Autor Wątek: Prawda czasu, prawda ekranu...  (Przeczytany 5114 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Prawda czasu, prawda ekranu...
« dnia: Grudnia 29, 2009, 13:22:59 »
Witam,
Chciałbym zaproponować temat. Przeglądając Forum nie znalazłem go jeszcze, choć wydaję się dość interesujący. Bugi w filmach.
Nie mam, oczywiście, na myśli klasycznych niedoróbek typu zapomniana butla ze sprężonym powietrzem w „Gladiatorze” czy inne „klasyki”. Chodzi mi o kształtowanie rzeczywistości w wojennych produkcjach typu „Szeregowiec Ryan”, czy „Kompania Braci”.
Jak wiadomo, 90% ludzi kształtuje swoją świadomość (szczególnie historyczną) na podstawie stereotypów. Rzadko zdarzają się przypadki świadomego dążenia do odkrycia pewnych, nazwał bym to, nieścisłości, w utartych obrazach, szczególnie historycznych.
Przemysł filmowy, a zwłaszcza kinematografia Wielkiego Brata z Zachodu wdrukowuje codziennie w nasze umysły obrazy nie rzadko mające tyle wspólnego z rzeczywistością, co dane rządu na temat dobrobytu Polaków.  Oczywiście nie należy mieć tego, do końca za złe filmowcom.
Jeśli spojrzeć na kłamstwa przedstawiane przez poważnych przecież historyków (przodują tu historycy anglo-sascy), nie można się dziwić, że twórcy z pod znaku Dziesiątej Muzy tworzą rzeczywistość odbiegającą od prawdy historycznej. Jednak nie można przejść obojętnie nad logiką, której to w filmach czasami za grosz nie uświadczymy.
Powołam się na klasykę Spielberga; Kilku facetów włóczy się po Normandii w poszukiwaniu biednego szeregowca, celem wydobycia go z piekła wojny. Bardzo widowiskowe. Niestety zupełnie nie logiczne. Ich przygody to jeden wielki fajerwerk. Nazwał bym to „realistyczne Rambo”. Sami pokonują przeważające siły wroga, przechodzą różne levele, aż do tzw. bossa. Ostatnia scena jest powalająca. Czyli klasyka filmu.  Tylko czy naprawdę nie możemy zastanowić się nad pewnymi szczegółami?
Pięciu doświadczonych gości obejmuje dowództwo nad bandą żółtodziobów i stawiają czoła zaprawionej w bojach dywizji pancernej SS. O co walczą? O most nad ściekiem (dokładnie jego utrzymanie). Po co? Aby reszta wojska mogła się przebić. Doprawdy zaszczytny cel.
Po pierwsze: dywizja pancerna SS zmiotła by naszych rekrutów z powierzchni ziemi za pomocą choćby moździerzy, zanim GI Joe mogli by cokolwiek powiedzieć. Zresztą pojęcie o Giermańcach wśród Amerykanów jest, powiedział bym żadne. Który doświadczony dowódca (powtarzam doświadczony) pcha się ciężkimi czołgami do zrujnowanego miasteczka?
Po drugie: wyśmienici, skądinąd, Rangersi, rozwalili by ten mościk w diabły, żeby się Niemiaszki nie przedarły, później odprowadzili by szeregowca do mamy, następnie wrócili by pooglądać potęgę swojego lotnictwa. Gdyby chcieli się przedostać na drugą stronę to pewnie załatwiła by to im wesoła grupa saperów z mostem (choćby nożycowym).
Po trzecie i ostatnie: kulminacja. Wiara w niezawodny i niezniszczalny sprzed Made In USA jest niesamowita. Choćby to: facet leci w takim Mustangu, patrzy a na dole jego funfle w tarapatach. Wiec niewiele myśląc bierze na cel Tygrysa, potem, tylko jemu znanymi metodami, trafia go pierwszą wypuszczoną bombą nie robiąc, oczywiście, żadnej krzywdy nikomu w okolicy. Po prostu American Staff plus American Technology . Już wtedy mieli inteligentne bomby.
Pragnę zaznaczyć, że nie mam nic do tego filmu. Chętnie go oglądam. Naprawdę kawał dobrej roboty. Rekonstrukcja czasów wyśmienita. Brak tylko logiki i podejścia do materii innego niż amerykańskie.

