Ger0 ostatnich dwóch filmów Eastwooda najwyraźniej nie widziałeś 
Ja widziałem wczoraj "Listy..." wreszcie... i boję się iść na "Sztandar...".
Nie jest to co prawda w żaden sposób film amerykańskim patosem zbrzydzony jak Pearl Harbor czy Flyboys, ale jest koncepcyjnie i fabularnie bardzo słaby. Nie chce mi się o tym teraz pisać, bo już późna pora, ale spodziewałem się po Eastwoodzie dużo więcej... a tu wyszło nudno, długo, bez żadnej refleksji, bez zrozumienia i umotywowania japońskich działań oficerów i szeregowych żołnierzy. Wyszło właśnie trochę zbyt prosto... przez co widz ogląda i nic nie rozumie. Widzi zapamięta tylko głupotę oficerów, żołnierzy, którzy się sami bezmyślnie zabijają. Trochę to przykre, zwłaszcza, że film w ogóle nie pokazuje z czego to wynika - japońskiej kultury, posłusznej mentalności, przedwojennego prania mózgów i wtłaczania piekarzom i chłopom kodeksu bushido, którego sami nauczyciele nie rozumieli. 2.5h patrzy się na to życie żołnierskie... i wydaje się po wyjściu z kina, że dałoby się to zawrzeć w 10 minutach dobrze skręconych scen o dobrym, esencjonalnym scenariuszu.
A co do ORE-KIMI to z niecierpliwością wyczekuję... bo może właśnie to czego u Eastwooda zabrakło, będzie właśnie tam. Choć z drugiej strony scenariusz do "Listów..." pisał też Japończyk :/
Pozdrawiam