy do tego, że jak się wali non stop, to łatwiej powiedzieć: "wyciągnąłem beznadziejną 'kulkę' i jest wszystko git, bo taki jestem". Tego nie zrozumiałem do końca, ale jeśli sądzisz, że każdy pijaczyna, to ofiara, to się z Tobą absolutnie nie zgadzam. Świadczy, to również, że świadomość o uzależnieniach czerpiesz z amerykańskiej, dawno już porzuconych teorii, opracowanych dla wyciągnięcia dużej ilości szmalu od naiwnych,chorych ludzi. Mechanizm jest bardzo prosty - wmówić zaćpanej aktorce, że zaczęła brać, nie dla rozrywki, czy z nudów, ale przez to, że od początku była chora. Podanie komuś z nałogiem na tacy gotowego usprawiedliwienia dla jego głupiego wyboru życiowego, to najlepsza droga do zniszczenia człowieka uzależnionego.
Jakbyś, trochę prześledził statystyki, to zobaczył byś, że w Polsce mieliśmy dużo lepsze wyniki w wychodzeniu z nałogów, niż w USA. Duże osiągnięcia w dziedzinie terapii antynarkotykowych miał Kotański (po jego śmierci w zasadzie MONAR upadał, a oddziały detoksykacyjne zaczęto likwidować - z drugiej strony instytucja nie nadążała za nowymi formami uzależnień - dłuższa historia), który całkowicie "zeszlifowywał" psychikę uzależnionego i broń Boże nie prawił mu "komplementów" w stylu "to nie twoja wina, to kulki z kapelusza", tak jak wynika to z Twoich wypowiedzi. Tak pierdzielą (para)psycholodzy z bogatych, amerykańskich klinik odwykowych, dla ludzi z dużą ilością, niepotrzebnej im gotowizny.
Jest kilka czynników składających się na rozwój choroby, czy my w tym uczestniczymy? Nie. Nawet nie wiemy, póki sobie tego jasno nie uświadomimy (wiadomym jest, jak potrafimy się bronić), co mogło się złożyć na wybuch tej choroby. Czy to coś zmienia? Zmienisz ojca w wieku 5 lat? Zmienisz podwórko w wieku 10? Szkołę? Dlaczego człowiek nie pijący całe 40 lat swego życia, nagle sięga po alkohol, sięga tak długo, że w końcu... kończy życie w sposób mało chwalebny.
I jest jeden, najważniejszy - wola człowieka, o której zapominasz. Przed sięgnięciem po używkę, czy uzależniacz zawsze występuje wybór. To, że ktoś nie radzi sobie z rzeczywistością, nie oznacza z automatu tego, że musi chlać - po prostu tą drogę wybrał, bo wydawała mu się najprostsza, a konsekwencją jest jego choroba, ale żeby go leczyć (skutecznie) należy mu uświadomić jego winę za doprowadzenie się do stanu, w jakim się znalazł. Inaczej, przez dziesięciolecia będzie wypłakiwał na kozetce swoje dzieciństwo, czy walniętego ojca/matkę, chlając do woli i ciesząc się, że to nie jego wina.
Mamy w sobie niejako zaklęte jakieś triggery, i nie wiesz...
Znów zakładasz najprostsze rozwiązania, usprawiedliwiające społeczne zachowania człowieka, bez udziału jego woli. "Kradnę, bo mi pani postawiła jedynkę, a przy okazji zabiję menela na ulicy, bo tak naprawdę nie chcę nim zostać." Wszystko można tłumaczyć zewnętrznym imperatywem. "Jestem zerem, bo nie miałem gameboya, bo starych nie było stać." A właśnie wszystko polega na wyborze i na tym, czy będziemy w stanie się z naszymi wyborami zmierzyć. Osobiście znam ludzi (wielu), na których postawiono krechę i wg. Twoich wywodów powinni się stoczyć, a my powinniśmy (nie wiem dlaczego - w imię jakiejś poprawności politycznej?) im współczuć, pomagać i klepać po plecach, wciąż mówiąc "nic się stary nie stało, to nie twoja win, to babcia miała blond włosy". Ci ludzie są inni - niektórzy nawet zostali doktorantami na polibudzie, a niektórzy leczą ludzi w szpitalu. Tylko jak tankowaliśmy tanie mózgotrzepy we wnęce za szkołą, to nikt z dorosłych nie wyskakiwał z tekstami "to nie wasza wina - to środowisko - a wy sobie pijcie, bo jesteście biedni", tylko jak nie mógł nam sam wpierniczyć, to wołał naszych rodziców do pomocy.
