Ja byłem w piątek i jako wielki fan Diuny oryginalnej, oraz wszystkich pre i sequelli zdecydowanie rekomenduję.
Oglądając zapowiedzi był moment kiedy zacząłem kręcić nosem, ale zdałem sobie sprawę, że mojej Diuny, którą mam w głowie pewnie nikt nie nakręci. Skoro więc nastawiłem się na oglądanie tylko widowiska, okazało się, że jest lepiej niż dobrze. Całe szczęście że reżyser Denis Villeneuve (w przeciwieństwie do Jacksona filmującego Tolkiena) nieznacznie okroił oryginał, nie pomijając jednak niczego naprawdę istotnego. Dzięki temu film zyskał na dynamice, a nie stał się nudny jak Jacksonowski Władca Pierścieni. I nawet taki (niestety od pewnego czasu obserwowany w filmach hamerykańskich ruch jak zmiana płci, czy koloru skóry (nie zdradzę której z postaci to dotyczyło), który generalnie mnie irytuje, o dziwo w wypadku Diuny nie zirytował mnie. Mam tylko dwa zastrzeżenia, może trzy do sposobu przedstawienia postaci. Pierwsza to Thuffir Hawatt - mistrz asasynów księcia, zdecydowanie fizjonomia filmowego bohatera nie pasuje do wyobrażeń, które na podstawie sugestii Autora w trakcie czytania mogłem sobie wyrobić. Dwa Jessica, nałożnica księcia Leto i matka Paula, po Bene Gesserit, zwłaszcza na podstawie prozy spodziewałbym się większego opanowania i kontroli, a nie wręcz momentami rozhisteryzowania, ale pomimo tego znowu powtórzę, aż tak mnie to nie zraziło i generalnie postać OK. No i ostatnia, Piter de Vries, spaczony mentat barona Vladimira Harkonnena, w zasadzie autor pułapki, troszkę zmarginalizowano jego rolę w pierwszej części, fizjonomia też nie do końca zgodna z sugestiami Herberta, ale tak jak zaznaczyłem, pewne skróty są, co w sumie wyszło chyba filmowi na dobre, więc jestem w stanie poświęcić Pitera na ołtarzu unikania dłużyzn

.
Za to Duncan Idaho i jego walka z imperialnymi sardaukarami, to jedna z mocniejszych scen filmu, podobnie czerwie, rewelacja. Wizja przyszłości jaką na podstawie prozy Herberta wykreował Villeneuve bardzo plastyczna i wciągająca. Dawno już z taką przyjemnością nie spędziłem czasu w kinie.
Jako widowisko sci-fi jest super, wreszcie jakieś porządne kino fantastyczne, a nie ta żenada Disneya psująca SW, czy kolejni bohaterowie marvela.
Podsumowując, zdecydowanie polecam
Oryginalna Diuna (pisząc tak myślę o prozie Herberta, a nie tym knocie Lyncha, czyli pierwszej ekranizacji), składa się z dwóch części (nawet pierwsze polskie wydanie było dwutomowe, późniejsze już stanowią jeden tom, podzielony na dwie części) i obecny film ekranizuje część pierwszą. Miejmy nadzieję, że zarobi ten film na siebie i zekranizują szybko część drugą, bo przynajmniej mój apetyt został rozbudzony