Dawno nic nie było, więc dorzucę swój własny "raport z frontu".
W zasadzie na wirtualnym niebie nie param się wojennym rzemiosłem. Do szkoły Dziadka zawitałem głównie w celu podniesienia swoich "kwalifikacji pilotażowych". Dziadek jednak pokazał mi dobitnie, iż problem w większości nie tkwi w technice wykonywania manewrów, tylko w ich doborze, szybkości i czasie podjęcia decyzji. Słowem - walkę najpierw trzeba wygrać we własnym umyśle...
Moje wcześniejsze, sporadyczne wizyty na serwerach "bojowych" sprowadzały się zwykle do zmiany stanu skupienia mojej maszyny ze stałego na wysoce lotny w dość krótkim czasie, przy wydatnym współudziale katalizatorów ołowiowych posyłanych mi przez usłużnych klegów z drużyny przeciwnej. Uzbrojony jednak w przykazania dziadkowe postanowiłem dać sobie szansę jeszcze raz. I tu się zabawa zaczęła...
Odwiedziłem pewien prawie pusty serwer w celu przyjżenia się zmaganiom dwóch obecnych tam pilotów, z ew. zamiarem dołączenia się do tańca gdyby któryś z nich miał już dosyć. Koledzy jednak uznali, że podpieranie ścian jest niewskazane, i zgodnie - już w tym samym teamie (że przeciwnym do mojego wspominać chyba nie trzeba) zaczęli obrzucać mnie pestkami. Obrzucanie to przeprowadzani za pomocą Bf-109G-x sztuk raz, oraz Jak-3P w zbliżonej ilości. Jakież musiało być ich zdziwienie, gdy mój Jaczek 9UT obrzucać się nie bardzo dawał... Po około 15 minutach ostrego tanga jednemu z nich skończyła się amunicja, a drugiemu ochota. W efekcie - oni obaj, z czego jeden lekko draśnięty przy okazji któregoś tam kwargla, odlecieli po nowy zapas pestek, ja, z moim dzielnym towarzyszem dziurawym jak sito, ale sprawnym mechanicznie, powróciłem na swoje lotnisko...
Śmieszne to trochę było. A najlepsze jest to, że w życiu bym nie powiedział, iż jestem w stanie w takiej sytuacji wywinąć się ze szponów ponurego...
Dziękuję, Dziadku. I do zobaczenia wkrótce.
P.S.
Ktoś się w końcu uwziął i umył dziadkowego Mietka...