Jankesi galopują we wszystkim niczym legendarna kawaleria Puławskiego. Dwoje ludzi jest w stanie prowadzić u nich okręt podwodny, jeden myśliwiec ma tysiące żyć, żołnierz to twardziel a`la Rambo 8 itp. Amerykanie chcą widowiska i je tworzą. Ale jedna podstawowa rzecz; nie dajmy się nabierać. Trzeba docenić kunszt reżysera, scenarzysty, zdjęciowa itd., ale mieć na uwadze podstawową logikę.
Chciałbym widzieć dobre, widowiskowe, filmy wojenne ale z dodatkiem „sztucznej inteligencji”. Niech będzie realizm obrazu, ale także realizm zdarzeń. Jak giną żołnierze to niech wszyscy (lewej i prawej strony). To nie jest trudne zadanie dla scenarzysty. Wystarczy wziąć tabelę poległych i porównać. Ale czy w tedy przeciętny konsument hamburgerów zdołał by przetrawić to, że jego bracia też padali jak muchy? Miejmy nadzieję, że tak. Świadczą o tym niektóre produkcje. Niestety one, z reguły, są pozbawione wartości obrazu, co nie dopuszcza ich do szerokiego grona odbiorców. A gdyby tak połączyć te dwa światy? Może te 90% ludności zastanowiło by się o co w tym wszystkim chodzi? Może…

PS. To jest dalsza część do wątku. Prosiłbym Wszechmogącego o posklejanie go z nim, bo ja nie daje rady.
Pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Grudnia 29, 2009, 16:07:35 wysłana przez John Cool »
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #1 dnia: Grudnia 29, 2009, 20:41:45 »
Nie wszystkie amerykańskie filmy są takie.

Weźmy "Byliśmy żołnierzami". Wiadomo, patos, patriotyzm, USA najlepsze itd., ale nie jest tak różowo - prawie omyłkowo zrzucony napalm na własne pozycje, ogólna masakra w dżungli i chaotyczna obrona. Oczywiście Ameryka triumfuje, ale jakieś tam straty mają :)
Miejsce na Twoją reklamę.

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #2 dnia: Stycznia 03, 2010, 01:19:44 »
A gdyby tak połączyć te dwa światy? Może te 90% ludności zastanowiło by się o co w tym wszystkim chodzi? Może…

Ale to jeden świat - świat Jego Wysokości Dolara  :003: Filmy się robi po to aby na nich zarabiać, dużo zarabiać. Dlatego fabuła jest głupia, bo ma dotrzeć do ludzi z poziomu telenoweli, a takich są miliony. I to o te miliony chodzi, bo one maja grzecznie przynieść ze sobą do kina (sklepu z DVD) miliony. Prosta, zrozumiała dla każdego historyjka, a że mało realna - a po co? W końcu to kino, "real" to ludzi mają na codzień.

A film w ogóle przecież warsztatowo bardzo dobry i tak na tle tego całego hollywoodzkiego chłamu (który diabli wiedzą czemu człowiek ogląda? A tak bo to fajna rozrywka jest  :021:), nie ma co narzekać, przynajmniej wizualna strona tamtych czasów jest nieźle odtworzona.

