Forum Miłośników Symulatorów Lotniczych

Kantyna => Literatura, film i programy TV => Wątek zaczęty przez: Labienus w Grudnia 31, 2006, 01:25:03

Tytuł: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: Labienus w Grudnia 31, 2006, 01:25:03
Byłem dziś na Apocalypto i chciałem sobie rozpocząć temacik o tym filmie, a konkretnie o Waszym o nim zdaniu.

Przed wyprawą zafundowałem sobie solidną porcję recenzji, bo chciałem wiedzieć, co rodzimi krytycy filmowi sądzą o tym filmie. Choć to może za dużo powiedziane, albowiem nie spodziewałem się, że będzie inaczej niż "jak zwykle", tj. Mossakowski napisze brednie, a potem we wszystkich serwisach i czasopismach/gazetach powtórzą jego myśli tylko nieco prostszym językiem. W Dzienniku, na Onecie i w kilku innych miejscach spotkałem coś w tę mańkę:

"Mel znalazł sposób na sukces! Zastosował znany swój zabieg i wykorzystał język rodzimy dla ludów, o których mowa w filmie i bezzasadnie epatuje okrucieństwem. Potem zaś prowadzi po pijanemu i wyzywa Żydów".

Obejrzałem film i mogę z całą pewnością powiedzieć - film doskonały nie jest, ale jest zdecydowanie dobry. Wedle mnie oczywiście. "Zabieg", o którym piszą "recenzenci" w postaci wykorzystania języka Majów dał znakomity efekt i jestem zdania, że im więcej ten "zabieg" będzie stosowany tym lepiej. Podobnie w Pasji. Nareszcie klimatu nie psuje wszędobylski amerykański. "Recenzenci" oczywiście musieli z tego zakpić, bo oni chyba wolą, gdy wszystko jest po angielsku. Generalnie to chyba nikt nie woli, ale to dobry punkt do zaczepienia się by przejechać się po filmie.

Film jest brutalny i w pewnych momentach rzeczywiście aż nadto. Ale nawet te pewne momenty są dobrze fabularnie i historycznie umotywowane. No, ale kto widział Pasję ten pewnie doskonale zna nieco może zbyt naturalistyczne podejście Gibbsona do tematu. Ja nie przepadam za pokazywaniem wszystkiego, bo nie wnosi to generalnie wiele do filmu. Inna sprawa, że ci sami "recenzenci" wprost rozpływali się nad fenomenalnym historyzmem Szeregowca Ryana, w którym to dopiero epatowano okrucieństwem wręcz w surrealistyczny sposób. Gdzie notabene nie było mowy o umotywowaniu tego fabularnie (historycznie owszem), bo określenie wątku głównego SR jako fabuły byłoby dla niej chyba trochę obraźliwe. Film powstał tylko po to, żeby zaszokować. A Apocalypto nie - w tym tkwi różnica.
Jak coś tkwi jeszcze mocno w świadomości naszej kultury to wszystko jest cacy nawet jak film powstaje tylko po to, żeby szokować okrucieństwem. Ale jak już pokazuje się odmienną kulturę, i wprowadza prostą fabułę, ale jednak fabułę, to już "recenzenci"... ekhem Mossakowski i świta, mają używanie. Żałość i zgrzytanie zębów.

Film do pewnego momentu jest nawet bardzo dobry. Niestety zakończenie trochę psuje obraz całości. Abstrachując od wątku fabularnego, który jak się kończy to u Mela nietrudno przewidzieć. Choć, co ciekawe, nie jest przecież Amerykaninem, żeby to było takie oczywiste. Z tego, co mi wiadomo, mogę się mylić, ale Konkwistadorowie przypłynęli na terytoria Majów jakieś 200 lat po opuszczeniu przez tych ostatnich swoich miast. Tak się chyba szacuje. Skąd oni zatem w filmie się biorą, nie mam pojęcia. Mam wrażenie, że Mel się trochę zbytnio przejął moralizatorstwem po prostu.

