Przyznam, że jakichś rażących nieścisłości lotniczych nie wychwyciłem, a i nie dostrzegłem w żadnym kokpicie Warthoga ani X52

Ale wrażenia mam podobne. Było kilka dobrych scen, zwłaszcza z samego lądowania na księżycu, niestety większość scen akcji została nakręcona tak, żeby pokazać jak najmniej: duże zbliżenia i szalone wibracje. Czuć niestety że nie jest to film o budżecie klasy "Interstellar" albo "Grawiacji".
Poza tym to przede wszystkim dramat obyczajowy. W kategorii "kino księżycowe" daleko w tyle za Apollo 13 czy miniserialem "From the earth to the moon".