-
Zacznę od początku - ja się nie kłócę.
Druga sprawa, cała nasza wiedza (o terapii i uzależnieniach wzięła się ze Stanów). Melibruda na niej bazuje, że czyni postępy we własnym zakresie, nie oznacza, że się odcina od korzeni. Tam powstały pierwsze ośrodki leczenia choroby alkoholowej.
O MONARZE i Kotańskim się nie wypowiem - jak duży był to błąd, wiem, nie tylko ja ale i wielu narkomanów ja i wielu terapeutów - dobrych a nie samozwańczych.
Co do kapelusza z kulkami, to był przykład, ale włóż tam sobie np.: wódkę, narkotyk, grę, czy seksoholizm, ewentualnie uzależnienie krzyżowe - czyli alkohol + narkotyki. To ma ilustrować, że nim wpadniesz w nałóg, nie wybierasz go sobie, nie wiesz, że Ciebie może to trafić. Normy społeczne i podziały nie mają tu nic do rzeczy, jedynie ilustrowałem, że alkoholikiem może zostać nie tylko jak to nazwałeś menel. Kim jest menel? Ten co nie ma pracy i mieszka na ulicy, czy prezes Wielkiej Firmy, który rodzinę zaniedbuje i wszystko, tylko po to, by się napić, zapić, uchlać, zapomnieć o tym, że jest nawet prezesem.
To co piszesz o tym, co Amerykanie, a co my, Polacy... serio, położyłeś mnie, bo nie wiem skąd to wziąłeś ;) Przepraszam bardzo, ale kiedy mieliśmy czynić te postępy? Za Gomułki, czy za Gierka, a może Jaruzelskiego, kiedy dostęp do wszystkiego co zachodnie był klasowo blokowany. Cała wiedza poczęła się rozwijać po zburzeniu muru, jedynie niektórzy coś się wcześniej dowiedzieli, jak udało im się przemknąć na zachód, a potem sprowadzić odpowiednie lektury do Polski i wydawać je podobnie, jak wydawała swoje broszury Solidarność. Tak, tak... tak to wyglądało wówczas.
Wybór? Znaczy co, chcesz mi powiedzieć, że... Nowak siada i wybiera sobie wódkę, gdy jego kolega Kowalski siedząc obok twardo postanowił, że uzależni się od heroiny? To nazywasz tym początkowym wyborem? Czy tak? Otóż ja piszę o tym, że jeden pójdzie na imieniny i z nich wyjdzie, drugi, wyjdzie pijany. Znaczy mały Jasiu wybiera sobie tibię, a nie wow? Otóż Jasiu może spróbować i tibii i wow i nie ulec, a może skosztować marychy i wpadnie. Wybrał? Równie dobrze mógł próbować papierosów i nic. Któryś z nich coś zakładał? Hipotetyczny przykład nie-alkoholików, tylko ludzi, którzy dokonują jakichś wyborów.
Nie jestem za teorią Kotańskiego, że ci ludzie są winni swych wyborów, bo to nie są wybory. Jeśli tak uważasz, to coś mi zaczyna się wydawać, że zupełnie nie znasz problemu.