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #3 dnia: Stycznia 03, 2010, 02:21:52 »
Kurcze chodziło mi o to, żeby nie dać się nabierać. Obserwuje sobie filmy wojenne (te polskie i te zagraniczne  :002:) i widzę trend: fajne widowisko, ubiory, osprzęt z epoki, dbałość o szczegóły. Kto się nie zna łyka jako pewnik. Ale pięć minut zastanowienie, plus elementarna logika i już bug na bugu. Wiem nie każdy jest strategiem amatorem, nie każdy zna się na danym konflikcie, większość idzie na fajną jatkę. Zgoda. Tylko zwielokrotnione efekty działania CKM-u (czy to było działko  ???) można sobie oglądnąć w Rambo 4 i też git. Spielberg ma ambicję tworzyć realne dzieła i jest w tym dobry. Tylko przedobrza. Niby dla kombatantów, niby płaczą itd., ale jaki obraz G.I. Joe ma myślący człowiek? Goście od czoła atakują MG42... No tak, porażająca (modne słowo) inteligencja. Konsekwentnie proszę jak realizm to realizm. No chyba, że to tak wyglądało (temat na osobną dyskusję). Dolar rządzi, kasowość filmu = drugi i następny film - ok rozumuję. Ale chcę na prawdę czegoś więcej. Może nie tylko ja?
Co do "Byliśmy żołnierzami". Pffuuu... Niestety nie dotrwałem do momentu friendly fires bo takiego (moje osobiste zdanie) nagromadzenia amerykańskiego patosu mój skromny umysł nie wytrzymał. Po pobieżnym zerknięciu na to dzieło utwierdziłem się w przekonaniu, że całą zimną wojnę USA prowadziło ze swoim alter ego. Wybacz Avat, ale takie jest moje zdanie. Poza tym ta "agitka" potwierdza moją tezę o głupocie Made in USA.
Pozdrawiam
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #4 dnia: Stycznia 03, 2010, 11:13:06 »
Cytat: tichy
O co walczą? O most nad ściekiem (dokładnie jego utrzymanie). Po co? Aby reszta wojska mogła się przebić. Doprawdy zaszczytny cel.
To po co Anglicy zdobywali most" Pegasus" na kanale Caen. przecież mogli je zbombardować a potem postawić jakiś "zafajdany składany most" :021:. W ogóle jak ci niemieccy weterani wszystkich frontów europy dali się zaskoczyć przez fajfokloków. To jest dopiero nierealne, przylecieli w jakiś tekturowych samolocikach i zaskoczyli Niemców w piżamach  :118:

Cytat: tichy
Po pierwsze: dywizja pancerna SS zmiotła by naszych rekrutów z powierzchni ziemi za pomocą choćby moździerzy, zanim GI Joe mogli by cokolwiek powiedzieć.
to jakim cudem ci Niemcy przegrali tą wojnę przy takiej jakościowej przewadze swych wojaków  :011:

Cytat: tichy
Który doświadczony dowódca (powtarzam doświadczony) pcha się ciężkimi czołgami do zrujnowanego miasteczka?
hmm... zastanówmy się :005: ...as nad asy Michael Wittmann :118:

Cytat: tichy
Dwoje ludzi jest w stanie prowadzić u nich okręt podwodny, jeden myśliwiec ma tysiące żyć, żołnierz to twardziel a`la Rambo 8 itp.
Czepiasz się amerykanów a "czterech pancernych " ty widział  :011: :001: Oj gdybyśmy dwa takie czołgi mieli ... to jeden zdobył by Berlin a drugi Moskwę i byśmy mieli spokój po wsze czasy  :118:

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #5 dnia: Stycznia 03, 2010, 11:48:58 »
Witam,
Chciałbym zaproponować temat. Przeglądając Forum nie znalazłem go jeszcze, choć wydaję się dość interesujący. Bugi w filmach.
Nie mam, oczywiście, na myśli klasycznych niedoróbek typu zapomniana butla ze sprężonym powietrzem w „Gladiatorze” czy inne „klasyki”. Chodzi mi o kształtowanie rzeczywistości w wojennych produkcjach typu „Szeregowiec Ryan”, czy „Kompania Braci”.
Jak wiadomo, 90% ludzi kształtuje swoją świadomość (szczególnie historyczną) na podstawie stereotypów. Rzadko zdarzają się przypadki świadomego dążenia do odkrycia pewnych, nazwał bym to, nieścisłości, w utartych obrazach, szczególnie historycznych.

