Ups , nie mogłem zedytować poprzedniego posta. Proszę któregoś z Bogów o złączenie
Fajny fragment poniżej
: Budziłem się dobrą godzinę. Sen nie dał mi niczego poza potwornym kacem. Często tak bywa po połączeniu. Szczególnie takim wykonanym niechlujnie i na szybko.
Ból głowy zlokalizował się gdzieś między oczyma, na głębokości kilku centymetrów. Z dzieciństwa pamiętam taki rodzaj bólu – gdy zbyt łapczywie pochłaniało się lody, tyle że wtedy ustępował on po kilkunastu sekundach.
Trzeba coś zjeść.
Wyszedłem z kwatery na korytarz oświetlony delikatnym światłem. Na podłodze ostro odcinały się zielone linie ewakuacyjne. Ktoś kiwa głową na powitanie, inny się uśmiecha, kolejny salutuje.
Tym którzy salutują patrzę w oczy i oddaje honory. Oni mnie traktują jak swojego, w przeciwieństwie do krągłobrzuchych. Traktują mnie jak swojego, bo do mnie strzelali, i wiem, jak to jest.
Po chwili jestem na stołówce. W nos uderza mnie odwieczny zapach towarzyszący takim obiektom, mieszanina zapachu gotowanych kartofli, rosołu i pomyj. Potrafimy grzebać w układzie nerwowym, a nie potrafimy sobie poradzić z zapachem. Wot tjochnika.
Wierzbowski siedzi przy stoliku pod ścianą z głową opartą na rękach. Wygląda dokładnie tak jak ja się czuję. Wstyd się przyznać, ale poprawiło mi to nieznacznie nastrój. Odsunąłem krzesło i usiadłem.
Spojrzał na mnie oczyma królika-albinosa.
- Widzę, że się wyspałeś Stasiu? – zadaje retoryczne pytanie.
- Weź… Zabezpieczyłem Ci śniadanie – odpowiedział przesuwając tacę w moją stronę.
- A dziękuje.
- Zauważyłeś już? – zapytał.
- Chodzi o SturmbahnFuhrera Trenz’a?
- Ta.
- Jego sprawa.
- Ta.
Dwa stoliki dalej siedzi Manfred. Ogolony, wyprasowany, jakby się urwał z plakatu werbunkowego.
Wehrmachtu.
No dobra, jestem trochę uprzedzony.
Naprzeciwko Manfreda, Pani Magdalena. Ubrana w różowe bojówki, wściekle niebieski topik, jakieś tenisówki. Z dwoma warkoczykami typu Czarodziejka z Księżyca.
Rozanielona, szczeka coś po niemiecku, bawiąc się niesfornym loczkiem. Manfred mruży oczy, przekrzywia głowę, potem się uśmiecha i odpowiada.
- Pozwolimy na to? – pyta Wierzbowski.
- Ta. Będzie miała zajęcie to się od nas odczepi – stwierdzam, walcząc z kawałkiem kanapki.
- Albo i nie – odpowiada Staszek.
- Albo i nie.
- Fajnie wygląda zouza, naprawdę…
- Tak, tak, tak, wiem. Pojechałbyś ją bez litości i tak dalej.
- Wcale nie. Chciałbym ją przytulić– z bezczelnym uśmiechem zakończył. – Kurde, przecież to jedyna sensowna kobieta w całej bazie.
- Mogłaby być Twoją matką, gówniarzu. No.… prawie.
- ..., bo najbardziej kochamy, młode mamy - Wierzbowski kończy wątek.
Żuję oporną kanapkę, bezmyślnie przyglądam się przechodzącym. Po raz pierwszy czuję, że mam dosyć pancerzy. Dosyć zabaw z układem nerwowym, dosyć Korpusu i generalnie dosyć wszystkiego. Najnormalniej w świecie czuje się zmęczony. Może rzeczywiście trzeba odpocząć.
Przez ułamek sekundy zaświtała mi w głowie zdradziecka myśl – porozmawiać z Magdą. Niedoczekanie. Semper durex, czy jak to tam było.
Dopijam kawę. Czuje się odrobinę lepiej.
Dostrzegam w oddali zagrożenie. Kapitan Pigulski właśnie napełnia swoją tacę, a to nie jest taka prosta sprawa. To nie zdrowe, to tuczące, to mało trendy.
- Staszek, przesuń się tak żeby mnie zasłonić. Kapitan Wuzetka. Nie jestem chyba gotowy na rozmowę z nim.
- Nigdy nie byłeś – odpowiada z ironicznym uśmiechem, przesiadając się na drugie krzesło. – Widzisz, dlatego lepiej jest być szeregowym.
