Hmm nie pamiętam kiedy to dokładnie było, ale przypomniała mi się taka sytuacja..
Wracaliśmy całą czwóreczką z udanej misji.. ja - ślimak zostałem nieco z tyłu, w dodatku totalny Winchester - nawet pestki do działka wyplute. Do bazy pozostało jakieś 60nm. Na HSD i radarze widzę cały nasz klucz ładnie ustawiony w formację. Jako że miałem bingo, odpuściłem sobie doganianie ich na dopalaczu i trzymałem się jakieś 15nm za nimi.
Nagle znikąd tuż za moimi, "prawie" na mojej właściwej pozycji 4 w kluczu, ale tak 5nm za nimi pojawił się kontakt. Blisko bazy.. Myślę sobie - kurka co jest? Widzę i słyszę, że chłopaki nie wszczynają żadnego alarmu, zero oznak niepokoju.. Luźny powrót do bazy... Więc robię bug target, AWACS declare (wcześniej o dziwo nie meldował prowadzącemu lot żadnych zagrożeń w pobliżu).. "Contact is hostile, MiG-21" pada odpowiedź.
Co robić.. strzelać nie mam czym, paliwo mało, ale co mi po nadmiarze nawet paliwo, jeśli lufy działka tylko się wietrzyć mogą. Zagrałem va banque - w końcu skąd AI ma wiedzieć, czy mam uzbrojenie, czy nie.
Ostrzegłem chłopaków, że coś im za ogonem śmierdzi, zrobiłem "lock target" - w tym momencie musiała w tym MiG-u Bierioza zacząć niemiłosiernie wyć, bo jego lot już nie był taki równiutki, zaczął się wić jak piskorz. Chłopaki rozeszli się na boki i jeśli dobrze pamiętam to chyba Banan przejął cel i spuścił tam gdzie jego miejsce.
Pokerowy blef poskutkował

Ale faktem jest, że gdyby nie zbieg okoliczności w postaci mojego ślamazarzenia się, to pewnie by nas skubaniec zaszedł i przynajmniej jednego spuścił (pewnie padło by na mnie, bo byłem jako 4-ty

)