Widzisz , skoro jesteś wolny od stereoptypów to czemu w dalszej części swojej wypowiedzi je powtarzasz? Od uprzedzeń tez jesteś wolny?

Cytuj
Przemysł filmowy, a zwłaszcza kinematografia Wielkiego Brata z Zachodu wdrukowuje codziennie w nasze umysły obrazy nie rzadko mające tyle wspólnego z rzeczywistością, co dane rządu na temat dobrobytu Polaków.  Oczywiście nie należy mieć tego, do końca za złe filmowcom.
Jeśli spojrzeć na kłamstwa przedstawiane przez poważnych przecież historyków (przodują tu historycy anglo-sascy), nie można się dziwić, że twórcy z pod znaku Dziesiątej Muzy tworzą rzeczywistość odbiegającą od prawdy historycznej. Jednak nie można przejść obojętnie nad logiką, której to w filmach czasami za grosz nie uświadczymy.

Od kiedy życie jest logiczne? To co Tobie wydaje sie nie mieć sensu dla kogos innego może mieć niebagatelne znaczenie.

Cytuj
Powołam się na klasykę Spielberga; Kilku facetów włóczy się po Normandii w poszukiwaniu biednego szeregowca, celem wydobycia go z piekła wojny. Bardzo widowiskowe. Niestety zupełnie nie logiczne. Ich przygody to jeden wielki fajerwerk. Nazwał bym to „realistyczne Rambo”. Sami pokonują przeważające siły wroga, przechodzą różne levele, aż do tzw. bossa. Ostatnia scena jest powalająca. Czyli klasyka filmu.  Tylko czy naprawdę nie możemy zastanowić się nad pewnymi szczegółami?
Pięciu doświadczonych gości obejmuje dowództwo nad bandą żółtodziobów i stawiają czoła zaprawionej w bojach dywizji pancernej SS.

Co tu niby nie jest logiczne? ta twoja banda żółtodziobów ma za soba przynajmniej 3 lata szkolenia. Nie nazwał bym ich żółtodziobami.
Wydaje mi się że masz błędne pojęcie na tym czym jest szkolenie wojskowe  a swoją opinie bazujesz na słynnych polskich unitarkach Żołnierzach którzy naboje to widza raz w życiu na strzelnicy.


Założyłeś że zaprawiona w boju dywizja SS stoi we francji bo byli za dobrzy na front rosyjski ;) Same stare wiarusy , pełne stany, super tygrysy i każdy dowódca to taki mały Rommel.........
 
Cytuj
O co walczą? O most nad ściekiem (dokładnie jego utrzymanie). Po co? Aby reszta wojska mogła się przebić. Doprawdy zaszczytny cel.

Wiesz co to jest kałuża?

Cytuj
Po pierwsze: dywizja pancerna SS zmiotła by naszych rekrutów z powierzchni ziemi za pomocą choćby moździerzy, zanim GI Joe mogli by cokolwiek powiedzieć.
Jeśli mieli by te moździerze............. A co tam moździerze, jakby 10 minut poczekali to pewnie i gruba berta by się znalazła i stado sztukasów.

Cytuj
Zresztą pojęcie o Giermańcach wśród Amerykanów jest, powiedział bym żadne. Który doświadczony dowódca (powtarzam doświadczony) pcha się ciężkimi czołgami do zrujnowanego miasteczka?

Ten który nie ma innej drogi? Nie jest to logiczne drogi Watsonie? Befelt is befelt i przeć do przodu trzeba . Zdajesz sobie sprawę co grozi za nie wykonanie rozkazu, prawda?

