Georg von Trapp „Do ostatniego salutu banderze”, Wspomnienia dowódcy austro-węgierskiego okrętu podwodnego, Wydawnictwo FINNA, Gdańsk 2004.
Zapach gulaszu zakręcił kucharzowi w nosie, niemal go zatkało, nie mógł złapać oddechu. Ponownie zebrało mu się na wymioty, tym razem jednak nie zdążył już mocniej wychylić się do przodu i połowa wymiocin wylądowała w zupie.
- Ty świnio! – wyrzucił z siebie podoficer.
W duchu widział już wściekłość marynarzy, którzy znowu nie dostaną ciepłego posiłku. Ostrożnie rozejrzał się wokół. Koledzy leżeli w swoich kojach i twardo spali. Nikt niczego nie zauważył. Wówczas odwrócił się do zupełnie wykończonego kucharza:
- Mieszaj dalej, świnio!
A później, po obiedzie, zarówno oficerowie, jak i marynarze nie mogli się nachwalić za wspaniałe danie, które im przygotował. (s. 199)
Fabularyzowane wspomnienia dowódcy dwóch pierwszowojennych okrętów podwodnych (U-5 i U-14, drugi z nich zdobyczny), które z dużym powodzeniem działały na Morzu Śródziemnym. Trapp odbył w tym rejonie 19 patroli zatapiając 12 statków i okrętów, co niewątpliwie uczyniło go bohaterem zmagań podwodnych tamtego okresu, już w okresie swojej służby był znany, a nawet zaszczycony odwiedzinami Cesarza.
Wspomnienia przeniknięte są niespotykaną w literaturze późniejszej (IIWW) pionierską atmosferą odkrywania i uczenia się działań podwodnych na morzu. Dobrze znane z II WW taktyki użycia broni podwodnej, jak i przeciwdziałania im, są ówcześnie dopiero opracowywane i rozwijane, przykładem jest zastosowanie przez włoską flotę bomb głębinowych (zrzucanych ręcznie), które wielce zdziwiło naszego kapitana, praktycznie w żaden sposób nieprzygotowanego na tego typu akcje. We wspomnieniach znajdziemy mnóstwo „smaczków”, które kontrastują z tym, z czym najczęściej kojarzy się wojna u-bootów, czyli skrytobójstwem i bezwzględnością dla swoich ofiar płynących w konwojach. Okręty podwodne nieustannie nękane są usterkami, mają problemy z zanurzeniem, wynurzenie, sterem, oparami paliwa (benzyny!), które doprowadzają załogę do omdlenia... a nawet z zabieraniem wszystkich członków załogi podczas zanurzenia, Trapp omal sam nie padł ofiarą własnej załogi – uczepienie się rury peryskopu uratowało go przed rozstaniem z jednostką, która w sposób niekontrolowany zaczęła się zanurzać. W omawianym okresie środki przeciwdziałania okrętom podwodnym pełniły raczej rolę straszaków, niż faktycznego zagrożenia dla okrętu podwodnego. Ale jakie to były okręty! U-5 nieco dłuższy niż 30 m., szerszy nieco ponad 4 m. z jednym przedziałem, w którym gnieździła się cała załoga, śpiąca na podłodze w chwilach wolnych. Jednostka była w stanie bezpiecznie zejść na głębokość do 25m, niżej mogło dojść do poważnych kłopotów. Nie przeszkadzało to podwodniakom w skutecznym atakowaniu statków zaopatrzeniowych Ententy. Rzec by można, że walka była prowadzona wręcz, aczkolwiek z zachowaniem zasad – przynajmniej we wczesnym okresie działań. Łowcy wpływali pomiędzy statki konwoju, często ledwo unikając zderzeń z potencjalnymi ofiarami. Torpedy były odpalane z odległości 300-500m, a samo wykrycie okrętu przez eskortę, nawet w pozycji nawodnej, wcale nie oznaczało zakończenia ataku, a tym bardziej zatopienia atakującej jednostki.
Wspomnienia Trappa mają swój urok, choć mogą wywołać uśmiech u czytelnika, znającego realia zmagań u-bootów drugowojennych, nie należy jednak zapominać o warunkach technicznych tamtej wojny, rejs ówczesną jednostką był nie lada wyzwaniem, a 9 dni patrolu, było granicą wytrzymałości i załogi i okrętu. Osobliwie, że w ogóle udawało im się cokolwiek zatopić!
Oprócz wspomnień na temat samych patroli, autor delikatnie szkicuje tło polityczne pierwszej wojny światowej. Załogi okrętów były wielonarodowe (miał nawet Polaka), co jest pretekstem do snucia rozważań o stanie państwa i armii Austro-Węgier. O ile sam wysiłek wojenny autor ocenia bardzo wysoko, to wpływ jaki wojna miała na nieprawidłowości funkcjonowania i rozpadu państwa, jest mocno krytykowany. Trapp ze smutkiem ocenia, że działania jego i jego towarzyszy broni idą na marne.
Polecam lekturę, jednak nie jest to powieść, w której trup pada gęsto, a heroizm i przeżycia emocjonalne głównego bohatera są pierwszym planem. Jest to raczej oszczędna w przechwałki opowieść doskonałego podwodniaka, dodatkowo pisana w trzeciej osobie.
pozdrawiam,
qrdl