Jestem gdzieś tak w połowie, bo jak to już tu zauważono, fabuła nie zmusza zbyt nachalnie siedzieć długo na filmie i można iść spać bez zarwania choćby kawałka nocy. Się reżyser "Fury" naoglądał i chciał podobnych cyników stworzyć, no ale to nie ten wymiar aktorstwa. Co do reszty połówki, jedzie jakby War Thunder'em (choćby akcja z zasłoną dymną, czy spokojnym siedzeniem podczas walenia w czołg) na kilometr. I piszę to jako wielki fan czołgów w WT. Obejrzę do końca, ale kiedy, nie wiem, mam nadzieję że nie zapomnę o dokończeniu seansu co jest jednak bardzo prawdopodobne.
Wysłane z mojego SM-S938B przy użyciu Tapatalka