Forum Miłośników Symulatorów Lotniczych

Kantyna => Literatura, film i programy TV => Wątek zaczęty przez: Dr.Hugo w Kwietnia 24, 2019, 15:08:16

Tytuł: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 24, 2019, 15:08:16
Dziatwo ma.
Panuje tutaj zastój i stagnacja. Atmosfera dobrze wykonanego grobowca.

Otóż, przez pewien czas skupiłem się na rzeczach mało związanych z lotnictwem. Efektem tego skupienia jest Korpus Piechoty Opancerzonej Wojska Polskiego, czyli opowieść o tym jak uratowaliśmy Ziemię.

#skromność #bezatencji
Napisane jest ... No, dobrze jest napisane lol
Rzecz się dzieje w 2021 roku, Źli kosmici napadli na bezbronną Ziemię. Bohaterem jest kapitan Bo... kapitan Tarnawski, dowodzący drużyną pancerzy wspomaganych Rytheon Turrican Mk.2, sterowanych interfejsem neuronowym, czyli podpinamy pancerz w miejsce ciała.
Szeregowy/kapral Wierzbowski, postać drugoplanowa, operator pancerza klasy HAASM, najwyższy współczynni korelacji pojęciowo-emocjonalnej względem Tarnawskiego. Trochę dresiarz z charakteru.
Katarzyna, siostrzenica generała Jastrzębskiego, szefa korpusu. Femme fatale Tarnawskiego
Mieczysław Szarak. Aztecki bóg, obcy renegat. Je szpinak, nie lubi psów, namiętny wielbiciel discovery i papierosów marki Chesterfield.

Całość, licząca 200 stron jest zasadniczo gotowa. Zawaliłem raz termin i sie nie ukazało :( ,a nie chce ebooka, tylko paperbooka.

Poniżej scenka rodzajowa.





Walenie w drzwi. Tak anonsują się zazwyczaj kłopoty.
Kłopoty nie używają dzwonka.
Nie pomyliłem się, za drzwiami stała żandarmeria.
Starszy kapral z kapralem. Głupi, głupszy. Nie tracili czasu.
-   Panie kapitanie, Pan pozwoli za mną.
-   O co chodzi, kapralu? – powolutku wycedziłem, że użyję takiego określenia.

Wycedziłem, ponieważ równolegle robiłem rachunek sumienia. A to chwilę trwa.

-   Pan chorąży…

Pan chorąży. Chorąży zawsze zdąży.
Jak pan chorąży, to nie jest źle.
- Dobra, co się dzieje? Zakładam, że coś ważnego, skoro pan chorąży sztabowy was tu przysłał – dosyć mocno zaakcentowałem stopień. Zawsze to ich trochę zmiękczy.
- Panie kapitanie. Dwa słowa. Wierzbowski, Pałyska.
Jestem łagodną falą na oceanie spokoju. Jestem górą. Góra niewzruszenie trwa.
Dwa słowa. Wierzbowski, Pałyska. W moim osobistym słowniku synonimów od dawna figurują pod hasłem „wrzód na dupie”.
Kiwnąłem głową dwa razy, naciągnąłem czapkę. Chciało mi się westchnąć. Oficer nie wzdycha, więc się powstrzymałem.
-   Chodźmy.

Nie musiałem pytać czy jest bardzo źle.
Bardzo źle to ustawienie fabryczne tego duetu. Panowie poza kolekcją żołnierskich cnót, posiadali pewną dobrze skrywaną, w ich mniemaniu, słabostkę.
Słabostka ta nazywa gwoźdź, i zawiera około ośmiu procent alkoholu etylowego.
Gwoli wyjaśnienia, nie biegłem na miejsce zdarzenia by cokolwiek załatwiać drogami pozasłużbowymi. Skurwysyny odsiedzą albo odstoją tym razem, co się należy.
Biegłem, aby zapobiec eskalacji przemocy, która zapewne już się działa, a która niechybnie doprowadzi do tego, że obaj dostaną porządnie po łbach.
Obiektywnie rzecz biorąc, byłoby to całkiem niezłe rozwiązanie. W innych okolicznościach. Problem polega na tym, że dobry podbródkowy może uszkodzić któreś z kilkuset połączeń implantów z układem nerwowym operatora, uziemiając go na czas, którego najprawdopodobniej nie będziemy mieć.
Dostojnie wkroczyłem na salę, poważnie zaniepokojony panującą ciszą.
Zdębiałem. To mało powiedziane.
Pan kapral oraz pan szeregowy ledwo siedzieli. Przy stoliku zalanym resztkami gwoździa był jeszcze ktoś trzeci. Również mocno skaleczony wspomnianym gwoździem, mierząc ludzką miarą. Dosyć sprawnie snuł monolog.
-   ... i wiesz so? Przynieśli mi zamordowane zwierze... że niby mam je zjeść... i sprowadzić deszcz czy coś tam. Zwierze Roz...ujiesz? Zamordowane. Trochę się unio... uniosłem wtedy.
-   Dlaszego?
-   Co, kurwa dlaczego...?
-   Dlaszego... się uniosłeś ?
-   Wiedzieli...  mówi...łem, że...nie jem mięsa. Chyba nawet kazałem to ...gdzieś narysow... ać. Na kamieniu.
-   Łżesz... jak pies, szary sukin... synu.
-   Ty, nie po nazwisku... Bo, bo w ryj.

Nie wierzę. To się nie dzieje naprawdę. Duet spatologizował kosmitę. W godzinę.

Mały, szary padalec żrący szpinak. Zrobił te swoje wielkie czarne oczy, nawiał Magdzie i znalazł sobie kumpli. Albo kumple znaleźli jego. Bez znaczenia.
Trzeba było go rozwalić, a nie robić eksperymenty.
Oficer musi podejmować trafne decyzje w warunkach niedoczasu i stresu. Pora się popisać tą umiejętnością.
- Kapralu, zawijajcie ich. Szarego do habitatu, bez zieleniny i wody przez dwadzieścia cztery godziny. Nic mu się nie ma przytrafiać, zrozumieliście? Ma tylko doświadczyć porządnego, ziemskiego kaca. Panom żołnierzom, już nie koniecznie ma się nic nie przytrafić. Byle tylko nie w głowę.
-   Tak jest.
-   Aha, kapralu.
-   Panie kapitanie?
-   Nie widzieliście tutaj żadnego ET, żadnego nawalonego jak Messerschmitt, ET. Interweniowaliście z powodu złamania regulaminu pełnienia służby przez żołnierzy pierwszej drużyny, pierwszego i tak dalej. Tylko i wyłącznie.
Obaj się szeroko uśmiechnęli.
-   Tak jest, panie kapitanie.
Magia „Pięści Przeznaczenia”. Właśnie się zadziała.
Magia legendarnej, pierwszej drużyny pancerzy wspomaganych, dowodzonej przez kontraktowego pół-cywila w stopniu kapitana. Czyli mnie.
Miło widzieć, że coś w tym burdelu jeszcze działa tak jak powinno.
Najdziwniejsze w całym zdarzeniu było to, że cała trójeczka potulnie podążyła za żandarmami. Mietka jeszcze jestem w stanie zrozumieć, bo pewnie nie miał pojęcia, co się dzieje.




Puk, puk.
Proszę.
Drzwi się otworzyły, a synowie marnotrawni przekroczyli próg.
-   Panie kapitanie, kapral Wierzbowski, szeregowy Pałyska meldują się... No, do raportu.

O! W ten sposób chcecie to rozegrać. Dobrze, grajmy.
Wstałem. Przekrzywiłem w zaciekawieniu głowę, uśmiechnąłem się po rosyjsku i zacząłem. Zły oficer, zestaw startowy.
-   Wy tępe kutasy. Gówno mnie obchodzi, co macie mi do powiedzenia. Zebranie sądu wojennego o ósmej, wykonanie wyroku o ósmej pięć. – przedobrzyłem. Ewidentnie.
-   Panie...
-   Stul pysk Wierzbowski.
-   Tak jest.
Bezczelnie się cieszyli. Oczywiście nie dali poznać tego po sobie. Potrzymałem ich chwilę na baczność.
-   Wierzbowski. Powiedz mi jak bardzo trzeba być durnym, żeby się ochlać na kompanii?  Że nie wspomnę o pierdolonym ET, którego tam nie powinno być.
-   Nie mamy nic na swoje usprawiedliwienie.
-   Nie wkurwiaj mnie ponad niezbędne minimum, proszę. Zamieniam przepustki na służbę wartowniczą. Proszę powiadomić oficera dyżurnego. Spocznij. Siad na dupie.
Rozkaz został wykonany perfekcyjnie.
-   Skąd wzięliście Mietka?
-   Magda poprosiła nas żebyśmy go chwilę popilnowali, gdzieś chciała się urwać.
Zakłuło delikatnie. Od rozstania minęło już na tyle dużo czasu by przestało boleć, niemniej jednak zakłuło. Doskonale wiedziałem... Nieważne.
-   No i ?
-   Mietek jak zwykle sępił fajki. Poszliśmy do kantyny bo się skończyły, wzięliśmy po piwie. Mietek koniecznie chciał spróbować, to daliśmy mu.
-   A jak by po tym wykorkował?
-   Jak mu dawałeś pierwszego papierosa, jakoś o tym nie pomyślałeś.
-   Nie bądźcie bezczelni Wierzbowski. Kontynuujcie.
-   No więc wypiliśmy po piwie. Mieliśmy jeszcze trochę gwoździa. No, resztę znasz.
-   Okazało się że Szary ma lepszą głowę od was, co?
-   Na to wygląda. Ale to nieważne. On jest inny. Słuchaj, ciekawe rzeczy mówił, tylko się nie śmiej. Mówił że był bogiem. Dawno temu. W Ameryce. Zrobił coś, co nie było na rękę jego współziomkom. Na wszelki wypadek schował sobie jakieś rzeczy, żeby nie być uzależnionym od ich reakcji. Jak to określił. Więc pomyśleliśmy że dowiemy się więcej. Wiesz, kielichy na krew ze złota, i takie tam różne...

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: MikeS w Kwietnia 25, 2019, 08:59:14
Świetne!
Zderzenie "Gwiezdnych Wrót" i "Żołnierzy Kosmosu" z polską rzeczywistością.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: yaros w Kwietnia 25, 2019, 09:39:38
Ebook nie jest brany w ogóle pod uwagę?

Wysłane z mojego HUAWEI GRA-L09 przy użyciu Tapatalka

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 25, 2019, 12:07:25
Jest, ale niechętnie. Przy czym mam świadomość, że ebookiem najprawdopodobniej się skończy. W sumie, w obecnej chwili to już nie taki problem, mam spójne uniwersum, nie-papierowych bohaterów i sprawnie piszę. Jak się dobrze przyjmie, to mogę zrobić z tego drugą "Sagę ludzi lodu" lol

łapcie dzieci, porządna rozwałka:


Działo się coś dziwnego, zazwyczaj Obcy byli bierni, zabezpieczali odwrót i wycofywali się.
Tym razem sygnatury kontaktów poruszały się klasycznym szykiem ubezpieczonym, w dwóch grupach.

To by było na tyle w temacie elementu zaskoczenia, pomyślałem. Zaraz się zacznie.

„Wierzbowski, Pałyska. Ogień punktowy według stopnia zagrożenia. Sekcja pierwsza i trzecia, ogień nękający. Zadymienie na rozkaz. Tylko pasywne sensory”

- Trenz, kieruj się na żółty marker i spróbuj wyjść na flankę – rzuciłem równolegle.
Trenz niestety nie był przypięty do sieci taktycznej drużyny. Wypowiedz została skompresowana i przetransmitowana za pomocą kilku milisekundowych błysków lasera do najbliższego Szerszenia, który odesłał ją w identyczny sposób do Manfreda.
-   Zu Befehl.
Jak ja nienawidzę tej celto-germańskiej mowy. Rycerz, kurwa, Niepokalanego Serca Najświętszej Maryji Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie się znalazł.
Rozmazane plamy zamaskowanych Turricanów przykucnęły w charakterystycznych pozach. Prawa ręka wsparta na prawym kolanie, korpus lekko pod kątem w stosunku do oczekiwanego kontaktu.
W ten sposób zapewnialiśmy sobie stabilną pozycję prowadzenia ognia, jednocześnie zmniejszając powierzchnię czołową narażoną na ostrzał.
Słychać krótkie serie Niemców.
Prrrrt, prt, prt, prrrrt.

- Ich hab Ein! Voltreffer! Rechste flanke! Angrieff! Angrieff!
Obniżam priorytet komunikacji wokalnej abteilungu Trenza. Czas na pełną świadomość sytuacyjną.
„Sensory aktywne, według uznania”
W ułamku sekundy przestrzeń wypełniają błyski laserów z głowic LIDAR, HAASMy posiłkują się bezczelnie decymetrowymi radarami. Nagle pojawia się w głowie precyzyjny obraz starcia. Magia technologii.
Kontakty gwałtownie skracają dystans, utrzymując szyk.
Płynnie rozchodzą się do natarcia frontalnego, ze wsparciem na lewej flance.
Nie ze mną te numery, panowie.
“Wierzbowski, Pałyska, zapora ogniowa według stopnia zagrożenia. Pozostałe sekcje ogień powierzchniowy na lewą flankę, według oceny wspomagania”

- Dzień dobry Panowie, oczekiwaliśmy ich – rzuca Wierzbowski, kłaniając się lekko. Witka nie bawią teatralne wejścia. Witka bawi uczciwa, bezlitosna rzeźnia.
Staszek otworzył ogień. Ze świetnie wyczuwalną radością. Ułamek sekundy później zrobił to Witek.
Ryk uzbrojenia obu HAASMów wypełnił przestrzeń.

Bezwiednie przechodzę na wizję kompilowaną, określoną przez wspomaganie. Pomiędzy drzewami majaczą sylwetki przeciwników.
Ichnie pancerze.
Sto osiemdziesiąt centymetrów wysokości, kończyny dolne o trzech stawach, dosyć krótki korpus i trójkątny hełm. Szybkie. Bardzo szybkie.
Długie serie HAASMów omiatają nadchodzących Obcych.
Fontanny iskier. Obcy przypadają do ziemi. Chłopaki kładą ogień pośredni z granatników na lewą flankę. Ściana eksplozji i odłamków. Zientki zasypują okolicę Jeżami. Powietrze staje się gęste od wolframowych igieł, latających z naddźwiękową prędkością.
Panowie napastnicy najwyraźniej nie mają nic do powiedzenia. Rozpaczliwie szukają osłony za drzewami.
Ogarniają się po chwili.
Upiorne, fioletowo-białe błyski laserów rentgenowskich tną powietrze.
Oba HAASMy przechodzą w tryb ognia uzupełnianego z kolejkowaniem celów.
Koniec zabawy w generała. Wiem co za chwilę nastąpi.
Mój umysł wspomagany procesorami Turricana osiąga dziwaczny stan. Psycholodzy określają taki stan terminem “flow”.
Przepływ.
Przetwarzanie strumieniowe.
Czas zwalnia.
Strumienie informacji wlewają się do mojego umysłu. Jestem wszędzie i nigdzie. Czuję odrzut karabinu Pałyski, kopnięcia granatnika Wierzbowskiego, doświadczam niepokoju i strachu nowego z trzeciej sekcji.
Gdzieś tam równolegle wiem, że pancerz właśnie zaczął pompować mnie glukozą aby zapobiec atrofii mózgu.
Mam świadomość tego, że to mnie powoli zabija. Bez znaczenia, nic nie ma znaczenia.
Tylko walka ma znaczenie.
Tu i teraz.
Wierzbowski z Pałyską kolejno eliminują cele. Charakterystyczna cecha operatorów HAASMów. Spokój, który udziela się innym.
Bitwa zmienia się w szereg indywidualnych pojedynków.

Robię zbliżenie na spryciarza chowającego się za drzewami.
Lokuje celownik na łączeniu elementów poszycia, w trybie aproksymacji pozycji. Teraz możesz się już chować, przelatuje mi przez myśl.
Puszczam dwusekundową serię z 65% prawdopodobieństwem trafienia. Siedemdziesiąt pięć pocisków.
Seria ścina dwie brzozy, rozrywa w strzępy pień starego dębu.
Pancerz obcego rozbłyska tysiącami iskier.
W miejscu trafienia pojawia się postrzępiona dziura. Odpalam sześć granatów w sekwencji: kumulacyjny, odłamkowy, EMP. Prosto w wyrąbany otwór.
Absolutne maksimum możliwości systemu celowniczego. Statystyka jest bezlitosna, któryś z granatów trafia. Obcy pada jak ścięty, po chwili ze wszystkich łączeń jego pancerza zaczynają buchać różowo-fioletowe płomienie.
Jakby ktoś zapalił zapałkę i szybko umieścił ją w pudełku.
Bum.
Horyzont zawirował.
Leżę.
Brak uszkodzeń.
Przygniata mnie drzewo. Odpycham je rękoma, pojawiają się wykresy przyłożonej siły. Oscylują niebezpiecznie blisko czerwonych stref, oznaczających wysokie prawdopodobieństwo uszkodzenia układu motorycznego. W trybie bojowym działania operatora mają wyższy priorytet niż ograniczenia konstrukcyjne.
Nie tędy droga Tarnawski.
Otwieram ogień z przyłożenia. Lecą trociny, po trzech sekundach kanonady pień pęka na pół.
Podnoszę się powoli i nagle dostaje potężny cios prosto w... No, poniżej zasobnika amunicyjnego. Ogarnia mnie trwająca ułamek sekundy wesołość, pierwszy raz w życiu dostałem takiego kopa, że wyleciałem w powietrze.
Jak w kreskówce. Z drugiej strony, jeśli coś potrafi kopnąć tak że Turrican zaczyna latać, to nie jest dobrze.
Teraz zacznie strzelać, przelatuje mi przez myśl. Będę pierwszym operatorem Turricana, który został zestrzelony. Jak cholerna rzutka.
Desperackim ruchem okręcam się w powietrzu, struga białego, oślepiającego światła błyska milimetry nad moją głową
Twardo walę plecami w kolejne drzewo.
“Wyrzutnik LR: uszkodzenie krytyczne pozycjonera elewacji”
LR. Lewa ręka.
Goni mnie pomarańczowa kula ognia, pierścień mgły na czole fali uderzeniowej dopada mnie i rzuca ponownie na pień. W miejscu, gdzie stał Obcy dymi kupa poskręcanego żelastwa.
“Wyrzutnik LR: uszkodzenie krytyczne. Dezaktywacja”
Burdel w głowie, nie wiem co przed chwilą miało miejsce. Za to doskonale wiem, że pobiłem rekord długotrwałości lotu pancerza wspomaganego. Jakieś dwie dziesiąte sekundy.
Zwalniam zamki i odrzucam zniszczony wyrzutnik.
Muzyka. Niezbyt głośna, ale rozpoznawalna. Tenor psychopatyczny. AC piorun DC.
Wierzbowski, oczywiście. Tylko on potrafi mieć w dupie regulaminy w tak niepowtarzalny i stylowy sposób.
Z drugiej strony, żaden rozsądny dowódca nie zabroni operatorowi HAASMa wybryków tego typu.
Podrywam się na nogi wymykiem, przyklękam za powalonym pniem.
Bitwa kończy się tak szybko jak się zaczęła. Schizofreniczny kontrast między rykiem uzbrojenia i nagłą ciszą, która zapadła.
Wierzbowski i Pałyska stoją jeszcze przez chwilę z uniesioną, dymiącą bronią. Pozostali podnoszą się ze swoich stanowisk. Na kłębach czarno-burego dymu, snującego się nad pobojowiskiem, błyskają niesamowite figury geometryczne. To krzyżujące się wiązki laserów z głowic LIDAR, pracowicie szukają zagrożenia.
„… ice in the eyes
Of Leroy Kincaid”
Muzyka cichnie. Wiązki promieni gasną.
- I to by było na tyle – flegmatycznie stwierdza Witek.
Wywołuje status grupowy, zasoby 82 %, utrata sprawności bojowej 9 %. Młody coś lekko wyłapał, będą z niego ludzie. Byle się nie skumplował z HAASMami.
Z oddali dochodzą trzaski łamanych drzew. Trenz.
- Jak tam u Ciebie Manfred? – pytam.
- Ein Todd – odpowiada krótko.
„Ich hatt Einen Kameraden, Ein gute freund”.
Piękna, chociaż szwabska, wojskowa pieśń żałobna. Szkoda, że zabrzmi dzisiaj.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Sorbifer w Kwietnia 25, 2019, 12:55:26
A może by tak bardziej pójść w klimat C.K. Dezerterów? SW Dezerterzy. ;)
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: HAV w Kwietnia 25, 2019, 13:09:49
Dobre, bardzo dobre. Zdecydowanie warto wydać
Wiadomo, drukiem najlepiej, ale i ebooka chętnie nabędę
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: yaros w Kwietnia 25, 2019, 14:48:18
Najlepiej to i drukiem, i ebookiem

Wysłane z mojego HUAWEI GRA-L09 przy użyciu Tapatalka

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: YoYo w Kwietnia 25, 2019, 17:53:50
Dziatwo ma.
Panuje tutaj zastój i stagnacja. Atmosfera dobrze wykonanego grobowca....

