Autor Wątek: Utopiony w swoim awatarze  (Przeczytany 6063 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #30 dnia: Maja 14, 2012, 12:24:18 »
Na The Forum kulka może być tylko jedna. Tytanowa.
Nie bardzo rozumiem... ale może to ma tak być, enigmatycznie i tajemniczo?  :karpik

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #31 dnia: Maja 14, 2012, 14:48:06 »
Bo tu żadnych kulek się nie łyka, tylko z godnością przyjmuje, i nie na klatę, a na kolano.
Był to kiedyś taki jeden spec od kulek różnych, a innych niż wspomniane przez Leona, oberwał, ale nie był godzien tytanowej ta przysługuje zasłużonym, moderatorzy dostają srebrne, a gdyby sam OZ (Ojciec Założyciel) chciał postąpić honorowo, to On wybierze kulkę złotą, oczywiście sam dla siebie, bo nikt inny tego nie może zrobić. Normalnym pozostają takie zwykłe ołowiane, ewentualnie lekuchno podpiłowane na górze.
Ponoć Głos Z Kibla... optował za aplikowaniem tego jak czopek od gorączki, ale reszta zażądała depilacji miejsc intymnych i zaświadczenia o braku hemoroidów, tak więc pozostano przy kolanie ewentualnie przy... ale nie tam gdzie chciał Głos.

qrdl

  • Gość
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #32 dnia: Maja 14, 2012, 15:18:41 »
No i jest jeszcze Żan Kulka.... ale to włochate cudo.

Offline rutkov

  • KG200
  • *
  • Versuchskommando
    • KG200
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #33 dnia: Maja 14, 2012, 15:42:22 »
Tytanowe kulki jako elementy zestawu akcesorii współgrających z różowymi pończochami, kagańcami i bacikiem  :021:  to kwintesencja tego forum.
Taki zestaw wręczano w zaraniach każdemu nowemu. Widać że się nie załapaliście. Albo zgubiliście i cicho siedzicie by podczas najbliższej inspekcji nie wyszło na jaw. Blitz czeka.  :121:
miłośnik 110-tki    •    I/KG200_Doktor  ♥1972-†2006   •   Czekamy Ciebie czerwona zarazo, byś wybawiła nas od czarnej śmierci. Byś nam, kraj przed tym rozdarłszy na ćwierci, była zbawieniem, witanym z odrazą.    •   Han Pasado!    •    GDY WIEJE WIATR HISTORII, LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #34 dnia: Maja 14, 2012, 16:29:51 »
Cytuj
Chyba nie bardzo wiesz na czym polega uzależnienie, które ma tyle z wolą do czynienia, co... nie ma nic.

Mam wrażenie, że kłócisz się o to, czego nie zrozumiałeś. Wypowiedź jest prosta - każde uzależnienie poprzedzone jest wyborem. Nie wiem, czego tu można nie zrozumieć i nie wiem z którą częścią  mojej wypowiedzi się nie zgadzasz.  Uzależnienie, jeśli już nastąpiło, jest od woli niezależne (ale nie do końca - o czym dalej), ale przed wystąpieniem tego stanu każdy człowiek ma wybór - palić - nie palić, pić - nie pić, grać - nie grać etc.

Cytuj
Pić nałogowo może tak samo człowiek z dobrego domu, na wysokim stanowisku,...

Sam napisałem, że dzisiaj trudno jest jednoznacznie zdefiniować i wskazać alkoholika, narkomana, czy nałogowego onanistę. Dawniej były mocniej zaznaczone role społeczne. Większy był kontrast pomiędzy normalnością, a patologią. Więc, po co te wywody?

Cytuj
Wyobraź sobie czapeczkę i kolorowe kulki wewnątrz. Sięgasz i co, wiesz jaki kolor będzie miała Twoja kulka? Nie. To właśnie jest ten wybór. Gdyby tak było, to świat byłby na pewno mniej skomplikowany.