Cytuj
Po drugie: wyśmienici, skądinąd, Rangersi, rozwalili by ten mościk w diabły, żeby się Niemiaszki nie przedarły, później odprowadzili by szeregowca do mamy, następnie wrócili by pooglądać potęgę swojego lotnictwa. Gdyby chcieli się przedostać na drugą stronę to pewnie załatwiła by to im wesoła grupa saperów z mostem (choćby nożycowym).

Dlaczego od razu nie teleportować zastępów armii amerykańskiej zamiast targać mosty?
Wygląda na to że nie masz pojęcia o logistyce, wsparciu lotnictwa, założeniach  taktycznych poszczególnych elementów tej operacjii specyfiki terenu.

Życie to nie jest gra RTS.


Cytuj
Po trzecie i ostatnie: kulminacja. Wiara w niezawodny i niezniszczalny sprzed Made In USA jest niesamowita. Choćby to: facet leci w takim Mustangu, patrzy a na dole jego funfle w tarapatach. Wiec niewiele myśląc bierze na cel Tygrysa, potem, tylko jemu znanymi metodami, trafia go pierwszą wypuszczoną bombą nie robiąc, oczywiście, żadnej krzywdy nikomu w okolicy. Po prostu American Staff plus American Technology . Już wtedy mieli inteligentne bomby.
Pragnę zaznaczyć, że nie mam nic do tego filmu. Chętnie go oglądam. Naprawdę kawał dobrej roboty. Rekonstrukcja czasów wyśmienita. Brak tylko logiki i podejścia do materii innego niż amerykańskie.

Ale brak Ci elementarnej wiedzy o kręceniu filmów.  Jesli chcesz pokazać wymianę ognia to musisz zmieścić pewne elementy w kadrze. Jak do siebie strzelaja na 200-300 m to nie będzie to widowiskowe. Jak ich postawisz od siebie na 50 m to widzisz i swoich i ichnich. Taka licencja poetika. Inaczej zobaczył byś jakiś czołg trafiony pół kilometra od miejsca gdzie siedzą żołnierze.
To tak jak z oglądaniem meczu. W tv masz zbliżenia, widzisz jak się przepychają, kopia dryblują. A jak siedzisz na trybunie to widzisz tylko sylwetki ganiające w tą i z powrotem, nuda.
No ale to chyba logiczne, prawda?

Cytuj
Jankesi galopują we wszystkim niczym legendarna kawaleria Puławskiego. Dwoje ludzi jest w stanie prowadzić u nich okręt podwodny, jeden myśliwiec ma tysiące żyć, żołnierz to twardziel a`la Rambo 8 itp. Amerykanie chcą widowiska i je tworzą. Ale jedna podstawowa rzecz; nie dajmy się nabierać. Trzeba docenić kunszt reżysera, scenarzysty, zdjęciowa itd., ale mieć na uwadze podstawową logikę.

Jak wyżej napisałem.

Cytuj
Chciałbym widzieć dobre, widowiskowe, filmy wojenne ale z dodatkiem „sztucznej inteligencji”. Niech będzie realizm obrazu, ale także realizm zdarzeń. Jak giną żołnierze to niech wszyscy (lewej i prawej strony). To nie jest trudne zadanie dla scenarzysty. Wystarczy wziąć tabelę poległych i porównać.

Realizm czyli nuda? Nie robi sie filmów o kucharzach, fryzjerach,szewcach w armii.
jak film jest o polskich żołnierzach walczących na Westerplatte to jak bardzo obchodzi Cię  co się działo w szeregach Grandschutzu?