Widzę stary druhu, żeście na dobrym levelu jak zawsze ;D ...

My tu same stare, zarobione i zramolałe dziady od herbaty w szklance w metalowym koszyczku i ciasteczek rzecz jasna  8).
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 25, 2019, 19:54:11
Łapcie epizod z Mietkiem. Mietek to najfajniejsza postać drugoplanowa, bez wątpienia.



Dwadzieścia lat temu, wyobrażałem sobie iż może kiedyś, przy odrobinie szczęścia zobaczę Piramidę słońca. Kiedyś tam. Z pomocą odrobiny nieszczęścia w globalnym ujęciu, właśnie spoglądałem na świątynie Pierzastego Węża Quetzalcoatla, który to osobiście stał pół metra dalej, przestępując niepewnie z nogi na nogę. Całkiem po ludzku.

-   To tutaj, Mieciu? – zapytałem.
-   Tak, na pewno tutaj. Wypaliłem dół, schowałem w nim towar, przywaliłem ziemią, a na koniec kazałem zbudować coś z kamienia na tym. Zbudowali piramidę, jak zawsze zresztą. W waszym przypadku to chyba jedyna pewna rzecz...
-   Mietek, nie przeginaj. Głęboko to siedzi?
-   Pięć razy mój wzrost, jak sięgam pamięcią. O tam, przy krawędzi.

Zdrowo walnęło. Narożnik świątyni Mietka Szaraka zabębnił po pancerzach.
-   Siedem metrów głębokości. Do centymetra. Pusto - zameldował Pałyska.

Mietek wyraźnie się zmieszał.
-   Hmm... Nikt nie dałby rady tego wyciągnąć niepostrzeżenie. Błysk było być widać na obu kontynentach – głośno myślał.
-   Mietek… - zacząłem.
-   Wiesz co? Pomyliłem się – wszedł mi stanowczo w słowo. - To nie ta piramida, tylko jedna z tych mniejszych, o tam. Pierwsza od lewej. Potem z jakiegoś powodu wybudowali jeszcze trzy kolejne. Tą zbudowali później, po tym jak się uniosłem z powodu zamordo...

Zdążyłem zablokować uzbrojenie Wierzbowskiego, ale dużo nie brakowało.

-   Mieczysław. Właśnie wywaliliśmy w powietrze kawałek najcenniejszego zabytku Ameryki środkowej. Dobrze, mogło się zdarzyć. Teraz sugerujesz, iż mamy poddać modyfikacji kolejną piramidę, którą kazałeś zbudować w ramach zabawy w boga, półtora tysiąca lat temu. Zwracam uwagę na fakt, iż możemy wszyscy jak jeden wylądować w podobnym habitacie do tego, w którym mieszkałeś na początku swojej przygody z planetą Ziemia. To z kolei oznacza, że nikt nie będzie się z tobą pierdolił jak nas zamkną, co pozwala mi wyrazić przypuszczenie, iż bez ceregieli Cię odstrzelą. A zgodzisz się, że byłoby szkoda. Tak więc, gorąco nalegam abyś lepiej, do kurwy nędzy, przypomniał sobie gdzie dokładnie schowałeś swoją kontrabandę.

Spojrzenie mordowanej łani. Takiej z siedmiocentymetrowymi, czarnymi jak kosmos, oczyma.
-   Pod tą mniejszą. Jestem pewien.
-   Staszek, Witek... – zacząłem.
-   Tajest, dwanaście kilo.

Kolejna bezcenna piramida zamieniła się w pięciokąt. Nieforemny.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Kwietnia 25, 2019, 21:02:35
Czuję tu przemożny wpływ autora Stalowego Szczura, którego, jak pamiętam jesteś fanem. I dobrze po dwakroć.

Wysłane z mojego SM-N960F przy użyciu Tapatalka

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 26, 2019, 14:21:46
Absolutnie. W Szczurze, technologia działa w trybie Deus ex Machina.  "Korpus" jest tragikomiczny w założeniu. Szczur jest komiczny.
Narracja pierwszoosobowa jest dosyć trudna, ale pozwala na fajne manipulowanie skalą czasu w opisach. I tak, uwielbiam H.Harrisona.


chcesz Rutek czegoś ostrzejszego? Silwuple:

Gunny leży z szeroko rozrzuconymi rękoma. W polu widzenia szybko przewijają się raporty. Z niewielkiego, centymetrowego otworu w klatce piersiowej powoli, w takt uderzeń serca, wycieka gęsta krew. Spływa leniwie po płytach opancerzenia.
Niewydolność krążeniowo-oddechowa. Intubacja, wysycenie tlenem, iniekcja adrenaliny, migotanie, defibrylacja. 
Piiiii…
Defibrylacja.
Piiiii…
„KPO0017: Prawdopodobieństwo podtrzymania funkcji życiowych przez kolejne 90 sekund – 0%”
Wymuszam defibrylację.
Piiiii…
Pancerz leży nieruchomo. Pod dwoma centymetrami stali walka dobiega końca.
„KPO0017: Zanik funkcji życiowych. Wyłączenie systemów pancerza za 10 sekund”
- Jasny chuj! – któryś z chłopaków.
Wierzbowski odwraca się. Siada pod czereśnią. Opiera ręce na kolanach.
Pałyska stoi jak posąg.
Gasną światła alarmowe na ramionach pancerza.
„KPO0017: Potwierdzenie śmierci operatora”
“KPO0017: Kontrolowana dezaktywacja systemów bojowych”
“KPO0017: Kontrolowane zamknięcie łącza DIAGSTAT”
“KPO0017: Kontrolowane wyłączenie reaktora”
“KPO0017: Aktywacja baterii plutonowej”
“KPO0017: Aktywacja lokalizatora”
“KPO0017: Shut-down systemu”
Ikona w polu widzenia gaśnie. Raporty powoli stają się niewidoczne.
Coś muszę zrobić. Jestem oficerem.
- Co to ma być, do kurwy nędzy? Może jeszcze powyłazicie z pancerzy? Zabezpieczyć teren – ton mojego głosu przeraża mnie.
Natychmiast zajmują pozycję.
- Szeregowy Wierzbowski, przejmujecie obowiązki Sierżanta Hollyfield’a. Potwierdzić przyjęcie pakietu uprawnień – znowu ten obcy głos. Mój głos.
- Rozkaz, Panie Kapitanie.
Mijają sekundy.
- Potwierdzam przyjęcie pakietu uprawnień dowódczych. Proszę o finalną autoryzację.
Przesyłam autoryzację.
- Potwierdzam wprowadzenie autoryzacji uprawnień dla operatora Stanisława Wierzbowskiego, pancerz KPO0031HAASM – Staszek recytuje regulaminową formułę.
Z domu wychodzą powoli ludzie. Trzymają się ciasną gromadą.
Gospodarz podchodzi powoli, staje obok mnie. Spogląda na leżący, pokrwawiony pancerz.
- Nie żyje, prawda?
- Nie - odpowiadam.
Żegna się.
- Kim był?
- Porządnym człowiekiem. Amerykaninem.
- Gdzie go pochowacie?
- Nie wiem.
- Pochowajcie go pod czereśnią. Zadbamy.
- To nie zależy ode mnie.
- Pochowajcie, gdzie zginął – naciska.
- Przekażę Waszą prośbę komu trzeba – znowu ten obcy głos. Chryste, muszę pogadać z Magdą.
- Dziękuje, Panie Oficerze.
- Skąd Wiecie, że jestem oficerem? – pytam.
- Tak to widzę. Też byłem w wojsku. Takim normalnym – odpowiada.
Normalnym wojsku.
- Jak się nazywacie?
- Józef Marczuk. Sołtysem jestem - dodaje.
Starszy Zientek ręką wskazuje coś pod płotem. Spoglądam. Niedobity Szarak, próbuje się czołgać.
Marczuk chwyta drewniany klocek i jednym skokiem dopada Obcego. Mdlący trzask pękających kości.
Już chcę wrzasnąć, że nie w ten sposób. Daję spokój.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Kwietnia 27, 2019, 22:35:32
Dobre, w starym stylu, jak fragment Joe Haldemana. Musowo musisz coś sklecić w jedną dłuższą historię, masz do tego dryg - moim skromnym zdaniem oczywiście - co zresztą zawsze było widać.

Wysłane z mojego SM-T835 przy użyciu Tapatalka

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: HAV w Kwietnia 27, 2019, 23:14:27
Kusisz... nie daj się prosić i nie kiś tego w szufladzie :evil: szkoda by się "marnowało" i kurzyło ;)
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 28, 2019, 07:32:39
Rutek, rozszyfrowaliście mnie bezbłędnie tym razem.
Moje obsesyjne zainteresowanie pancerzami wspomaganymi sięga wczesnej młodości J i gry Turrican.  Moje... tfu, dzieło jest pełne subtelnych, niczym seria z MG42, nawiązań do tej gry. Pojawiają się nawet nazwiska twórców całej serii Turrican.
IronMan... zdecydowanie nie. Powstał wspaniały opis mordobicia, zaczynający się od zdania „Ej, ty. IronMan, najpierw jedzą prawdziwi żołnierze.”
Haldemann i Wieczna wojna. Naprawdę fajna książka, jak również jej kolejne części. Są pancerze, są kosmici, jest twarda fizyka Einsteinowska i dylatacje czasu. Tyle że Haldemann nie wyszedł koncepcyjnie poza sposób działania i taktykę drugowojennej piechoty. Skucha.
Jest John Ringo i „Posleeni”. Mega seria, tyle że przegięta w drugą stronę. Pancerz wytrzymuje detonację bomby termonuklearnej pod...pardon, dupą. Do tego strzelają pociskami 3 mm o prędkości 0,4 c. Ktoś to policzył, i wyszło iż pocisk lecący z taką prędkością ma energię, około 4 kT :D Nie wspomnę o napędzie antygrawitacyjnym i zasilaniu antymaterią.
Ringo koncepcyjnie nie wyszedł poza sposób działania i taktykę epoki wietnamskiej.
Fizykę traktuje raczej jako ciekawostkę, niż zestaw obowiązujących praw.
Wszystkie te pancerze obsługuje się językiem, przyciskami w rękawicach i innymi sposobami.
Wreszcie najlepszy z nich wszystkich, Michaił Achmanow I „Przybysze z Ciemności”
Hardcore. Główny bohater jako jedyny przeżył atak Obcych na jego okręt. Został wzięty do niewoli. Pechowo. Pechowo dla obcych, bo razem z pancerzem.
Rosyjskim pancerzem wspomaganym, czyli lepiej niż Jak-3 w Sturmoviku. Summa summarum, roznosi na strzępy trzykilometrowy okręt obcych, porywa im kobietę ( obcy są niemalże zgodni na poziomie genetycznym z ludźmi), i na sam koniec robi jej dziecko. Jak kraść to miliony, jak p... to księżniczki.
Jest jeszcze niejaki Bartoś. Czech. I jego książka „Najemnicy”. Pancerze obsługiwane językiem i przyciskami.
Kurde. To wszystko to nie to.
Jak chcesz coś mieć zrobione porządnie, zrób to sam.

Moje pancerze podpina się do układu nerwowego, i panowie określają to terminem Połączenie. Z dużej litery. Zupełnie nie sprawdzają się w grząskim terenie, bo ważą około 800 kg. Nie przepadają za wodą.  Zasilane są power packiem składającym się z reaktora termonuklearnego (obszar gorący reaktora ma 0,7 mm :D), klasycznego turbogeneratora o mocy 500 kW i na 4 gramach trytu i deuteru mogą pracować przez 24 godziny. Są hałaśliwe, i generalnie „Zasadniczo to wszystko co związane jest z pancerzami jest nieprzyjemne. Niezależnie od tego z której strony pancerza się znajduje”.
Ale... Można w nich przechodzić przez ściany (nie byłbym sobą gdybym nie zamieścił opisu drobnej pomyłki głównego bohatera, pt. ta ściana byłą z żelbetu, a nie z cegieł), można rzucić w kogoś rozrzutnikiem do gnoju :D, albo przeskoczyć nad 3 metrowym ogrodzeniem ( w sumie łatwiej by było po prostu przejść przez nie, jakby go tam nie było, ale nie wyglądałoby to tak spektakularnie).
I wreszcie rzecz absolutnie nowa. Panowie operatorzy mogą „myśleć do siebie”, zamiast mówić. W dowolnej chwili mogą wywłaszczyć np. wyrzutnik granatów kolegi, tak by ostrzelać cel, którego sami nie byli by w stanie ostrzelać. To tak zwany tryb ognia uzupełnianego. Modyfikacja HAASM, czyli Heavy Armored Assault Mod to totalna rzeźnia. Są cięższe o 200 kg, lepiej opancerzone i wolniejsze, ale ich podsystem desygnacji i kontroli ognia pozwala strzelać ze wszystkich rodzajów uzbrojenia jednocześnie. Regułą jest iż operatorzy HAASMów są, mówiąc wprost, pierdolnięci, i trzymają się razem. Uważają się za bogów wojny, inkarnację Marsa.
Standardowy sposób ich działania to ogień uzupełniający z kolejkowaniem celów, według oceny wspomagania taktycznego... :D. Dysponują silniejszymi sensorami, które są współdzielone z resztą drużyny.
Drużyna ma wsparcie w postaci dwóch kluczy Fierstorm’ów, czyli myśliwców hipersonicznych (ukłon w stronę UFO Enemy Unknown), pilotowanych przez Miedzianogłowych, panów którzy łączą się ze swoim samolotem oraz artylerią korpuśną w postaci Krabów i Goździków, a czasami nawet z amerykanckim B-52.
Jest jedna, jedyna rzecz która wywołuje paniczny strach każdego operatora pancerza. To test sprawnościowy i strzelecki, który trzeba zaliczyć co jakiś czas. Połowa drużyny, nie ma pojęcia jak usunąć zacięcie w Berylu :D, i nagminnie określa tę broń mianem „karabin maszynowy”, wywołując dziką furię u wyższych oficerów Korpusu.
Całość jest mocno osadzona w realiach WP, za sprawą mojego bardzo dobrego kolegi, ( 3 lata jeżdżenia na trasie Bytom-Warszawa, tydzień w tydzień) który jest chorążym sztabowym w jakiejś ultra tajnej jednostce nieopodal Modlina. Zaliczył KFOR, IFOR i QWERTY :D i potrafi nieźle przyp... jak to miało miejsce w sylwestra, zeszłego roku.

Ergo, książka to całkowicie eklektyczny mix wydarzeń tragikomicznych, surrealistycznych, śmiesznych i smutnych.
Jest wątek big love, jest pani Kasia, która nie boi się niczego i nikogo i z żelazną konsekwencją ściga panów którzy wzięli na kredyt fajki w kantynie, jest wreszcie Mieczysław Szarak, który nie jest wcale Szarakiem tylko Przedwiecznym, są etatowe koty korpuśne o imionach Rommel i Guderian, i jest wreszcie długowłosa jamniczka pana generała, która wraz ze wspomnianymi  kotami tworzy grupę o charakterze zbrojnym :D

Sami widzicie. Skazany na sukces  :D

Zrobimy tak. 
Wkleję Wam, dzieci jeden z lepszych rozdziałów, i koniec.