Trochę przesadził z tym ciągłym poruszaniem się biegiem w czasie ucieczki/pogoni. Ale np. aktorzy byli dobrani, w moim odczuciu, znakomicie. Dobrze poprowadzona akcja, bez dłużyzn, choć wiele nie mówili. Kamera poza pierwszą sceną polowania prowadzona na szczęście bez awangardowych "potrząśnięć". Miasto Majów zrobione znakomicie, szczególnie, że ukazuje bardzo wiele ze społeczeństwa itp.. Świetni też byli "ci źli", którzy choć psują sielankę głównego bohatera, tak zostali ukazani, że nie czeka się na to aż główny bohater spuści im manto, ale z ciekawością obserwuje ich zachowania i to co się z nimi dzieje. Rzekłbym nawet, że trochę szkoda było mi trochę ich "szefa" ;)
Fajne było właśnie to pokazanie kompletnego braku współczucia dla tych złapanych w mieście. Nikt nie budował spisków i nie uwalniał biednych łapankowiczów. Baba się nie dała sprzedać w niewolę, no to ją puścili - nikt się tym nie przejął. Naprawdę fajnie i zupełnie bez fajerwerków, choć temat był taki, że można byłoby mnóstwo efektów specjalnych wrzucić, co by było "miłe dla oka". Na szczęście większość dzieje się w dżungli i choć czasem może "ci źli" byli zbyt oniemieli na widok wychodzącego im na przeciw głównego bohatera, którego cały czas gonili, to rajcujące jest jak się chłopak trochę w sobie przemaga.

Więcej nie piszę, bo już dość napisałem... Apocalypto jest naprawdę dobrym filmem.

Cóż... Gibbson popełnił błąd, że nawyzywał Żydów po pijaku. Teraz będzie za to chyba płacił, bo wśród (j)elit nie jest zbyt popularny antysemityzm. Rzecz oczywiście naganna, ale przynajmniej facet nie zgrywa "niefortunności semantycznej" tylko mówi, że faktycznie zachował się jak gnojek. Bardziej mimo wszystko doceniam ludzi, którzy popełniają błędy i mają odwagę się do nich przyznać, niż kryształowych "recenzentów", którzy jadą każdy niemal dobry film od góry do dołu skupiając swoje pochlebstwa na szmirach Almodovara. Po Apocalypto upewniłem się tylko, że jak coś jest kiepsko ocenione to powinienem koniecznie pójść, bo jeszcze przegapiłbym dobry film.

Czekam tylko aż Agnieszka Holland, nasza wspaniała reżyserka, obejrzy film i stwierdzi, że jest antysemicki....

P.S. Dzięki Qrdl za przeniesienie wątku - z tych emocyi się zapomniałem ;)
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: YoYo w Stycznia 02, 2007, 09:52:45
A ja byłem na pokazie przedpremierowym. Ktos oglądał nowego Bonda? Pamięta 1-ą scenę? To tutaj tak jest właściwie cały czas. Run, Run Forest! MI się też ogólnie film podobał. Żal trochę, że miasto zostało pokazane dość krótko a główne ujęcia dotyczyły tylko bohaterów i to z 1 tłem za plecami. Mogliby coś więcej dać. Film jest brutalny, zatem na 1-ą randkę na niego nie ma co się wybierać. Aktarzy jak już wspomniał Labi też są dobrze dobrani. Może całościowo nie rzuca to na kolana, daleki jestem od stwierdzeń - super, zniewalający, cudny.... Film dobry, ładne plenery, kolory, ciekawy i można polecić.
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: F. von Izabelin w Stycznia 02, 2007, 20:13:08
Labienus-->Można rozprowadzić trochę tą Twoją recenzję na necie?
Oczywiście z odnośnikiem na źródło, oraz podaniem Ciebie jako autora?