Do czego zmierzasz? Do tego, że naszym życiem rządzi przypadek, czy do tego, że jak się wali non stop, to łatwiej powiedzieć: "wyciągnąłem beznadziejną 'kulkę' i jest wszystko git, bo taki jestem". Tego nie zrozumiałem do końca, ale jeśli sądzisz, że każdy pijaczyna, to ofiara, to się z Tobą absolutnie nie zgadzam. Świadczy, to również, że świadomość o uzależnieniach czerpiesz z amerykańskiej, dawno już porzuconych teorii, opracowanych dla wyciągnięcia dużej ilości szmalu od naiwnych,chorych ludzi. Mechanizm jest bardzo prosty - wmówić zaćpanej aktorce, że zaczęła brać, nie dla rozrywki, czy z nudów, ale przez to, że od początku była chora. Podanie komuś z nałogiem na tacy gotowego usprawiedliwienia dla jego głupiego wyboru życiowego, to najlepsza droga do zniszczenia człowieka uzależnionego.

Jakbyś, trochę prześledził statystyki, to zobaczył byś, że w Polsce mieliśmy dużo lepsze wyniki w wychodzeniu z nałogów, niż w USA. Duże osiągnięcia w dziedzinie terapii antynarkotykowych miał Kotański (po jego śmierci w zasadzie MONAR upadał, a oddziały detoksykacyjne zaczęto likwidować - z drugiej strony instytucja nie nadążała za nowymi formami uzależnień - dłuższa historia), który całkowicie "zeszlifowywał" psychikę uzależnionego i broń Boże nie prawił mu "komplementów" w stylu "to nie twoja wina, to kulki z kapelusza", tak jak wynika to z Twoich wypowiedzi. Tak pierdzielą (para)psycholodzy z bogatych, amerykańskich klinik odwykowych, dla ludzi z dużą ilością, niepotrzebnej im gotowizny.

Cytuj
Jest kilka czynników składających się na rozwój choroby, czy my w tym uczestniczymy? Nie. Nawet nie wiemy, póki sobie tego jasno nie uświadomimy (wiadomym jest, jak potrafimy się bronić), co mogło się złożyć na wybuch tej choroby. Czy to coś zmienia? Zmienisz ojca w wieku 5 lat? Zmienisz podwórko w wieku 10? Szkołę? Dlaczego człowiek nie pijący całe 40 lat swego życia, nagle sięga po alkohol, sięga tak długo, że w końcu... kończy życie w sposób mało chwalebny.

I jest jeden, najważniejszy - wola człowieka, o której zapominasz. Przed sięgnięciem po używkę, czy uzależniacz zawsze występuje wybór. To, że ktoś nie radzi sobie z rzeczywistością, nie oznacza z automatu tego, że musi chlać - po prostu tą drogę wybrał, bo wydawała mu się najprostsza, a konsekwencją jest jego choroba, ale żeby go leczyć (skutecznie) należy mu uświadomić jego winę za doprowadzenie się do stanu, w jakim się znalazł. Inaczej, przez dziesięciolecia będzie wypłakiwał na kozetce swoje dzieciństwo, czy walniętego ojca/matkę, chlając do woli i ciesząc się, że to nie jego wina.

Cytuj
Mamy w sobie niejako zaklęte jakieś triggery, i nie wiesz...

