Ja ostatnio też polubiłem bombowce. Najlepiej lata mi się Ju-88 i wali małymi bombami z 2-3 tys metrów wzłuż wrogiego pasa startowego przy użyciu celownika bombowego, bo vulching przy użyciu bomb jest dopuszczalny, a można dużo wrogów skosić. Udało mi się też zestrzelić kilka myśliwców przy użyciu karabinów, ale ani razu nie wróciłem do bazy, bo w końcu jakiś noob się ze mną zderzał myśliwcem. Żenada...
Natomias nie lubię latać tworami amerykańskiego przemysłu, B-25 i te inne, bo tam trzeba wprowadzać dane w stopach i milach na godzinę i trzeba je odczytać z zegarów w kabinie bombardiera, na co nie zawsze jest czas, bo na ostatniej prostej często jest się ciężko atakowanym przez wroga.
Ogólnie to latanie bombowcem jest ciekawsze niż myśliwcem, bo nie wystarczy umieć wystartować i naciskać spust, ale trzeba dolecieć nad cel, zrzucić celnie bomby i dożyć do chwili, gdzy będziemy mogli zobaczyć ich smiertelne żniwo.
Szkoda, że tak mało osób docenia walory bombowców, bo gdyby latać np. we dójkę, to szanse na szczęśliwe zakończenie misji byłyby większe, a w pojedynkę jest ciężko dożyć do momentu zrzutu bomb.