Filip, takie pytania to juz na PW. Dziadek Kos.
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: yaros w Stycznia 02, 2007, 23:50:38
Ja też dzisiaj byłem na tym w kinie - i osobiście żałuję wydanej kasy... Jak dla mnie nudny - jak by się go skróciło o jakieś 30% to chyba nic by na tym nie stracił ;) Nie wiem jak z historycznymi realiami bo ten okres jest mi obcy, ale naprawdę nie wiem komu mógłbym ten film polecić... To oczywiście moje subiektywne zdanie po seansie na którym odczuwałem ból dolnej części pleców...
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: Leon w Stycznia 03, 2007, 12:22:17
Byłem, spodobało się, nawet bardzo, polecam.
A co do brutalności i ahistoryzmu.... Cóż to nie film dla panienek ze szkółki parafialnej, świat pokazany przez Mela G. takowym też nie jest tzn. był. Brutalność i przemoc były jego częścią składową. Stąd jest ona uzasadniona w filmie. Zresztą Filip wspomniał o "Szegowcu .." - racja - dorzuciłbym jeszcze "Waleczne serce", zdobywcę Oskara - w Apocalypto Mel nie wyszedł daleko poza tamten film. Zwróćcie uwagę, iż scena ofiarowania  nie jest nakręcona mega drastycznie. Kapłan. twarz skazańca, to co on widzi leżąc na kamieniu ofiarnym, cios nożem,później serce w ręku kapłana, dekapitacja... Znam wile filmów bardziej krwawych, bardziej epatujących przemocą niż Apocalypto - seria Pił, Hostel...
Ahistoryczność - od kiedy to jest zarzutem wobec filmów fabularnych? Dlaczego gdy Mel G. napisał własną wersję historii angielsko-szkockiej to recenzenci prasowi jakoś cicho siedzieli? Braki w edukacji? A może odpowiednie naciski i PR?
Co ważne film jest doskonale nakręcony, scenografia jest przednia a ujęcia zarówno statyczne jak i dynamiczne bardzo dobre. Fabuła - najprostsza z możliwych.
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: yaros w Stycznia 03, 2007, 20:12:55
Dla mnie ahistoryczność (nie wiem jak było w tamtych czasach i czy w ogóle ten film jest ahistoryczny) nie jest ewentualną wadą (szczególnie filmu fabularnego). Największą wady w tym filmie wg mnie jest nuda... Przez większość filmu kolesie biegają po dżungli w różnych konfiguracjach ;) Kolesie gonię zwierzę, kolesie gonią kolesi, zwierzę goni kolesia... i tak przez godzinę (swoją drogą to kondycja kolesi powala :) ). Mnie osobiście po prostu nudzi taka powtarzalność. Jeszcze do wad bym zaliczył fabułę a raczej jej brak... W tych klimatach to już chyba bym wolał obejżeć(obejrzeć) jakiś porządnie zrobiony film dokumentalny :) Co do przemocy to ani mnie ona grzeje ani ziębi - w zasadzie można powiedzieć, że była uzasadniona 'fabułą' ;)
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: Labienus w Stycznia 03, 2007, 23:31:05
Ahistoryczność - wszystko z umiarem.
Jestem zdania, że Braveheart to film całkiem dobry i nie interesuje mnie to, że Wallace to z wielu relacji wygląda bardziej na zbója niż na wolnościowca... nawet ze szkockich.

W przypadku Apocalypto, jeśli coś jest przesunięte o 200 lat to już jestem trochę sceptyczny mimo wszystko. Skala problemu będzie widoczna po obejrzeniu filmu o Napoleonie, w którym Kutuzow pod Borodino posługuje się MiGami 29 (w końcu niecałe 200 lat różnicy). Oczywiście - takie coś nakręcić też można fajnie. Wszystko kwestią pomysłu i sposobu. Tym niemniej jeśli film wydaje się być naturalistycznym, a w kilku aspektach nawet dokumentalnym to taki błąd jednak mnie razi.

