Autor Wątek: Prawda czasu, prawda ekranu...  (Przeczytany 5108 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #30 dnia: Stycznia 09, 2010, 00:11:33 »
Ja w tym dalej widzę przepełnioną patosem, paplanine o dobrych, pełnych empati i miłosierdzia US Boysach  i zakłamanych, faszystowskich świniach, przez których cały ten kryzys. Realia historyczne połączone w sposób: "jak pasuje to - dajemy". Zatuszowanie niedoróbek widowiskiem, co z resztą się udaje. Ogląda się dobrze, ale po zachwycie czas na refleksje. Słowem "Pancernik Potiomkin" made in USA. Co do Twojego zdania na temat GJ Joe. W filmie pokazują ich jako partaczy. W przypadku wojny, histeria na temat MG42 to pewna kula w łeb. Demokracja w wojsku... Szczytne. Wracam do realizmu: "Szeregowiec .... był reklamowany jako "full real", czyli 99,9 % realizmu. Większość ludzi poszła na kronikę i utwierdziła się w przekonaniu, że tak było. Poza bugami w historiografii, łyknęli trochę patosu i odświeżyli się przy łopocie sztandaru. Wszystko ok, ale jak tak dalej pójdzie to okaże się, że w zasadzie to nikt nie poniósł żadnych ofiar, poza USA. Spójrz na film, bodajże "Enigma", to kolejny absurd, dalej "Pearl Harbour" i "U - 571", noo.. Kameraden, w końcu uwolniliśmy się spod panowania jednej opcji. Dlaczego "łykamy", bez zastanowienia drugą ?? Przecież to straszne! Jeśli chodzi o konflikty zbrojne, to Amerykanie mają pojęcie o swoich dokonaniach i kręcą filmy na poziomie trochę wyższym, niż "bezmózgowie całkowite". Nie reklamują ich jako "full real". Starają się odkryć trochę psychologii. Opierają się na innym dogmacie i wychodzą dzieła takie jak "Czas Apokalipsy" - też wojenny. Ostatnie zdanie: jeśli Spielberg bierze się za kręcenie paradokumentu i ma ambicje tego nie sknocić to niech wypuści realistyczny film, w którym zachowane będą wszystkie realia epoki, a nie tylko mundury i uzbrojenie (łącznie z fazami Księżyca).  8-)
Pozdrawiam
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #31 dnia: Stycznia 09, 2010, 00:15:19 »
Ech... gdyby zachowane były wszystkie realia wyszedł by film dokumentalny i całkiem możliwe, że nieco nudny, a nie chyba nienajgorszy film fabularny.
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #32 dnia: Stycznia 09, 2010, 00:48:40 »
Masz rację. Ogląda się dobrze. Ale, tak jak podkreśliłem, proszę nie reklamować sikacza jako szampana. Jak robi się widowisko, to niech takie zostanie bez patosu w stylu "kombatanci płaczą na `Szeregowcu....", "Najbardziej realistyczny film w historii...", "Budżet na konsultacje historyczne w kwocie (tu wpisać jakąś bajońską sumę)" itp. Robi się jak z serialami. Jeden odcinek "Ojca SAteusza" i już się dowiaduję, że "mój ulubiony".
Co do "Złota dla zuchwałych", to przecież bajka, ale nie mająca ambicji na "kronikę". Swoją drogą, śmieszny i C. Estwood grał, co dodało uroku.
:banan
Pozdrawiam
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #33 dnia: Stycznia 09, 2010, 01:35:36 »
Chyba się pogubiłem... Najpierw narzekasz na film, a teraz, na pi-arowców. W końcu oni też wzięli kasę za robotę.
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #34 dnia: Stycznia 09, 2010, 08:48:06 »
Wracam do realizmu: "Szeregowiec .... był reklamowany jako "full real", czyli 99,9 % realizmu.

Kluczowymi słowami jest był reklamowany - reklama na tym polega, że ma przedstawić produkt w jak najlepszym świetle. Jak widzisz reklamę proszku do prania to też spodziewasz się, że faktycznie wywabi wszelkie plamy, a biel stanie się jeszcze bielsza? Pasta do zębów wybieli ci zęby w 2 tygodnie do poziomu aktorki, z zębiskami po dentystycznych spec zabiegach, a kredytu to w zasadzie nie musisz spłacać. A reklama "SPR" kosztowała 25 mln USD i wyraźnie była skuteczna

Inna sprawa, że "realizm" filmu był bardo wysoki - nie poprzez fabułę (bo tak faktycznie była mało sensowna - tutaj się zgadzam), a dzięki to pokazaniu wojny jako rzeźni i właśnie dlatego, że zadbano zarówno o autentyczność broni i wyposażenie, jak i o odpowiednie przygotowanie aktorów do roli (coś co jest np. w Polskiej kinematografii niespotykane). To, że dla efektu ekranowego olewa się realizm działań bojowych - to normalne, inaczej film byłby po prostu nudny, a po za tym film fabularny to nie podręcznik "walki w mieście", tylko element rozrywki. To i wybuchy są większe, efektowniejsze, a i jakoś nasycenie sprzętu i ludzi na małej przestrzeni jakby większe niż w realu. A i bohaterowie muszą mieć możliwość się wykazać w walce.