Nikt tu się nie babrze latami w czyimś dzieciństwie, bo do tego co nieświadome nikt się zabiera. To jest zupełnie inna historia. Nikt nie siedzi też z kimś za rękę i nie czeka aż ten ktoś się wypłacze na kozetce (skąd pomysł z kozetką, bo padło hasło terapia?) to się odbywa w grupach terapeutycznych, a nie na kozetce Freuda. To zupełnie inne sprawy. A MONARy upadają, bowiem wiedza posunęła się nieco dalej i przestano dzielić ludzi na ćpających i normalnych (w tym pijących).
Otóż nie zamierzam utyskiwać, jak ci ludzie mają źle, ale de facto tak jest. To nie ich wina, ani wina rodziców, ani środowiska. Jak napisałem, to wynik zbiegu wielu czynników o których nawet nie wiemy. Owszem, można w końcu do tego dojść i wywnioskować, no tak... ojciec nie pił, matka też nie... ale podwórko jakoś było takie a takie, i miało chyba główny wpływ na popadnięcie w nałóg. Wina? Bzdura, to się zostawia ad acta i przystępuje do pracy z człowiekiem, i mniejsza wówczas o wybory jakich dokonywał, ważne, co teraz wybierze - nie pić!
Sama detoksykacja to jedynie początek, oczyszczenie organizmu z chemii. Ale o ile z alkoholem jest sprawa dość łatwa, po dłuższym czasie "odparuje" z organizmu, o tyle z niektórymi innymi substancjami sprawa nie ma się już tak prosto i łatwo.
Sam nasz mózg, gdy go odetniemy od źródła potrafi nas samych zatruwać, produkując odpowiednie środki chemiczne - psychoaktywne - do tego doszli jak badali mózg. Stąd nie jest w sumie ważne jaki nałóg, może być i hazardzista. W jego mózgu są wytwarzane podobne związki, bo w sumie to nie hazard, czy karty, czy pieniądze decydują o nałogowym końcu tego hobby. Emocje jakie temu towarzyszą mają na to wpływ. Nałóg jest często określany również chorobą emocji. I to nie musi być alkohol, czy narkotyki.
Reasumując. Jakim wyborem? Dzisiaj wpadnę sobie w nałóg:
1. Grania na PC.
2. Picia alkoholu.
3. Zażywania narkotyków.
Dzisiaj jest poniedziałek, to może wybiorę sobie...
"Znów zakładasz najprostsze rozwiązania, usprawiedliwiające społeczne zachowania człowieka, bez udziału jego woli. "Kradnę, bo mi pani postawiła jedynkę, a przy okazji zabiję menela na ulicy, bo tak naprawdę nie chcę nim zostać." Wszystko można tłumaczyć zewnętrznym imperatywem"
Nie zakładam najprostszych rozwiązań. Nie chodzi o usprawiedliwianie, ale szukanie przyczyn, a warunki społeczne są/mogą być jednymi z nich.
No, kradnę... To jest naprawdę wyśmienite. Już chociażby w Kiepskich, Ferdek nie raz wypowiada magiczne, a teraz się napiję, bo mnie... zupa była zasłona. I żebyś wiedział, jakże to jest prawdziwe... albo lepiej, byś się nie dowiedział, więc uwierz mi proszę :) Alkoholicy, jak i inni dotknięci chorobą uzależnienia, szukają racjonalizacji swego nałogu. Wybór? Znaczy co, alkoholik powie, tak wybrałem? To ciekawe. Mamy alkoholików, co wybrali bycie alkoholikami, mamy narkomanów, którzy wybrali bycie narkomanami? Mamy chorych na raka, bo wybrali sobie raka trzustki, czy jelita grubego? Mamy ludzi grubych, bo stwierdzili, że ważyć 120 kg jest całkiem seksy? O kompulsywności zachowań, słyszałeś?
Zapraszam tutaj:
http://psychebook.one.pl/Uzaleznione_myslenie_analiza_samooszukiwania.pdf
I jest to lektura dla każdego człowieka, nie tylko uzależnionego.