Potem zainteresuje się wydaniem e-booka.
Autor zastrzega sobie prawo skontaktowania się z wybranymi użytkownikami tego forum :D


Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Kwietnia 29, 2019, 00:11:16
I tak trzymaj, pamiętaj tylko, jak będziesz negocjował grę na bazie książki - bierz udziały ;-)
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: MikeS w Kwietnia 29, 2019, 09:02:28
Niecierpliwie czekam na cały rozdział
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 29, 2019, 11:25:28
Jasne że będę o tym pamiętał. Wezmę 80 tysięcy jak nic lol.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Kwietnia 29, 2019, 12:13:48
Ups , nie mogłem zedytować poprzedniego posta. Proszę któregoś z Bogów o złączenie :)


Fajny fragment poniżej:



   Budziłem się dobrą godzinę. Sen nie dał mi niczego poza potwornym kacem. Często tak bywa po połączeniu. Szczególnie takim wykonanym niechlujnie i na szybko.
Ból głowy zlokalizował się gdzieś między oczyma, na głębokości kilku centymetrów. Z dzieciństwa pamiętam taki rodzaj bólu – gdy zbyt łapczywie pochłaniało się lody, tyle że wtedy ustępował on po kilkunastu sekundach.
Trzeba coś zjeść.
Wyszedłem z kwatery na korytarz oświetlony delikatnym światłem. Na podłodze ostro odcinały się zielone linie ewakuacyjne. Ktoś kiwa głową na powitanie, inny się uśmiecha, kolejny salutuje.
Tym którzy salutują patrzę w oczy i oddaje honory. Oni mnie traktują jak swojego, w przeciwieństwie do krągłobrzuchych. Traktują mnie jak swojego, bo do mnie strzelali, i wiem, jak to jest.
Po chwili jestem na stołówce. W nos uderza mnie odwieczny zapach towarzyszący takim obiektom, mieszanina zapachu gotowanych kartofli, rosołu i pomyj. Potrafimy grzebać w układzie nerwowym, a nie potrafimy sobie poradzić z zapachem. Wot tjochnika.
Wierzbowski siedzi przy stoliku pod ścianą z głową opartą na rękach. Wygląda dokładnie tak jak ja się czuję. Wstyd się przyznać, ale poprawiło mi to nieznacznie nastrój. Odsunąłem krzesło i usiadłem.
Spojrzał na mnie oczyma królika-albinosa.
- Widzę, że się wyspałeś Stasiu? – zadaje retoryczne pytanie.
- Weź… Zabezpieczyłem Ci śniadanie – odpowiedział przesuwając tacę w moją stronę.
- A dziękuje.
- Zauważyłeś już? – zapytał.
- Chodzi o SturmbahnFuhrera Trenz’a?
- Ta.
- Jego sprawa.
- Ta.
Dwa stoliki dalej siedzi Manfred. Ogolony, wyprasowany, jakby się urwał z plakatu werbunkowego.
Wehrmachtu.
No dobra, jestem trochę uprzedzony.
Naprzeciwko Manfreda, Pani Magdalena. Ubrana w różowe bojówki, wściekle niebieski topik, jakieś tenisówki. Z dwoma warkoczykami typu Czarodziejka z Księżyca.
Rozanielona, szczeka coś po niemiecku, bawiąc się niesfornym loczkiem. Manfred mruży oczy, przekrzywia głowę, potem się uśmiecha i odpowiada.
- Pozwolimy na to? – pyta Wierzbowski.
- Ta. Będzie miała zajęcie to się od nas odczepi – stwierdzam, walcząc z kawałkiem kanapki.
- Albo i nie – odpowiada Staszek.
- Albo i nie.
- Fajnie wygląda zouza, naprawdę…
- Tak, tak, tak, wiem. Pojechałbyś ją bez litości i tak dalej.
- Wcale nie. Chciałbym ją przytulić– z bezczelnym uśmiechem zakończył. – Kurde, przecież to jedyna sensowna kobieta w całej bazie.
- Mogłaby być Twoją matką, gówniarzu. No.… prawie.
- ..., bo najbardziej kochamy, młode mamy - Wierzbowski kończy wątek.
Żuję oporną kanapkę, bezmyślnie przyglądam się przechodzącym. Po raz pierwszy czuję, że mam dosyć pancerzy. Dosyć zabaw z układem nerwowym, dosyć Korpusu i generalnie dosyć wszystkiego. Najnormalniej w świecie czuje się zmęczony. Może rzeczywiście trzeba odpocząć.
Przez ułamek sekundy zaświtała mi w głowie zdradziecka myśl – porozmawiać z Magdą. Niedoczekanie. Semper durex, czy jak to tam było.
Dopijam kawę. Czuje się odrobinę lepiej.
Dostrzegam w oddali zagrożenie. Kapitan Pigulski właśnie napełnia swoją tacę, a to nie jest taka prosta sprawa. To nie zdrowe, to tuczące, to mało trendy.
- Staszek, przesuń się tak żeby mnie zasłonić. Kapitan Wuzetka. Nie jestem chyba gotowy na rozmowę z nim.
- Nigdy nie byłeś – odpowiada z ironicznym uśmiechem, przesiadając się na drugie krzesło. – Widzisz, dlatego lepiej jest być szeregowym.
Pigulski idzie w moim kierunku, mija nasz stolik o metr całkowicie skoncentrowany na swojej tacy.
- Polazł do Ani-Kasi – relacjonuje Staszek.
- Jedna mafia. Spadamy, Nowakowski ma nowy kernel, nagrzebał coś w algorytmach celowniczych. Trzeba będzie przetestować – mówię do Staszka.
- Na żywca? – pyta.
- Tak. Podniósł częstotliwość klastra procesorów obsługujących system celowniczy i zwiększył chłodzenie. Teoretycznie na pełnej wydajności można zakolejkować i zaatakować w ciągu sekundy trzy niezależnie poruszające się cele.
- A praktycznie to powyrywa nam ręce ze stawów, tak?
- Jest taka możliwość. I to właśnie sobie sprawdzimy.
- Wiesz co Tarnawski? Jesteś tak popierdolony, że jak to wszystko się skończy kiedyś, to zostaniesz moim kumplem. Panie Kapitanie, Sir, Wasza Wysokość.
Uśmiecham się szeroko.
- Za dziesięć minut na Łączce Pułkowników.

Łączka Pułkowników.
Trzysta na trzysta metrów pagórków, betonowych ringów, elementów statków Obcych, porozpruwanych czołgów i samochodów. Miejsce, w którym Szarże mogą się poczuć przez chwilę jak… ‘cholerne primadonny z puszek’.
Z jedną drobną różnicą – nie zdarzyło się jeszcze, aby ostrzelany betonowy ring odpowiedział ogniem, co wcale nie oznacza, że łączka nie była świadkiem tragedii.
Pewien żądny wrażeń Major, rozrzucił pole minowe według własnego wzoru.
Dosyć przypadkowego.
To był pierwszy błąd, wspomaganie taktyczne zrobi to precyzyjniej, skuteczniej i bezpieczniej. W ferworze walki z Morderczymi Betonowymi Kręgami z Marsa, Pan Major wlazł w środek własnego pola minowego.
To był błąd numer dwa. Do dziś jest tajemnicą jak udało mu się to zrobić, wspomaganie podnosi raban jak tylko operator ustawi się przodem w stronę uzbrojonej zapory. Nawet pancerz klasy Turrican ma swoje ograniczenia. Miesiąc później dostał dwie śliczne, nowe nogi z napisem Rytheon, Made in USA.  Na koszt MSW.
Połączenie poszło gładko.
Wskakuje na resztki PT-91. Siadam po turecku na pokrywie włazu. Wywołuję konsolę.
W polu widzenia pojawia się półprzezroczyste okno terminala.
Przez głowę przelatuje mi „prawie jak Matrix”.
Przyszłość jest teraz.
Dwadzieścia lat temu zaczytywałem się „Wieczną Wojną” Haldemann’a i „Posleenami” Johna Ringo. Nigdy, nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałem, iż zobaczę kiedyś pancerz wspomagany.
Przyszłość nie zapukała grzecznie do drzwi. Ona je wywaliła z działka plazmowego. Razem ze ścianą.
A ja dowodzę drużyną pancerzy wspomaganych o jakich się ani Mandali, ani O’Nealowi nawet nie śniło. Literatura fantastyczno-naukowa w dzisiejszych czasach dezaktualizuje się nad wyraz szybko.
Dobra, do roboty. Update można zrobić zgodnie z regulaminem, albo szybko.
Zrobienie metodą pierwszą gwarantuje iż wszystko się wywali przy pierwszym bojowym użyciu. Zrobienie metodą drugą może się skończyć porażeniem pnia mózgowego i wymaga praw dostępu, których nikt nie ma.
Teoretycznie.
Jedziemy.

Turrican Mk2. SN:00028 Login:
root
Enter password:
12345678
“Good mornig The Creator, be carefull “
#bash Turrican Mk2. SN00028:
#bash Turrican Mk2. SN00028: cd /usr/src/kernel
#bash Turrican Mk2. SN00028: /usr/src/kernel make nowak_imprvd_targeting.src && make modules_install
Operation completed without errors.
#bash Turrican Mk2. SN00028: /usr/src/kernel/ insmod nowak_imprvd_targeting.o --verbose
Module loaded, kernel updated, kernel size optimization.
#bash Turrican Mk2. SN00028: /usr/src/kernel/lsmod | grep nowak
Nowakowski_imprvd_targeting.o running
Teraz dosyć stresująca chwila, przeleciało mi przez głowę.
#bash Turrican Mk2. SN00028:/etc/rc.d/init5/cortexdemon restart
Błysk w uszach, huk w oczach, smak w nosie i zapach na jezyku. W sumie nie taka zła kombinacja tym razem, zdarzają się gorsze.
Bio-neural mapping update
################### 100%
Cortex mapper update
################### 100%
Neural Calibration pattern might be altered, use old data? (Y/N)
Y
Finished without errors.
#bash Turrican Mk2. SN:00028:  quit
Session terminated.

I już. Jeszcze żyję. Poczekajmy na Staszka.
Palcami lewej dłoni badam powierzchnię wieży czołgu. Metal rękawicy dotyka metalu wieży, a ja czuję fakturę powierzchni jakbym dotykał jej własną ręką. Niesamowite.
Pancerz wspomagany to suma najnowocześniejszych technologii, dających zadziwiające możliwości, a mnie nieodmiennie fascynuje to jak wspaniale technologia okłamuje milion lat ewolucji układu nerwowego.
Natrafiam na bliznę po trafieniu. Ma brzegi ostre niczym brzytwa.
Pamiętam tą misję. To był początek. „Twarde” całkiem sprawnie sobie poradziły z desantem Redneck’ów. Zaprojektowane do innej wojny z innym przeciwnikiem, doskonale poradziły sobie w sytuacji, której raczej nikt nie przewidywał projektując T-72 pół wieku wcześniej. Typowe dla radzieckiego sprzętu. Ten konkretny wóz dostał w ciągu sekundy piętnaście czy dwadzieścia trafień.
Właz dowódcy odpadł, potem pojawił się… Pojawił się żywy trup. I tego się trzymajmy. Nie miał rąk. Skauteryzowane rany nie krwawiły. Jego czarny kombinezon stał się trupio szary w wyniku działania promieniowania.
Popatrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem i wycharczał: „Pomóż mi człowieku, pomóż mi”.
A potem od pasa w górę zniknął. Reszta wpadła do wnętrza wozu.
Obok mnie stał Hollyfield.  Jego broń dymiła, nad lufą drgało rozgrzane powietrze.
Na otwartym kanale powoli wycedził: „Niech Bóg go ma w opiece. Zapamiętajcie sobie dobrze co widzieliście, dzieciaki. Jest wiele gorszych rzeczy od śmierci. Jedną z nich jest strzelanie do swoich towarzyszy. Wy tego nie doświadczyliście. Mnie się zdarzyło kilka razy w ciągu ostatnich trzydziestu lat. I nich tak zostanie. Kapitanie, proszę zaprotokołować, iż o 12:17, Sierżant Hollyfield z pobudek moralnych zastrzeli śmiertelnie rannego dowódcę wozu numer…”.
Koszmar.
Nikt nigdy nie zakwestionował zasadności działania Hollyfield'a.
Pamiętam, jak Witek skwitował to słowami: ”Chciałeś na linię, to masz. Albo się do tego nadajesz albo spierdalaj i nie przeszkadzaj. Odmaszerować.”
A chwilę później cicho dodał: „Idź się ochlać, tak do zarzygania. Zapraw się w piętnaście minut do nieprzytomności. Pomaga.”
I wiecie co? Pomogło.
- Prrrrrrrrrrrt. I już nie żyjesz. – usłyszałem za plecami Wierzbowskiego. Skurczybyk jest chyba jedynym operatorem, który potrafi się skradać w pancerzu. Wyłącza większość podsystemów, przestawia motorykę na najniższą wydajność, chłodzenie reaktora zaczyna działać w trybie konwekcyjnym, a Wierzbowski się skrada.
- Nieźle, tyle że całą bojową sensorykę mam nieaktywną.
- Dlatego się skradałem, w innym przypadku to by było bez sensu. Co robimy?
- Moduł skompilujesz sam czy mam to zrobić?
- Zrób, nigdy nie byłem linuksiarzem.
- To nie Linux, tylko popłuczyny po Unixie.
- Jeden pies, nie ma ikony Mój komputer, to musi być Linux.
- Dobra, zaczynamy.
Zalogowałem się do pancerza Wierzbowskiego, powtórzyłem operacje, które chwilę wcześniej wykonałem u siebie. Już miałem aktywować moduł, gdy naszły mnie wątpliwości.
- Muszę o coś zapytać Jajogłowego. Ciężko by mi się żyło ze świadomością tego, że zrobiłem z Ciebie roślinę.
Wybrałem Nowakowskiego. Po chwili usłyszałem zaspany głos. Ten koleś chyba zawsze śpi. Ale może geniusze tak mają.
- Co tam?
- Ten Twój nowy kernel pasuje do HAASM’a?
- Pojebało Cię? Czytałeś RFC? Kto Ci w ogóle, kurwa pozwolił tego dotykać?
Ups.
- Dobra, dzięki. Na razie.
O kurde. Prawie zabiłem Wierzbowskiego.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Kusch w Kwietnia 29, 2019, 12:46:01
To jest dobre!
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: HAV w Kwietnia 29, 2019, 12:46:49
Zaj..., dawaj całość bo się gawiedź niecierpliwi :021:


Proszę nie używać tego typu zwrotów. Dziadek Kos.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: darekQ w Kwietnia 29, 2019, 21:06:00
Dajesz dalej. Wreszcie coś z jajami a nie na okrągło elfiki i ciecie na miotłach uciekający przed gościem bez nosa.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 01, 2019, 12:39:03
To jeszcze pozwalam sobie przedstawić Penelopę. Wiecznie sfochowany statek kosmiczny. Postać, a raczej rekwizyt, pełni rolę wygodnej furtki. Coś w rodzaju zachowanej kończyny Terminatora. :)




Statek.
Nie.
Okręt. Zdecydowanie okręt.
Nie byłem w stanie oderwać od niego wzroku. Hipnotyzował mnie swoją formą w taki sam sposób jak czynią to Su-27 czy też MiG-29. Piękno i groza w idealnych proporcjach.
To nie był kolejny nudny dysk „naszych Obcych”.
Wrzecionowaty, lekko spłaszczony kadłub zbudowany z krzywizn, długi na czterdzieści metrów. Bez jednej ostrej krawędzi. Poszycie pokryte było nieregularnymi bąblami, skrywającymi zapewne stanowiska broni lub czujniki. Szeroka dziobnica przechodziła płynnie w deltoidalne skrzydła o ujemnym wzniosie, umiejscowione w dwóch trzecich długości kadłuba. Para nieco mniejszych skrzydeł znajdowała się na rufie. Wznosiły się w górę pod kątem czterdziestu pięciu stopni. Zapewne zdolny do lotów atmosferycznych.
W swej formie jeszcze nie ludzki, ale już nie obcy.
Ciemno-szary i matowy. Kolor maszyn do zabijania.
Ktoś zaprojektował go w taki sposób by był jednocześnie piękny i zapewne bardzo skuteczny. A to z kolei oznacza, iż mamy do czynienia z niebezpiecznymi istotami.
Co najmniej tak niebezpiecznymi jak Ludzie. Z istotami, które mogły uczynić z wojny rzemiosło. Albo co gorzej, sztukę.
Wiecie co było naprawdę przerażające?
To, że wciąż działał. Unosił się na wysokości około metra, delikatnie oscylując, w górę i dół. Zrobiłem krok i poczułem Obecność.
To Coś przeszło przez protokoły komunikacji bojowej pancerza, nie zwalniając nawet kroku. Protokoły szyfrowane stochastycznym, 1024-bitowym kluczem.
Po prostu przeszło, ostentacyjnie ignorując zabezpieczenia. Tak to mniej więcej odebrałem.
Potem zrobiło mi się ciasno w głowie, błysnęło i jak nietrudno się domyśleć, logicznym następstwem powyżej opisanych zdarzeń była ciemność. Trwała kilkadziesiąt sekund.
- No, już. Otwieraj oczy. Wstawaj, wstawaj! Kapitanie Tarnawski proszę się obudzić.
Timothy. W ten sposób budzi mnie Timothy. Czyli po misji. Potworny burdel w głowie. Oberwałem na bank.
Chryste, pewnie nie mam rąk. Albo nóg. Albo jednych i drugich.
- Nie panikuj Tarnawski. Wszystko masz na swoim miejscu.
O co chodzi? Leżę.
Znowu.
Pamiętam, że zrobiłem krok w stronę…
‘Tak, tak, tak. W moim kierunku. Promieniujesz w wielu pasmach elektromagnetycznych. W jednym zakresie wykryłem wzorce komunikacyjne. Wybacz, skorzystałem ze sposobności, nie mam złych zamiarów’
Zrobiłem krok w stronę… W stronę obcego statku. No tak. Przecież to naturalne, że on gada. Po polsku. W mojej głowie.
Czemu mnie to nie dziwi? A temu, że dzisiaj to mnie już nic nie zdziwi.
‘Jesteś …statkiem?’
‘Okrętem. Według Waszej terminologii. Swoją drogą to fascynujące, iż nie posiadając żadnych danych, opierając się tylko na informacjach wizualnych, sklasyfikowałeś mnie jako maszynę do zabijania. Maszyna. Ta maszyna. Ten okręt. Powinnam czy powinienem się obrazić za to określenie? Jak myślisz?’
’Raczej powinnaś niż powinieneś, skoro zdecydowa…łaś się zapytać”
Strasznie dużo toto gada.
‘No wiesz! Najpierw maszyna do zabijania, a teraz toto. Nie posiadam jeszcze pełnej mapy kontekstowej Waszego języka, a wyczuwam pogardę w takim określeniu’
“Oj tam od razu pogardę’
‘Skąd wiedziałeś, że jestem maszyną do zabijania? Nie podoba mi się takie traktowanie’
Zaczyna się. Mogłem powiedzieć, że jest rodzaju męskiego.
‘Tak mi się skojarzyło. Ale nam wszystko kojarzy się z bronią. Mieliśmy burzliwe dzieciństwo’
‘Aha. Nastawanie na ciągłość egzystencji innych osobników to jakiś Wasz fetysz. Dwa tysiące lat temu zjawili się tu podobni do Ciebie. Też pokryci metalem, bardzo prymitywni. Nie byłam się w stanie z nimi komunikować. Nie potrafili stąd wyjść. Niestety.’
‘W jaki sposób…’
‘Normalny. Dla procesorów kwantowych nie istnieje zmienna czasu. A te całe Wasze protokoły komunikacji bojowej, no takie jak każde inne. Widziałeś jeden, to widziałeś wszystkie. I przestań do mnie gadać, traktuj mnie jak Wierzbowskiego, myśl do mnie. Tak, mam dostęp do wszystkich informacji zapisanych w Twoim mózgu, uprzedzając kolejne pytanie.
Ja… Nic, zresztą.
Gramy dalej. Skoro jestem pierwsza istotą ludzką która dzieliła papierosa z obcą formą życia, to również mogę być pierwszą istotą ludzką która uwiodła kosmiczny niszczyciel Obcych, pomyślałem.
Chyba trochę za głośno.
‘Nie jestem niszczycielem!’
Potem sobie pogadaliśmy. Trwało to kilka minut.
Dałem jej na imię Penny, od Penelopa, bo się trochę wyczekała swojego Odysa. Nie chciała powiedzieć, ile ma lat. Koniec końców przyznała się, że 30 000. Tak, nudziło się jej trochę. Nigdy nikogo nie zabiła, ale wie, jak to zrobić. Jest okrętem wewnątrzukładowym. Przedwieczni nadali jej imię, które można przetłumaczyć jako „Kolaps grawitacyjny”. Przedwieczni byli mądrzy i dobrzy. Nie lubili przemocy. Ale gdy już do niej dochodziło to stosowali ja w sposób ostateczny. Dlaczego ją pozostawiono tutaj? Nie wie, po prostu odlecieli bez niej. Nie ma pojęcia, gdzie szukać Przedwiecznych.
Zostałem poinformowany, iż zgodnie z jej protokołami jako pierwszy napotkany przedstawiciel inteligentnego życia biologicznego jestem uprawniony do wydawania jej poleceń. Jakich? Dowolnych, z wyłączeniem tych które mogłyby doprowadzić do jej zniszczenia.
Fajnie, nie?
Przy okazji zyskałem pewność, że jestem z natury bardzo porządnym człowiekiem. Dopiero po trzech minutach zacząłem się zastanawiać, ile czasu by mi zajęło przejęcie Ziemi na własność.
- Penelopo.
- Tak, proszę?
Zachowuje się jak dama.
– Potrafisz opuścić to miejsce?
– W sensie, czy chciałabym znowu latać?
– Właśnie to miałem na myśli.
– Wcale nie! Miałeś na myśli przemoc i terminację tysięcy bytów. Dlaczego nie jesteś szczery ze mną!?
– Masz mnie, Penelopo. Właśnie to miałem na myśli. Myśląc o tym, widziałem białe błyski uwalnianej energii i pomarańczowo-żółte grzyby, wysokie na kilka kilometrów.
– Mężczyźni…
Aaaaaach, o to chodzi.
On, ono czy wreszcie ona się adaptuje. Ma dostęp do mojej świadomości i podświadomości. Daje mi to czego mniej lub bardziej oczekuje. Zapewne to sposób Przedwiecznych na zespolenie się z maszyną, przy zachowaniu odrębnych świadomości. Może i jest to jakaś metoda.
Ten cholerny statek próbuje się stać kobietą moich chłopięcych marzeń.
Niedobrze. Bardzo niedobrze.
Wspominałem już, że pociągają mnie silne, niezależne, przewrotne i delikatnie jędzowate kobiety? Mniejsza o etiologię, w każdym razie tak jest.
Rzekłbym, iż rokowania są nienajlepsze w kontekście myślącego wytworu pozaziemskiej technologii, który wyrusza na Plutona przed a nie po śniadaniu, by nie spóźnić się na obiad.
I który staje się niezależny i przewrotny.
Kiedyś spiszę wspomnienia z tej wojny. Jeśli nie staną się bestsellerem, to bezwarunkowo zostaną lekturą obowiązkową na każdym szanującym się Wydziale Psychiatrii Klinicznej.
Sami Widzicie.
Skazany na sukces.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: HAV w Maja 01, 2019, 14:56:57
Celnie skwitowane... "Skazany na sukces" ;)
Finezji i polotu Ci nie brakuje. Czyta się to lekko i przyjemnie, historia i narracja też fajnie prowadzona.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Maja 01, 2019, 16:38:08
Mam wątpliwości czy za kilkadziesiąt lat czy ponad sto, prosty szeregowiec KPO będzie kojarzył takie cuda techniki jak MiG-29 czy Su-27. Dziś chyba przeciętny "cannon fodder" nie wie co to za urządzenie dajmy na to - nomen omen - Schmeisser było. I nawet nie będzie wiedział, że było synonimem pistoletu maszynowego.

