No dobra, obejrzałem. Wrażenia:
Film dosłownie wciska w fotel. Nie ma tutaj praktycznie żadnych ujęć lotniczych (oprócz startu B 757), większośc akcji dzieje się w centrum kontroli lotów (civil/military) i na pokładzie porwanego samolotu. Doskonale można wczuć się w klimat panujący w porwanym Boeingu - przeżyć razem z pasażerami cały dramat tego tragicznego dnia. Nie będę opisywał wszystkiego po kolei, naprawdę porywający obraz.
Ujmuje determinacja i zdecydowanie pasażerów, którzy postanowili walczyć mimo wszystko. Coś pięknego (bez żadnej amerykańskiej propagandy i typowego dla Jankesów patosu - ani sekundy w całym filmie!), kiedy jedno krótkie i twarde "Let's go!" uruchamia bitwę o życie. Zabrakło cholera tak niewiele...może 5 minut, a może 1500 metrów...
Kto chce iść popatrzyć na ujęcia airlinerów wbijających się w amerykańskie cele - zawiedzie sie srodze. Nic z tych rzeczy. Ale gwarantuję - film nie zostawi Was obojętnymi, dla mnie był niesamowicie silnym przeżyciem.
Jedynie głupio wypadła fotka Capitolu na wolancie zamiast checklisty, ale to coś jak symbol i chyba tak należało to odebrać.
YoYo - zdjęcie umieścił tam ten terrorist w okularach - po to,żeby przypadkiem nie trafić w coś innego...
Ja mojej szczęki jeszcze nie znalazłem.