Kulki zostawcie dla siebie :P
-
Uwielbiam takie psychonarracje. Od pewnego czasu jestem przekonany, że psychologia+psychiatria = pozbawienie nas wszelkiej wolnej woli decydowania. Nie ma uzależnionych i tych co nie są uzależnieni, są tylko uzależnieni co się skruszyli i uzależnieni co się samooszukują - poezja. Dziadek Freud pewnie mlaska w grobie z zachwytu. Tak więc to nie komuna, to nie neoliberalizm, to nawet nie Łukaszenko, ale psycholog w duecie z psychiatrą wytłumaczą wam, że wolna wola decydowania o swoich wyborach, to iluzja inteligentnego ćpaka*.
Tacy od psychiki to potrafią pewnie nawet małolatom obrzydzić walenie gruchy, po prostu majstersztyk, lepiej od księdza :banan.
Tako rzecze,
Zaratustra
* Wg mistrza Lema są ssaki, ptaki i ćpaki. Najwyraźniej jednostka ponowoczesna to ćpak :-).
-
Nietzscheański Nadczłowiek`u... Lem miał również ciekawe spostrzeżenia o internautach ;)
To nie jest psychonarracja, czy jak to zechcesz nazwać. Bagatelizowanie, cóż, chwyt dobry, ale właściwy w tym miejscu? Jeśli już o czymś mówić, to dobrze wiedzieć, o czym się mówi, czasami też jak ;)
Odnosząc się teraz bezpośrednio:
Od pewnego czasu jestem przekonany, że psychologia+psychiatria = pozbawienie nas wszelkiej wolnej woli decydowania. Zaiste, powiedz mi proszę, w jaki sposób to się dzieje? Doświadczyłeś tego? Uważasz, że kogoś to spotkało? Bo mi się zdaje, uzależnienie, owszem, dokładnie to właśnie czyni. W błędzie jesteś, jeśli nasze problemy próbujesz skwitować, ubezwłasnowolnieniem przez psychiatrię oraz psychologię.
Założyciel wątku chciał serio wypowiedzi, więc z całym szacunkiem do niego i tematu, się odniosłem.
Dziadek Freud, jeśli już go wspominasz, pewnie nie wie nawet o czym piszemy, nie wiem dlaczego tak się go uczepiliście ;)
Ta wolna wola jest tutaj jakimś... zaklęciem, czy czym przepraszm? :002:
Mylicie chyba, a nawet na pewno, pewne porządki. Kiedy mowa o uzależnieniu, to jak można coś wspominać o wolnej woli? To zupełnie tak, jakby powiedzieć, że socjopata, zabija, bo ma taką wolę - o zgrozo! Problem polega na tym, że: co to jest, ta wolna wola? (babcia mawiała, wole, to ma indyk ;) ) Wracając, problem tutaj nie polega na braku woli, ale na uzależnieniu, więc jak można mówić o wolnej woli, he?
To jest inny porządek dyskursu, mówienie o uzależnieniach nie znosi pojęcia wolnej woli. Ale ta bowiem, w tej kwestii jest nieistotna, nie o to chodzi.
Jakakolwiek ekwilibrystyka słowna, jedynie zaciemnia ten problem - sprowadza się to ostatecznie do werbalizmu. Owszem, sam lubię, ale... albo piszemy o czymś serio, albo robimy sobie jaja. Pytaniem: po co zakładać takowy wątek? :001:
Vide: Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy
Mam nadzieję, że kolega nie miał na myśli, myśli prawej i jedynej, oraz zgodnej ze statutem i książeczką ;)
A wracając do wyboru, czy rzeczywiście ktoś sądzi, że uzależnienie się wybiera, jak kiełbasę w sklepie? Całość tego co piszę, ma na względzie to i tylko to, że to nie ma nic wspólnego z wolną wolą. Jeśli ktoś myśli, że silna wola pozwoli mu pozbyć się nałogu, jaki by nie był, to chciałbym dopowiedzieć i uprzedzić, że jest w błędzie i żyje w stanie ciągłego wstrzymania - co powoduje kolejne konsekwencje.
-
Piszę jak najbardziej poważnie, może nico ironizując. Postaram się pisać krótko, z pewnym uszczerbkiem dla ciągłości wywodu.
