Choć nie nastawiałem się na rewelację, ja także miałem mieszane uczucia (z tendencją ujemną). Nieco kojarzyło mi się to ze starym Expanded Universe (obecnie tzw. Legends), gdzie na jeden fajny pomysł przypadał jeden wtórny/mierny i jeden żałosny. Całość przypomniała mi amerykański idiom "dropped the ball", tj. kiedy już-już zaczynałem się wczuwać to... film zaliczał skuchę [cykl powtarzał się wielokrotnie].
Na fotosach film obiecywał więcej (patrz moje wstawki powyżej), tymczasem efekt końcowy momentami jakby trącił tanią produkcją, co mi się nigdy ze starwarsami/ILM nie kojarzyło... Zupełnie nie przygotowałem się na iście astarwarsową muzykę - może błąd, że nie zostawili Giacchino jako "oficjalnego zastępcę" Williamsa?
Skrajnie subiektywnie: dla mnie - widza - lepiej byłoby, gdyby stworzyli nowego bohatera, a nie próbowali usilnie odmałpować istniejącego w wersji odmłodzonej (bo wszak Han Solo™ to solidna marka i szkoły na to pójdą). Choć trzeba przyznać że młody aktor przynajmniej się starał - jednak dla mnie wyglądał na cosplayera, którego próby choć sympatyczne, to ani na chwilę mnie nie nabrały.