Znów zakładasz najprostsze rozwiązania, usprawiedliwiające społeczne zachowania człowieka, bez udziału jego woli. "Kradnę, bo mi pani postawiła jedynkę, a przy okazji zabiję menela na ulicy, bo tak naprawdę nie chcę nim zostać." Wszystko można tłumaczyć zewnętrznym imperatywem. "Jestem zerem, bo nie miałem gameboya, bo starych nie było stać." A właśnie wszystko polega na wyborze i na tym, czy będziemy w stanie się z naszymi wyborami zmierzyć. Osobiście znam ludzi (wielu), na których postawiono krechę i wg. Twoich wywodów powinni się stoczyć, a my powinniśmy (nie wiem dlaczego - w imię jakiejś poprawności politycznej?) im współczuć, pomagać i klepać po plecach, wciąż mówiąc "nic się stary nie stało, to nie twoja win, to babcia miała blond włosy". Ci ludzie są inni - niektórzy nawet zostali doktorantami na polibudzie, a niektórzy leczą ludzi w szpitalu. Tylko jak tankowaliśmy tanie mózgotrzepy we wnęce za szkołą, to  nikt z dorosłych nie wyskakiwał z tekstami "to nie wasza wina - to środowisko - a wy sobie pijcie, bo jesteście biedni", tylko jak nie mógł nam sam wpierniczyć, to wołał naszych rodziców do pomocy.
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #35 dnia: Maja 14, 2012, 19:08:15 »
Zacznę od początku - ja się nie kłócę.
Druga sprawa, cała nasza wiedza (o terapii i uzależnieniach wzięła się ze Stanów). Melibruda na niej bazuje, że czyni postępy we własnym zakresie, nie oznacza, że się odcina od korzeni. Tam powstały pierwsze ośrodki leczenia choroby alkoholowej.
O MONARZE i Kotańskim się nie wypowiem - jak duży był to błąd, wiem, nie tylko ja ale i wielu narkomanów ja i wielu terapeutów - dobrych a nie samozwańczych.
Co do kapelusza z kulkami, to był przykład, ale włóż tam sobie np.: wódkę, narkotyk, grę, czy seksoholizm, ewentualnie uzależnienie krzyżowe - czyli alkohol + narkotyki. To ma ilustrować, że nim wpadniesz w nałóg, nie wybierasz go sobie, nie wiesz, że Ciebie może to trafić. Normy społeczne i podziały nie mają tu nic do rzeczy, jedynie ilustrowałem, że alkoholikiem może zostać nie tylko jak to nazwałeś menel. Kim jest menel? Ten co nie ma pracy i mieszka na ulicy, czy prezes Wielkiej Firmy, który rodzinę zaniedbuje i wszystko, tylko po to, by się napić, zapić, uchlać, zapomnieć o tym, że jest nawet prezesem.
To co piszesz o tym, co Amerykanie, a co my, Polacy... serio, położyłeś mnie, bo nie wiem skąd to wziąłeś ;) Przepraszam bardzo, ale kiedy mieliśmy czynić te postępy? Za Gomułki, czy za Gierka, a może Jaruzelskiego, kiedy dostęp do wszystkiego co zachodnie był klasowo blokowany. Cała wiedza poczęła się rozwijać po zburzeniu muru, jedynie niektórzy coś się wcześniej dowiedzieli, jak udało im się przemknąć na zachód, a potem sprowadzić odpowiednie lektury do Polski i wydawać je podobnie, jak wydawała swoje broszury Solidarność. Tak, tak... tak to wyglądało wówczas.
Wybór? Znaczy co, chcesz mi powiedzieć, że... Nowak siada i wybiera sobie wódkę, gdy jego kolega Kowalski siedząc obok twardo postanowił, że uzależni się od heroiny? To nazywasz tym początkowym wyborem? Czy tak? Otóż ja piszę o tym, że jeden pójdzie na imieniny i z nich wyjdzie, drugi, wyjdzie pijany. Znaczy mały Jasiu wybiera sobie tibię, a nie wow? Otóż Jasiu może spróbować i tibii i wow i nie ulec, a może skosztować marychy i wpadnie. Wybrał? Równie dobrze mógł próbować papierosów i nic. Któryś z nich coś zakładał? Hipotetyczny przykład nie-alkoholików, tylko ludzi, którzy dokonują jakichś wyborów.
Nie jestem za teorią Kotańskiego, że ci ludzie są winni swych wyborów, bo to nie są wybory. Jeśli tak uważasz, to coś mi zaczyna się wydawać, że zupełnie nie znasz problemu.
Nikt tu się nie babrze latami w czyimś dzieciństwie, bo do tego co nieświadome nikt się zabiera. To jest zupełnie inna historia. Nikt nie siedzi też z kimś za rękę i nie czeka aż ten ktoś się wypłacze na kozetce (skąd pomysł z kozetką, bo padło hasło terapia?) to się odbywa w grupach terapeutycznych, a nie na kozetce Freuda. To zupełnie inne sprawy. A MONARy upadają, bowiem wiedza posunęła się nieco dalej i przestano dzielić ludzi na ćpających i normalnych (w tym pijących).
Otóż nie zamierzam utyskiwać, jak ci ludzie mają źle, ale de facto tak jest. To nie ich wina, ani wina rodziców, ani środowiska. Jak napisałem, to wynik zbiegu wielu czynników o których nawet nie wiemy. Owszem, można w końcu do tego dojść i wywnioskować, no tak... ojciec nie pił, matka też nie... ale podwórko jakoś było takie a takie, i miało chyba główny wpływ na popadnięcie w nałóg. Wina? Bzdura, to się zostawia ad acta i przystępuje do pracy z człowiekiem, i mniejsza wówczas o wybory jakich dokonywał, ważne, co teraz wybierze - nie pić!
Sama detoksykacja to jedynie początek, oczyszczenie organizmu z chemii. Ale o ile z alkoholem jest sprawa dość łatwa, po dłuższym czasie "odparuje" z organizmu, o tyle z niektórymi innymi substancjami sprawa nie ma się już tak prosto i łatwo.
Sam nasz mózg, gdy go odetniemy od źródła potrafi nas samych zatruwać, produkując odpowiednie środki chemiczne - psychoaktywne - do tego doszli jak badali mózg. Stąd nie jest w sumie ważne jaki nałóg, może być i hazardzista. W jego mózgu są wytwarzane podobne związki, bo w sumie to nie hazard, czy karty, czy pieniądze decydują o nałogowym końcu tego hobby. Emocje jakie temu towarzyszą mają na to wpływ. Nałóg jest często określany również chorobą emocji. I to nie musi być alkohol, czy narkotyki.
Reasumując. Jakim wyborem? Dzisiaj wpadnę sobie w nałóg:
 1. Grania na PC.
 2. Picia alkoholu.
 3. Zażywania narkotyków.
Dzisiaj jest poniedziałek, to może wybiorę sobie...