Cytuj
Ale czy w tedy przeciętny konsument hamburgerów zdołał by przetrawić to, że jego bracia też padali jak muchy? Miejmy nadzieję, że tak. Świadczą o tym niektóre produkcje. Niestety one, z reguły, są pozbawione wartości obrazu, co nie dopuszcza ich do szerokiego grona odbiorców. A gdyby tak połączyć te dwa światy? Może te 90% ludności zastanowiło by się o co w tym wszystkim chodzi? Może…

Teraz to sobie kpisz. Niewiele jest narodów które mają taki szacunek dla poległych i weteranów co amerykanie. To tylko twoja wyobraźnia karmiona obiegowymi opiniami mówi ci że amerykanie nie zdają sobie sprawy ze strat jakie ponieśli i ile ich faktycznie ta wojna kosztowała.
Ale żyć trzeba dalej  wieczne biadoleni i rozliczenia jak w wypadku polaków nie mają tu miejsca. Ot taka kolej rzeczy.

Wracając do Twojej logiki. Logiczne jest stwierdzenie że swoje opinie opierasz wyłącznie na podstawie własnych przemyśleń, nie mając realnej wiedzy ani doświadczenia  na żadnym polu upoważniającym Cię do fachowej oceny wydarzeń. Wydajesz sądy na jakiej podstawie? Doświadczeń w Counter Strika czy COD?

Przy okazji, celowo w czasie swojej oceny filmu pominąłeś scenę  lądowania na plaży? Czy była po prostu niewygodna i nie wpasowała się w nurt  Twojego logicznego myślenia?

Może jeszcze strzelisz opinię o BofB ?

Ale ja Ci wybaczam, jak już skończysz liceum i pożyjesz, poczytasz to spojrzysz inaczej.

[gmod]Poprawiłem użycie funkcji "cytuj". Razorblade1967[/gmod]
« Ostatnia zmiana: Stycznia 03, 2010, 12:43:35 wysłana przez Razorblade1967 »

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #6 dnia: Stycznia 03, 2010, 14:50:26 »
Ale chcę na prawdę czegoś więcej.
Nie będę się rozpisywał, ale jeżeli chodzi Ci o realizm i "coś więcej", to pozostają tylko filmy dokumentalne (aczkolwiek z tym, że i to nie wszystkie) i biograficzne.
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #7 dnia: Stycznia 03, 2010, 15:07:20 »
No tak. Prawda czasu prawda ekranu...
1. a) Nie pisałem, że jestem wolny od stereotypów. Każdy człowiek, posiadający jakikolwiek zasób wiedzy, kształtuje swój pogląd na świat przez stereotypy. Po prostu jest niemożliwością zgłębienia wiedzy bez uprzedzeń. Chodziło mi o to, że 90% ludzi pozostaje przy tych stereotypach. Zresztą to długi temat.
   b) Wielkość przeszkody wodnej. W filmie do przeskoczenia przez lepiej wysportowanego     żołnierza, w operacji Tonga raczej nie. O mądrościach Montiego, cóż można się rozpisywać. Oczywiście zaskoczenie Niemców było całkowite. Wręcz totalne. Gorzej zaskoczeni byli tylko sami Alianci jak uzmysłowili sobie absurdy podjętych decyzji (no może poza Sosabowskim). Trochę nie na temat.
2.  a) logika jest jednakowa w każdym przejawie życia. Nie ma "innej" logiki. Jeśli facet dostaje pięć kul w płuca, to krwawi (logiczne). Jeśli, zaś potrafi z rewolweru zabić trzech za jednym strzałem, a później bez połówki mózgu lata po całej ulicy to brak jest w tym logiki (taki drastyczny przykład).
 b) Niemcy przegrały wojnę bo toczyły ją praktycznie same z "przeważającymi siłami wroga". Nie była ona do wygrania. W rzeczywistości posiadali jakościowo lepszy sprzęt pancerny w śladowych ilościach, byli źle uzbrojeni i wyczerpani. Stracili panowanie w powietrzu. W 1944 ich W- SS składała się z przypadkowych nacji itd. W filmie jest co innego: doskonały sprzęt (2X Tygrys), działka, RKM- y itp. Gdzie niespójność? Przy takim wyposażeniu oddział dostaje baty od spadochroniarzy... Znowu rzeczywistość: spotkanie DP i DPD kończyło się, tak jak wskazałeś - Market-Garden, a nie tak jak wskazuje Spielberg.
3. a) W filmie: na szczeblu dowodzenia - Rangersi (3 lata, powiedzmy Afryka, Sycylia), 101 jedynie unitarka + szkolenie Pow-Des. Chrzest bojowy 6 VI 1944 r. Czyli, zakładając, że rzecz dzieje się 2-3 tygodnie po D-Day to tyle mieli doświadczenia. Hmm... Nie bazuje na WP. W filmie pokazują ich jako starych wiarusów i do tego dobrze wyposażonych. Tak właśnie, u Jankesów wszystko jest możliwe, aby przykryć blamaż... Bo jak to, dziesiątkowała ich banda Czechów?? Niemożliwe. Czyli potwierdzenie mojej tezy co do filmów.
Jasne, do tego Niemiaszki to roboty. Szef każe w lewo to w lewo. Oczywiście system dowodzenia to oni mieli zapożyczony od Prusaków. Odstępstwa od normy nie były akceptowane. Swoboda dowodzenia ograniczona. Ale nie po to dali temu filmowemu dowódcy Tygrysa, żeby go rozwalił na pierwszym, napotkanym mieście. Trochę obiektywizmu. 
  b) Wittmann, produkt US propagandy. Dajcie zwykłemu „trepowi „F -16 i wyślijcie w 1939 r. - efekty - "Trep Legends". Wittmann nie wpakował się do zajętego miasta czołgiem, tylko "walił" zza krzaków - tak zyskał legendę. Jak "pokozaczył" to poszedł do Ponurego.
3. a) Wiem.
 b) Widziałem, ale nie mówimy o bajkach... Analogicznie - gdyby Tom dowodził to w 2 tygodnie US Army w Warszawie.

