Oglądnąłem.
Pieprzycie panowie jak struci. Salvation to kawał dobrego kina SF, pod wieloma wzgledami przewyższający kultowego , twardego do bólu 'Terminatora' numero uno.
Terminator #1 ma prymitywna fabułę - zresztą jak dwa pozostałe - John/Sara/Kyle razem bądz grupowo spieprzają przed maszyna na która nie ma siły. To po prostu liniowa fabuła w której słupki milowe zastąpiono : seria z vulcana na klate/ stukniecie cięzarówką w klatę, wrzący azot na klatę, prasa do kucia matrycowego na klatę , zas apogeum zawsze jest w momencie 'I 'll be back'
Ewentualnie 'You could me mine'.
Salvation to film dojrzały w pewnym sensie i stanowiący intelektualne wyzwanie dla widza. Dla głupiego fakt iz główny bohater okazał sie terminatorem jest potężnym zaskoczeniem, mnie przestało pasowac cos w momencie gdy Kyle pyta histerycznie 'Are you ok , Are you ok?' , po tym jak główny bohater, czego nie pokazano do końca , dostaje centralne trafienie w klate. Akcja z kaczkami po wodzie mnie w tym upewniła.
Film jest twardy do bólu i spójny - wszędzie sie czai groza, roboty opanowały wszystkie srodowiska. Wielkie brawa dla scenarzystów - te roboty są demoniczne, emanuje od nich ...bezduszność maszyny. Na poziomie interakcji z człowiekiem ta bezpłciowa bezdusznośc robi porażające wrażenie.
Mój ulubiony moment? Jak sobie upolował motocykl na GunsenfuckingRoses. Po prostu poezja. Nie wiem czy zwróciliscie uwagę jak on sie położył na tym motorku jak go wywrócił - tak jak kowboy na złapanym na lasso cielaku

A tak poza tym to w filmie nie ma nic do śmiania się