Zacznijmy od tego, że zwykle przyjmuje się, że istnieją tzw. związki przyczynowo-skutkowe, zarówno w "przyrodzie" jak i też w wyborach ludzkich. Tak więc zasadniczą kwestią jest czy to, że wybieram herbatę, a nie np. kawę, jest moim wolnym wyborem, czy jest zdeterminowane moimi skłonnościami, przyzwyczajeniami, czy też w ostateczności twardym, tkankowym uzależnieniem. O ile w przypadku odpowiedzi "piję herbatę bo lubię" nie traktujemy tego jako uzależnionego wyboru, którym de facto jest, to powiedzenie "piję alko. bo lubię" już budzi uzasadnione wątpliwości. Jednak pomiędzy rzeczywistym narkotykiem, a popierdułką znudzonego emo przy kompie, jest imo zasadnicza różnica. Inaczej możemy dojść do wniosku, że każdy wybór jest mniej lub bardziej zdeterminowany i to w różnym stopniu uświadomienia, tym samym nasze uzależnienie zaczyna się od preferowanych marek wody mineralnej. Czy siadanie koło ładnej kobiety w tramwaju/autobusie jest wolnym wyborem, czy uzależnieniem etc?
Jak to się ma do psychologii. Otóż żadna inna nauka nie ma takich pretensji od odkrywania związków przyczynowo skutkowych w psychice ludzkiej co psychologia, w dodatku dążąc do ich klasyfikacji, a tym samym do schematyzacji zachowań ludzkich. Psycholog lub psychiatra nie zadowala się prostą odpowiedzią "obiektu badań": zrobiłem to z wolnej woli. Będzie szukał przyczyny, której skutek widzi - inaczej by nie było nauki. Jak lekarz widzi objaw, to stara się zdiagnozować chorobę. W tym sensie tego typu nauki obdzierają naszą psychikę z resztek "tajemniczości" i tym samym wolności. Osobiście jestem indeterministą, a w innych wątkach można poczytać o moich hobby :karpik :karpik.
Tako rzecze,
Zaratustra
-
No dobra col Kurtz, ale przecież uzależnienie to nie jest coś co przychodzi z dnia na dzień. To proces kilkuetapowy, etapy te psychiatrzy mniej więcej nazwali i opisali pewne objawy alarmowe. Człowiek z pewną dozą autorefleksji powinien zauważyć, że coś jest z nim nie tak, o ile ma osobowość prawidłową. Stąd też uważam, że to w pewnym momencie jest nasz wybór, albo pogrążam się dalej, albo biorę się za siebie zanim nie jest za późno.
-
Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy
1/ Od straszenia dziurawieniem kolan jest tutaj GTL i może to być odebrane jako mieszanie się w nasze kompetencje - a to może zaszkodzić akurat Twioim kolanom.
2/ Nawet moja pokojowo nastawiona do świata żona wie, że do poruszającego się celu skuteczniejsze są przedmioty poruszające się z nieco większą prędkością.
A w kwestii tych całych psychologów i innych czarownic - to akurat jedyna funkcja takich pseudonauk polega na udowodnieniu biednemu frajerowi, że bez pomocy "specjalisty" za 100zł/godz. nie jest sobie poradzić w życiu. Jeśli chodzi o uzależnienia - to takie czarownice potrafiły mojemu młodszemu koledze wmówić alkoholizm i do kompletu jego żonie również, tylko dlatego, że pili sobie wieczorami po 2 piwka do TV (jak to bym raczej polecił odstawić TV - bardziej szkodliwe). I po paru takich wizytach nie wyobrażają sobie żywota bez "grupy wsparcia" i wizyty u terapeuty raz w tygodniu. Pewnie ten gość co to grywa nieco więcej jak przeciętna krajowa "symulotnika" też pewnie gdyby wpadł w łapy tych czarownic to miałby dożywotnio spartolone życia - zupełnie jak bezmózga roślinka.