4.  a) Były na wyposażeniu praktycznie każdego związku taktycznego. Bez absurdów! Jeśli mieli PzKpfw VI to mieli i moździerze. Jeśli widzieli Jankesów na motorze to przypuszczali, że są w mieście. Jeśli przypuszczali, że są w mieście to by przygotowali ostrzał z moździerzy (bo prawdopodobnie tylko taką "artylerią" by dysponowali). Dalej wypuszczają frajerów na zwiady i już wiedzą co jest grane. Jak "hamburgerowy" kapitan dokonał rekonesansu to pewnie "brzydki nazistowski" kapitan też mógł to zrobić. No chyba, że to zadeklarowany nazi i tępota mu nie pozwoliła. Tylko jak on zdobył ŻK (no może nie najlepszy przykład) i utrzymał się przy życiu przez 5 lat wojny. Że też mu koledzy pozwolili i do tego przełożeni nie zauważyli, że jak dowodzi to mu giną czołgi w mieście... Głupi ci Niemcy, w końcu przegrali wojnę. Takim myśleniem upstrzone są właśnie filmy od ZSRR do USA. Kompleksiki co?
5.  a) Mam. Filmowa rzeczka to raczej i wszystkie niedogodności terenowe to raczej marna przeszkoda dla najbardziej marnotrawnej armii świata, jaka stąpała po europejskiej ziemi.
6.     a) Brak - nigdy nie kręciłem filmów. Spielberg to ikona dobrego filmu i takie błazeństwo...
7.   a) Robi i są nudne, do tego naszpikowane chwałą i „glorią”. Chodzi o spójność. Nie jeden na wszystkich i tak wygrywa. To nie RTS...
8.  a) Z grubej rury! W historii nie było równie niewdzięcznego narodu w stosunku do swoich weteranów co USA. Pomijam wydarzenia II WŚ i lata 50. Zapewniam, że znam temat i moje przemyślenia oparte są raczej na wnikliwych studiach,  niż na wiedzy pochodzącej z opisanych gier. Podobnie nie czerpię wiadomości  na temat lotnictwa z Iła. W CS nie gram w CoD owszem, choć dzisiaj już trochę zapomniana to przeze mnie gra (brak możliwości sprzętowych).
Suplement: A`propos liceum – trzeba pisać Polaków nie „polaków”, licencia poetica nie „licencja” (to po łacinie) Befelt ist Befelt nie Befelt is befelt (po niemiecku). Do tego w zdaniach powinno się stosować przecinki zgodnie z zasadami interpunkcji (oczywiście jak ktoś chce uchodzić za człowieka wszechstronnie wykształconego, tak jak Ty). Ale pominąwszy to wszystko i zrzucając niedociągnięcia na wielkie emocję, mogę powiedzieć jeszcze tylko to, że brak w twoich wypowiedziach zasad dyskusji. Coś cytujesz, potem się z tym nie zgadzasz, aby na końcu dojść do wniosku, że to wszystko prawda. W mojej karierze miałem tysiące takich ekspertów. Na pamięć monografie, nazwy jednostek itp. Jednak przy każdej próbie wnioskowania z wiadomości ekspert poległ. Właśnie tak jak Ty, sam coś cytował, nie zgadzał się, zaprzeczał i sam sobie udowadniał, że nie ma racji. Do tego klasyczne „pieniackie” podejście: „taki doktorek a nie wie gdzie w Hellcat jest miejsce na apteczkę”, „pewnie z Liceum i z CS ma wiedzę” i takie różne. Nie wiem, i co z tego, mam literaturę i jak będzie mi potrzebna ta informacja to sprawdzę i sobie ocenię jej przydatność. Nie wiem też wielu innych rzeczy, ale w miarę potrzeb, zgłębiam informację. No chyba, że stoimy na straży XIX w. pojęcia historii jako czysto kronikarskiego zapisu dziejów. Zapewniam, że taki pogląd na Świecie ma już coraz mniej zwolenników.
Pozdrawiam 
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #8 dnia: Stycznia 03, 2010, 15:30:31 »
Jeśli w punkcie pierwszym odpowiadałeś na moje uwagi jak to "Anglicy zdobywali most" Pegasus" na kanale Caen" to muszę cie poinformować że owy most niema nic wspólnego z Market-Garden.. Został zdobyty 6 czerwca 1944 w Normandii.
Cytuj
Wittmann nie wpakował się do zajętego miasta czołgiem, tylko "walił" zza krzaków - tak zyskał legendę.
A o jego turystycznych eskapadach  po wiosce Villers-Bocage  słyszałeś  :011:

