Robiąc porządek w archiwum dokumentów znalazłem tekst który może komuś się przyda do czegoś. Stosuje się on co prawda do prymitywnego, starego Il-2 Sturmovika z 2000 roku nie do nowoczesnego i realistycznego best sim ever, dlatego rady zawarte w nim niekoniecznie muszą działać w PFie czy vvsie
Jakoś tak ze cztery, a może pieć lat temu o tej porze siadłem i napisałem pierwszy tekst traktujący o lataniu niemieckimi samolotami w Sturmoviku. Praca bardzo pionierska w ówczesnych czasach dodam, a to za sprawa wrodzonej przekory - zobaczywszy iż wszyscy latają na bliżej nieznanych mi typach maszyn 'made in haraszo', wsiadłem w pierwszego z brzegu Messerschmitta i tak mi zostało
To jedziemy od początku , krok pierwszy, czyli wybór maszyny.
Zostawmy tutaj kwestie ideologiczne, pokroju ‘nie latam ruskim’ , ‘nie tknę niemieckich', to było owszem wzniosłe , ale tak bardzo dawno temu, że w zasadzie juz chyba nie prawda.
Maszyna może być uzbrojona w proce, nie wznosić się, nie skręcać - to wszystko nieistotne detale, łatwe do zniwelowania umiejętnościami. Maszyna musi być szybka z natury.
Amen.
Ile paliwa? Ile się da.
Dużo paliwa , to duża masa, masa zaś jak zapewne nowe, lepsze pokolenie v- pilotów, wychowane na FB doskonale wie, jest miarą bezwładności, zaś ta ostatnia jest miarą przeżywalności w manewrze pionowym
Uzbrojenie ? Oczywiście działko 20 mm, a najlepiej dwa, blisko osi długiej maszyny. Szybkostrzelność 20 mm wisienek kontra siła rażenia 30 mm kasztana. Statystyka oraz stosunek ilości zabieranej amunicji jest bezlitosnym wyznacznikiem skuteczności.
Wysokość czy prędkość? A jaka różnica?
Wielkości tożsame, czasem kurs wymiany jest korzystniejszy, czasem wręcz przeciwnie, jak to w życiu bywa. Oczywiście z fizykalnego punktu widzenia. Z punktu widzenia interesów doczesnych, zdecydowanie prędkość, raz że krócej będą do nas strzelać, dwa , jeśli mamy prędkość i odrobinę oleju w głowie to po chwili będziemy mieli również wysokość,
Generalnie rzecz biorąc, uzyskanie jednego nie powinno się odbywać znaczącym kosztem drugiego.
Co ma największy wpływ na wynik walki? Kąt natarcia. Cichy, przebiegły zabójca, żerujący na mrocznej stronie ludzkiej natury, jaką jest chciwość. Tym razem nie rozwinę tematu - sens powyższych dwóch zdań prędzej czy później odkryjesz.
Jak prowadzić walkę?
Przede wszystkim świadomie, żadnej partyzantki czy improwizacji. Należy mieć plan i konsekwentnie go realizować, zawsze mieć plan awaryjny na wypadek nieprzewidzianych okoliczności.
Merge, czyli nawiązanie walki , mające w mojej opinii 85 procentowy wpływ na wynik walki, zawsze wykonujemy po kontrkursie w stosunku do celu świadomego naszej obecności. Jeśli zaś przeciwnik nie wie o naszej obecności wówczas oznacza to iz podlatujemy do niego od tyłu a zdarzenie klasyfikujemy jako egzekucję a nie walkę.
Ataki typu hit'n'run , atak na dużej prędkości, czterosekundowa seria i separacja na dystans kilku kilometrów, następnie plaski zwrot o dużym promieniu, na tyle dużym by wykonanie go nie wiązało się ze znaczną utratą prędkości. Obniżenie prędkości, lub zamiana jej na wysokość w bezpośredniej bliskości przeciwnika to proszenie się o kłopoty.
Jak trzymać wysoka prędkość bez ryzyka przegrzania.
Odpowiem enigmatycznie - niech treścią twojego latania stanie się trymowanie maszyny. Latamy czterotonowym myśliwcem, wyposażonym w silnik o mocy 2000 koni. To bardzo niebezpieczne urządzenie, w zasadzie bez wyraźnej potrzeby nie powinno się wsiadać do niego, skoro juz stało się to pamiętajmy o tym by bez wyraźnej potrzeby nie ruszać ani drążka ani pedałów, a jeśli już okoliczności zmuszają, róbmy to spokojnie, płynnymi ruchami, bez zbytniego pośpiechu, pamiętając o tym iż kulka chyłomierza informująca nas o energetycznej stronie każdego manewru, to nie jakaś ciekawostka tylko wyznacznik tego ile gubimy energii w każdym manewrze, a której na pewno nam zabraknie w krytycznym momencie. Tak więc trzymajmy ją na swoim miejscu.
Jak się bronić jeśli niezupełnie udało nam się narzucić reguły walki (czytaj jednego mamy na ogonie kilometr za sobą , a drugi właśnie nadlatuje)?
Zapomnij o horyzontalnych nożycach, czy pionowych, to dobre na manewr ostatniej szansy tudzież dla krótkowzrocznych gości których szczyt możliwości wyznacza bezkrytyczne podążanie za celem, jak złota rybka za palcem przystawionym do ścianki akwarium. Swoją drogą to też ważna uwaga, tyczy się co prawda zagadnienia psychologii prowadzenia walki, ale mimo to warto podumać chwilę nad sensem analogii złotej rybki. Jako że jest ona silnie abstrakcyjna pozwolę sobie wstępnie ustalić kierunek poszukiwań zadając pytanie czy goniący , który biegnie wolniej od uciekającego jest goniącym? Jakie są kryteria stosowania określeń uciekający oraz goniący ? I czy wszystko jest tym czym wydaje się być. There is no spoon...
Spirala defensywna, upewnij się że wiesz jak ona działa, i jak ją wykonywać - lojalnie ostrzegam , to bolesny i długotrwały proces, ale efekty są porażające. Niezły jajcarz był z tego pacjenta który nazwał ją 'defensywna'.
Czasem się nie da spirali jednak zrobić pozostają nożyce obrotowe, rolling scissors , bardzo przebiegły manewr, którego skuteczność jest wprost proporcjonalna do prędkości na jakiej go wykonujemy. Mutacja tego manewru to tzw. beczka ofensywna. Również godna uwagi.
Pozostałe manewry są w zasadzie bezużytecznymi opóźniaczami tego co nieuchronne.
Metoda ostatniej szansy, jak ja nazywam bazuje na zmianach zachodzących w mózgu goniącego po uczepieniu się naszego ogona. Lecimy na 350 m , jednocześnie dajemy sporo klap i rozpoczynamy pętle do ziemi na zerowej mocy. W trakcie manewru nasz promień pętli będzie się zacieśniał za sprawa rosnącego wyporu, a promień pętli pacjenta pozostanie stały. Trudność polega na wykonaniu tego manewru tak by wierzchołek naszej pętli wypadł pół metra nad , a goniącego nas samolotu około 3 m poniżej lokalnego poziomu gruntu.
I to w zasadzie wszystko jeśli chodzi wstępne założenia i wytyczne, i jeśli od strony technicznej wiesz jak wykonywać wspomniane powyżej manewry to w zasadzie możesz sobie odpuścić czytanie dalszej części .