Tak, o te walki na "świetlówki" mi chodzi. Swoją drogą fajna nazwa, nie słyszałem

Jak przypomnę sobie "Mroczne widmo" i tego misia grającego Dartha Maula, który miał pojęcie o kung fu, a za choreografię odpowiadał bodajże Chińczyk - specjalista od tzwn. kina kopanego to teraz po prostu mnie skręca. W zasadzie w każdym odcinku był przynajmniej jeden fajnie zaprezentowany pojedynek - dla przykładu: Yoda - Dooku, Yoda - Palpatine, Mace Windu - Palpatine, różne wersje Luke`a - Vader, Obi Wan - Grivus itd. Oczywiście może aktorzy grający Rey i KR byli tacy ruchowo ciency, że nic się nie dało wyciągnąć (aczkolwiek przy magii kina i kasie jaką dysponuje Disney, to w takie wytłumaczenie nie wierzę). Dodatkowo nawet jeśli Oni byli słabi, ale trudno o słabość podejrzewać strażników głównego złego. Pozostaje więc podejrzenie, że za choreografię walk odpowiadał amator, albo, że zrobiono to celowo.
Jeśli amator, to jest to zwykłe lekceważenie widzów. Jeśli zrobiono to celowo, dodatkowo partoląc batalistykę kosmiczną i wciskając chyba najgorszą opowieść ze wszystkich to trudno się dziwić, że część fanów, którzy się na tej serii wychowali (jak ja) zaczyna mieć jej dość.