Może to kwestia jak nagrywają, jakich metod używają i czy dodają gotowe efekty by mózg nie musiał się wysilać.
Zauważ, że w starych filmach nie było takiego CGI, a efekty musiały być ręczne co i śmiem twierdzić często było bardziej realistyczne, oczywiście mam tu na myśli pozycje wysokobudżetowe. Dla mnie wszystkie części z Weaver były dobre właśnie ze względu na dobrej jakości kompozycje sceny, światło, aktorów.
Odyseja kosmiczna mimo, że jest już dziadkiem to do dziś ma aurę tajemniczości - właśnie przez umiejętne użycie światła, muzyki, dialogu. W grach podobnie - seria z Alien była dla mnie słaba, ale Alien Isolation świetny. Bo producent zrezygnował z wielu pierdół, zmusił mózg do myślenia, był strach itd.
Dziś stawia się na szybkie CGI, akcję, przerysowane emocje, krzykliwość, tani brutalizm i tandetne sceny.
Nie lubię jak jest np. jakaś akcja, a bohaterowie - oczywiście pewnie jakaś silna i niezależna wagina śmieszkują sobie z drugim bohaterem. Kule latają, wybuchy, ale im jest wesoło i robią sobie heheszki.
Baaardzo realistyczne...