Wydaje mi się że chyba zwyczajne wrażenie po przejściu z Locka - ja tam w Locku latać nie umiem, jakoś brak mi czasu na ogarnięcie obsługi elektroniki itp, ale tak jak sobie rekreacyjnie odpalę, to jakoś wszystko spokojniejsze niż w Sturmoviku, mam czas, żeby sobie zajrzeć do ściągi, wziąć łyka kawy, odgasić fajkę i puścić rakietę, w Iłku jestem zbyt zajęty staraniem się nie zafajdać zbroi

A jak już przy tym jesteśmy to też mam pewien problem: wciąż jestem na etapie nauki Iła, ale sporo teorii już przyjąłem, zaczynam operować skokiem śmigła i mieszanką, nie pcham się do walki kołowej, pilnuję obrotów itp, no i poprawiam celność, ale singleplayer to dla mnie wciąż pasmo frustracji (w multi się nawet boję próbować). Przykład: misja P51D ta z obroną lotniska - szybki start, wbijam na 2000m, obroty cały czas na zielonym, widzę foki, delikatny skręt, przewrót przez plecy i napieram 600hm/h na ostatniego w szyku, krótka seria i z leszcza zostaje kula ognia, biorę następnego na cel, strzelam z nieco większej odległości - 300m, koleś próbuje świecy i traci skrzydło. Odchodzę, oceniam sytuację, widzę następnego, znów wbijam mu szybko na ogon, profilaktycznie przypominam wingmanowi, żeby mnie krył, rozglądam się co parę sekund, żeby nie stać sie ofiarą własne chciwości i kiedy już prawie mam drania w zasięgu... bum, wyprzedza mnie Bubi, a zaraz za nim moje skrzydło :/
I tak mniej więcej jest zawsze! Start, dolot, parę zaplanowanych zestrzeleń i nagle kończę na glebie przez jakiegoś cwaniaka w mietku, który pojawia się znikąd. Próbowałem oczywiście zaczynać od kasowania mietków, ale to jest po prostu niemożliwe, czym bym nie leciał, zawsze są szybsi, lepiej się wspinają, a ja mam do wyboru odpuścić, albo przegrzać silnik, tak czy owak wracam na lotnisko piechotą. Skrzydłowi zamiast mi pomóc to lecą za mną na pałę (i o dziwo nikt do nich nie strzela).
W QMB problemów nie ma, zawsze wymanewruję pajaca i odstrzelę to i owo, ale misje i kampanie... no jeszcze żadnej nie przeszedłem - lament