Pigulski idzie w moim kierunku, mija nasz stolik o metr całkowicie skoncentrowany na swojej tacy.
- Polazł do Ani-Kasi – relacjonuje Staszek.
- Jedna mafia. Spadamy, Nowakowski ma nowy kernel, nagrzebał coś w algorytmach celowniczych. Trzeba będzie przetestować – mówię do Staszka.
- Na żywca? – pyta.
- Tak. Podniósł częstotliwość klastra procesorów obsługujących system celowniczy i zwiększył chłodzenie. Teoretycznie na pełnej wydajności można zakolejkować i zaatakować w ciągu sekundy trzy niezależnie poruszające się cele.
- A praktycznie to powyrywa nam ręce ze stawów, tak?
- Jest taka możliwość. I to właśnie sobie sprawdzimy.
- Wiesz co Tarnawski? Jesteś tak popierdolony, że jak to wszystko się skończy kiedyś, to zostaniesz moim kumplem. Panie Kapitanie, Sir, Wasza Wysokość.
Uśmiecham się szeroko.
- Za dziesięć minut na Łączce Pułkowników.
Łączka Pułkowników.
Trzysta na trzysta metrów pagórków, betonowych ringów, elementów statków Obcych, porozpruwanych czołgów i samochodów. Miejsce, w którym Szarże mogą się poczuć przez chwilę jak… ‘cholerne primadonny z puszek’.
Z jedną drobną różnicą – nie zdarzyło się jeszcze, aby ostrzelany betonowy ring odpowiedział ogniem, co wcale nie oznacza, że łączka nie była świadkiem tragedii.
Pewien żądny wrażeń Major, rozrzucił pole minowe według własnego wzoru.
Dosyć przypadkowego.
To był pierwszy błąd, wspomaganie taktyczne zrobi to precyzyjniej, skuteczniej i bezpieczniej. W ferworze walki z Morderczymi Betonowymi Kręgami z Marsa, Pan Major wlazł w środek własnego pola minowego.
To był błąd numer dwa. Do dziś jest tajemnicą jak udało mu się to zrobić, wspomaganie podnosi raban jak tylko operator ustawi się przodem w stronę uzbrojonej zapory. Nawet pancerz klasy Turrican ma swoje ograniczenia. Miesiąc później dostał dwie śliczne, nowe nogi z napisem Rytheon, Made in USA. Na koszt MSW.
Połączenie poszło gładko.
Wskakuje na resztki PT-91. Siadam po turecku na pokrywie włazu. Wywołuję konsolę.
W polu widzenia pojawia się półprzezroczyste okno terminala.
Przez głowę przelatuje mi „prawie jak Matrix”.
Przyszłość jest teraz.
Dwadzieścia lat temu zaczytywałem się „Wieczną Wojną” Haldemann’a i „Posleenami” Johna Ringo. Nigdy, nawet przez ułamek sekundy nie pomyślałem, iż zobaczę kiedyś pancerz wspomagany.
Przyszłość nie zapukała grzecznie do drzwi. Ona je wywaliła z działka plazmowego. Razem ze ścianą.
A ja dowodzę drużyną pancerzy wspomaganych o jakich się ani Mandali, ani O’Nealowi nawet nie śniło. Literatura fantastyczno-naukowa w dzisiejszych czasach dezaktualizuje się nad wyraz szybko.
Dobra, do roboty. Update można zrobić zgodnie z regulaminem, albo szybko.
Zrobienie metodą pierwszą gwarantuje iż wszystko się wywali przy pierwszym bojowym użyciu. Zrobienie metodą drugą może się skończyć porażeniem pnia mózgowego i wymaga praw dostępu, których nikt nie ma.
Teoretycznie.
Jedziemy.
Turrican Mk2. SN:00028 Login:
root
Enter password:
12345678
“Good mornig The Creator, be carefull “
#bash Turrican Mk2. SN00028:
#bash Turrican Mk2. SN00028: cd /usr/src/kernel
#bash Turrican Mk2. SN00028: /usr/src/kernel make nowak_imprvd_targeting.src && make modules_install
Operation completed without errors.
#bash Turrican Mk2. SN00028: /usr/src/kernel/ insmod nowak_imprvd_targeting.o --verbose
Module loaded, kernel updated, kernel size optimization.
#bash Turrican Mk2. SN00028: /usr/src/kernel/lsmod | grep nowak
Nowakowski_imprvd_targeting.o running
Teraz dosyć stresująca chwila, przeleciało mi przez głowę.
#bash Turrican Mk2. SN00028:/etc/rc.d/init5/cortexdemon restart
Błysk w uszach, huk w oczach, smak w nosie i zapach na jezyku. W sumie nie taka zła kombinacja tym razem, zdarzają się gorsze.
