Forum Miłośników Symulatorów Lotniczych
Lotnisko => Technika, wojskowość i zagadnienia militarne => Wątek zaczęty przez: rutkov w Maja 20, 2013, 22:05:57
-
Po omówieniu sprawy oznaczeń samolotów dowódców chciałbym z kolegami wyjaśnić zasadę przydzialu pilota do samolotu którym dany pilot lata. Wiadomo wielu pilotów miało "swoje" samoloty, tzn oznaczone godłami, charakterystycznymi symbolami lub napisami. Ale, czy to znaczy że samolot jest "mój" i nikt nim nie poleci? Sam sobie odpowiadam że nie. Niestety nie wiem czy na pewno nie moze być tak że np. pewni (dowódcy, wybitni, doświadczeni) piloci mają maszyny dla siebie a reszta lata tym co jest wolne. W zwiazku z tym rodzą się moje dlasze pytania. Czy dany samolot mozna "skonfigurować" pod siebie i nie mówię tu o ustawieniach fotela czy lusterek wstecznych :) lub popielczce na cygara jak u Gallanda. Przy takiej zasadzie nie byłoby porządane by inny pilot mi mieszał w ustawieniach. Nurtuje mnie również kwestia czucia samolotu bo przecież każda maszyn a reaguje na swój sposób i choćby to były niuanse to jednak w czasie walki powietrznej mogą być zasadnicze.
Z róznych książek wynika że samolot dostawał przydział pilota na misję, np. samoloty Stab staffel były do dyspozycji dowódców i latali nimi wg. potrzeb przydzielając je również nizszym rangą pilotom.
Liczę na Toya by napisał jak to się ma w naszych SP i jeżeli to możliwe napisał czy miał swojego osobistego Sokoła :)
-
OK, zostałem zawezwany do tablicy.
Jest takTM
W naszych SP nie praktykuje się "osobistych" maszyn na wyłączność jednego pilota. Każdy na każdym i odwrotnie, jak u szympansów bonobo (Pan paniscus).
Wiąże się to z wieloma ograniczeniami, choćby takim, że samolot za dużo kosztuje aby stał i czekał tylko na jednego pilota.
Niektóre mają godła osobiste, nie piszę o okolicznościowych, jednak tych jest niewiele i raczej nie praktykuje się malowania specjalnych wyróżników konkretnego pilota. Skąd więc mój "Czarny Sokół"?
Otóż, technicy postanowili zrobić mi niespodziankę, chyba za to, że nigdy nie szukałem winy u innych, ale zawsze zaczynałem od siebie.
Zugi, chodził chodził i mu namalowali, Skuter - wódz, sami rozumiecie.
Zdarzały się przypadki, że ktoś lubił latać na jakimś konkretnym egzemplarzu, jeżeli była taka możliwość to dostawał właśnie ten. Na pokazy miałem "pulę" samolotów z których zawsze korzystałem, ale nie były one moimi osobistymi.
-
Ale zgodzisz się, że mimo że takie same na stoisku, nie ma dwóch takich samych maszyn w powietrzu, prawda?
Przy okazji, ciekawostka: na mojej ukochanej PeKaPe (Prędkość, Komfort, Punktualność) przez wiele dziesiątek lat był praktykowany zwyczaj przypisania załogi do maszyny, i zdaniem wielu moich rozmówców, nie było to głupie- jak ktoś dbał, tak miał (pomijając zwykłą więź człowiek-maszyna, kiedyś było coś takiego). Obecnie każdy lok jest na zasadzie "wsiadasz-jedziesz", i różnicę widać gołym okiem jak ktoś się trochę interesuje. Ale przypisanie na szopie załogi do parowozu było oczywiście dużo prostsze niż pilota do samolotu, to jasne.
-
Tak jak wspomniał Toyo piloci nie mają przydzielonych statków powietrznych, ale obsługa naziemna tak. Każdy samolot ma przydzielonego technika/mechanika, a w przypadku śmigłowców oprócz technika/mechanika przydzielony jest również technik pokładowy. Uprzedzając pytanie, czy technik pokładowy lata tylko na "swoim" śmigłowcu, odpowiadam, że nie. Tak samo jak piloci lata na różnych śmigłowcach w zależności od potrzeb. Podejrzewam, że na samolotach transportowych jest podobnie jak w przypadku śmigłowców.
-
Jak to jest obecnie nie wiem.
W okresie DWS po za nie licznymi wyjątkami też nie. Rotacja pilotów (służba/urlop/chory) jak i samolotów (sprawny/przegląd/remont) uniemożliwiały indywidualny stały przydział. Owszem piloci mieli swoje ulubione maszyny i w miarę możliwości na nich latali, lecz były to raczej wewnętrzne koleżeńskie przysługi między pilotami za zgodą i wiedzą przełożonych, niż formalne ustalenia. Z resztą można o tym poczytać w prawie każdych wspomnieniach (tak dla przykładu: "Blisko nieba" Schiele (indywidualny kod samolotu "H"), "Niebo w ogniu" Arcta (indywidualny kod "A") czy "Bomby poszły" Kwiatkowskiego (indywidualny kod "G")). Natomiast wyżsi oficerowie używali samolotów osobistych, które były im przydzielone jednak na pewno latali również na innych jeśli ich były akurat "unavailable". Personel naziemny był natomiast przydzielony do konkretnego samolotu (wiadomo: gdzie kucharek sześć...), co nie zmieniało faktu, że w razie potrzeby ekipy wspomagały się nawzajem. Chyba tylko u towarzyszy sokołów pilot miał przydzielony samolot (E. Chromy "Szachownice nad Berlinem": "Otrzymałem samolot oznaczony numerem "4", który obsługiwał kpr. Mandziuk. Od tego dnia moja "4" mechanik i ja tworzyliśmy najmniejszą komórkę lotniczą.", podobnie pisze Drabkin w zbiorze wspomnień "Jastrzębie Stalina" czy Malczewski w "Szachownicach nad Brandenburgią" (por. Anochin, kpr. Nitecki, "6"- seria tygrys)).