Ostatnie zdanie: jeśli Spielberg bierze się za kręcenie paradokumentu i ma ambicje tego nie sknocić to niech wypuści realistyczny film, w którym zachowane będą wszystkie realia epoki, a nie tylko mundury i uzbrojenie (łącznie z fazami Księżyca).

No faktycznie to był knot ... kosztował 90 mln USD (65 produkcja i 25 reklama), a zarobił łącznie 550 mln USD, w tym w samych Stanach (czyli stosunkowo szybko) ponad 200 mln. Może by nasi filmowcy spróbowali choć raz coś tak sknocić ...  :004: :003:

Zerknij jeszcze raz ile film przyniósł dochodu i będziesz wiedział dlaczego wygląda tak, a nie inaczej. USA to nie Polska, gdzie można nakręcić wzniosłe nudziarstwo w stylu "Katynia", a potem pogonić "przymusowo" na ten "hit" żołnierzy i szkoły, finansując bubla z pieniędzy MON i MEN.

Poza bugami w historiografii, łyknęli trochę patosu i odświeżyli się przy łopocie sztandaru. Wszystko ok, ale jak tak dalej pójdzie to okaże się, że w zasadzie to nikt nie poniósł żadnych ofiar, poza USA.

Amerykański odbiorca lubi patos i powiewający sztandar - to taki produkt dostaje. Coś w tym dziwnego? Przecież to pierwszy i główny odbiorca produktu o nazwie "film fabularny".

Natomiast polski odbiorca znajduje się na poziomie umysłowym telenoweli (ciekawe czy przy tym amerykańskim, wyglądamy lepiej czy gorzej?), to i nasza ostatnia wojenna produkcja czyli serial "Czas honoru" jest zwykłą, bezmózgą telenowelą umieszczoną w czasie wojny. Fabuła jest bez sensu, realiów zarówno historycznych, okupacyjnych, jak i realiów konspiracyjnych całkowicie brak. Jak tak zmęczyłem (bo szkoda na to czasu) parę odcinków to zastawiałem się jaki w ogóle jest sens nakręcania tego gniota, ale bardzo szybko zauważyłem, że podoba się "szerokim masom", kompletnie nie obeznanym z militariami, bronią, wojskiem, historią wojny itd. Czyli daje przyzwoitą oglądalność - a o to w produkcjach TV chodzi, bo to się przekłada na dochody z reklam.

Film to produkt jak każdy inny - podstawowym założeniem jest go dobrze sprzedać i na tym zarobić, czyli musi trafiać w gusta szerokiej publiczności, a  nie grupy malkontentów chcących mieć realizm wojny na ekranie kina.

PS. Kwoty tyczące "SPR" są z Wiki - nie chciało mi się przewalać stronek o filmach, aby to weryfikować.
« Ostatnia zmiana: Stycznia 09, 2010, 08:59:01 wysłana przez Razorblade1967 »

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #35 dnia: Stycznia 09, 2010, 10:03:17 »
Cytuj
i wychodzą dzieła takie jak "Czas Apokalipsy"
Rzeczywiste jazda na nartach wodnych po Mekongu ...pełen real  :002:
Cytuj
"Enigma", to kolejny absurd, dalej "Pearl Harbour" i "U - 571"
Od początku się zastanawiam dlaczego nie przedstawiałeś w dyskusji tych filmów, tam to dopiero są jawne przekłamania istne SF. Nie wiedzieć czemu uczepiłeś się tego Ryana ?
Cytuj
Najbardziej realistyczny film w historii...
To że gdzieś pisze że jest to najbardziej realistyczny film , nie znaczy że jest on realistyczny w 100% .  On po prostu jest bardziej realistyczny niż inne filmy  :118:

99% ludzi nie zauważy ze tygrys  w Ryanie to w rzeczywistości nie jest tygrys a ty się czepiasz jakiś pierdół  :118:

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #36 dnia: Stycznia 09, 2010, 16:12:24 »
1. Narzekam na całokształt. Od PR do realizacji. Taki to już jestem upierdliwy. Typowy polski upierdliwizm. :004:
2. Nie przeczę. Reklama to nie życie. Zgoda. Jednakże marketing tworzy mity. Chciałbym żeby było inaczej, lecz nie będzie. Pozostaje trochę po marudzić, ot co. Przyznaje, działam trochę zero-jedynkowo, tzn. jeśli coś stwarza pozory prawdy to niech będzie prawdą, jeśli nie to niech pozostanie rozrywką. Co do walorów wizualnych filmu - rewelacja. Żaden dotychczasowy obraz nie był w stanie oddać piekła wojny. W tym znaczeniu i w tym kontekście, jak najbardziej wartościowe dzieło. W ten sposób patrząc mamy porządny film. W ten sposób powinno się go oglądać i odbierać. Jednak, jeśli 90% społeczeństwa, zapatrzonego w wyziewy marketingowców, nie mającego pojęcia o historii konfliktu i zagadnieniach militarnych, udaje się na "Szeregowca...." (nota bene, skąd ten tytuł w Polsce?!) i pochłania dawkę patosu, połączenia Supermana z American Hero, do tego opiera swoje sądy, w dziedzinie historii, na dziele Spielberga, to jestem przeciw. Cóż, Świata nie zmienię, Tomem Hanksem nie jestem.
3. Janku, masz kłopoty z czytaniem ze zrozumieniem. Nie twierdzę, że "Czas...." jest filmem realistycznym. :007:
Uczepiłem się "Szeregowca..." bo jest to, jak na razie, sztandarowe dzieło kinematografii wojennej. Mimo wszystko najdoskonalsze pod względem realizmu historycznego. Jasne, to potwierdza słowa E. Burke`a dotyczące ogółu ludzkości ("Rozważania o rewolucji we Francji"). Ja jednak nie chcę tak bezkrytycznie.

POLSKIE FILMY:
Teraz to sobie użyje. Kinematografia polska to obraz naszej nędzy, zarówno umysłowej, jak i finansowej. To zapyziały, serialowo - bagienny, kanał (nie "Kanał"). To filmy klasy X,Y i Z, nie mieszczące się w kanonach europejskiej, nie mówiąc o światowej kinematografii. To różnego rodzaju psełdoagitki, wywalające na światło dzienne nasze kompleksy i uprzedzenia. Buchający mesjanizm połączony z fatalną grą aktorów i blamażem strony wizualnej. Katalog klęsk i niepowodzeń. Pieniądze zmarnowane na gaże aktorów z poziomem średniej gwiazdy porno. Bogoojczyźniano - patriotyczne dno, którego na Świecie nie oglądją nawet najwytrwalsi koneserzy. Przemysł filmowy w Polsce to twór niszczący to, co ma najlepsze do pokazania (vide Oskar dla animacji z Łodzi), a wywalający na światło dzienne gnioty typu "Katyń", "Popiełuszko" i inne. Kino rozrywkowe - nie ma nic do pokazania. Kino tzw. "ambitne" - to popłuczyny po filmach, dla których zabrakło funduszy. Brak koncepcji promocji, realizacji, reżyserii, aktorstwa. Kłótnie, swary wokół "koryta". Młodzi, zdolni na Zachodzie. Starzy, zdolni w grobie, lub w najlepszym przypadku na Zachodzie. W kraju nędza i dziadostwo. 12 tyś. za dzień zdjęciowy dla aktorki, która w Niemczech, czy Rosji może by zagrała jako statystka. Paranoja! Film wojenny - nieznany w naszym kraju."Katyń"- Boże! Czegoś takiego nie spodziewałem się po Wajdzie (skądinąd dobry reżyser). Marnotrastwo wszsytkiego. Polityka wkradająca się do sztuki i mówiąca jaką sztuka ma być. Klepanie seriali wg jednego pomysłu (???) i jednego scenariusza. Układy i układziki, krewni i znajomi króliczka. Obsadzanie ról wg klucza, nie wg zdolności. Nagradzanie się wzajemne ("towarzystwo" lubi tzw. "festiwale"). Te same twarze we wszystkim, od komedii do melodramatu. Strach otwierać lodówkę, bo wyskoczy jakiś znany celebryta, któr akurat ma falę wznoszącą. Jeden odcinek serialu i aktor/ka ustawiona na całe lata. Wszędzie, bez względu na okoliczności, czy umiejętności te same twarze. Człowiek, udający aktora, który nie potrafi zagrać pijanego. Pomieszanie z poplątaniem, bez ładu i składu. Toczenie piany i awantury o skrawki z pańskiego stołu (głupota finansowania dzieł przez państwo). Morze beztalenci i parweniuszy. Na prwadę wolę kiepski teatr niż polski "Mega Hit".
Wnioski: żadnego. Czas na likwidację tej farsy!!
Pozdrawiam
L'ordre règne à Varsovie!