Bio-neural mapping update
################### 100%
Cortex mapper update
################### 100%
Neural Calibration pattern might be altered, use old data? (Y/N)
Y
Finished without errors.
#bash Turrican Mk2. SN:00028: quit
Session terminated.
I już. Jeszcze żyję. Poczekajmy na Staszka.
Palcami lewej dłoni badam powierzchnię wieży czołgu. Metal rękawicy dotyka metalu wieży, a ja czuję fakturę powierzchni jakbym dotykał jej własną ręką. Niesamowite.
Pancerz wspomagany to suma najnowocześniejszych technologii, dających zadziwiające możliwości, a mnie nieodmiennie fascynuje to jak wspaniale technologia okłamuje milion lat ewolucji układu nerwowego.
Natrafiam na bliznę po trafieniu. Ma brzegi ostre niczym brzytwa.
Pamiętam tą misję. To był początek. „Twarde” całkiem sprawnie sobie poradziły z desantem Redneck’ów. Zaprojektowane do innej wojny z innym przeciwnikiem, doskonale poradziły sobie w sytuacji, której raczej nikt nie przewidywał projektując T-72 pół wieku wcześniej. Typowe dla radzieckiego sprzętu. Ten konkretny wóz dostał w ciągu sekundy piętnaście czy dwadzieścia trafień.
Właz dowódcy odpadł, potem pojawił się… Pojawił się żywy trup. I tego się trzymajmy. Nie miał rąk. Skauteryzowane rany nie krwawiły. Jego czarny kombinezon stał się trupio szary w wyniku działania promieniowania.
Popatrzył na mnie nieprzytomnym wzrokiem i wycharczał: „Pomóż mi człowieku, pomóż mi”.
A potem od pasa w górę zniknął. Reszta wpadła do wnętrza wozu.
Obok mnie stał Hollyfield. Jego broń dymiła, nad lufą drgało rozgrzane powietrze.
Na otwartym kanale powoli wycedził: „Niech Bóg go ma w opiece. Zapamiętajcie sobie dobrze co widzieliście, dzieciaki. Jest wiele gorszych rzeczy od śmierci. Jedną z nich jest strzelanie do swoich towarzyszy. Wy tego nie doświadczyliście. Mnie się zdarzyło kilka razy w ciągu ostatnich trzydziestu lat. I nich tak zostanie. Kapitanie, proszę zaprotokołować, iż o 12:17, Sierżant Hollyfield z pobudek moralnych zastrzeli śmiertelnie rannego dowódcę wozu numer…”.
Koszmar.
Nikt nigdy nie zakwestionował zasadności działania Hollyfield'a.
Pamiętam, jak Witek skwitował to słowami: ”Chciałeś na linię, to masz. Albo się do tego nadajesz albo spierdalaj i nie przeszkadzaj. Odmaszerować.”
A chwilę później cicho dodał: „Idź się ochlać, tak do zarzygania. Zapraw się w piętnaście minut do nieprzytomności. Pomaga.”
I wiecie co? Pomogło.
- Prrrrrrrrrrrt. I już nie żyjesz. – usłyszałem za plecami Wierzbowskiego. Skurczybyk jest chyba jedynym operatorem, który potrafi się skradać w pancerzu. Wyłącza większość podsystemów, przestawia motorykę na najniższą wydajność, chłodzenie reaktora zaczyna działać w trybie konwekcyjnym, a Wierzbowski się skrada.
- Nieźle, tyle że całą bojową sensorykę mam nieaktywną.
- Dlatego się skradałem, w innym przypadku to by było bez sensu. Co robimy?
- Moduł skompilujesz sam czy mam to zrobić?
- Zrób, nigdy nie byłem linuksiarzem.
- To nie Linux, tylko popłuczyny po Unixie.
- Jeden pies, nie ma ikony Mój komputer, to musi być Linux.
- Dobra, zaczynamy.
Zalogowałem się do pancerza Wierzbowskiego, powtórzyłem operacje, które chwilę wcześniej wykonałem u siebie. Już miałem aktywować moduł, gdy naszły mnie wątpliwości.
- Muszę o coś zapytać Jajogłowego. Ciężko by mi się żyło ze świadomością tego, że zrobiłem z Ciebie roślinę.
Wybrałem Nowakowskiego. Po chwili usłyszałem zaspany głos. Ten koleś chyba zawsze śpi. Ale może geniusze tak mają.
- Co tam?
- Ten Twój nowy kernel pasuje do HAASM’a?
- Pojebało Cię? Czytałeś RFC? Kto Ci w ogóle, kurwa pozwolił tego dotykać?
Ups.
- Dobra, dzięki. Na razie.
O kurde. Prawie zabiłem Wierzbowskiego.