Doczytałem. Po prostu uważam, że pytanie weteranów "70 lat po" nie ma za dużego sensu. Szczególnie jeśli chcemy rozpatrywać aspekty techniczne walki pancernej.
Co do sceny z Tygrysem. Kołacze mi w głowie, że kiedyś na Discovery leciał jakiś program Tiger vs. Sherman w którym zademonstrowano animację walko piątki opiekaczy z Tygrysem. Wyglądało to bardzo podobnie do tego co było na filmie, szczególnie końcówka pojedynku. Wydaje mi się jednak, że jest to scenariusz mocno odrealniony. Przede wszystkim dla tego, że Tygrys to nie Zajcew w Stalingradzie, a nawet ten nie biegał samopas na polu bitwy. Tygrysy występowały początkowo na stanie korpusów a potem już i w dywizjach pancernych ale tych bardziej "na bogato". Byłby tam pilnowany przez grenadierów, niszczyciele czołgów czy artylerię holowaną jak przysłowiowe oczko w głowie a zarazem stanowił główny pazur zgrupowania. Więc raczej możliwość jeden Tygrys kontra 5 Shermanów odpada.
Kwestia ruszenia do przodu. Niby w jaki sposób miałoby go to ustrzec od ataku z powietrza? Wymanewrowałby HVAR albo bomby? Główną obroną przed lotnictwem było pozostanie w ukryciu. A więc nie dymienie spalinami i nie ruszanie się. Kooperacja lotnictwa z siłami lądowymi nie jest w tamtych czasach tak precyzyjna, żeby wskazywać pojedynczy czołg w krzakach. Samo ruszanie się z miejsca utrudniłoby prowadzenie celnego ognia. Jeśli już by musiał ruszać to chyba do tyłu dystansując zbliżające się Shermany. Przychylam się do opinii, że to "wymóg scenariusza"
Ogólnie dodam, że sceny walki przypominały mi World of Tanks

Że tak powiem, druga część filmu (co by nie spoilerować bo może ktoś jeszcze planuje zobaczyć) mocno mnie zniesmaczyła. Samo zakończenie jednak tchnęło w ten film (niemal na siłę) trochę sensu.