:karpik :karpik :karpik
-
Mam koledzy wrażenie, że jedziecie po col_Kurtz dlatego, że jest tu nowy. On wg mnie ma rację a z jego wypowiedzi wnioskuję, że dobrze wie o czym pisze.
1 Wszyscy jesteśmy podatni na uzależnienia - pytanie tylko czy każdy z nas trafi na to swoje "coś" na dodatek w odpowiednim momencie.
2 Jeśli chodzi o wolę i świadomy wybór - pokażcie mi alkoholika który powie, że wie o swoim problemie. Oni piją bo...lubią, chcą i jest to ich wolny i świadomy wybór.
3 Uzależnić można się od przeróżnych rzeczy, choćby od obgryzania paznokci. Gostek od FS nie jest niczym nadzwyczajnym. Nie ma to nic wspólnego z jego wolą i świadomością uzależnienia. On się po prostu dobrze czuje za sterami wirtualnego samolotu (endorfinki) będąc przy okazji dumnym, że jest taki pro uprawiając tak elitarny zawód, "zarabiając" przy tym kupę kasy. On nie siedzi przy kompie 16 godz na dobę dla tego, że musi ale chce.
4 Proces uzależniania się od czegoś jest długotrwały i płynny, niemożliwy do zauważenia przez zainteresowanego. Nie da się ocknąć w porę. To tak, jakby zauważać postępujące w aucie zużycie amortyzatorów. Do końca jesteśmy przekonani, że są dobre. Różnicę zauważymy dopiero po wymianie na nowe.
-
Kelso :)
-
Cytat: col_Kurtz w Dzisiaj o 21:17:26
Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy
1/ Od straszenia dziurawieniem kolan jest tutaj GTL i może to być odebrane jako mieszanie się w nasze kompetencje - a to może zaszkodzić akurat Twioim kolanom.
Ej to ja powiedziałem :D :D
Na samym poczatku :d
Ja powiem tak. Uzależniony ma gówno do gadania w kwestii wyboru. Albo zacznie ćpać albo popełni samobójstwo. Proste.Dlaczego ? Bo miał nieszczęśliwe dzieciństwo.
Śmieszy Was takie stwierdzenie? ...bo jest masa wspaniałych ludzi którzy dorastali w domu dziecka ,oni nie mieli szczęśliwego dzieciństwa.
Tak? To co lepsze, nie miec mamusi i tatusia czy mieć sznowanego i podziwianego tatusia prezesa, który ma hobby pt. sadzenie doła potomkowi na zasadzie 'jesteś moją największą porażką'. Odpowiedzcie sobie.
Do tego psycholodzy doszli już 40 lat temu, zaś proces zastępowania substancją czegoś co normalnie stanowi część osobowości dojrzałej jest określany mianem samoleczenia.
Zarówno Kurz jak i Kelso mają 100 % racje.
-
Zarówno Kurz jak i Kelso mają 100 % racje.
Takie słowa z Twoich ust to jak Order Orła Białego z rąk prezydenta Najjaśniejszej...
No chyba, że to kolejne głaskanie pod włos :121:. Ale i tak jestem dumny.
-
Psychologia jest bardzo chwytliwa dla chłonnych umysłów, ze względu na obszar badawczy, który każdy nosi pod deklem i bez wysiłku może do niego się odwoływać. Tak więc łatwo ulec fascynacji, szczególnie jak jesteśmy skłonni do autorefleksji i introspekcji odnośnie własnych odczuć. Wówczas "Eureka!" ja mam (a przynajmniej tak mi się wydaje) tak jak opisał autor w danej pracy (lub przeczuwałem to co on zwerbalizował) vide wszyscy tak mają, a autor psycholog jest po prostu geniuszem i ma 100% racji! Oczywiście tak nie jest, a kolejne propozycje psychologów mają to do siebie (jak i cała poważna nauka), że podlegają procesowi falsyfikacji w miarę dokonywania nowych odkryć - inaczej nie byłoby postępu w tej dziedzinie.
