Autor Wątek: In the Valley of Elah  (Przeczytany 1108 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline vowthyn

  • *
  • dziecko RoF'a
In the Valley of Elah
« dnia: Maja 02, 2008, 22:21:43 »
Nie znalazłem topicu na forum, więc zareklamuję, bo sądzę że warto. Moją żonę zainteresował ten film i właśnie go obejrzeliśmy. Myślę że zainteresuje sporo osób na forum, porusza trudne tematy armijne, IMHO bardzo dobrze zrobiony, gra aktorska na wysokim poziomie, pozbawiony zupełnie amerykańskiego patosu, co się bardzo rzadko zdarza w podobnych produkcjach, a na co jestem wyczulony. W skrócie, aby nie zepsuć fabuły - akcja zawiązuje się w momencie, kiedy po powrocie do kraju z misji w Iraku znika jeden z żołnierzy jednostki. Jego ojciec rozpoczyna poszukiwania na własną rękę, im dalej, tym ciekawiej. Żeby była jasność - film bez brawurowych akcji, pościgów, strzelanin, nic z tych rzeczy. Bardzo ponury klimat, tym bardziej ponury im bardziej zdajemy sobie sprawę jak bardzo prawdziwy. Każda z sytuacji przedstawionych tam mogła wydarzyć się naprawdę, i zapewne wydarzała się nie raz. Gorąco wszystkim polecam.

Odp: In the Valley of Elah
« Odpowiedź #1 dnia: Maja 02, 2008, 23:12:27 »
Film dobry, nic więcej, w moim przypadku nie zapadł mi jakoś szczególnie w pamięć. W pewnym momencie miałem wrażenie, że materiał mający potencjał by nieść jakieś głębsze przesłanie ulega spłyceniu do takiego ni to thrillera ni to filmu detektywistycznego "co się stało, kto kogo zabił, jak i dlaczego". Również nie do końca zgadzam się z Tobą Vow co do tego, że nie jest patetyczny. Jest poniekąd, tylko że w drugą (pacyfistyczną) stronę. Scena z flagą na końcu? Czułem lekkie zażenowanie...

Film jest postrzegany jako poniekąd anty-bushowski (no bo skoro zahacza o problemy wojny ;) ), a ponieważ wkracza (pośrednio) na tematy polityczne jest też politycznie oceniany i stąd stosunkowo niska ocena na imdb chociażby (standardowo w tym podobnych przypadkach republikanie dają 1/10, demokraci 10/10 - tak to już jest).

Tommego Lee bardzo sobie cenię. Jest jak wino można by rzec. Ten typ zmęczonego życiem, starego teksańskiego rangera jaki mniej lub bardziej można zobaczyć w jego ostatnich kreacjach bardzo mi odpowiada. :)

Offline vowthyn

  • *
  • dziecko RoF'a
Odp: In the Valley of Elah
« Odpowiedź #2 dnia: Maja 03, 2008, 00:02:25 »
Nie twierdziłem przecież że jest więcej niż dobry. Na pewno nie jest to jakiś film artystyczny, ze szczególnie głębokim przesłaniem, dla mnie ważniejsze od samego wątku detektywistycznego było obecne tam studium zachować poszczególnych osób. Ten film w bardzo zwyczajny sposób pokazuje do jakiego stopnia można mieć zryty beret po powrocie z wojny. Nic nadzwyczajnego, ot życie, po prostu dobrze mi się go oglądało ze względu na wspomnianą już grę aktorów na poziomie. Nie dostrzegłem zbyt wielu "filmowych" schematów, ludzie rozmawiają ze sobą zwyczajnie, bez utartych stereotypowych odzywek. Co do samego Tomme Lee Jonesa, nie znam za dobrze tego aktora, to pierwsza jego rola, którą zapamiętam (tak - nie oglądałem "Ściganego" ;-) ).

Jeśli chodzi o patos, nawet jeśli jest obecny, to IMHO w śladowych ilościach w porównaniu z jakimkolwiek innym obrazem produkcji amerykańskiej dotyczącym ich armii. Najbliższe skojarzenia, jeśli chodzi o sposób pokazania mentalności żołnierzy miałem z "Jarhead". Nie ma co porównywać do pierwszego z brzegu Black Hawk Down, gdzie twardziele i bohaterowie na wyścigi sypią twardymi gadkami przy odgłosach wybuchów i z łopotem sztandaru w tle. Zresztą, to zupełnie inny gatunek filmu.
Nie odebrałem go również jako manifestu pacyfistycznego, czy antybushowskiego. On IMHO w zwyczajny sposób pokazuje, jak wojna zmienia ludzi, jakie rzeczy mogą się w konsekwencji tych zmian wydarzyć, bez wielkich scen, bez wydumanego heroizmu, bez teatralnych gestów i krzyków rodem z seriali wenezuelskich. Taki, a nie inny odbiór to oczywiście moja osobista interpretacja, nie mam pojęcia na ile zgodna z intencjami twórcy filmu. I zwyczajnie dobrze mi się go oglądało (co w moim przypadku dość rzadko się zdarza, w ogóle rzadko oglądam filmy, bo w większości z nich razi mnie zbyt dużo rzeczy, czym dość często doprowadzam do irytacji towarzyszy seansu, bo zwyczajnie czepiam się szczegółów psując innym odbiór, a już zwłaszcza dotyczy to produkcji o tematyce militarnej, czy co gorsza lotniczej). W tym filmie nic podobnego nie rzuciło mi się w oczy, więc uznałem go za godny polecenia.

