Forum Miłośników Symulatorów Lotniczych
Hangar => IL-2 Sturmovik: Great Battles Series (Battle of Stalingrad/Battle of Moscow/Battle of Kuban/Battle of Bodenplatte/Battle of Normandy) => Wątek zaczęty przez: =OPS=padonis w Stycznia 17, 2018, 21:10:44
-
Nie no bez przesady - takie podstawy to jednak mam opanowane. ;)
Choć fakt, że po przesiadce ze "starego iłka" na BoS trudniej jest zapanować np. nad FW-190 na lotnisku czy przy starcie.
O jej, to co było wcześniej ? Trudno to jest w DCS, tu start i lądowanie to pikuś.
Wydzielone z tego tematu: http://il2forum.pl/index.php/topic,17075.msg361118.html#msg361118
-
O jej, to co było wcześniej ? Trudno to jest w DCS, tu start i lądowanie to pikuś.
Nie grałem póki co w DCSa. Możesz objaśnić, co tam konkretnie jest inaczej? Trudniej opanować samolot na ziemi?
-
Nie grałem póki co w DCSa. Możesz objaśnić, co tam konkretnie jest inaczej? Trudniej opanować samolot na ziemi?
Wejdź na Steam lub stronę producenta pobierz DCS World (jest za darmo).
Masz w nim dostępne SU-25T oraz TF-51D Mustang i sam będziesz mógł sprawdzić. ;)
-
Kolega sobie poradzi jak będzie chciał. Wszystko na temat DCS jest nawet tutaj na forum. Nie ma co robić offtopa :).
-
Nie grałem póki co w DCSa. Możesz objaśnić, co tam konkretnie jest inaczej? Trudniej opanować samolot na ziemi?
Zdecydowanie trudniej, kołowanie Spitem to już jest wyzwanie (zwłąszcza jak się nie ma analogowego hamulca), start i lądowanie Meśkiem to godziny treningu, dziesiątki przytartych skrzydeł i połamanego podwozia. Start i lądowanie w IŁ-ku to przedszkole, jak dla mnie potraktowane są po macoszemu. Start wszystkimi maszynami jest podobny i przewidywalny, nie wymaga doświadczenia, trymowania itd. Nie zapominaj, że 40% uszkodzeń i zniszczeń Meśków w czasie wojny, było właśnie przy lądowaniu i starcie. IŁ2 nie stawia na realizm tych części lotu, gra ma być grywalna, skupia się na locie i walce, tu też jest troszkę dziwnych błędów, no ale nikt nie jest doskonały. Walka i widoczność w DCS-ie to porażka i dlatego DCS-owe samoloty WWII to tylko ciekawostka, przynajmniej na tą chwilę...
-
Potem lament i płacz, że znowu % lecą do Ciebie... QRA prosiłem.
-
Wybacz, ale zrozumiałem, że chodzi Ci o tłumaczenie gdzie i jak pobrać DCS i czym tam latć. A nie o odpowiedz na pytanie kolegi, która defakto dotyczyła IŁ-ka. Cytat kolegi ten sam, lecz odpowiedzi całkiem inne. Następnym razem dam ją na PV, tak na wszelki wypadek...
-
Zdecydowanie trudniej, kołowanie Spitem to już jest wyzwanie (zwłąszcza jak się nie ma analogowego hamulca), start i lądowanie Meśkiem to godziny treningu, dziesiątki przytartych skrzydeł i połamanego podwozia. Start i lądowanie w IŁ-ku to przedszkole, jak dla mnie potraktowane są po macoszemu.
Problem leży nie w realizmie czy jego braku, ale w zasadniczej wadzie symulatorów, czyli... braku czucia. Czy to w DCS czy w Il-2 świat odbiera się jedynie za pomocą wzroku (i słuchu), a brak jest informacji płynących z tylnej części ciała, znaczy... tyłka. Nie wiesz czy znosi cię z osi pasa, czy też samolot się przechyla póki tego nie zobaczysz. A przy szerokiej drodze startowej i - co by nie mówić - jednak słabej grafice podłoża jest to bardzo trudne.
Podobnie jest z grami wyścigowymi - profesjonalni kierowcy czują samochód poprzez swoje ciało (właśnie poprzez tyłek) i wiedzą kiedy zaczyna uślizgiwać się przednia czy tylna oś. W tego typu grach póki nie zacznie się obraz przesuwać i nie będą piszczeć opony nie zauważysz tego. Dlatego bardzo ciężko się "jeździ" w wyścigówkach z Freetrackiem, bo nie masz stałego punktu odniesienia.
Nie zapominaj, że 40% uszkodzeń i zniszczeń Meśków w czasie wojny, było właśnie przy lądowaniu i starcie.