Krótko mówiąc: psychologia nie jest ubernauką, która jest w stanie obnażyć funkcjonowanie ludzkiej psychiki w sposób ultymatywny. Szuka schematów, wtłacza nas w określone wzorce, ale czy tak jest w rzeczywistości, to inna kwestia. Ja po lekturze wątku doszedłem dziś rano na tronie do wniosku, że ..... jestem uzależniony od sraj taśmy :005: oraz jestem inteligentnym wypróżniaczem, bo sobie potrzebę (nałóg) używanie papieru zracjonalizowałem....
Tako rzecze,
Zaratustra
-
Problem zaczyna się, kiedy tzw. uzależnienie jest destrukcyjne dla danego osobnika lub jego otoczenia. Trudno żeby mnie martwiło Twoje uzależnienie od papieru toaletowego :D Można się również mniej przejmować "uzależnieniem" od przysłowiowych dwóch piwek wieczorem. Ale kiedy te dwa piwka sprawią, że następnego dnia nie będziesz w stanie funkcjonować lub inne osoby poniosą przez to jakieś straty, to już można się zacząć zastanawiać...
A wracając do faceta z programu p. Drzyzgi. Jeśli to prawda, że naprawdę gniecie tyłek po 16 godzin przed efesem, to z czego on żyje? Da się na tym rzeczywiście w jakiś sposób zarobić? Bo jeśli ma jakieś własne środki życiowe i potrzebę symulatania, to rzeknę: na zdrowie. Sam bym tak chciał :D
-
Jeśli to prawda, że naprawdę gniecie tyłek po 16 godzin przed efesem, to z czego on żyje? Da się na tym rzeczywiście w jakiś sposób zarobić? Bo jeśli ma jakieś własne środki życiowe i potrzebę symulatania, to rzeknę: na zdrowie.
Biorąc pod uwagę to co tutaj napisano to facet zajmuje się rozrywką w trakcie przyjęć weselnych, a więc zapewne pracuje zawodowo w weekendy (pewnie nawet nie w każdy) i zapewne to co zarobi za prowadzenie tych imprez mu wystarcza do życia przez resztę miesiąca. No to pewnie zabawa symulatorem stanowi jego rozrywkę przez resztę czasu - jakoś nie widzę w tym nic złego, nawet jak sobie przesiaduje całe dnie "latając" w FSX. Można się jedynie trochę dziwić, że jego hobby jest dość jednostajne (choć pewnie ilość czasu, które spędza na wirtualnych lotach jest przesadzony na potrzeby głupowatego programiku TV), ale w końcu to jego wybór i tak pewnie mądrzej od tych, którzy nie mają wcale hobby i cały wolny czas spędzają gapiąc się bezmyślnie w telewizor. Sam w czasie gdy pracowałem przez 2 lata na dyżurach (zwykle 6-7 x 24h w miesiącu - reszta wolna, a i pensja starczała na życie) to siedziałem po kilka czasem kilkanaście godzin dziennie przy Lock On, "latając", dłubiąc jakieś mody czy malowania - i jakoś za "uzależnionego" się nie uważałem. Ot możliwość poświęcenia czasu na to co wtedy człowieka tak bawiło. W czym problem?