Wysłane z mojego SM-N960F przy użyciu Tapatalka

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 01, 2019, 17:56:18
Rutkov :-P Akcja dzieje sie w 2021 roku...
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 01, 2019, 21:02:50
Znowu post pod postem. Doigram się.

Taki żarcik sytuacyjny. :D


Mieczysław przystanął przed drzwiami, z wysoko uniesioną głową.
-   O...bcym ...wstęp wzbry...wzbro..niony – wydukał. – I co teraz?
-   Nic – odparowałem – Idziemy dalej.





I jeszcze jeden kawałek, napisał się ostatnio


W wariackim tempie na polankę wtoczyła się szara kula o średnicy około metra. Całkiem śmiesznie podskakiwała na nierównościach.
Gwałtownie zatrzymała się, zupełnie jakby nie obowiązywały ją prawa fizyki. I zasadniczo w tym momencie przestało mi być do śmiechu.
„Uważać na to kur...”
Tyle zdążyłem pomyśleć do reszty.
Otworzyła się jak kwiat, przez ułamek sekundy było widać zawartość wyglądającą jak szklane kule do gry, mocno ściśnięte w nylonowym woreczku. Najniższe „płatki” mocno wbiły się w grunt.
„...estwo”
Lecę szczupakiem w stronę zwalonego drzewa, słychać świdrujący, wznoszący się gwizd.
Wiiiiiiiiii.
Szklane kulki wylatują w powietrze. W sensie, że je coś rozrzuciło
Dobry moment by wycofać się po angielsku, w miarę możliwości.
Wpadam ślizgiem pod zwalony pień, Staszek próbuje schować się za dosyć chudziutką sosenką. Nie mam pojęcia co robi reszta.
„Spier...”
„Kurwa”
Kulki opadają po trajektorii balistycznej, poinformowało wspomaganie.
Panika i przerażenie w polu widzenia.
„Alarm krytyczny: Opromieniowanie w paśmie Sierra, 87% zgodność z wzorcem naprowadzania”
„...dalać, gdzie popadnie”
Dokańczam myśl.
„Alarm krytyczny: Brak połączenia w dostępnych pasmach komunikacyjnych”

Odpalam... stop, wspomaganie odpala ładunek sensoryczny. Pionowo w górę. Zbudowanie obrazu sytuacji zajmuje podsystemowi siedemdziesiąt osiem milisekund. Sfery rozpalają się plazmowym żarem, bezbłędnie kierują się w naszą stronę.
„Jezu, kurwa, Chryste”
Młody.
Okręcam się w jego stronę. Podrywa się, uciekać za wszelką cenę. Byle dalej.
Najgorszy z możliwych pomysłów.
„Skurwysynu, gleba. Bo zapierdolę jak...”
To ja.
Spoglądam w lewo, dwie najbliższe kule przyspieszają, kierując się w stronę Młodego.
Pzzzszzz.
Nadymają się do średnicy dwóch metrów.
Pierwsza mija go o włos.
Druga muska jego lewe ramię, znika bezgłośnie w jej wnętrzu.
Uderzenie serca później, widzę jak sfera gaśnie, a szklana kula będąca w jej środku opada na ziemię.
Młody stoi.
Lewa ręką, lewy staw barkowy, tors do wysokości mostka i połowa szyi zniknęły.
Jakby nigdy ich tam nie było.
Pomarańczowo żarzące się krawędzie, chluśnięcie krwi.
Pancerz pada jak kukiełka.
„Alarm krytyczny: pancerz KPO0049, brak połączenia”
Odbieram falę zimnej furii.
Witek dochodzi do siebie, Wierzbowski też.
Wymieniają się koncepcjami, nie wnikam jakimi.
Kolejna kula. Mija mnie o kilkadziesiąt centymetrów.
Stupor.
Patrzę. Widzę. Boję się. Przeraźliwie.
Konar pod którym próbuję się ukryć, eksploduje w akompaniamencie syku pary.
„Tarnawski, kurwa, może zaczniesz łaskawie zachowywać się jak trep”
Staszek.
Trzeba się oderwać od nieprzyjaciela, zgodnie z zasadami sztuki.
-   Staszek, spierdalamy. Ale z sensem.
-   Tajest.

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: darekQ w Maja 02, 2019, 19:16:45
No uwielbiam tego faceta.
Może tak kawałek jak Obcy po raz pierwszy dostają łomot, ... znaczy gdy odrzucili okazje do pokojowego rozwiązania zaistniałej sytuacji i nie uścisnęli wyciągniętej do nich dłoni, to nic że pancernej i z zamiarem zgniecenia łapki/macki/dłoni przeciwnej.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 03, 2019, 01:15:05
Mówisz, masz.




– “Pięść Przeznaczenia, proszę o zezwolenie na kołowanie do progu 270”
– “Matka, PP. Zezwalam na kołowanie do progu.”
– “PP, próg. Gotowość do startu.”
– “Matka, PP. Zezwalam.”
Ryk dwóch trójprzepływowych silników, przyspieszenie, huk opon.
Jęknięcie hydrauliki. Głuchy łoskot wciąganego podwozia.
Wierzbowski ogląda Predatora z 1987 roku. Stary Ziętek gra w tetrisa, a Gunny ślizga się po stronie Heckler & Koch. Pasjonat, kurwa.
– “PP. Punkt wejścia, balistyczna według planu”
– “Matka, PP. Zezwalam”
Ryk boosterów, dziki łoskot powietrza opływającego kadłub.
Z rozbawieniem przysłuchuje się korespondencji. Lotem steruje automatyka, a panowie piloci sadzą się, jakby osobiście liczyli parametry zrzutu.
– “PP. Balistyczna, SCRAM 1, SCRAM 2.”
– “Matka, PP. Bawcie się bezpiecznie dzieci, bez odbioru”
Kolejne kopnięcie. Łoskot przechodzi w oszalały ryk wodospadu, takiego z tych większych. Niskie buczenie SCRAM’ów. Po chwili gaśnie, siniki wyrównują ciąg.

