Czy gdyby miał powstać film fabularny na temat polskiech lotników w okresie IIWŚ trzeba opierać się ja jakiejś konkretnej biografii - wg mnie nie. Lepszym "zabiegiem" podczas tworzenia scenariusza jest wybranie ciekawych fragmentów "z życia wziętych", a dotyczących kilku/wielu osób i połączyć to w jednej fikcyjnej postaci. Takie podejście do tematu daje możliwość:
- stworzenia ciekawej fabuły, którą można przenosić w różne miejsca o odpowiednim czasie - czyli sięgać do ciekawych momentów IIWŚ i Polskich Sił Powietrznych, bez problemu typu -
"tego faceta przecież tam wtedy nie było" itd.
- W przypadku fikcyjnej postaci opartej na dziejach i wspomnieniach wielu osób możemy skupić się na stworzeniu akcji nie martwiąc się o to, że przecież w skali wojny życie pilota było często po prostu nudne. Wielu lotników przez "pół wojny" nawet nie zobaczyła przeciwnika - patrole, osłony bombowców etc. Mając fikcyjną postać możemy sobie po prostu pomóc wplatając ciekawe historie, które zdarzyły się paru osobom.
- Jeżeli chcemy ciągnąć historię dalej (druga część?) to mamy możliwość przeniesienia akcji np. do Afryki bo skorzystamy sobie z kawałków biografii lotników, którzy po IIWŚ zostali np. najemnikami tp.
- Unikamy też konieczności dokonania oceny rzeczywistej postaci, a co za tym idzie unikamy zarzutów, że albo "
zrobili z kogoś ideał" albo
"jak mogli tak negatywnie pokazać naszego bohatera", bo pamiętajmy, że lotnicy to tylko ludzie i to że byli dobrymi np. pilotami nie oznacza akurat, że mieli jakieś inne pozytywne cechy charakteru. Moim osobistym zdaniem takie dywagacje należałoby pozostawić filmom dokumentalnym, bo zrobią to lepiej (inne priorytety), a ponadto inaczej się na krytykę czy pochwały w takiej produkcji patrzy (chyba bardziej poważnie).
Inna sprawa czy taki film w ogóle miałby szanse powstać. Zrobienie dobrego filmu lotniczego wymaga niestety sporego budżetu - ponieważ bez porządnych zdjęć w powietrzu taki film będzie bez sensu. Oczywiście można wynająć latające egzemplarze starych samolotów, repliki i zapewnić temu wszystkiemu dobrą obróbkę wysokiej klasy grafików komputerowych - no i tych wszystkich tam specjalistów od efektów na ekranie.
W związku z tym trzebaby zainwestować kupę szmalu w taka produkcję. Tylko pytanie czy się na tym zarobi - osobiście wątpie, a film nakręca się przecież po to aby na nim zarobić. Sprzedanie takiego filmu za granicę
odpowiednim dystryburom jest wątpliwe - w sumie kto chciałby tam oglądać film o jakiś tam Polakach, a w Polsce? No cóż u nas można ewentualnie nakręcić film z przyzwoitym budżetem na podstawie lektury szkolnej bo wtedy ściągamy do kin młodzież, którą albo "zmuszą do tego" nauczyciele (czy dyrektorzy szkoł), albo pójdzie sama bo
"lepiej zmarnować dwie godziny w kinie oglądając gniota, niż dwadzieścia godzin czytając tą całą grafomanię". Ewentualnie można zrobić coś dla "moherowych" bo polecenie pójścia do kina "przyjdzie z ambony".

Tak więc nawet najciekawsza fabuła się nie przebije z prozaicznych przyczyn ekonomicznych