To ofkors moje podejście do tematu, bo o recenzentach i ich jakości już się wygadałem... póki co :P

Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: Leon w Stycznia 03, 2007, 23:48:15
Nie chodzi mi Filip o wyidealizowaną postać samego Wallace ale generalnie o stosunki angielsko - szkockie, wewnętrzne w samej Szkocji, uwięzienie, po zmuszeniu do abdykacji prawowitego króla (John de Balliol w Anglii - zmarł dokładnie w roku bitwy pod Bunnockburn - 1314) oraz historię walk oraz lokalizację i przebieg trzech głównych zaprezentowanych bitew - Stirling (własciwie - Bitwa o Most w/pod Stirling), Falkirk i Bunnockburn. No i gdzie shiltrony? :004:
200 lat - cóż Majowie i konkwista mnie nigdy głęboko nie interesowali lecz pamiętam, iż gdzieś wyczytałem, iż pierwsi Hiszpanie napotkali już wynędzniałe i zdegenerowane imperium Majów, praktycznie na krawędzi upadku - wyludnione, z wyniszczonym przez nieumiejętną uprawę i erozję rolnictwem... A taką cywilizacje - a własciwie fragmenty jednego, niewielkiego miasta (bo ponoć imperium nie było scentralizowane tylko przypominało greckie polis) pokazuje film. No i 200 lat pod koniec średniowiecza, zwłaszcza dla upadających Majów, nieznających koła, zwierząt pociągowych, używających kamiennych i drewnianych narzędzi to raczej niezbyt duża różnica - nie taka jak Borodino i czasy obecne. Wydaje mi się też, że końcowa scena to forma alegorii...
Odnośnie rytualnych ofiarowań - pamiętam, że czytałem gdzieś o tym, że Majowie nie tylko składali ofiary z serc ale także topili jeńców w zbiornikach retencyjnych. :008:
Z chęcią coś więcej poczytam. A właśnie chyba ma wyjść książka o religiach i mitologii Azteków i Majów.
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: Labienus w Stycznia 04, 2007, 00:17:15
Oczywiście, że ta końcowa scena to forma alegorii. Tyle, że dla mnie niezbyt przystająca jest jej forma.

O ile pamiętam to Portugalczycy lądowali na terytorium cywilizacji, a nie Hiszpanie, ale głowy sobie nie dam uciąć. To rzeczywiście były rodzaje poleis, z tym, że miasta były przede wszystkim centrami kultu, a nie osadnictwa. I tych miast odkryto bodaj trzy. Z tym że, o ile dobrze pamiętam, w czasie lądowania Konkwistadorów Majowie to były już tylko koczownicze lub małorolne plemiona. Jednym słowem - powrót do przeszłości. Też słyszałem o tym topieniu jeńców w zbiornikach retencyjnych. Wydaje się to być raczej degeneracją cywilizacyjną podporządkowaną kultowi, aniżeli "pomysłem" funkcjonującym od początku miast. Zwłaszcza, że to "impreza" na dość krótką metę przecież.
No, ale nic co ludzkie nie jest nam przecież obce - Grecy, których to kultura dała początek naszej, też się przecież dwukrotnie uczyli pisać ;)

Co do Borodino to ofkors przesadziłem - chciałem tylko uwypuklić pewne drobnostki, które z jednego punktu widzenia są drobnostkami, z innego dość znaczącymi sprawami. Postęp cywilizacyjny między XIV a XVI wiekiem oczywiście był wielokrotnie niższy niż między XIX a XX - trudno je porównywać.

Pozdrawiam
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: Leon w Stycznia 04, 2007, 00:26:08
Tak na szybko znalazłem to: http://www.jukatan.prv.pl/. Niestey nie jestem w stanie zweryfikować przedstawionych wiadomości.
A tu jest mapka miast: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/en/e/ea/Mayamap1.gif
i historia podboju: http://en.wikipedia.org/wiki/Spanish_conquest_of_Yucat%C3%A1n - z przypisami. Wg artykułu ofiary składano, w tym z Hiszpanów, jeszcze w XVI wieku. Mel może mieć rację  :004:
Tytuł: Odp: Apocalypto... Szalonego Maksymiliana
Wiadomość wysłana przez: RRBM w Stycznia 04, 2007, 19:55:43
Końcowa scena filmu z Konkwistadorami, przypomina scene z filmu "Władca Much".
Cywilizacja Majów była odcięta od naszego świata, i ichnie potycznki, iak i cały świat jaki znają, nijak się mają do zderzenia cywilizacji. I jak przez cały film oglądamy kto zwycięży w konfrontacji Dobry versus Zły, tak oglądając końcową scene wiemy, że ostatecznie wszyscy oni przegrają.