"Znów zakładasz najprostsze rozwiązania, usprawiedliwiające społeczne zachowania człowieka, bez udziału jego woli. "Kradnę, bo mi pani postawiła jedynkę, a przy okazji zabiję menela na ulicy, bo tak naprawdę nie chcę nim zostać." Wszystko można tłumaczyć zewnętrznym imperatywem"

Nie zakładam najprostszych rozwiązań. Nie chodzi o usprawiedliwianie, ale szukanie przyczyn, a warunki społeczne są/mogą być jednymi z nich.
No, kradnę... To jest naprawdę wyśmienite. Już chociażby w Kiepskich, Ferdek nie raz wypowiada magiczne, a teraz się napiję, bo mnie... zupa była zasłona. I żebyś wiedział, jakże to jest prawdziwe... albo lepiej, byś się nie dowiedział, więc uwierz mi proszę :) Alkoholicy, jak i inni dotknięci chorobą uzależnienia, szukają racjonalizacji swego nałogu. Wybór? Znaczy co, alkoholik powie, tak wybrałem? To ciekawe. Mamy alkoholików, co wybrali bycie alkoholikami, mamy narkomanów, którzy wybrali bycie narkomanami? Mamy chorych na raka, bo wybrali sobie raka trzustki, czy jelita grubego? Mamy ludzi grubych, bo stwierdzili, że ważyć 120 kg jest całkiem seksy? O kompulsywności zachowań, słyszałeś?

Zapraszam tutaj:
http://psychebook.one.pl/Uzaleznione_myslenie_analiza_samooszukiwania.pdf
I jest to lektura dla każdego człowieka, nie tylko uzależnionego.