-
Hmmmmm... ostatnio chciałem sobie kupić kilka piw do lotów, zresztą jak zwykle. Wyobraźcie sobie, że objechałem ze 4 supermarki, a w ostatnich dwóch sterczałem przed pułkami gadając sam do siebie. Otóż wybór piw mnie w żaden sposób nie satysfakcjonował. W końcu przymusiłem się do zakupu żywieckich porterów (niszowy produkt w superm.) + kilka pereł na dobitkę. Nie bylem zadowolony, nie byłem usatysfakcjonowany, nawet loty mi nie szły tego dnia. Tak więc znowu planuję wypad do Czech i zakup Krakonosa, oczywiście nie 5-10-15 butelek tylko co najmniej 3 skrzynek (wtedy nawet z benzyną cena jest atrakcyjna), żeby starczyło na 2-3 tygodnie reglamentacji. Podobne zakupy robiłem 3 i 6 tygodni temu. Tak więc odpowiedzcie mi drodzy Koledzy psychologowie. Czy jestem uzależniony od Krakonosa? (dodam, że nie piję codziennie piwa, a ostatnio to na nawet nie częściej niż raz w tygodniu i nie dlatego, że nie umiem sobie kupić, ale polskie napoje piwopodobne mnie odrzucają - z lenistwa nie zaopatruję się w wyspecjalizowanych sklepach, do których musiałbym specjalnie nadkładać czasu i drogi)? Poleci ktoś mnie Drzyzdźe?? :021:
Tako rzecze,
Zaratustra
-
"Racjonalizacja oznacza podawanie "dobrej" przyczyny zamiast przyczyny prawdziwej. Posługiwanie się tym mechanizmem obronnym - podobnie jak zaprzeczaniem - nie ogranicza się do osób uzależnionych, choć wykazują one w tej dziedzinie wielką sprawność. Zauważmy, że racjonalizacja oznacza podawanie "dobrych", a więc możliwych do przyjęcia przyczyn. To nie oznacza, że wszystkie przywoływane powody są dobre. Niektóre są wręcz głupie, ale mogą być podane tak, że brzmią sensownie. Racjonalizacje odwracają uwagę od prawdziwych przyczyn. Odciągają od prawdy nie tylko uwagę innych ludzi, ale też samej osoby uzależnionej. Podobnie jak zaprzeczanie racjonalizowanie jest procesem nieświadomym - co oznacza, iż dana osoba nie zdaje sobie sprawy, że tworzy racjonalizacje.
Istnieje dość niezawodna praktyczna zasada, że kiedy ludzie podają więcej niż jeden powód swoich poczynań, to zapewne racjonalizują. Zwykle każde działanie ma tylko jedną prawdziwą przyczynę. A ponieważ racjonalizacje brzmią sensownie, to są bardzo zwodnicze i każdy może się dać na nie nabrać."
:002:
-
Czyli moje domowe hausge... psycholog ma rację :karpik
Drodzy koledzy, nie bra... latałem już dwa miesiące. A jak Wam idzie?
-
Wyobraźcie sobie, że objechałem ze 4 supermarki, a w ostatnich dwóch sterczałem przed pułkami gadając sam do siebie.
Gdzieś Ty w Polsce w dobie "profesjonalizacji" armii całe pułki znalazł? Cała armia zmieści się na stadionie i to do tego w sektorze dla VIP, a tu proszę bardzo pułki się znalazły.
Oczywiście możesz to zracjonalizować poprzez podanie dobrej przyczyny lub zanegować, wykazując przy tym pewną sprawność, co nie zmienia faktu Twego uzależnienia od wystawania i mamrotania przed szeregami żołnierzy.
:021:
-
Gdzieś Ty w Polsce w dobie "profesjonalizacji" armii całe pułki znalazł? Cała armia zmieści się na stadionie i to do tego w sektorze dla VIP, a tu proszę bardzo pułki się znalazły.
Oczywiście możesz to zracjonalizować poprzez podanie dobrej przyczyny lub zanegować, wykazując przy tym pewną sprawność, co nie zmienia faktu Twego uzależnienia od wystawania i mamrotania przed szeregami żołnierzy.
:021:
Kekekekekekek, no widzisz co ze mną robią uzależnienia. Chyba czas się pożegnać z częścią mózgownicy odpowiedzialną za ort. LOL
-
Był taki jeden co nie miał nałogu/uzależnienia a nikomu to na dobre nie wyszło
"Jestem przekonany, ze gdybym palił, tobym nie zniósł tego wszystkiego, co dźwigam od dłuższego czasu. Może naród niemiecki temu zawdzięcza ocalenie."
A.H. Rozmowy przy stole 1941-1944
-
Ręce opadają... :015:
-
Ręce opadają... :015:
Eee tam, 4 strony z psychologiczno/dydaktycznym zacięciem to i tak niezły wynik :)