W końcu miałem okazję obejrzeć ten sławny (czy też raczej niesławny) film Andrzeja Wajdy. Przyznam, że jestem rozdarty. Z jednej strony piękne zdjęcia, urokliwe jesienne kadry niczym obrazy mistrzów malarstwa i intrygująca symbolika, a z drugiej... No właśnie. Z perspektywy czasu film jednak okazał się niezwykle szkodliwy dla postrzegania Kampanii Wrześniowej, szczególnie zagranicą. Chodzi oczywiście o scenę ułańskiej szarży na niemieckie czołgi (w tej roli T-34 obklejone jakimiś kartonami), w tym próbę (dosłownie) ataku szablą na lufę czołgu przez jednego z bohaterów. Dla mnie ta scena jest raczej w zamyśle symboliczna. Ma obrazować bezsilność Wojska Polskiego, nieprzygotowanego ani sprzętowo, ani chyba mentalnie na nowy rodzaj wojny. Jednak niestety wpisuje się ona w propagandę niemiecką i tak wizja polskich obrońców poszła w świat, że o to "głupie Polaczki porwały się z szablami na czołgi"....
Dla mnie generalnie w sumie trochę szkoda, że można było nakręcić zamiast tego solidny film wojenny o wrześniu '39, a zamiast tego mamy jakąś opowiastkę o ułanach uganiających się za ładnym koniem i za ładną panią. Scenariusz to najsłabszy element tego filmu.
Widzieliście? Jakieś refleksje?