Jeżeli miałby to zrobić "po prostej", a normalna prędkość średnia po trasie wynosi 700 km/h (i taką przyjmuje się do obliczenia czasu lotu), to pokonałby tę trasę w czasie czterech godzin. I teraz chcemy urwać godzinkę, to średnia prędkość musiałaby wynosić 933 km/h, czyli w ciągu trzech godzin pokonuje to co normalnie w ciągu czterech.
Teraz normalna prędkość średnia wynosi 800 km/h czyli trasę pokonujemy w czasie trzy i półgodziny, chcemy nadrobić godzinkę, w związku z tym musimy rozpędzić samolot do 1120 km/h. Teoretycznie jest to możliwe.
Inne sposoby to "directy", czyli skracanie trasy, pomijanie konieczności przelotu nad określonymi punktami, czy też jakieś uproszczenie procedur, dające możliwość wcześniejszego wylądowania.
Mała ciekawostka, tzw. kanadyjka.
Jeżeli lecę po trasie i widzę, że jestem na punkcie kontrolnym dziesięć sekund za wcześnie, to aby zniwelować tę różnicę zmniejszam prędkość o dziesięć procent, np. z 720 do 648 i utrzymuję ją przez czas dziesięć razy dłuższy niż wynosi różnica, czyli przez sto sekund.
To samo z opóźnieniem, tyle, że wtedy zwiększamy prędkość o dziesięć procent i utrzymujemy ją przez również sto sekund.
Jeżeli chcę przyśpieszyć "redukcję" czasu, to zmniejszam lub zwiększam prędkość o dwadzieścia procent i utrzymuję ją pięć razy dłużej niż nadwyżka, bądź opóźnienie.
Na Su-22 w czasach "przedgepeesowsich" działało.