Wyskakuje z promu, w locie przełączam się na wizję kompilowaną, będącą połączeniem pasma widzialnego, niskiej podczerwieni oraz informacji z sieci taktycznej oddziału. Kolorowy, kontrastowy obraz, upstrzony markerami członków drużyny i oznaczeniem stref niebezpiecznych. Pełen widmowych cieni i zakłóceń. Mimo to niezastąpiony.
Uzbrojenie w tryb dowiązania optycznego. Trochę irytująca funkcja, bo ręka podąża cały czas za wzrokiem. Mniej więcej cały czas. Inna sprawa, że w pancerzu nie trzeba się bardzo rozglądać by mieć całkiem niezłą świadomość sytuacyjną.
W następnej sekundzie dostaje prosto w pierś z karabinu plazmowego.
Bezdźwięczny błysk i lekkie zakłócenie wizji, następstwo nie do końca wytłumionego impulsu EMP. Wspomaganie przejmuje kontrolę w ułamku sekundy, rzucając pancerz w gwałtownym uniku.
Karabin plazmowy. Ulubiona broń tych, których nazywamy Redneckami. Humanoidalni, około dwóch metrów wzrostu, ze sto pięćdziesiąt kilogramów wagi. Większość tej masy to mięśnie.
Ewidentnie zaprojektowani – zdublowane organy witalne, doskonały czas reakcji, potężna odporność. Brak jakichkolwiek organów rozrodczych czy też ich analoga.
Na szczęście, eufemistycznie rzecz określając, niezbyt lotni.
Karabin plazmowy to broń mało użyteczna w walce bezpośredniej ze względu na niską szybkostrzelność i haniebną celność, tyle że z rozkładu statystycznego wynika, że czasem trafia.
I wtedy robi się dosyć smutno.
System wspomagania taktycznego przeprowadza analizę balistyczną i oznacza obszar, z którego mnie ostrzelano.
Przymrużam oczy, patrząc w okolice markera, system wizyjny natychmiast robi zbliżenie i zmienia zakres widma. Dostrzegam piękną sylwetkę Redneck’a w klasycznej pozie strzeleckiej.
Umpf, umpf, umpf – trzy granaty odłamkowe opuszczają naramienne wyrzutnie, układając się w locie w trójkąt równoboczny, podczas gdy jednocześnie omiatam obszar celu precyzyjnie pogłębianym ogniem karabinu.
Lecące ponad 1600 m/s pociski półpłaszczowe naprzemiennie z przeciwpancernymi nie pozostawiają zbyt wiele miejsca na niedomówienia.
Pociski kalibru cztery milimetry o dwukrotnie zwiększonej prędkości wylotowej mają energię kinetyczną porównywalną z pociskiem 12,7 mm wystrzelonym z czołgowego WKM'u. Wybijają dziury w ścianach, ścinają drzewa, tną centymetrową stal jak papier. Zanim eksplodowały granaty z Rednecka zasadniczo został tylko karabin.
W dwóch kawałkach.
Mam moment, żeby sprawdzić swoją kondycję. W klatce piersiowej kłuje fantomowy ból. To znaczy nie boli mnie, tylko pancerz.
Stop.
Boli mnie tam, gdzie nie ma mnie, tylko jest pancerz. Mobilny Dom Wariatów…
W głowie dzwon, dźwięk alarmu, raport o uszkodzeniach w formie tekstowej. Wszystkie naprawdę ważne informacje są tak podawane. Jakbym był jakimś cholernym terminatorem. Z drugiej strony chyba właśnie nim jestem. Surrealistyczną hybrydą człowieka i maszyny, których suma daje nową, morderczą jakość.
- Wierzbowski, sprawdź mnie!
To jedna z niewielu rzeczy, której się nie da zrobić w pancerzu – spojrzeć na swój brzuch i dolną część klatki piersiowej.
I lepiej nie ufać czujnikom, trochę głupio biegać po polu walki z wnętrznościami na wierzchu. Pancerz zadbałby o to żebym tego nie poczuł. Przynajmniej przez pierwsze kilkadziesiąt sekund.
Czuję, jak Wierzbowski dotyka mojego torsu, przesuwa dłonią badając powierzchnię.
- Paskudnie. Brak penetracji, brak dziesięciu milimetrów opancerzenia – melduje po chwili.
Czyli zostało jeszcze dwanaście. Wierzbowski odwraca się i przygięty do ziemi znika w zaroślach.
- Przejebane szczęście miał Pan, Kapitanie - dodaje po kilku sekundach.
Przejmuje kręcącego się trochę bezproduktywnie Bullterriera i kieruje go w miejsce, które ostrzelałem. Bullterrier sprawdza wskazany obszar, a ja idę się w stronę markerów celu, uszczelniając linię natarcia.
Wszyscy doskonale wiedzą co mają robić, żadnych eksperymentów, tylko sprawdzone metody. Punktowe przełamanie obrony, wyjście na tyły i rzeźnia.
Między połamanymi drzewami majaczy kadłub statku. Z grubsza owalny, przypominający trochę trójwarstwowy tort, tyle że najszersza warstwa znajduje się w środku a nie u podstawy.
To ichni transportowiec. Pojemny, mało zwrotny, ale za to dosyć szybki.
Ożywają wieżyczki umieszczone na obwodzie środkowego pokładu. Sieją krótkimi błyskami laserów pracujących w paśmie rentgenowskim. Normalny laser, pracujący w paśmie widzialnym jest niewidoczny, dopóki nie trafi na przeszkodę. Laser rentgenowski daje biało jarzące się błyski, zupełnie jak lasery w starych filmach. Dzieje się tak ponieważ wiązka skupionego promieniowania reaguje z atomami gazów tworzących powietrze, dosłownie wydmuchując elektrony z ich orbitali.
Paskudna broń.
Z jakiegoś powodu oni używają tylko broni energetycznej.
Padam na leśne poszycie zagłębiając się w nim na kilka centymetrów, błyski tną metr nad ziemią. Szanse na przeżycie trafienia… określiłbym jako zawarte w przedziale pomiędzy znikome, a niewielkie.
Drzewa stają w płomieniach. Wyrzutniki automatycznie wystrzeliwują serię granatów dymnych. To akurat niezupełnie jest mi na rękę, bo w następnej chwili jedyne co widać to płonącą odbitym światłem biel. Przełączam się na szerokie pasmo ultradźwięków, świat staje się zielony i aksamitno-włochaty, o obłych krawędziach i ostrych cieniach.
- Kurwa, kurwa, kurwa! – słyszę.
Czyjś krzyk, mógłbym wiedzieć czyj, ale nie mam na to czasu. Odbieram falę strachu, przerażenia i bólu. Jeden z chłopaków oberwał porządnie. Na krawędzi pola widzenia pojawia się czerwona sylwetka pancerza i złowrogi napis „Brak połączenia”.
W chwili utraty łączności operator znajdował się w stanie ekstremalnego stresu, ale żył. Więc jest jeszcze szansa. Bardzo trudno tak uszkodzić pancerz by przestał dbać o operatora.
- Gunny, dwóch naprzód i HAASM od lewej, z tyłu. Staszek za mną, reszta niech troszkę uspokoi obronę. I zróbcie wejście – wydaję rozkaz wokalnie, dla odmiany.
Widmowa linia kluczy pomiędzy drzewami, to operator wyrzutni pocisków kierowanych dostraja się do celu. Jako dowodzący widzę programowaną ścieżkę lotu pocisku. Przez ułamek sekundy linia błyska czerwienią, po chwili potężne łupnięcie, potem następne.
Gunny dla pewności poprawił, wstrzeliwując pocisk do wnętrza statku. Widzę jak niemalże teatralnym ruchem odrzuca pustą wyrzutnie i zrywa się na nogi.
Jeden z chłopaków poślizgnął się na amen. Chyba Zientek Junior. Na amen, czyli tak że system równowagi nie mógł nic zrobić i pozostawił rozwiązanie problemu fizyce. W tym konkretnym przypadku to sześćset kilogramów razy dwadzieścia kilometrów na godzinę do kwadratu przez dwa, versus piętnastocentymetrowy świerk.  Drzewko nie miało żadnych szans.
Gunny to stara szkoła Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych. Wariat.
Zrywam się i biegiem do dziury w burcie. Linia natarcia otwiera ogień ze wszystkiego co ma, Bullterriery podjechały pod sam kadłub jako przynęta. Jeden staje w płomieniach, drugi kręci się w kółko jak kura z obciętą głową. Jedna po drugiej eksplodują wieżyczki.
Kątem oka zauważam, że transportowiec jest mocno postrzelany, widać wyraźnie ściegi po przeciwpancernych pociskach i dziury po odłamkach rakiet.
Macie co chcieliście. Nikt Was nie zapraszał tutaj.
Wybijam się z obu nóg i szczupakiem wpadam do wnętrza. W locie moje granatniki odpalają flashbangi, czyli głośne petardy dające naprawdę niezły błysk. Ląduję mięciutko na Szaraku. Waży toto pięćdziesiąt kilogramów, ale jest cwane i mordercze.
Odgłos towarzyszący mojemu lądowaniu na nim zapewne będzie mnie jeszcze długo prześladował.
Wierzbowski wkracza dostojnie za mną z szeroko rozstawionymi rękoma, czyszcząc obie strony korytarza naraz precyzyjnie mierzonym ogniem. Jego broń strzela amunicją klasyczną, więc widok pancerza, z którego leją się strumienie łusek, z których każda odbija błysk wystrzałów jest… epicki.
Po sekundzie odpala przecinak z naramiennej wyrzutni. Elastyczny ładunek kumulacyjny rozwijający się podczas lotu w pętle o średnicy dwóch metrów. Trzecie drzwi, jak mówi.
Najpierw plaśnięcie, potem stłumiony huk, masa dymu i odpada kawał grodzi, a ja otwieram wściekłą serię do środka, podczas gdy Wierzbowski odpala kilka granatów odłamkowych. Wspomaganie taktyczne wskazuje na 73% prawdopodobieństwo eliminacji celów miękkich. Wierzbowski wskakuje pierwszy, ja za nim.
Huk, błysk, Wierzbowski wylatuje z dziury i dymiąc zbija mnie z nóg. Gdyby był ranny poczułbym.
- …pierdole, szatan nie kogut. Teraz ja was kurwy pousypiam.
Odruchowo otwieram ogień zaporowy prosto w dziurę pokrywając cały jej obszar, jednocześnie wstając.
Wierzbowski oberwał z zamrażacza, chyba z przyłożenia. Zamrażacz, jak go potocznie nazywaliśmy to miotacz ładunków wypełnionych mieszanką nerwogazów, po których człowiek zachowuje się jak rzeźba.
Strzelanie do pancerza z zamrażacza to pomysł z tych mniej trafionych, że się tak wyrażę. Strzelanie z czegokolwiek poniżej armaty przeciwpancernej, dla ścisłości.
Nagle z dziury wyskakuje coś czarno-zębatego i ląduje na szeregowym. Jest chude, kolczaste, ma podłużną głowę składającą się głównie z kłów. Zaczyna szarpać Wierzbowskiego.
Stary numer, chcą sobie wypracować ze dwie sekundy czasu. Wstrzeliwuje do dziury dziewięć granatów, cztery zaprogramowane na detonację kontaktową, dwa na detonację po odbiciu od przeszkody i dwa na detonację po wykryciu ruchu. Jako ostatni leci granat sensoryczny, połączenie kamery pracującej w podczerwieni z ultradźwiękowym czujnikiem ruchu. W prawym górnym rogu pola widzenia pojawia się obraz, na nim jakiś ruch, dym i iskry.
W polu widzenia ikony granatów uzbrojonych w trybie detekcji ruchu, połączone linią z ikoną ładunku sensorycznego.
Odwracam się do Wierzbowskiego. Z przyłożenia walę trzy sekundową serię, rozrywając Obcego na strzępy. Pociski rykoszetują od Staszkowego pancerza, potem od ścian.
Ikona ładunku sensorycznego błyska i znika, wraz z nią znikają pozostałe ikony.  Podmuch prawie mnie przewraca. Miałem nosa.
Armagedon.
Gaśnie światło. Ten miękki poblask bez konkretnego źródła, wszechobecny w statkach Obcych. Niedobrze, w podczerwieni za dużo zakłóceń. Szybko kompiluję jakiś dziwaczny miks ultradźwięków, ultrafioletu, dopplerowskiego radaru i wzmocnionego pasma widzialnego.
Wierzbowski ponownie wskakuje do pomieszczenia obok. Dezaktywuje zapalniki wszystkiego co wystrzeliłem w czasie tej misji i skaczę za nim.
Nie dlatego żebym się bał iść jako pierwszy. Regulamin Pola Walki jednoznacznie to określa. Szeregowy Wierzbowski jest mniej ważny niż ja na tym etapie natarcia i łatwiejszy do zastąpienia. Tyle.
- Czysto.
- Czysto.
Porozbijane urządzenia, strzępy ciał, czerwone bryzgi na ścianach i suficie. Wszystkie dzieci boże oddychające tlenem mają czerwoną krew za sprawą jego najwydajniejszego transportera jakim są organiczne związki żelaza. Ewolucja równoległa. Zapach ich krwi jest tak samo metaliczny jak zapach ludzkiej krwi.
Wierzbowski rusza w stronę kolejnej grodzi.
Nie zwalniając, beznamiętnie strzela w głowę ruszającemu się jeszcze Szarakowi. Ze zgrozą uświadamiam sobie, iż sekundę temu zrobiłem dokładnie to samo. Jestem kurwa naukowcem, a nie terminatorem. Stop, byłem naukowcem. Kiedyś. Teraz jestem żołnierzem.
Wierzbowski chwyta ocalałego Szaraka za głowę i unosi w powietrze. To brakujące 27% w ocenie systemu wspomagania taktycznego… Ale dlaczego 27, a nie 25? Odchylenie standardowe i śred… o czym ja kurwa myślę?!
- Panie Kapitanie, potrzebny nam żywy?
- Nie do przesady, szeregowy.
Zaciska dłoń, a głowa Szaraka po prostu wybucha. Poniosło go tym razem. Potrafię jednak go zrozumieć. Po tym jak daliśmy się we znaki im, rozpylili jakiegoś paskudnego wirusa nad kilkoma miastami. Był aktywny przez czterdzieści osiem godzin, potem zmutował do czegoś nieszkodliwego. Tyle że przez czterdzieści osiem godzin zabił sporo ludzi. Oni sądzili, że w ten sposób wymogą na nas posłuszeństwo.
Bardzo się mylili.
Wierzbowski stracił całą rodzinę, a sam przeżył, stając się tym samym tajemnicą. Drużyna rozpoznania zgarnęła go z ulic Warszawy. Głodny, brudny, z obłędem w oczach błąkający się pomiędzy ciałami tych których śmierć dopadła na ulicach.
Szybko wyizolowano odcinki jego DNA, kodujące antygen, który pozwolił mu przeżyć. Był jednym z kilkunastu takich przypadków. Siedząc bezczynnie w wojskowym szpitalu zobaczył pancerze.
Zapytał czy w środku są ludzie czy to roboty.
Tak, w środku są ludzie.
Tak jak Iron Man?
Mniej więcej.
No i Wierzbowski został szeregowym Korpusu Piechoty Opancerzonej. Średnio dwa razy w tygodniu można usłyszeć, jak przeklina chwilę, w której podszedł do okna.
Wierzbowski ręcznie przykłada taśmę przecinaka do kolejnej grodzi. Z planu i doświadczenia wiem, że tam będzie gorąco, bo to maszynownia, ostatnia nadzieja Obcych na ocalenie.
W tej wojnie zasadniczo nie bierze się jeńców. Oni to wiedzą i my to wiemy. Wszyscy również wiemy, że lepiej nie zostać przypadkowo jeńcem żadnej ze stron.
Druga grupa szturmowa opanowała schodnię prowadzącą na pierwszy poziom, ale przygwoździli ich ciężkim ogniem i granatami. Ktoś stracił rękę, ktoś inny kawałek nogi. Nie tak to miało przebiegać.
- Spieszcie się, mamy trzy minuty, żeby się stąd zabrać – słyszę Gunny’ego. - Leci odsiecz. OO zgłosiło most.
OO. Obrona orbitalna. Zgłosiło most, czyli pojawienie się osobliwości w postaci dziury w przestrzeni, z której wyskakują niefajne rzeczy.
- Wierz… - zacząłem. W tym momencie przez kadłub przebiegło drżenie. Uruchomili reaktor!
Perspektywa lotu w towarzystwie ze dwudziestu Obcych, mających zapewne stare porachunki z pancerzami nie bardzo mi odpowiadała.
- Jedziemy, Stasiek.
Bum, wywaliło całą gródź o trapezowym kształcie, a sufit zapadł się o pół metra. Dobrze musiał dać przecinaka. Ostatnią myśl kończę w akompaniamencie ciężkiej broni Wierzbowskiego i jazgotu własnego karabinu.
Podstawowa zasada walki w zwarciu, dla pancerza wspomaganego brzmi: terror ogniowy. Seria jest zawsze lepsza od ognia pojedynczego. Od serii jest lepsza tylko jedna rzecz – ogień ciągły.
Ogień ciągły do osiągnięcia parametrów krytycznych lufy. 4850, 4233, 3900...  licznik przeskakuje w rytm powolnych kroków, które stawiam.
System kontroli ognia w trybie półautonomicznym, pozwala mi się skoncentrować na wyszukiwaniu i oznaczaniu kolejności niszczenia celów, jednocześnie omijając wszystkie te cele, które zakolejkował w międzyczasie Wierzbowski. Przerażająco skuteczna metoda.
Zza jakiegoś urządzenia wyskakuje Redneck, i strzela. Dobrze wycelował, trafił mnie dokładnie między oczy.
Przemiatam celownikiem jego sylwetkę po przekątnej. Efekt trafienia dwudziestu pocisków jest zawsze taki sam.
Nie chcecie wiedzieć jaki.
Dostaje kilka trafień z lekkich karabinów plazmowych, w odpowiedzi odpalam z granatników Jeże. Granaty rozsiewające 3600 wolframowych igieł w promieniu 25 metrów, poruszających się z prędkością blisko tysiąca metrów na sekundę.
Na tyle wolno by nie uszkodzić niczego solidnego i na tyle szybko by bardzo uszkodzić większość znanych żywych organizmów. Z Brontozaurem włącznie, jak sądzę. Trafiające mnie własne igły zostawiają długie szramy na powierzchni pancerza. Drobnostka.
Ignoruje alarmy o uszkodzeniach. Przerywamy ogień. Z maszynowni nic nie zostało.
Wyje ostrzeżenie o nagłym skoku radiacji, do prawie trzystu remów na godzinę. Czeka nas długi prysznic jak wrócimy. Musieliśmy postrzelać porządnie reaktory.
Nie mogę ruszać lewą ręką, ale przynajmniej jest na swoim miejscu. Najgorsze jest to, że będąc podłączonym do pancerza nie da się ruszyć ‘własną’ ręką. Szybko jednak zauważam kłębki nanowłókien wystające ze stawu łokciowego. Niedobrze.
- Chryste, wychodźcie stamtąd - słyszę Gunny'ego. Czuję jego zdenerwowanie, czyli jest źle. Gunny'ego byle co nie wyprowadza z równowagi.
- Ex-fill, piętnaście sekund – rzucam na otwartym kanale.





Jako że cycki sprzedają sie najlepiej, na wszelki wypadek wrzucam je również:



   Powoli dochodziła dwudziesta trzecia. Siedziałem w ‘Sztabie” od trzech godzin. Trochę oglądałem telewizję, trochę przyglądałem się gościom, trochę surfowałem po sieci.
Dobra. Głównie przyglądałem się Pani Kasi-Ani.
Metr sześćdziesiąt pięć w kapeluszu, zgrabniutka blondynka z końskim ogonem w fajnych okularach.
Strasznie potrzebowałem kobiecej uwagi. Potrzebowałem ciepła, dotyku jedwabistej skóry i zapachu perfum. Nie zrozumcie mnie źle, nie potrzebowałem seksu. Może trochę.
Punkt dwudziesta trzecia.
Kasia podchodzi.
- Czas spać Panie Kapitanie. Nie płacą mi nadgodzin.
- E tam, od razu spać.
- Jeśli Pan Kapitan nie opuści lokalu, to zamknę Pana Kapitana tutaj do rana – to mówiąc na wszelki wypadek krzyżuje ręce na piersiach.
- Od wewnątrz czy od zewnątrz?
- Proszę?
- Od której strony Pani Katarzyno, zamknie Pani drzwi do rana?
- Panie Kapitanie, jestem naprawdę zmęczona po ośmiu godzinach szamotania się za barem…
Lipa. Czas się zabierać.
Nie.
Wstaje z fotela. Delikatnie gładzę ją po policzku, potem równie delikatnie całuję ją w czoło. Jest zmieszana.
- Aaa… to niby z jakiej okazji? – pyta zaskoczona.
- Za to, że jesteś, Kasiu.
Odwracam się i idę w kierunku drzwi.
- Zatrzymajcie się, żołnierzu – słyszę.
Dawno nikt się do mnie nie odezwał w ten sposób. Mniej więcej od czasów unitarki. Takiej trochę oszukiwanej, przyznam.
Robię jeszcze dwa kroki i powoli się odwracam.
Coś leci w moim kierunku, odruchowo wystawiam rękę. W dłoń wpada mi pęk kluczy.
- Ten z niebieską nakładką. Pan Kapitan zamknie te cholerne drzwi. Od wewnątrz. Niektóre dziewczynki jak dorosną lubią się bawić żołnierzykami. Mnie zostało to z dzieciństwa. W domu były tylko cholerne żołnierzyki, a na dwunaste urodziny dostałam od Wujka AKMS’a, takiego na plastikowe kulki – to mówiąc szybkim ruchem rozpuszcza włosy. Puszcza mi oko. Wygląda wspaniale.
Chwilę potem czuję zapach jej perfum.
I tak dalej.
Pół godziny przed pobudką, cichcem, chyłkiem, jak zbrodniarze rozchodzimy się w swoje strony. I tak cała baza będzie huczeć od plotek.

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: darekQ w Maja 03, 2019, 22:36:56
Czy do kompletu jest:
Polityk co chciał się ogrzać przy płomyku Vitorii jak już się wszystko ustabilizowało a nagła eksterminacja odeszła w zapomnienie. Taki co na pierwsze bum bliżej płotu jednostki krzyczy - zabierzcie mnie. Międzynarodowa koalicja musi być ale zawsze ktoś chce być ważniejszy.
Pan pułkownik z genialnym planem kontry, gdy wszyscy wiedzą że to nie wyjdzie, prócz niego i przekonanym oraz podpisanych pod planem sztabem głównym (jak zwał tak zwał) ?
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Ros w Maja 03, 2019, 23:29:40
Ja mam tylko jedno pytanie... Skoro jest Wierzbowski to czy pojawią się również Dietrich oraz Frost i przeżyją do końca historii? 😃
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 04, 2019, 14:41:01
Wierzbowski to archetyp w polskiej literaturze sf. Znam co najmniej 5 pozycji gatunku military sf gdzie wystepuje to nazwisko. Że nie wspomnę o serii 'algorytm wojny', mojego krajana, z katowic.
Algorytm wojny to swietna warsztatowo seria, o dobrej fabule, stworzona przez czlowieka który nie ma bladego pojęcia o wojsku. Więc jest trochę naiwnie momentami, szczególnie w sytuacjach gdy ma być bohatersko.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: darekQ w Maja 04, 2019, 21:40:03
Troszkę poważniejsze pytanie.
Na jakim etapie "wydawniczym" to jest ?
W zamyśle skończona opowieść czy punkt wyjścia do serii  lub "świata" dla innych autorów.

Czytając te kawałki mam nadzieje że całość idzie klimatycznie bardziej w stroną R.Szmidta i Pól dawno zapomnianych bitew lub Apokalipsy wg. Pana Jana niż w trochę nieudaną serie 1939.com
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 05, 2019, 05:13:06
Tak jak wspomniałem wcześniej, jest fajnie bo spójne uniwersum i są niepapierowi bohaterowie. Przyznam się bez bicia, iż każdy z bohaterów jest istotą z krwii i kości egzystujące w rzeczywistymi świecie, czasem nawet pod nie zmienionym nazwiskiem. Całość jest na takim etapie że pół roku temu zawalilem termin dostarczenia wydawcy. Całość się ulepsza obecnie, na szczeście mam sporo betatesterów którzy potrafią powiedzieć 'zostaw jak było'. Calość ma mityczne 30 000 znaków.

Bardziej w stronę Szmidta, ktorego najbardziej cenię z obecnych polskich autorów. Niestety nie należy on do nurtu nowofantastyczno-sapkowskiego, albo nawet na szczęście :)
Moje prywatne odczucie wzgledem polskiego military sf jest dosyć ambiwalentne. Z jednej strony fajne pomysly, świetnie zrealizowane. Z drugiej strony totalnie papierowi bohaterowie. Na tyle kiepscy, że po bodajże 4 tomach 'Pól bitewnych', nie potrafie powiedzieć jak się nazywa główny bohater. Najfajniejszy z całej serii był spinnoff o Kubusiach puchatkach, zmieniajacych się w Xenomorphy. 1939.com.pl no takie se, bym powiedział. Fajna seria, to dzieło niejakiego Marko Kloos'a, zaczynajaca się od tomu 'Pobór'.
I tak jak wcześniej napisałem, jestem w punkcie, w którym poważnie myślę o ebooku. W sumie to nic złego, zdarza się w najlepszych rodzinach :-D
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Ros w Maja 05, 2019, 13:29:48


Wierzbowski to archetyp w polskiej literaturze sf. Znam co najmniej 5 pozycji gatunku military sf gdzie wystepuje to nazwisko. Że nie wspomnę o serii 'algorytm wojny', mojego krajana, z katowic.
A jakie są to pozycje? Chętnie bym się z nimi zapoznał.
P.S. Dla mnie archetypem byłby Pirx, wymyślony przez Lema, nie zaś efekt olbrzymiego popkulturowego wpływu klasyka kina akcji.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 05, 2019, 13:47:00
Pirx, tylko momentami jest military SF :) Ale tak, do dzisiaj nie wiem dlaczego mamy Nagrodę Zajdla, a nie Nagrodę Lema.
IMHO popkulturowy wpływ to nic złego, jeśli wywierany jest przez porządną popkulturę, a taką właśnie jest "Decydujące Starcie". Nie tak dawno z kimś rozmawiałem o tym filmie, mimo 30+ lat, nie da się doczepić do niczego w tej produkcji. Efekty dalej na mega poziomie, fabuła dobra, kamera i montaż mistrzowski. No i Ripley (ponoć grała nawet jakąś S.Waver :D )
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Maja 05, 2019, 15:49:11
No ładnie się to rozwinęło. Lubię SF z polskimi nazwiskami, kiedyś, jeszcze w latach 80-tych, w "Fantastyce" była polemika o grzechach polskiej syfy. Za jeden z kardynalnych był uznawany grzech dziwnie brzmiących czy angielskojęzycznych imion bohaterów. Zgadzam się z tym do dziś.
A propos twojego dzieła, znalazłeś jakieś miejsce na krótkie odniesienie do losów agentów Manfriedego i Johnsona, zwłaszcza, że chłopaki mają pierwowzory w dobrym wojennym filmie .

Wysłane z mojego SM-N960F przy użyciu Tapatalka

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 05, 2019, 17:54:23
Nie :-D
Ale to cenna uwaga, podniesie overall poziom absurdu.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: darekQ w Maja 05, 2019, 19:11:51
No ładnie się to rozwinęło. Lubię SF z polskimi nazwiskami, kiedyś, jeszcze w latach 80-tych, w "Fantastyce" była polemika o grzechach polskiej syfy.
Też tak lubię. Wkurza mnie polski autor tworzący sceny i historie, mogące się dziać gdziekolwiek a on umiejscawia to w USA lub USApodobnym miejscu a bohaterowie koniecznie z angielska. Jeżeli lokalizacja ma znaczenia dla opowieści, bo wywiera jakieś piętno na opowiadanej historii to w porządku, inaczej to wkurza.
Wracając jeszcze do Obcego 2, to chyba jedyny film pokazujący w miarę porządnie militarne SF. Bez udziwnień. Porządna robota.
Ciekawe opisał neurosprzęg (bo chyba tak trzeba nazwać łącze układ nerwowy - system komputerowy ?), w boju i relacjach wzajemnych osób sprzężonych, walczących razem, Ziemkiewicz w Pięknie jest w dolinie.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: qrdl_logos w Maja 05, 2019, 19:28:14
Ale tak, do dzisiaj nie wiem dlaczego mamy Nagrodę Zajdla, a nie Nagrodę Lema.