Kulki zostawcie dla siebie :P

qrdl

  • Gość
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #36 dnia: Maja 14, 2012, 20:37:22 »
Uwielbiam takie psychonarracje. Od pewnego czasu jestem przekonany, że psychologia+psychiatria = pozbawienie nas wszelkiej wolnej woli decydowania. Nie ma uzależnionych i tych co nie są uzależnieni, są tylko uzależnieni co się skruszyli i uzależnieni co się samooszukują - poezja. Dziadek Freud pewnie mlaska w grobie z zachwytu. Tak więc to nie komuna, to nie neoliberalizm, to nawet nie Łukaszenko, ale psycholog w duecie z psychiatrą wytłumaczą wam, że wolna wola decydowania o swoich wyborach, to iluzja inteligentnego ćpaka*.
Tacy od psychiki to potrafią pewnie nawet małolatom obrzydzić walenie gruchy, po prostu majstersztyk, lepiej od księdza  :banan.

Tako rzecze,
Zaratustra

* Wg mistrza Lema są ssaki, ptaki i ćpaki. Najwyraźniej jednostka ponowoczesna to ćpak :-).

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #37 dnia: Maja 14, 2012, 21:17:26 »
Nietzscheański Nadczłowiek`u... Lem miał również ciekawe spostrzeżenia o internautach ;)
To nie jest psychonarracja, czy jak to zechcesz nazwać. Bagatelizowanie, cóż, chwyt dobry, ale właściwy w tym miejscu? Jeśli już o czymś mówić, to dobrze wiedzieć, o czym się mówi, czasami też jak ;)
Odnosząc się teraz bezpośrednio:
Od pewnego czasu jestem przekonany, że psychologia+psychiatria = pozbawienie nas wszelkiej wolnej woli decydowania. Zaiste, powiedz mi proszę, w jaki sposób to się dzieje? Doświadczyłeś tego? Uważasz, że kogoś to spotkało? Bo mi się zdaje, uzależnienie, owszem, dokładnie to właśnie czyni. W błędzie jesteś, jeśli nasze problemy próbujesz skwitować, ubezwłasnowolnieniem przez psychiatrię oraz psychologię.
Założyciel wątku chciał serio wypowiedzi, więc z całym szacunkiem do niego i tematu, się odniosłem.
Dziadek Freud, jeśli już go wspominasz, pewnie nie wie nawet o czym piszemy, nie wiem dlaczego tak się go uczepiliście ;)
Ta wolna wola jest tutaj jakimś... zaklęciem, czy czym przepraszm?  :002:
Mylicie chyba, a nawet na pewno, pewne porządki. Kiedy mowa o uzależnieniu, to jak można coś wspominać o wolnej woli? To zupełnie tak, jakby powiedzieć, że socjopata, zabija, bo ma taką wolę - o zgrozo! Problem polega na tym, że: co to jest, ta wolna wola? (babcia mawiała, wole, to ma indyk ;) ) Wracając, problem tutaj nie polega na braku woli, ale na uzależnieniu, więc jak można mówić o wolnej woli, he?
To jest inny porządek dyskursu, mówienie o uzależnieniach nie znosi pojęcia wolnej woli. Ale ta bowiem, w tej kwestii jest nieistotna, nie o to chodzi.
Jakakolwiek ekwilibrystyka słowna, jedynie zaciemnia ten problem - sprowadza się to ostatecznie do werbalizmu. Owszem, sam lubię, ale... albo piszemy o czymś serio, albo robimy sobie jaja. Pytaniem: po co zakładać takowy wątek? :001:

Vide: Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy
Mam nadzieję, że kolega nie miał na myśli, myśli prawej i jedynej, oraz zgodnej ze statutem i książeczką ;)
A wracając do wyboru, czy rzeczywiście ktoś sądzi, że uzależnienie się wybiera, jak kiełbasę w sklepie? Całość tego co piszę, ma na względzie to i tylko to, że to nie ma nic wspólnego z wolną wolą. Jeśli ktoś myśli, że silna wola pozwoli mu pozbyć się nałogu, jaki by nie był, to chciałbym dopowiedzieć i uprzedzić, że jest w błędzie i żyje w stanie ciągłego wstrzymania - co powoduje kolejne konsekwencje.

