Ramzey Schmei właśnie o tym pisze.
Nie wiem czy wiecie, ale butli z tlenem nie wolno dotykać, rękawicami, które często są zabrudzone smarami, więc istnieje ryzyko samozapłonu. Jest to znane od dawna. Natomiast mam historię, która związano jest z tlenem. Jak część z Was wie, Pani Vickowa pracuje w szpitalu na oddziale kardiologicznym ( jak dobrze jest mieć taką opiekę medyczną w domu

). Znaczna część pacjentów, która trafia z zawałem są to nałogowi palacze. W pierwszych chwilach po przybyciu ze świerzym zawałem podaje się tlen rurkami do nosa. Pewnego wieczora, przywieziono takiego delikwenta. Gość totalny nałóg. Wyobraźcie sobie, że facet leżąc na "R" ( tuż po zawale ) zapalił sobie papieroska, czym oczywiście wywołał zapalenie się podawanego mu tlenu. Cały się poparzył i osmalił wokół nosa i ust, stopiony gorący plastik z rurek itp.. Wyglądał czadowo. BTW gość chyba prędzej czy później kwalifikuje sie do nagrody Darwina. Rano jest obchód lekarski prowadzony przez ordynatora. Całe konsylium wybałusza oczy na faceta, jednocześnie starając sie nie wybuchnąć śmiechem, czytając raport pielęgniarski z nocy. I TU JEST MOCNE !! Ordynator się pyta jak by nic : Panie Xiński co sie Panu stało ?? Na to pada pseudo inteligentnym tonem odpowiedź: wieczorem poczułem, że mam suchą skórę twarzy, więc posmarowałem sobie kremem NIvea i WTEDY NASTĄPIŁ SAMOZAPŁON !!
Całe konsylium w jednym momencie było na korytarzu zataczając się ze śmiechu, czego i Wam życzę