Przynajmniej z dwóch dość oczywistych powodów:
1. A. Zajdel zmarł w sile wieku i ustanawiając nagrodę, środowisko uhonorowało jego wkład w polską SF.
2. Jego twórczość była mocno opozycyjna względem władz PRLu, szczególnie Paradyzja i - moim zdaniem kapitalna powieść - Limes Inferior, co samo w sobie już było wyzwaniem dla osoby mieszkającej i próbującej wydawać leganie w Polsce.

Tako rzecze,
Zaratustra

PS. Chyba chodziło Ci o 300 000 tys. znaków, a nie 30 000 :-), ewentualnie 30 tys. słów, ale to też nie jest szczególnie dużo.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Rafi w Maja 05, 2019, 20:51:21
To ja też. Dla mnie godnym polecenia (w podobnym klimacie co przedstawiane tu fragmenty) jest opowiadanie Marka Baranieckiego "Głowa Kasandry". Jedno z lepszych polskich czytadeł s-f lat 80-tych.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Maja 05, 2019, 20:54:34
Qrdl ma rację, dodatkowo Zajdel był działaczem NSZZ Solidarność, co tym bardziej predysponowało go do bycia patronem nagrody za czasów komuny. A Lem, no cóż, on raczej się nie mieszał w politykę. Gdyby napisał coś takiego jak Zajdel, czyli np. świetne "Limes inferior", które można spokojnie postawić (u mnie stoi ;) ) obok "1984" Orwella i "My" Zamiatina. Choć bezsprzecznie Lem to pierwsza piątka światowych twórców SF wszech czasów i powinien być patronem tej nagrody bardziej niż Zajdel.
Wracając do meritum, chciałbym znów czytać powieści w stylu space opera ale Twoja powieść/nowela się na to nie zanosi ;) . Ale może kiedyś.
Ano "Głowa Kasandry" była świetna, fajnie sobie przypomnieć, że się to 30 lat temu czytało, trza powiedzieć, sporo z fantastyki się nie zestarzało, mimo, że powinno, bo ten gatunek jak żaden inny nie nadąża za techniką, na której opisie często się opiera (po prostu nie trafiając w kierunek rozwoju świata, ale to nie jest wada sf, żeby nie było).
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: qrdl_logos w Maja 05, 2019, 21:00:23
Qrdl ma rację, dodatkowo Zajdel był działaczem NSZZ Solidarność, co dodatkowo predysponowało go do bycia patronem nagrody za czasów komuny. A Lem, no cóż, on raczej się nie mieszał w politykę. Gdyby napisał coś takiego jak Zajdel, czyli np. świetne "Limes inferior", które można spokojnie postawić (u mnie stoi ;-) ) obok "1984" Orwella i "My" Zamiatina. Choć bezsprzecznie Lem to pierwsza piątka światowych twórców SF wszech czasów i powinien być patronem tej nagrody bardziej niż Zajdel.
Wracając do meritum, chciałbym znów czytać powieści w stylu space opera ale Twoja powieść/nowela się na to nie zanosi ;-). Ale może kiedyś.

Czytałeś Grzędowicza? Moim zdaniem ma poziom.

A wracając do nagrody, to jak ją ustanawiano, to Lem przecież żył. To nie Stalin, żeby za życia stawiać pomniki, na pewno by się nie zgodził :-).
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: rutkov w Maja 05, 2019, 21:15:01
Niestety nie, moje poznawanie polskiej sf skończyło się pod koniec lat 90-tych, od tego czasu nie przeczytałem nic. Jeżeli coś przeczytam, to są to rzeczy które postanowiłem sobie przypomnieć, więc dotyczy to lat co najmniej dwudziestu wstecz i raczej mam na półce. Nie wiem co dziś czytać, a na zaczynanie eksperymentalne nie mam czasu, nad czym bardzo ubolewam.

Załapałem, ja głupi, o co chodzi z tym Wierzbowskim ;-), i tak: Crowe, Wierzbowski, Dietrich, Frost, Apone, Drake, Spunkmeyer, Ferro, Hudson, Gorman, Vasquez, Hicks, Bishop. Że też nie mają pomnika :-D
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 06, 2019, 18:32:18
Tak, 300 000 znaków, oczywiście. Mój błąd.
Tak sobie myślę, że na Zajdla to chyba jestem zbyt prostacki. No nie wchodzi mi to, po prostu.
Lem jest fajny bo jest bardzo lemowski :D Jak ktoś wlazł w kupkę odpadów radioaktywnych, to jest podane ile sievertów dostał i co stanie się z nim za dwie godziny, a jak trzeba odpalić stos atomowy za pomocą turbogeneratora "pędzonego tlenem, z rezerw żelaznych", to wszystko jest rozliczone co do atmosfery :D
Ostanio zabrałem się za Huberatha, "Miasto po skałą". I to jest naprawdę dobra rzecz.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Miron w Maja 06, 2019, 22:29:34
Czyta się fajnie. Ale... coś tu nie pasuje. W jednym fragmencie mamy:

(...)
doskonale wiem, że pobiłem rekord długotrwałości lotu pancerza wspomaganego. Jakieś dwie dziesiąte sekundy.
(...)

W innym zaś:

(...)
Ale... Można (...) przeskoczyć nad 3 metrowym ogrodzeniem
(...)

Z fizyki na poziomie przeciętnego liceum wiemy, że spadek swobodny z wysokości 3m trwa ciut ponad pół sekundy. Osiągnięcie tej wysokości drugie tyle, więc mamy co najmniej sekundę "lotu". Skoro taki skok mieści się w zakresie standardowych możliwości pancerza, to 0,2s lotu po otrzymaniu trafienia nie jest żadnym "rekordem".

Na dokładkę średni czas reakcji na znany bodziec (prosty) mieści się w granicach 0,2s właśnie; co można z grubsza przyjąć za wartość stosowną w tym rozważaniu, kompensując w jedną stronę ze względu na doświadczenie i trening operatora, w drugą zaś uwzględniając złożoność bodźca i efekt zaskoczenia (i to dość oszczędnie). A to oznacza że w czasie owych 0,2s "lotu" operator nie zdążył by nawet zauważyć, że leci; a co dopiero snuć refleksje o oryginalności wybranej metodyki zdobycia nagrody Darwina:

(...)
Teraz zacznie strzelać, przelatuje mi przez myśl. Będę pierwszym operatorem Turricana, który został zestrzelony. Jak cholerna rzutka.
(...)

Innymi słowy: uprzejmie się autorowi sugeruje korektę przynajmniej niektórych z cytowanych wielkości w celu zwiększenia tzw. realizmu fizycznego. Żeby się nerdy nie mieli czego czepiać po publikacji. Lepiej czepiać się przed.


P.S. W trakcie pisania pojawił się komentarz o "sievertach" i "rozliczaniu co do atmosfery". O ironio...
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 07, 2019, 13:58:17
Skok jest z założeń konstrukcyjnych, jak jego następstwa, stanem mieszczącym w zakresie parametrów eksploatacyjnych. Lot, po otrzymaniu kopniaka, pardon w du... ,no poniżej zasobnika amunicyjnego, już nie koniecznie niekoniecznie. W zamyśle, moim zresztą, pancerz jest zbudowany tak jak byłby zbudowany człowiek, gdyby zrządzeniem ewolucji, należał do rodziny skorupiaków. Ergo, poosiowe obciążenia jak najbardziej, obciążenia, czy też siły prostopadłe do kręgosłupa operatora już niekoniecznie, a już na pewno nie pochodzące z tylnej półsfery. Różnica taka jak pomiędzy przewrotem przez plecy a wy...wróceniem się na pysk.
Zawszę biorę pod uwagę opinie recenzentów, czy też jak ich na obecnym etapie określam, beta testerów, bo przecież docelowo, mam nadzieję, stanowią odbiorców tego co robię. W tym wypadku, logika zagadnienia jest na tyle purystyczna, iż pozwolę sobie nie zmieniać niczego. Niemniej jednak, to dobry sygnał.

Sugeruję wolniej i zgodnie z zasadami forum, bo polecą %. Mazak.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 07, 2019, 15:17:54
Jawohl.


Wrzucam Wam kolejny kawałek, gdzie znowu biją chłopaków.


Huk, potężne uderzenie w głowę, potem następne, gdy hełm odbija się od podłużnicy kadłuba. Kolejne łupnięcie, szum powietrza... Nie, to szum ognia. Alarmy w polu widzenia.
Głos pilota:
- Dorwał nas. Trzymajcie się. Sorry chłopaki, ja wysiadam.
Dotykam ręką hełmu, wyczuwam paskudne odkształcenia. Uderzenie o podłużnice byłoby za słabe by tak uszkodzić hełm, znakiem tego dostałem z działka elektromagnetycznego prosto w głowę. Chyba zacznę grać w totka.
Ryk napędu fotela. Biały dym w sekundę wypełnia przedział, dusząc szalejące płomienie.
Kierowca jeż już bezpieczny w swoim fotelu K-36. Teraz pora na nas.
Seria niezbyt głośnych detonacji. Odpadają silniki i skrzydła, pozostaje solidny owalno-cylindryczny przedział desantu.
Zadziałało, najwyraźniej, ktoś ma nas w opiece.
Szybko konfiguruję opcję ratunkowe – otwarcie spadochronu pilotującego na ośmiuset metrach, spadochronu głównego na czterystu, odpalenie rakiet hamujących na dwudziestu. Strzelanie do spadochronów to wbrew obiegowym opinią, nie było domeną nazistów. Tak robią wszyscy i zawsze, niezależnie od narodowości i jak niedawno się okazało od planety macierzystej również stąd też pomysł na niestandardowe warunki. Hamowanie będzie paskudne.
W przedziale dopala się resztka paliwa, które przelało się tu w chwili trafienia. Jest już prawie czterysta stopni, za chwile z pancerzy popłynie warstwa kamuflażu. Tysiąc sześćset metrów. Temperatura zaczyna opadać.
Nowi sparaliżowani strachem, Wierzbowski… nie zdenerwowany, tylko wściekły.
Pałyska. Pałyska najwyraźniej uważa, że sprawa go nie dotyczy. W sumie jakaś metoda to jest, nie powiem. Wściekłe Zientki lekko wystraszone. Hollyfield, stan gotowości.
Cicha detonacja, lekkie szarpnięcie ustawiające nas w pionie. Karuzela.
-   Będę rzygał... – z niezwykłym spokojem oświadcza Hollyfield. Rzyganie w hermetycznym chełmie to wyjątkowo paskudna sprawa. System podtrzymania życia może w najgorszym przypadku podać tlen bezpośrednio do krwiobiegu, tyle że nie zawsze zdąży.
-   Sierżanci nie rzygają – uprzedził mnie Junior.

Głośniejsza detonacja, gwałtowne hamowanie, ryk rakietowych spowalniaczy. Swobodny koniec przedziału podtrzymywany ciągiem boosterów zawisa metr nad ziemią, drugi koniec wali ciężko o grunt. Boostery wypalają się i przedział osiada.
Szybko przeglądam mapę taktyczną. Czerwono od Obcych. Pilot sobie nie poradzi bez nas.
Niedobrze.
Trzeba grać kartami, które dostaliśmy. Odpinam zaczep transportowy.
Przedział zdeformowany, rampa ładunkowa wtłoczona w swoje obramowanie. Nie warto nawet próbować awaryjnego otwierania.
- Panowie, troszkę się spóźnimy dzisiaj na kolację. Wysiadamy z hukiem, zanim nas usmażą. - Powiedziałem otwierając ogień w mocowania zawiasów rampy.
Sekundę później Wierzbowski kopniakiem wybija ją z kadłuba. Przez wrota ładunkowe widzę jakieś niskie krzaki i spaloną słońcem trawę. Leżymy w poprzek zbocza o łagodnym spadku.
Kilkaset metrów dalej stadko naszych dobrych znajomych, roboty kroczące w asyście ichniej piechoty. Poruszają się szeroką tyralierą. Nawet się nie próbują maskować.
Błąd.
Z pewną nonszalancją, ręcznie, Pałyska rzucił dwa ładunki dymne, a gentlemani z pierwszej sekcji odpalili z dziesięć granatów z zapalnikami uzbrojonymi w trybie detekcji ruchu.
Zadziałało perfekcyjnie. W sekundę okolicę spowił paskudny biały dym, blokujący podczerwień oraz fale radarowe. Po chwili łupnął pierwszy granat, potem drugi i trzeci.
Po trzeciej eksplozji rozległ się koszmarny wrzask. Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Najwyraźniej ta oczywista mądrość ludowa ma ograniczony zasięg. Do trzeciej planety Układu Słonecznego.
- Ex-fill. Pięć sekund terroru ogniowego. Jazda – zakomenderowałem.
Pałyska wyskoczył przez dziurę, za nim Wierzbowski klnąc jak szewc. Wspomniał coś o rzyganiu, dziurach w grodziach i zasranych Obcych. Nieistotne w gruncie rzeczy. Kiedyś sobie ustawię filtr na taki wzorzec emocjonalny w komunikacji. Na obecnym etapie, wciąż mnie to bawi.
Nie wdając się w szczegóły proceduralne obaj otworzyli ogień. Za nimi pierwsza sekcja, rozsiewając granaty w skomplikowanej sekwencji, wyznaczonej przez wspomaganie taktyczne.
Potem dostojnie wyszedłem ja, a za mną trójeczka. Cóż, w tym konkretnym przypadku byłem dowódcą klasy „Naprzód”, a nie „Za mną”. Zdarza się.
Obcy jakby trochę się ogarnęli, błyski laserów zaczęły przebijać się przez mgłę w nieprzyjemnej bliskości.
Miało to pozytywne konsekwencje - pozwoliło określić wektor koncentracji nieprzyjaciela z dokładnością co do minuty kątowej. A to z kolei miało negatywne konsekwencje.
Dla Obcych.
Szybko przeglądam mapę okolicy, wyznaczam ogólny kierunek w stronę, gdzie występują największe różnice wysokości terenu, musimy się tam dostać zanim się ogarną na dobre, bo nas upieką tymi swoimi laserami. Ustawiam markery i wydaje komendę:
- Sekcja trzecia za mną, Pałyska, Wierzbowski ubezpieczenie kolumny, Sekcja druga zabezpieczenie prawej flanki.
Czyli klinem. Trzecia sekcja to nowi. Bracia. Wściekłe Zientki, jak ich ktoś określił
To, że ich lubię nie zmienia faktu, że im nie ufam. Niechętnie rozdzielam się z Wierzbowskim.
-   Hollyfield, jak to wygląda, co dostaniemy?
-   Dostaniemy w pizdę, Panie Kapitanie. O ile się nie pospieszą. Na razie proponują cztery minuty do wsparcia ogniowego i dwanaście minut do ekstrakcji. Komunikacja pada.
Ekstrakcji.
Zęba, kurwa. Bardziej wszystkich, jeśli się przyjrzeć głębiej sytuacji.
Jakby było mniej przesrane i więcej czasu to bym zapytał, czy zna polski odpowiednik tego słowa.
Cały czas w tle ryczy broń HAASMów. Nie jest to już ogień ciągły, tylko gęste, ale krótkie serie. Mierzone. Dzięki mocniejszym sensorom mają znacznie większą świadomość sytuacyjną niż pozostali członkowie drużyny. Nie korzystam z tych danych, bo wiem doskonale na ile dodatkowa komunikacja obciąży procesory ich pancerzy.
Na to nas nie stać w tej chwili. Muszą dysponować pełną mocą obliczeniową by prowadzić ogień uzupełniający w czasie rzeczywistym.
Ruszamy truchtem, tak by trawersem minąć szczyt zbocza.




Tu się coś dopisze :D




Ostatnie trzydzieści metrów zbocza pokonuje na plecach, ryjąc w miękkiej ziemi całkiem niezły tor saneczkowy.
Sieć komunikacyjna dalej coś nie bardzo działa. Tylko link taktyczny i to nie najszybciej. Obrona orbitalna dorwała coś większego, albo ktoś zdetonował sporego grzyba nad atmosferą, a szalejące burze plazmowe głuszą wszystkie pasma komunikacyjne.
Zbocze kończy się w przydrożnym rowie.
Ograniczmy się do stwierdzenia iż hamowanie było równie nieprzyjemne, co gwałtowne.
Młody Zientek leci głową naprzód w stojącą wodę.
-   ...
Witek podnosi się z kolan, na których pokonał zbocze. Całkiem skuteczna metoda. Chłodzenie jego pancerza zaciągnęło zalegające w rowie błoto. Wyrzuca na boki strumienie pary wodnej zmieszanej z wodą i kawałkami trawy.
No fajnie.
Hollyfield, jak to Hollyfield, krótko melduje w drugowojennym stylu.
-   Godzina 11, odległość 120, zestaw przeciwlotniczy.
Istotnie, nieopodal drogi, w szczerym polu stoi sobie Szyłka. Stop. To nie Szyłka, tylko Biała, a dwóch panów rozpaczliwie przepycha się przez włazy.
Kręcę dłonią kilka młynków nad głową, potem wskazuję Szyłkę. Ruszamy truchtem w szyku prostym.
Trzeba szybko cos wymyślić, nowi znajomi zapewne już są całkiem blisko. Szyłka nie dymi z rur wydechowych, więc nie wygarną do nas.
Problem się rozwiązuje, panowie powodowani ciekawością zeskakują z wozu. Jeden trzyma Glauberyta wzdluż uda. Po co? Nie mam pojęcia.
Rozlega się sceniczny szept.
-   Ale wielkie skurwysyny, co nie?
-   No. Patrz na tych dwóch.
-   Co oni tak syczą...

Syczą bo farfocle z chłodnic trzeba wydmuchać.
Czas ukrócić te zachwyty. Zewnętrzne audio.
-   Kapitan Tarnawski, Korpus Piechoty Opancerzonej.
-   Starszy Sierżant Tomaszewski, Obrona terytorialna.
Mocno starszy, bym powiedział.
-   Status zestawu, sierżancie.
-   Znaczy się, panie kapitanie, co?
-   Jeździ? Dymi? Strzela?
Bez słowa wskazuje koło napędowe. Gąsienica na zakładkę, zawinięta o koło, wciśnięta między pokrzywione rolki
-   Pięknie
-   Uzbrojenie, sprawne. Panie kapitanie.
-   To odpalajcie, bo za chwile będzie potrzebne.