qrdl

  • Gość
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #38 dnia: Maja 14, 2012, 21:38:29 »
Piszę jak najbardziej poważnie, może nico ironizując. Postaram się pisać krótko, z pewnym uszczerbkiem dla ciągłości wywodu.
Zacznijmy od tego, że zwykle przyjmuje się, że istnieją tzw. związki przyczynowo-skutkowe, zarówno w "przyrodzie" jak i też w wyborach ludzkich. Tak więc zasadniczą kwestią jest czy to, że wybieram herbatę, a nie np. kawę, jest moim wolnym wyborem, czy jest zdeterminowane moimi skłonnościami, przyzwyczajeniami, czy też w ostateczności twardym, tkankowym uzależnieniem. O ile w przypadku odpowiedzi "piję herbatę bo lubię" nie traktujemy tego jako uzależnionego wyboru, którym de facto jest, to powiedzenie "piję alko. bo lubię" już budzi uzasadnione wątpliwości. Jednak pomiędzy rzeczywistym narkotykiem, a popierdułką znudzonego emo przy kompie, jest imo zasadnicza różnica. Inaczej możemy dojść do wniosku, że każdy wybór jest mniej lub bardziej zdeterminowany i to w różnym stopniu uświadomienia, tym samym nasze uzależnienie zaczyna się od preferowanych marek wody mineralnej. Czy siadanie koło ładnej kobiety w tramwaju/autobusie jest wolnym wyborem, czy uzależnieniem etc?
Jak to się ma do psychologii. Otóż żadna inna nauka nie ma takich pretensji od odkrywania związków przyczynowo skutkowych w psychice ludzkiej co psychologia, w dodatku dążąc do ich klasyfikacji, a tym samym do schematyzacji zachowań ludzkich. Psycholog lub psychiatra nie zadowala się prostą odpowiedzią "obiektu badań": zrobiłem to z wolnej woli. Będzie szukał przyczyny, której skutek widzi - inaczej by nie było nauki. Jak lekarz widzi objaw, to stara się zdiagnozować chorobę. W tym sensie tego typu nauki obdzierają naszą psychikę z resztek "tajemniczości" i tym samym wolności. Osobiście jestem indeterministą, a w innych wątkach można poczytać o moich hobby  :karpik :karpik.

Tako rzecze,
Zaratustra

Offline Meehau

  • *
  • CyC
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #39 dnia: Maja 14, 2012, 22:00:59 »
No dobra col Kurtz, ale przecież uzależnienie to nie jest coś co przychodzi z dnia na dzień. To proces kilkuetapowy, etapy te psychiatrzy mniej więcej nazwali i opisali pewne objawy alarmowe. Człowiek z pewną dozą autorefleksji powinien zauważyć, że coś jest z nim nie tak, o ile ma osobowość prawidłową. Stąd też uważam, że to w pewnym momencie jest nasz wybór, albo pogrążam się dalej, albo biorę się za siebie zanim nie jest za późno.
Meehau
"The milk of aircrew kindness comes in very small containers and has a quick expiration date"

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #40 dnia: Maja 14, 2012, 22:07:45 »
Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy

1/ Od straszenia dziurawieniem kolan jest tutaj GTL i może to być odebrane jako mieszanie się w nasze kompetencje - a to może zaszkodzić akurat Twioim kolanom.

2/ Nawet moja pokojowo nastawiona do świata żona wie, że do poruszającego się celu skuteczniejsze są przedmioty poruszające się z nieco większą prędkością.

A w kwestii tych całych psychologów i innych czarownic - to akurat jedyna funkcja takich pseudonauk polega na udowodnieniu biednemu frajerowi, że bez pomocy "specjalisty" za 100zł/godz. nie jest sobie poradzić w życiu. Jeśli chodzi o uzależnienia - to takie czarownice potrafiły mojemu młodszemu koledze wmówić alkoholizm i do kompletu jego żonie również, tylko dlatego, że pili sobie wieczorami po 2 piwka do TV (jak to bym raczej polecił odstawić TV - bardziej szkodliwe). I po paru takich wizytach nie wyobrażają sobie żywota bez "grupy wsparcia" i wizyty u terapeuty raz w tygodniu. Pewnie ten gość co to grywa nieco więcej jak przeciętna krajowa "symulotnika" też pewnie gdyby wpadł w łapy tych czarownic to miałby dożywotnio spartolone życia - zupełnie jak bezmózga roślinka.