To bardziej problem okresu 1944/45 gdy samolot o masie startowej 3362 kg (K-4) był wyposażony w silnik o mocy 1800 KM (DB-605DC), podczas gdy pierwotnie był projektowany pod taki o mocy 1000 KM. Podobnie ze Spitfire - w trakcie produkcji Mk VIII/IX otrzymały ster kierunku z Mk XII, zaś Mk XIV miał już przeprojektowane usterzenie pionowe (były też próby ze śmigłami przeciwbieżnymi) a związane to było z przyrostem mocy silników Rolls-Royce. Stąd właśnie problemy ze startem - te maszyny to 100 procent mięśni i zero tłuszczu (czytaj: to nie Cessna 172).
-
Eee... to nie była kwestia mocy tylko wąskiego podwozia i długiej maski. Dodatkowo w Mietku, z tego co pamiętam z podobnych dysput, śmigło miało 7cm zapasu do podłoża, stąd jeśli nie udało Ci się wylądować poprawnie na trzy punkty istniała duża szansa, że połamiesz je w drobny mak. Zresztą również te same problemy z podwoziem (+dodatkowe) trapiły muła czyli Avię S-199 gdzie równie sporo kierowników zakończyło swoje loty popisowo. W Spicie było podobnie choć tutaj podwozie było nieco szersze ale maska swoje wystawała. Pod koniec wojny z racji presji i braku doświadczonych pilotów ten proceder mógł się nasilić ale zwróć uwagę, że np. Fw190 już o wiele lepiej radziły sobie z lądowaniem, bez względu na to czy była to wersja "A" czy "D".
Natomiast co do czujnika tego najlepszego na świecie to się jak najbardziej zgadzam. Zresztą już Schmeisser tutaj na forum nie raz to podkreślał.
-
Bf109 i jego wywrotność jest sławna. Powstało nawet powiedzenie "Najeb...y jak Messerschmitt... ". Co mnie ciekawi ten slogan do dzisiaj istnieje,_choć mało kto wie z czego to się wywodzi. Chyba tak samo jak powiedzenie "Spalony na panewce" ;).
-
Bf109 i jego wywrotność jest sławna. Powstało nawet powiedzenie "Najeb...y jak Messerschmitt... ". Co mnie ciekawi ten slogan do dzisiaj istnieje,_choć mało kto wie z czego to się wywodzi. Chyba tak samo jak powiedzenie "Spalony na panewce" ;).
Już kiedyś temat tego powiedzenia był poruszany:
"Nawalony (narąbany) jak meserszmit"
http://il2forum.pl/index.php/topic,5599.0.html
-
To fakt, brak jednego z podstawowych zmysłów, najlepszy fotel z siłownikami nie da takiego realizmu. Odzwierciedla przechyły, drżenie maszyny ale to wszystko, brak poślizgu, przeciążenia i wielu innych ważnych informacji.
Mi na początku było trudno przyzwyczaić się do traka, zwłaszcza przy starcie i lądowaniu, wszystko latało , skakało, nie mogłem się skupić, blokowałem traka przy tych manewrach. Teraz jest odwrotnie, czyję się fatalnie jak go nie mam. Przyłapuję się na chęci zobaczenia czegoś z boku samolotu, gdy oglądam jakiś filmik szkoleniowy z DCS-a, kręcę głową a efektu brak ;D .
-
Panowie, ale tak pomyślcie, jaki procent populacji kilkadziesiąt lat temu, mógł mieć jakąkolwiek wiedzę na temat historycznych charakterystyk samolotów ze stajni Me. Pamiętam to powiedzenie z czasów LO, czyli pierwsza połowa dekady 1990. A wówczas to szary zjadacz chleba o Messerschmittach to wiedział, że były, i to z Dywizjonu 303 Fiedlera albo filmu BoB ;).
Ktoś gdzieś chlapnął, poszło i się przyjęło. W epoce przedinternetowej...
Koniec offtopa ;)
-
Wracając do tematu, czy DCS czy Ił, to starty i lądowania to kwestia ćwiczeń i tyle. A my mamy to szczęście, że możemy robić to bez uszczerbku na zdrowiu. Rozbijać się do woli, aż się nie nauczymy. I warto. Mi tam łza wzruszenia zawsze spływa, jak sobie przypomnę ile się uczyłem w starym Iłku lądować Hurkiem...
PS: OffTop - powiedzenie z meserszmitem zdaje się pochodzi tylko pośrednio od niemieckich samolotów. Najpierw było o muchach (i komarach), co latają w lecie wszędzie wokół jak meserszmity, i tak zostało na dłużej, a dopiero potem było dalsze skojarzenie, że po "nawaleniu" kręcisz się losowo i chaotycznie jak mucha, czyli meserszmit.