Zresztą Jascha - jakie głębsze przesłanie może nieść film o wojnie? Wszyscy w miarę świadomi ludzie od dawna wiedzą, że król jest nagi. Wojna = zabijanie, w tym chyba wyczerpuje się wszelkie możliwe przesłanie, potraktowane jako zwyczajna konstatacja faktu, a nie jako osąd moralny (kogo i na jakiej podstawie?), czy naiwny apel "słuchajcie ludzie, wojna jest be więc nie zabijajmy się już i kochajmy nawzajem". Najlepiej podsumował to przyjaciel Kurta Vonneguta, kiedy ten powiedział mu że książka, którą pisze, "Rzeźnia numer pięć" ma być książką antywojenną. Zapytał go wtedy "Dlaczego nie napiszesz książki przeciwko lodowcom?". Tak przynajmniej ja to widzę, dawno pozbyłem się jakichkolwiek młodzieńczych nadziei pokładanych w gatunku ludzkim, który uważam za spaprany i pożałowania godny, dlatego najlepiej w wypadku filmów o tematyce wojennej przyjmuję te utrzymane właśnie w tonie wspomnianej "rzeźni..", czyli "zdarza się", albo "zdarza się i tak" przyjęte jako komentarz dla zaistniałych sytuacji. Podobnie odebrałem i ten film, nie jako taki, który stawia sobie za cel zmienić coś, wpłynąć na ludzi, czy choćby wycisnąć kilka łez, tylko taki, który po prostu pokazuje jak może potoczyć się życie ludzi, którzy otarli się o działania wojenne.

Odp: In the Valley of Elah
« Odpowiedź #3 dnia: Maja 03, 2008, 14:10:32 »
Nie twierdziłem przecież że jest więcej niż dobry.

Ależ ja nie twierdziłem, że Ty tak twierdziłeś. :) Upraszając - zgadzam się z Tobą, film można polecić. Zaznaczyłem tylko, że specjalnie w pamięć mi w pamięć nie zapadł, że można było trochę bardziej niektóre tematy pociągnąć i że nie do końca zgadzam się z brakiem patosu.

Oczywiście końcową scenę można interpretować różnie - dla mnie jest właśnie patetyczna w swoim przesłaniu. No w końcu zawieszenie flagi tak a nie inaczej jest jasne w swojej wymowie, tym bardziej że było tłumaczone wcześniej co oznacza i jaka jest historia tego znaku. Czyli "źle się dzieje państwie duńskim". I nie wyobrażam sobie innej interpretacji tej sceny... Kwestia czy interpretować ją tylko w kategoriach pacyfistycznej wymowy, czy też może krytyki polityki prowadzonej przez rząd US. Ale to tylko ta scena zrobiła na mnie takie wrażenie, gdyż faktycznie poza tym ciężko się mi doszukiwać amerykańskiego patosu.

Co do głębszego przesłania. Kolega mi zawsze zarzuca, że oczekuję by film był o czymś i niósł jakieś ważne przesłanie i morał. :) Może racja, jest dobrze tak jak jest. Z drugiej strony tematy typu - zezwierzęcenie, zobojętnienie (czy też pewnego rodzaju dehumanizacja) jednostki ludzkiej pod wpływem doświadczenia okropności wojny, homo homini lupus est i te sprawy zawsze uważałem za ciekawe. Dlatego miałem niedosyt po filmie, ze nie poszedł bardziej w stronę psychologicznego dramatu, bo miał taką możliwość. A tak była to ledwie jedna, krótka scena - jak już się wyjaśniło co i jak. Ale może się czepiam.

Jarhead to poniekąd dobre porównanie, choć tam jak wiadomo sprawa był potraktowana bardziej humorystycznie. Z kolei patetycznym niezmiernie filmem o problemach weteranów operacji w Iraku jest "Home of the brave". Jest patetyczny, choć mi to nie przeszkadza, bo zawsze patrzę na to jako docenienie wysiłku żołnierzy i podniesienie morale (jak ktoś widzi w tym tylko perfidną manipulację to jego sprawa). Film mógł być ciekawą analizą problemów jakie ma obecnie weteran w przystosowaniu się do normalnego życia, ale został zmieniony poniekąd w banał, że nawet nie ma co polecać. No i jak się daje 50 Centa od obsady, to też wiele tłumaczy... ::)

Natomiast co do Tomme Lee - to ja Ci gorąco polecam z jego ostatnich filmów "Trzy pogrzeby Melquiadesa Estrady" (jego autorski film, dość ciężki, traktujący o odkupieniu win) no i rzecz jasna "No country for old men" (dla mnie bez dwóch zdań arcydzieło i jeden z najlepszych filmów jakie widziałem w życiu, a widziałem już go 3 razy i za każdym razem odkrywam w nim coś nowego).

pozdrawiam

PS. Co do oceniania na imdb w przypadku "Valley of Elah" to się pomyliłem, bo film ma teraz przyzwoitą ocenę. Ale z tego co pamiętam jak sprawdzałem krótko po premierze to było inaczej...