Forum Miłośników Symulatorów Lotniczych
Lotnisko => Technika, wojskowość i zagadnienia militarne => Wątek zaczęty przez: rutkov w Maja 03, 2007, 15:45:15
-
Temat po części smutny, ale może też są elementy wesołe w tradycyjnych "obrzędach"? Umieszczam w temacie technika gdyż jest to niedłączny element lotnictwa od zawsze. Ponury zawsze leci z pilotem i choć przeważnie nie ma czego szukać to trzeba byc przygotowanym na usciśnięcie wyciągniętej przez niego ręki :/.
Myśl o powołaniu tematu do zycia tkwiła we mnie od dawna, a związana była z nurtującym mnie pytaniem o to, co zobaczyłem w lasku na podejściu do lądowania/wznoszeniu po starcie przy lotnisku na warszawskim Bemowie. Otóż jest tam miejsce z tabliczką upamietniającą miejsce śmierci dwóch pilotów. Tabliczka z krzyżem jest przybita na drzewie i to nie jest dziwną rzeczą, dziwnym jest fakt, iż na drzewie wiszą różną przedmioty i kolorowe wstążki, wyraźnie rzucone tam później, jakieś nieokreślone elementy, buty i inne mi nieznane rzeczy. Oczywiście może to być przypadkowo zarzucone przez dzieci czy kogoś innego, ale nie sądzę. Czy to element jakiejś tradycji? Jak wyglądają tradycje lotnicze związane ze śmiercią pilotów tak w wojsku jak i lotnictwie cywilnym? Istnieją jakieś wogóle?
-
Nie wiem czy to tradycja ale spotkałem się z umieszczeniem śmigła przy grobie może to dziwnie brzmi ale wygląda smutno.
-
Tydzień temu minął rok od smierci pilota który rozbił się po starcie z lotniska w Przylepie(samolot rozbił sie jakieś 600-700 metrów od mojego domu)I właśnie tydzień temu miał miejsce przelot pilotów z "Żelaznego".Przelot dośc specyficzny jak na polskie zwyczaje bo zrobiony po amerykańsku.Przelecieli szóstką i jeden z nich jak to widzimy nieraz na hamburgerskich filmach o pilotach odszedł świecą w górę
-
"Missing man formation" ? Nie robi sie tego przypadkiem w 4 maszyny ? ;)
-
O ile wiem, Hamburgery zwykle robią w pięć, i jeden odchodzi (czyli zostają cztery) - tak jak "Thunderbirds" czasem na swoich pokazach, i tak jak "Blue Angels" po ostatnim wypadku. W sumie mało ważne, ilu ich będzie, ważne, żeby po odejściu została w formacji wyraźna "dziura" (po tym brakującym). Zresztą nie technika się tu najbardziej liczy...
-
Na grobie ś.p. wujka z rodziny (ppor. pil) śmigło przy grobie.
Inna sprawa, że w tamtych czasach (rok 1968) załatwienie tego dodatku zakrawało na cud, mimo że była to śmierć na służbie.
-
"Missing man formation" ? Nie robi sie tego przypadkiem w 4 maszyny ? ;)
Lata ich sześciu (3 Zliny 50 i 3 Zliny 526)
-
O ile wiem, Hamburgery zwykle robią w pięć, i jeden odchodzi (czyli zostają cztery) - tak jak "Thunderbirds" czasem na swoich pokazach, i tak jak "Blue Angels" po ostatnim wypadku. W sumie mało ważne, ilu ich będzie, ważne, żeby po odejściu została w formacji wyraźna "dziura" (po tym brakującym). Zresztą nie technika się tu najbardziej liczy...
No właśnie nie, zawsze to wykonują 4 maszyny, z powodu formacji w jakiej lecą (finger four), maszyny nr 5 i 6 tylko by zawadzały i zawsze są poza tą grupą gdy wykonuje się ten element pokazu. Zawsze odlatuje lider drugiej pary - czyli maszyna nr 3. Właśnie celowo on i w tej formacji, by luka była widoczna.
Tak robi to wojsko - Lotnictwo, Marynarka i Marines. Cywile kombinują jak mogą, np w dzień po śmierci Davisa z Blue Angels , zespół Geico Skytypers wykonał coś w rodzaju "missing man formation", tylko, że w 6 maszyn i odłączyła sie najbardziej wysunięta z prawej - zupełnie wbrew wojskowemu obyczajowi.
U nas za bardzo takiej tradycji nie ma, chociaż na pogrzebie mojego ojca, przeleciały dwa Mi-14 i jeden z nich odłączył się w kierunku zachodu, ale to było jeszcze w czasach gdy wojsko miało pieniądze na takie gesty.
-
Po katastrofie mi-24 (2003 r.)w czasie któtej zginął smiercia lotnika technik pokładowy również przeleciała
formacja 3 hindów w czasie pogrzebu.Jednak juz w 2004 r. po ktastrofie śmigłowca w iraku
w czasie której zginał mój kolega z roku (SCh PTL) na pogrzebie niebyło żadnych maszyn latajacych .Byc moze dlatego ze było troche dalej od macierzystej bazy (trudno mi powiedziec czy to był akurat powód).
Nie mozna jednoznacznie powiedzieć jakimi konkretnie kategoriami sa podejmowane decyzje-obecnie .Postaram sie
sprawdzic.
-
W Polsce niestey nie ma ceremonialu na taką "okazję", jest jedynie dobra wola przełożonych i inwencja twórcza kolegów. Śmigło na grobie - cóż to należy również do rodziny lub kolegów. Fundacja "Orły" - generalnie oni (on) mają kasę - i już.
Smutne, ale prawdziwe - jesteśmy potrzebni żywi, nie umarli.
-
Co do tych śmigieł, to wstyd mówić, ale masę oryginalnych przedwojennych propów zostało zwyczajnie skradzionych z cmentarzy, z uwagi na ich unikatową wartość kolekcjonerską w wielu przypadkach (oryginały WW1 kosztują kilka tysięcy $)
Przed wojną był też zwyczaj wiezienia trumny na karawanie zrobionym z kadłuba samolotu. Tak było w 2.PL w Poznaniu, gdzie za pojazd robił Fokker E.V
Fotografia z pogrzebu pilota Seweryna Sacewicza:
(http://www.karta.org.pl/fotokolekcje/Sacewicz/images/prevs/prev47.jpg)
-
Ekstrawagancko, bardzo ciekawa odmiana pogrzebowej tradycjidla wojskowego pilota to o wiele lepsze niż tradycyjna laweta działa. Jeżeli można mówić o czymkolwiek lepszym w sytuacji śmierci i pogrzebu.