Mocno starszy sierżant krzyknął w stronę wieży:
-   Januszku, repetuj maszynkę. Gości nam powitać trzeba.
Syk pneumatycznego rozrusznika, stary ale potężny diesel z miejsca wkręca się na obroty, wyrzucając chmurę błękitnego dymu zmieszanego z kroplami oleju. Dym poleciał dalej, krople osiadły na mnie. Trudno. Po chwili do ryku silnika dołączył gwizd turbiny gazowej, napędzającej generatory.
Z wizgiem, czworokątna wieża skierowała się w stronę zbocza, lufy opadły w pozycję zero, by po chwili rozpocząć rysowanie delikatnych, niespiesznych ósemek w powietrzu.
Ci panowie, mimo słabego pierwszego wrażenia, najwyraźniej znali się na rzeczy.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Czerwca 06, 2019, 14:16:35
Ot, taki żarcik sytuacyjny, nawiązujący do nagrania pewnego kultowego zdarzenia.









-   Wodzu, to jest jakieś ciężkie, kurwa, nieporozumienie – oświadczył Głuch, Beryla na splątanych szelkach przewiesił przez ramie lufą w góre. Jak jakiś stu letni samopał.
Pochyliłem głowę, przekraczając próg klasycznej ziemianki.
Minęło kilka sekund, zanim wzrok przyzwyczaił się do półmroku. Pachniało sosnową żywicą i rozkopaną ziemią. Albo świeżo wykopanym grobem.
Promienie słońca wpadające przez wąskie szczeliny przy samym suficie boleśnie wbijały się w oczy.
Głuch, Wieczorek, Zientek Junior i Senior mieli nie za wyraźne miny. Witek jako jedyny walnął się pod ścianą z głową na plecaku i nogami na jakiejś skrzynce. Dla niego takie warunki to nic nowego.

W całej sytuacji wyczuwałem rękę Pikulskiego. Mógł zrobić nam pod górę, to zrobił. Operatorów pancerzy nie umieszcza się w ziemiankach. Nikogo, kurwa, nie umieszcza się w ziemiankach od dobrych pięćdziesięciu lat.

-   Ja się nie zapisywałem do takiej armii. Pierdole to – dokończył oświadczenie.
-   Rozumiem Głuch, że chcecie wrócić do Bednorza? W plutonie dowodzenia znajdzie się miejsce bankowo. Pewnie Wieczorek też się załapie. Będziecie sobie zbierać znaczki i pić maślankę – nawet nie siliłem się na powagę.
-   Ja...
-   Nie teraz, szeregowy
-   Tak jest, panie kapitanie.
-   Doprowadźcie do porządku broń, szeregowy.




Jakby ktoś miał pomysł na kolejny żarcik sytuacyjny, to pozwolę sobie ubiec:


Przeciskam się koło Bradley'a z rozpiętą gąsienicą, gdy ktoś woła:
- Ciągle nie dostarczył Pan raportu.
Odwracam się. Na wieży siedzi ten sam gość, który mi uratował życie kilka dni temu.
Uśmiecham się szeroko, podchodzę do transportera i kombinuję, jak dostać się na górę.
- Gąsienica, fartuch, klamra od liny - słyszę. - Nie stawaj obok, bo takiego błotnika już nie dostaniesz.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: HAV w Czerwca 06, 2019, 14:52:37
To kupimy spraya i będziemy malować :evil:
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Czerwca 24, 2019, 21:06:04
Jakoś tak wyszło. Od słowa, do słowa z kolegą Qrdlem, i napisał się kawałek w klimatach postapokaliptycznych. Ot, tak się napisał. Jeszcze nie cały, ale to co jest podoba mi się. Zobaczymy co dalej :D

Rzecz się dzieje ze dwadzieści lat po wydarzeniach opisanych w
"Testamencie Przedwiecznych"

I

Zapadał późny lipcowy zmierzch. Oparty ramieniem o drzewo, obserwowałem go przez kilka chwil. Niespiesznym krokiem maszerował w stronę Katowic.
Zchodzone, stare, wojskowe buty wybijały rytm.
Przez ramię przewiesił wojskowy worek. W lewej ręce trzymał solidny kawałek zbrojeniowego pręta. Jego powolne i oszczędne ruchy mogły zwieść gówniarza, ale nie mnie.

Podniosłem się z przyklęku, chwytając prawą dłonią stareńkiego Kałasznikowa za łoże. Uniosłem go wysoko nad głowę.
- Dobry wieczór – zakrzyknąłem.

Zatrzymał się w spokojny i wręcz dostojny sposób, ogniskując spojrzenie najpierw na wysoko uniesionej i trzymanej za lufę broni, a następnie na mojej twarzy.

- Dobry wieczór – odpowiedział melodyjnym głosem.

Poprawił uprząż worka prawą ręką. Doskonale dało się słyszeć pojękiwanie serwomotorów, towarzyszące tej czynności.

- Do Katowic? – zapytałem.
- Dalej. Pod Kraków. A, ty?
- Sam nie wiem...

Puściłem Kałasznikowa, tak iż zawisł na pasie w trzymanej nad głową ręce. Powolutku ją opuściłem, wieszając broń na prawym ramieniu.
Prawie niezauważalnie kiwnął głową, jakby doceniając mój gest.

- Ja do Balic. Lotnisko. Nie mam zbyt wiele czasu już. Potrzebuje kilku części. Bez nich rozbiorą mnie żywcem. Myślę, że je tam znajdę.
Kiwnąłem głową.
- Każdy ma swój krzyż...
- Wolałbym go nie mieć.
- Ta.

Czekajcie. Powinienem był o tym wspomnieć na początku.
Mój rozmówca był eworgiem. Robotem, cyborgiem, automatem. Jak zwał tak zwał. Ten konkretnie został poskładany z innych maszyn, przez maszyny. Pierwsze lub drugie pokolenie, które nastało bez udziału człowieka. Dlatego eworg. Od ewolucji.
Jego konstruktor, czy też stwórca miał poczucie humoru, nadał mu formę bardzo zbliżoną do T-801, morderczej maszyny z filmu nakręconego pół wieku temu.
Duralowy szkielet, karbonowe profile, gdzieniegdzie dało się dostrzec resztki farby i powłok wyciszających. Kształtna, matowo czarna czaszka, wąski nos, paskudne białe zębiska.
Można było się przestraszyć.
Naprawdę mnie zaciekawił.

- Niezdrowo włóczyć się samemu.
- Nie mam wyjścia.
- Jeśli nie masz nic przeciwko temu, moglibyśmy iść razem przez jakiś czas.
- Nie mam nic przeciwko temu.
Tak więc, szliśmy jakiś czas w milczeniu pozostałościami Drogowej Trasy Średnicowej. Natura bardzo szybko odebrała co swoje. Spomiędzy popękanego asfaltu wyrastała trawa, gdzieniegdzie nawet widać było drzewka.

- Żołnierz? – zapytał, wskazując głową moją lewą dłoń. Karbon, dural i tytan wchodzące pod skórę w okolicy nadgarstka. Pytanie raczej retoryczne, gdyż tylko armia miała takie ...zamienniki.
- Tak. Dawno temu.
Pokiwał głową.
- Ja też. W większej części, że się tak wyrażę – przysiągłbym iż usłyszałem w jego głosie sarkazm. Może mi się tylko wydawało – Konkretnie gdzie?
- Korpus Piechoty Opancerzonej.
- Nieźle. Operator?
Już miałem na końcu języka, że kucharz, a tak w ogóle to grałem w orkiestrze. Zreflektowałem się w porę.
To była bardzo kulturalna, i przy tym dosyć miła maszyna.
- Tak jakby.
- Ja byłem saperem. Od pasa w dół. – dodał śmiertelnie poważnie.
Przygryzłem język, żeby nie parsknąć śmiechem. Był naprawdę fajny, nie chciałem sprawiać mu przykrości. I bez tego, świat był wystarczająco przykry.
Wiecie, tak jak z ulubionym psiakiem. Człowiek wie, że on i tak nie zrozumie, ale chce się za wszelką cenę zachować przyzwoicie.

II

- Rzuć to grzecznie, staruszku – odezwał się ten większy. Pięcdziesiątkilka lat na karku, i od razu staruszku. No dobra, bardziej sześćdziesiąt niż pięćdziesiąt.
Matowy głos, zupełnie neutralny emocjonalnie. G36 z imponującą kolekcją osprzętu, dosyć pewnie leżał w jego rękach.
- Luzik – to mówiąc uniosłem lewą rękę, i szerokim łukiem odrzuciłem na bok dziadka Kałacha. Szczęśliwym zrządzeniem losu Kałach poleciał prościutko w kierunku mojego nowego przyjaciela, ten zaś z chirurgiczną precyzją przechwycił go i równie precyzyjnie otworzył ogień. Najwyraźniej od filmowego protoplasty nie różniło go tak wiele.
Jakoś nie po drodze było mi być biernym obserwatorem, szybkim skrętem tułowia odrzuciłem na bok połę kurtki, wypiąłem biodro w prawo niczym zawodowa modelka, i jednym płynnym ruchem wyciągnąłem znad dupy Tysiącdziewięćsetjedenastkę. Dostałem ją kiedyś od przyjaciela. Bardzo dawno temu.
Dwa pierwsze poszły w padającego większego, kolejne trzy w niższego. Tak na wszelki wypadek, gdyby Terminator zaczął mieć wyrzuty sumienia albo inne niezdrowe wątpliwości natury moralnej. Żadnego kozaczenia ze strzałami między oczy, tak jak mnie wytresowali lata temu, w środek masy. Czyli dwa w mostek, trzeci mi podbiło. Poszedł prosto w szyje.

- Czysto – zameldował Terminator.
- Ty, Arni. Na pewno byłeś saperem ? Bo coś mi się twoja historia nie klei.
Szok bojowy zwalił się na mnie z siłą dywizji pancernej. Zrobiło mi się duszno, nogi trochę się zatrzęsły.
- Tak jak wspomniałem. Od pasa w dół.
- Aha. A, od pasa w góre?
- Rytheon CybOps Ripper v. 2.0 – rzucił. – Prototyp serii – dodał z dumą.
- Zajebiście.
Dyskurs przerwały nam świszcząco-bulgoczące dźwięki.
- Oddawaj

Bez słowa odrzucił mi Kałacha.
Odruchowo odciągnąłem suwadło do połowy. W komorze lśnił mosiądzem kolejny nabój.
Podchodzę do większego, leży na boku. Mimo wszystko, wyciąga rękę w stronę G36. Od broni dzieli go ze dwadzieścia centymetrów. Dla niego to nieskończoność. I wieczność.
Pszt, pszt. Kałasznikow w ogniu pojedynczym ma wręcz mdlący dźwięk.
Zabijanie od zawsze było problemem dla mnie. Tzn. zabijanie twarzą w twarz. Bo gdy siedziałem w jednotonowym pancerzu, jakoś było łatwiej. Zabijał pancerz, nie ja.

- Jesteście popierdoleni jak jeden – stwierdził Arni po chwili. – Co ci on szkodził?
- Nic mi nie szkodził. Wyświadczyłem mu przysługę. Ciężko ci to będzie zrozumieć, tak myślę.
- Że niby cierpiał? Wiem co to ból.
- Nie wiesz, kolego. Nie masz nawet bladego pojęcia.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: MikeS w Czerwca 26, 2019, 11:21:35
Świetnie się czyta.
Czy powstały już jakieś dłuższe części?
Kiedy możemy liczyć na pełną książkę / e-booka i dlaczego tak późno? ;-)
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Czerwca 27, 2019, 14:32:33
Skoro się podoba, to dalsza część postapokaliptycznego teksu

Bardzo znajome, i bardzo dawno nie doświadczane pstryknięcie w głowie.
„KPO 00271”
Pancerz. W pobliżu jest pancerz. Aktywny, zasilany, rozgłaszający się pancerz klasy Turrican.
Za lepszych czasów, odebrałbym fixa z pozycją według GPSa oraz komplet dodatkowych informacji.
Rozglądam się wokoło. Nic co by mogło skrywać tonę bardzo drogiej i unikalnej technologii.. Muszę go mieć,
Spróbujmy inaczej.
„ssh KPO00271”
„KPO00271 Login:”
„TheCreator”
„KPO271 Password:”
Spróbujmy, jeszcze raz.
„Welcome Creator
21 years, 3 months, 7 days since last supervisor login”
Kurwa. To już tyle?
KPO00271 /root/ > status
Power supply efficiency: 100%
Fuel ammount: 93 %
Weapon type: preset 01
Weapon loadout: 34 %
Damages: none
All systems ready.
KPO00271 /root/ >

Pięknie.
Zaraz zacznie się naprawdę zdrowa zadyma. Ręczę za to reputacją Korpusu Piechoty Opancerzonej. Świętej pamięci.
Teraz muszę zrobić coś co potencjalnie może szybciutko zmienić mnie w roślinę. Biorąc pod uwagę najlepszy scenariusz.
KPO00271 /root/ > cd /etc/rc.d/init1
KPO00271 /etc/rc.d/init1 > cortexmapper –calibration | restart

Błysk w uszach, huk w oczach, zapach tęczy.
Leże.
„Cortex pattern aquired.”
„Bio-neural pattern updated.”
„Cortex mapper initialisation #############”
„100% Done.”
„Link activated”

Stałem się śmiercią. Niszczycielem światów.
Nigdzie nie muszę się spieszyć.
Moje ciało leży nieopodal.
Jestem Pancerzem.
„Combat mode activation.”
Wspaniały jęk serwomotoru przeładowującego karabin, klekot magazynów amunicyjnych wyrzutników.
„Combat mode activated.”
Chryste, to jest cudowne.
No, kurwy. Teraz z wami pojadę.


Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: darekQ w Czerwca 27, 2019, 21:21:05
Skoro się podoba, to dalsza część postapokaliptycznego teksu
....
Jestem Pancerzem.
„Combat mode activation.”
Wspaniały jęk serwomotoru przeładowującego karabin, klekot magazynów amunicyjnych wyrzutników.
„Combat mode activated.”
Chryste, to jest cudowne.
No, kurwy. Teraz z wami pojadę.

Jejku, aż przebieram nóżkami na ciąg dalszy a kółko myszy, przy przewijaniu tekstu, muskałem delikatnie jak spust :)
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Czerwca 29, 2019, 22:21:52
No to dalsza część. To opowiadanie, utrzymane w klimatach postapokaliptycznych powstało po długiej dyskusji z Boskim Kurdlem Logosem na temat jak bardzo mamy przewalone z powodu ocieplenia klimatu #nienawidzęlata #dziś37stopni
lol



Stoję w jakiejś zasyfiałej i ciemnej komórce. Rzućmy troszkę światła na całą sytuację.
Dwa granaty burzące opuszczają naramienne wyrzutnie. Błysk, huk, latające kawałki drewna i papy.
Niebo. I zachodzące słońce.
Powoli kręcę głową z lewej na prawą. LIDAR śle w przestrzeń dziesiątki tysięcy impulsów, tworząc precyzyjną mapę sytuacyjną.
Wspomaganie przełącza mnie na wizję kompilowaną.
System kontroli ognia, tryb półautonomiczny.
Siedemnaście metrów, godzina druga, ognisko. Cztery sylwetki. Jedna podnosi broń. Beryl wzór 96.
To się dzieje jakoś równolegle. Tak jakbym w ułamku sekundy przedyskutował ze wspomaganiem wszystkie za i przeciw.
Tych przeciw jest więcej.
Prosty krzyż celownika zmienia kolor na zielony.
Prrrrrrrrt. Grzechot amunicji zsypującej się z zasobnika. Pancerz sztywnieje, kompensując odrzut uzbrojenia.
Czterysta pięćdziesiąt pocisków pokrywa grupę przy ognisku.
Rozlatują się. Po prostu. Ich strzępy powoli gasną w niskiej podczerwieni.
Bez znaczenia.
Jestem Pancerzem.


Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Sierpnia 10, 2019, 03:11:46
Ot, taka silnie humorystyczna scena.





Mietek zapuścił żurawia przez ramię Kaśki. Przez chwilę intensywnie gapił się na ekran notebooka.
-   Znałem go – oznajmił.
-   Kogo? – zapytałem.
-   No, tego z obrazka.
-   Jakiego obrazka, Mietek?
-   No, tego na komputerze. To Pakal.
Pakal. Pakal. Pakal. Coś mi się kojarzy. Ach, już wiem.

-   Tego Azteka czy innego olmeka? Wodza? Tego niby astronautę?
-   Jakiego wodza, człowieku. Zwykły frajer – pogardliwie prychnął.
Chryste, Mietek już nawet gada jak Wierzbowski. Zawsze powtarzam wszystkim nieobeznanym, z kumplowania się z HAASMasmi nigdy nic dobrego nie wynika.
Po chwili, rozwinął wątek.

-   Mieliśmy takie sprytne skoczki atmosferyczne. Pakalowi się ubzdurało że jest równy bogom. Wlazł pijany do jednego, i jakimś cudem uruchomił procedurę awaryjnego startu. Skoczek odpalił, rąbnął w skalę i tak oto Pakal połączył się ze swoimi przodkami. Ostatnie chwile jego egzystencji zostały uwiecznione na kamieniu nagrobnym.

Ryknąłem śmiechem. Zarówno Mietek jak i Kaśka rzucili mi zdziwione spojrzenia.
-   Cóż, wygląda na to iż inny pijak, półtora tysiąca lat później miał całkowitą rację, twierdząc że indianiec siedzi w statku kosmicznym.
-   Ty, wyraźnie chyba mowie, co? To skoczek – jak to Mietek ma w zwyczaju, sprostował ze śmiertelną powagą.
-   Ok. Skoczek. To był skoczek. Przepraszam.

Zapadła chwila ciszy.
-   Mieczysław, w co jeszcze wsadzaliście te swoje długie paluszki? – zapytałem.

Wzruszył ramionami. Skubaniec przyswoił już większość typowych ludzkich zachowań.
Wzruszył ramionami, ale się nie odezwał.
-   Zamieniam się w słuch.
-   No, pogrzebaliśmy tu i ówdzie. Ale nie jakoś mocno.
-   Dobrze. Pojedziemy od początku. Duży kamienny krąg, na wyspie.
-   Nie wiem o czym mówisz.
-   Piramidy, wielkie jak s... No, duże. Trzy.
-   Tak jakby.
-   Tak jakby?
-   No my. Ale przez przypadek. Tak się poukładało, że jeden z naszych został tam wodzem.
-   Super, jedziemy dalej. Arka Przymierza? Drewniana skrzynia, o wrednym charakterze i morderczych skłonnościach, noszona przez czterdzieści lat po pustyni.
-   Wypadek. Ktoś mocno walnął w górę, nawiasem mówiąc jedyną w okolicy. Moduł reaktora przejęli natychmiast tubylcy, z niewiadomego powodu koczujący nieopodal góry. Nie dało się go odzyskać bez zbytniego zamieszania.
-   Bez zamieszania?
-   No, bez wypieprzenia połowy kontynentu w powietrze.
-   Tihuanaco?
-   Owszem.
-   Przez przypadek?
-   Nie, całkowicie planowo. I tylko w niektórych okresach. Wiesz, powrót bogów i takie tam...
-   Nie wyszło?
-   Nie bardzo.
-   Czy cokolwiek wam wyszło na tej planecie?
-   Nie, nic kurwa nam tu nie wyszło, bo z wami się nie da współpracować. Cokolwiek się nie zrobi po kilkudziesięciu latach zaczynacie to ulepszać, i zawsze się to kończy rzezią. Trzeba zaczynać od nowa. Ile można.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Qbeesh w Sierpnia 12, 2019, 00:17:28
Złoto
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Sierpnia 24, 2019, 23:15:42
 - Nie, nic kurwa nam tu nie wyszło, bo z wami się nie da współpracować. Cokolwiek się nie zrobi po kilkudziesięciu latach zaczynacie to ulepszać, i zawsze się to kończy rzezią. Trzeba zaczynać od nowa. Ile można.