 :karpik :karpik :karpik

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #41 dnia: Maja 14, 2012, 22:47:32 »
Mam koledzy wrażenie, że jedziecie po col_Kurtz dlatego, że jest tu nowy. On wg mnie ma rację a z jego wypowiedzi wnioskuję, że dobrze wie o czym pisze.
1 Wszyscy jesteśmy podatni na uzależnienia - pytanie tylko czy każdy z nas trafi na to swoje "coś" na  dodatek w odpowiednim momencie.
2 Jeśli chodzi o wolę i świadomy wybór - pokażcie mi alkoholika który powie, że wie o swoim problemie. Oni piją bo...lubią, chcą i jest to ich wolny i świadomy wybór.
3 Uzależnić można się od przeróżnych rzeczy, choćby od obgryzania paznokci. Gostek od FS nie jest niczym nadzwyczajnym. Nie ma to nic wspólnego z jego wolą i świadomością uzależnienia. On się po prostu dobrze czuje za sterami wirtualnego samolotu (endorfinki) będąc przy okazji dumnym, że jest taki pro uprawiając tak elitarny zawód, "zarabiając" przy tym kupę kasy. On nie siedzi przy kompie 16 godz na dobę dla tego, że musi ale chce.
4 Proces uzależniania się od czegoś jest długotrwały i płynny, niemożliwy do zauważenia przez zainteresowanego. Nie da się ocknąć w porę. To tak, jakby zauważać postępujące w aucie zużycie amortyzatorów. Do końca jesteśmy przekonani, że są dobre. Różnicę zauważymy dopiero po wymianie na nowe.
Wódka to śmierć, ale polski lotnik śmierci się nie boi...

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #42 dnia: Maja 14, 2012, 23:04:08 »
Kelso  :)

Schmeisser

  • Gość
Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #43 dnia: Maja 14, 2012, 23:13:36 »
Cytuj
Cytat: col_Kurtz w Dzisiaj o 21:17:26

    Proszę o konstruktywne wypowiedzi bo temat jest ciekawy moim zdaniem. Podziękowania za wypowiedzi niekonstruktywne będą wysyłane z prędkością 334 m/s w okolicę kolan odbiorcy


1/ Od straszenia dziurawieniem kolan jest tutaj GTL i może to być odebrane jako mieszanie się w nasze kompetencje - a to może zaszkodzić akurat Twioim kolanom.

Ej to ja powiedziałem :D :D

Na samym poczatku :d



Ja powiem tak. Uzależniony ma gówno do gadania w kwestii wyboru. Albo zacznie ćpać albo popełni samobójstwo. Proste.Dlaczego ? Bo miał nieszczęśliwe dzieciństwo.
Śmieszy Was takie stwierdzenie? ...bo jest masa wspaniałych ludzi którzy dorastali w domu dziecka ,oni nie mieli szczęśliwego dzieciństwa.
Tak? To co lepsze, nie miec mamusi i tatusia czy mieć sznowanego i podziwianego tatusia prezesa, który ma hobby pt. sadzenie doła potomkowi na zasadzie 'jesteś moją największą porażką'. Odpowiedzcie sobie.
 Do tego psycholodzy doszli już 40 lat temu, zaś proces zastępowania substancją czegoś co normalnie stanowi część osobowości dojrzałej jest określany mianem samoleczenia.
Zarówno Kurz jak i Kelso mają 100 % racje.

Odp: Utopiony w swoim awatarze
« Odpowiedź #44 dnia: Maja 14, 2012, 23:24:50 »
Zarówno Kurz jak i Kelso mają 100 % racje.

Takie słowa z Twoich ust to jak Order Orła Białego z rąk prezydenta Najjaśniejszej...
No chyba, że to kolejne głaskanie pod włos  :121:. Ale i tak jestem dumny.
Wódka to śmierć, ale polski lotnik śmierci się nie boi...