Przede wszystkim planowanie i zorganizowane duże flighty. Nie ma dobrego sposobu, żeby samotny jeździec w F-16 przebił się 200 mil wgłąb wrogiego terytorium i rozwalił lotnisko... Tzn. czasem się udaje, ale generalnie ja robiłbym tak, że nie zapuszczałbym się nad teren wroga bez silnej eskorty (minimum jeden flight, optymalnie dwa, na przykład 4-8 F-15C) + SEAD (jeden dobrze dobrany flight powinien starczyć). Czyli nie liczyć na stealth a na przebicie się siłą, odwrócenie uwagi przez eskortę, zrzucenie bomb i szybki powrót.
W czasie lotu trzymać się wyznaczonych w briefingu prędkości i czasów nad steerpointami (chyba że AI przyspieszy lub zwolni, wtedy się dostosować). Eskorta musi wlecieć nad cel pierwsza, żeby odciągnąć uwagę. Atak robimy błyskawiczne, jedno podejście, bez poprawek (jak nie trafiłeś, to trudno) bo nie wiadomo jak długo AI będą wisieć i Cię osłaniać. Potem dajemy do domu i co chwila prosimy od Awacsa vector to nearest threat, żeby Cię jakiś maruder nie zaszedł.