- Mieczysław. Jesteście takimi nieudacznikami, że gdyby wasza obecność tutaj nie była faktem, to nikt by w to nie uwierzył.
- W co?
- W to że można przelecieć pół galaktyki używając magicznej technologii, tylko po to by zostać bezbłędnie i bezlitośnie wyruchanym przez stado gości, którzy przed momentem zeszli z drzewa. Dodatkowo ci goście robią z wami co chcą. Wasze napędzane magią latające talerze są spuszczane jak szmaty w kiblu, przez napędzane cieplnymi silnikami, atmosferyczne aparaty latające, a jak już spadną na ziemię, to ich załogi są wyrzynane w pień. Gdyby ktoś próbował sprzedać taką historię w jakiejś książce, wyśmiano by go.

Cisza.

- A wiesz dlaczego, Mieczysławie? Wiesz dlaczego tak się dzieje?
Cisza.
- Bo naszym hobby jest wyrzynanie się nawzajem. Od jakichś 12 000 lat. Czym popadnie. Na początku rękoma, potem kijami. Ktoś nauczył się rozpalać ogień. Potem wykuwać żelazo. Z zabijania zrobiliśmy najpierw rzemiosło, potem sztukę. Od jakichś ostatnich stu lat nawet naukę.
Cisza.
- I wiesz co ?
- Co? – wreszcie Pan Mieczysław Szarak, przedstawiciel zaawansowanej obcej cywilizacji, raczył przemówić.
- Jesteśmy w tym zajebiście dobrzy.





::D
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Września 23, 2019, 06:33:09
Łapcie dzieci.
Fajny kawałek.




Ostatni miesiąc to czas eksperymentów.
Próbuję wpisać się w Jaroslava Haśka, Jamesa Jonesa, czasami w Wacława Króla.

Koniec końców, powstał zupełnie popieprzony kawałek.

Połączenie "wypływu podświadomości", typowe dla litertury dwudziestolecia międzywojennego, z typową, wręcz kronikarską, narracją Jamesa Jonesa.

Sil Wu ple.

Możliwe przerwy w dostawie prądu do gospodarstw domo...
Bszuuuuummp.
Co to jest bszuuuuummp?
To dźwięk awaryjnego zatrzymania witalnych podsystemów pancerza w wyniku zakłóceń oraz uszkodzeń bojowych.
Zatrzymanie reaktora, zatrzymanie układu chłodzenia, niekontrolowane zamknięcie połączeń DIAGSTAT, niekontrolowane zatrzymanie systemów bojowych, zatrzymanie neuromappera.
Dźwięk, którym straszy się młodych na unitarce.
„Jak nie będziecie funkcjonować zgodnie z The Regulaminem, to usłyszycie bszuuuump. Usłyszycie, ale nie będziecie mieli okazji nikomu o tym opowiedzieć.”
„Panie sierżancie szefie, dlaczego nikomu o tym nie opowiemy?”
„Spieszę udzielić odpowiedzi panie poborowy. Martwi nie mówią.”
Słaba gadka, co nie ?
Muszę was rozczarować, „słabo” to armijny default.
Stoimy.
Cisza.
Padamy.
Jeszcze jest wizja.
Ciemność.
Nie bardzo mi do śmiechu.
Gdybym nie był nawalony stabilizatorami, neuroleptykami i stymulantami to zapewne wpadłbym w uczciwą panikę.
Czas... Czas jest gdzieś daleko. Leniwie kapie.
Kap, kap, kap.
Jak miód.
Zredukowany do punktu.
W sensie „Ja”.
Trwam.
Nie rozłączył mnie.
Szkoda. Szkoda.

Uuummmmmpzzzsssssss.
Co to jest Uuummmmmpzzzsssssss?
„KPO0017” Zapłon syntezy termojądrowej. 75% wydajności nominalnej.”
„KPO0017: Uszkodzenie krytyczne podsystemu dynamicznego przydziału mocy. Obejście.”
Uuummmmmpzzzsssssss, to dźwięk restartujących w trybie bojowym podsystemów witalnych pancerza.
„KPO0017: Aktywacja neuromappera w trybie skróconym.”
Światło, dźwięk.
W polu widzenia trawa, kawałek gałęzi. Błękitne niebo.
Wszystko drga i faluje, zupełnie jak na kwasie.
Byliście kiedyś porządnie naćpani LSD?
Nieważne.
„KPO0017: Aktywacja łącza DIAGSTAT.”
„KPO0017: Aktywacja syntetycznego łącza danych taktycznych.”
Pojawia się w głowie obraz starcia.
Xcom, Enemy Unknown, przelatuje mi przez głowę.
Asta Adianov, time units 75, accuracy 109 %...
„KPO0017: Aktywacja trybu bojowego”
Bum.
Fizyczny ból.
Prrrrrt, gdzieś z boku.

- Kurwa, Tarnawski!!! Żyjesz?
- Żyje.

Buuum.
Smród nitropochodnych. Smród wojny.
Obok mnie przelatuje zwinięty w kulkę pancerz.

- Chryste, wycofaj nas.

Chryste, nie wiem co odpowiedzieć.

- Bambi 1, na pozycji – słyszę Dobrowolskiego.
- Wal po mnie –własny głos, dla odmiany.
- Potwie...
- Dobrowolski, wykonać.
- Rozkaz.
Tum, tump, tump. Każdą z łopat Hinda słychać z osobna. Coraz bliżej.

- Dobrowolski...
- Bambi 1.
- To była piękna wojna..
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: alkefas w Września 24, 2019, 17:31:17
Today I learned jakby powiedział klasyk anglosaski:
Cytuj
Wierzbowski to archetyp w polskiej literaturze sf. Znam co najmniej 5 pozycji gatunku military sf gdzie wystepuje to nazwisko.

Mi właśnie od pierwszego fragmentu skojarzyło się z Algorytmami Wojny Cholewy (Wierzbowski, Pancerze Wspomagane, ogólnie klimat). Wszakże im więcej fragmentów czytam, tym mniej mi się z tamtym kojarzy.

Tym razem zacytuję klasyka, ale polskiego: Wincyj!
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Września 27, 2019, 01:25:40
Cholewa...
Algorytm wojny.
Wierzba Wierzbowski :D vs Stanisław Wierzbowski. Tamten jest papierowy, mój jest pie... no, socjopatą jest. I alkoholikiem :D
Wielkie moje szczęście polega na tym iż jeden z moich naprawdę dobrych kumpli jest "pracownikiem" jak się określa :D Wojska Polskiego, z nielichym dorobkiem, bo sięgającym misji zagranicznych lat 90. Wiele scenek rodzajowych, które zawarłem w "Testamencie Przedwiecznych", to żywcem opisane jego opowieści.
W mojej tfu... rczości jego awatarem jest żandarm Grzesiek Chorąży, który zawsze zdąży i który wymaga papierków nawet od kumpli.
Jeśli chodzi o "Algorytmy Wojny" to jestem na nie. Zazdroszczę Michałowi, z którym miałem możliwość zamienienia kilku słów, umiejętności budowania wielowątkowej, wręcz przeładowanej fabuły i niczego poza tym.
Narracja mnie nie urzeka, tempo akcji dziwaczne tak bardzo jak dziwaczne jest opisywanie dwóch sekund przez trzy strony, a nade wszystko sposób działania bohaterów umieścił bym w kategorii "jak autor sobie wyobraża działanie nowoczesnego wojska"
Jedna rzecz działa na jego korzyść. On odniósł sukces, ja nie.
Jeszcze :D
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: alkefas w Września 27, 2019, 09:00:14
Mnie Cholewa przekonał. Wielowątkowa fabuła, dobrze zbudowany świat, i też kładzie nacisk jakiś tam nacisk na technikalia. Nie do końca rozumiem zarzut "jak autor sobie wyobraża działanie nowoczesnego wojska", w końcu to cały czas zabawa w wyobraźnię autora i jak skutecznie przekona do swojej wizji czytelników, n'est ce pas?

Trzymam kciuki za Twój sukces :) Tylko wydaj też ebooka.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: alkefas w Września 27, 2019, 09:10:10
Podlinkuję Testament Przedwiecznych dla ciekawych: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21996
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Września 28, 2019, 11:57:40
Ze sposobem działania oddziałów w sf jest jeden problem :) Wszystkie zachowują i grają wg. reguł drugowojennej piechoty. To był największy zarzut kolegi Grzegorza względem moich wypocin. Dał mi podręcznik dowódcy drużyny, studium zasadzki w terenie niezabudowanym i kazał przeczytać :D Dowiedziałem się wielu mądrych rzeczy ,między innymi co to dozór, dlaczego nie napier..y radośnie w cel pojawiający się w dozorze kolegi, jakimi poruszamy się szykami, jak działa łańcuch dowodzenia pod ogniem, etc. i co to jest kanał danych syntetycznych (fajne określenie)
Dobrze dowodzony, przeszkolony i karny oddział nie potrzebuje rozkazów. Taki obraz się wyłania z lektury powyższszych. I do tego właśnie dążę.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Dr.Hugo w Maja 10, 2020, 22:48:30
Jako że niewiele się dzieje w temacie, wrzucam fajny kawałek :D


Dwadzieścia lat temu, wyobrażałem sobie iż może kiedyś, przy odrobinie szczęścia zobaczę Piramidę słońca. Kiedyś tam. Z pomocą odrobiny nieszczęścia w globalnym ujęciu, właśnie spoglądałem na świątynie Pierzastego Węża Quetzalcoatla, który to osobiście stał pół metra dalej, przestępując niepewnie z nogi na nogę. Całkiem po ludzku.

-   To tutaj, Mieciu? – zapytałem.
-   Tak, na pewno tutaj. Wypaliłem dół, schowałem w nim towar, przywaliłem ziemią, a na koniec kazałem zbudować coś z kamienia na tym. Zbudowali piramidę, jak zawsze zresztą. W waszym przypadku to chyba jedyna pewna rzecz...
-   Mietek, nie przeginaj. Głęboko to siedzi?
-   Pięć razy mój wzrost, jak sięgam pamięcią. O tam, przy krawędzi.

Zdrowo walnęło. Narożnik świątyni Mietka Szaraka zabębnił po pancerzach.
-   Siedem metrów głębokości. Do centymetra. Pusto - zameldował Pałyska.

Mietek wyraźnie się zmieszał.
-   Hmm... Nikt nie dałby rady tego wyciągnąć niepostrzeżenie. Błysk było być widać na obu kontynentach – głośno myślał.
-   Mietek… - zacząłem.
-   Wiesz co? Pomyliłem się – wszedł mi stanowczo w słowo. - To nie ta piramida, tylko jedna z tych mniejszych, o tam. Pierwsza od lewej. Potem z jakiegoś powodu wybudowali jeszcze trzy kolejne. Tą zbudowali później, po tym jak się uniosłem z powodu zamordo...

Zdążyłem zablokować uzbrojenie Wierzbowskiego, ale dużo nie brakowało.

-   Mieczysław. Właśnie wywaliliśmy w powietrze kawałek najcenniejszego zabytku Ameryki środkowej. Dobrze, mogło się zdarzyć. Teraz sugerujesz, iż mamy poddać modyfikacji kolejną piramidę, którą kazałeś zbudować w ramach zabawy w boga, półtora tysiąca lat temu. Zwracam uwagę na fakt, iż możemy wszyscy jak jeden wylądować w podobnym habitacie do tego, w którym mieszkałeś na początku swojej przygody z planetą Ziemia. To z kolei oznacza, że nikt nie będzie się z tobą pierdolił jak nas zamkną, co pozwala mi wyrazić przypuszczenie, iż bez ceregieli Cię odstrzelą. A zgodzisz się, że byłoby szkoda. Tak więc, gorąco nalegam abyś lepiej, do kurwy nędzy, przypomniał sobie gdzie dokładnie schowałeś swoją kontrabandę.

Spojrzenie mordowanej łani. Takiej z siedmiocentymetrowymi, czarnymi jak kosmos, oczyma.
-   Pod tą mniejszą. Jestem pewien.
-   Staszek, Witek... – Zacząłem.
-   Tajest, dwanaście kilo powinno wystarczyć.
To naprawdę miłe uczucie, mieć świadomość że współpracuje się z profesjonalistami.
Kolejna bezcenna piramida zamieniła się w pięciokąt. Nieforemny.
Odłamki bloków skalnych mozolnie obrobionych wieki temu, zabębniły po pancerzach.
Zanim opadł tuman kurzu, zdarzyło się coś co przynajmniej teoretycznie, nie miało się prawa zdarzyć.
Ale po kolei.
Jako że zrzut był, jakby to powiedzieć, nie do końca autoryzowany przez kogokolwiek poza mną, nie mieliśmy pełnego wsparcia informacyjnego.
Tak, po prawdzie nie mieliśmy żadnego wsparcia informacyjnego.
I właśnie w tym momencie, urosło to do rangi problemu.
Takiego o średnicy trzydziestu metrów, buczącego i strzelającego wyładowaniami elektrostatycznymi, emanującego paskudnym fioletowym światłem i zdecydowanie kierującego się dokładnie we mnie.

-   O Przenajświętsza Panienko – całkiem poważnie wyjęczał Mieczysław.

W innych okolicznościach uznałbym to za odrobinę surrealistyczny, aczkolwiek świetny żart.
Cała nowoczesna i wspaniała technologia poszła w odstawkę. Kontrolę przejął sprawdzony i niezawodny instynkt samozachowawczy.
Złapałem Mietka w pół i rzuciłem się do przegrupowania na z góry upatrzone pozycje.
Czyli przed siebie.
Z obłędem w oczach.
-   Chodu !!! – wrzasnąłem.
-   Ej, kurwa – ze stoickim spokojem zaprotestował Mieczysław.
Chłopaki znowu mnie pozytywnie zaskoczyli.
Rozbiegli się we wszystkie strony jak stado Surykatek.
Bardzo fortunnie, zresztą. Gdyż ponieważ, wspomniane trzydzieści metrów, świecące na fioletowo otworzyło dosyć skoncentrowany ogień o dużej gęstości, że zagadam jak Trep.
Wszystko się pali wokół, ja wykonuje dziesięciometrowe skoki z Mietkiem pod pachą, Mietek się drze, Wierzbowski się drze, ja się drę, a dla odmiany oba Zientki zupełnie spokojnie otwierają ogień ze wszystkiego do świecących na fioletowo, morderczych trzydziestu metrów, stojąc w epicentrum zamieszania.
Jak mówię ze wszystkiego, to mam na myśli trzynastokilogramową salwę sekundową na pancerz wspomagany, sztuk jeden.
W sumie dwadzieścia sześć kilogramów materiału o bardzo poważnej energii kinetycznej, precyzyjnie skupionego w jednym punkcie.
Pozaziemska technologia nie wytrzymała tej próby.
Nie wytrzymała. Spektakularnie.

Niski dźwięk napędu.
Załamuje się.
Fioletowe światło zmienia barwę na ciemno-czerwoną, ułamek sekundy później gaśnie, a spodek w formie bezwładnej masy wali w środek polanki.
I rzecz jasna wybucha.
Takim zwykłym, chemicznym sposobem. Na szczęście, bo podświadomie oczekiwałem radosnego błysku termonuklearnej fuzji. Albo rozpadu jądrowego. Dla nas w gruncie rzeczy bez znaczenia.
Kawałek blachy śmiga mi koło głowy.
Precyzyjnie ścina kilka krzaczków, po czym trafia w jakiś kamienny ołtarzyk Azteków, Majów albo innych Olmeków, tak do końca nie jestem pewien których.
Tym razem ziemska technologia obróbki kamienia sprzed kilku setek lat nie wytrzymała konfrontacji z resztkami pozaziemskiej technologii.
Równie spektakularnie.




-   Xipe Totec! – Wrzasnął Mieczysław, gdzieś z okolicy lewego łokcia.
-   No, i ..? – Wierzbowski.
-   Ty pierdolona, durna pół-małpo z próbówki. To Xipe Totec! Nasz Pan!
O lala. Jak na standardy mietkowe, to była cięta riposta bijąca w przedbiegach osiągnięcia Wujka Staszka. Mistrza ciętej riposty.
-   Chyba wa... – zaczął Stasiu.
Dokończyć nie zdążył.
Nie zdążył, gdyż zniknął w błysku fioletowo-białego światła.
Link ciągle aktywny, telemetria jest. Znakiem tego Wierzbowski żyje.
Przeciwpancerny-kumuacyjny do granatnika pod karabinem.
Ładunki dymne, lewy naramienny wyrzutnik.
Prawy naramienny wyrzutnik, ładunki EMP.
Tysiąc dwieście milisekund do załadowania.
Za długo.
Srebrno-czarny XipeTotolotek, obraca się czołowym profilem w moim kierunku.
Dziękuje, kolego.
Właśnie popełniłeś drugi błąd.
Pierwszym było to, że tu przyleciałeś.

Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Rafi w Czerwca 20, 2024, 12:47:16
Wątek może nie ten, ale lepszego nie znalazłem (tym bardziej, że temat "Głowy Kasandry" pojawił się tu jakiś czas temu). Trwa zbiórka na sfilmowanie tej noweli Marka Branieckiego (z jego udziałem jako głównego scenarzysty) z planem premiery na rok 2026. Trzymam kciuki za powodzenie :564:
https://glowakasandry.pl/pl/movie#payin (https://glowakasandry.pl/pl/movie#payin)
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Rafi w Maja 16, 2025, 23:06:47
Prace nad "Głową Kasandry" postępują. Czyżby więc, zgodnie z zapowiedzią, doczekam się premiery w 2026?
(https://goingapp.pl/more/wp-content/uploads/2025/05/poster-GK-260225-1-1-717x1024.jpg)
Źródło: https://goingapp.pl/more/glowa-kasandry-film-dawid-ogrodnik-wywiad/ (https://goingapp.pl/more/glowa-kasandry-film-dawid-ogrodnik-wywiad/)
PS. Nie tak sobie wyobrażałem głównego bohatera, ale to nie zażut.
Tytuł: Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
Wiadomość wysłana przez: Rammjager w Maja 19, 2025, 11:20:47
Ktoś wie czy Schmeiser to wydał w końcu czy nie??

Ramm.