Cytuj
101 jedynie unitarka + szkolenie Pow-Des. Chrzest bojowy 6 VI 1944 r. Czyli, zakładając, że rzecz dzieje się 2-3 tygodnie po D-Day to tyle mieli doświadczenia.
Polecam poczytać choćby kompanie braci i wtedy wypowiadaj się na temat wyszkolenia spadochroniarzy USARMY


Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #9 dnia: Stycznia 03, 2010, 15:50:04 »
Mnie też wiele rzeczy drażni. Tylko z chociażby takich niedawnych produkcji "Pearl Harbor" gdzie w okresie Bitwy o Anglię główny bohater odbywa staż w 303 dywizjonie (pomijając fakt, że w tym czasie w 303 niebyło Spifire-ów, tylko Hurricane-y to F. Gabreski odbywał staż później - wcześniej amerykanów nie było (chyba, że się mylę)), lub "Ciemnoniebieski błękit" Spitfire IX we wczesnym brązowo-zielonym kamuflażu (zapewne razem z V-mi udają II-ki) czy lądowanie we Francji w celu zabrania zestrzelonego kolegi (taki przypadek zdarzył się 22 czerwca 1944, w 315 dywizjonie na Mustangu E. Horbaczewski zabrał T. Tamowicza).
To moje prywatne odczucia, ale przecież filmy wojenno-fabularne mają stworzyć widowisko dla "man in the street", więc nie szukajmy na siłę Krzyżaków w trampkach :003:.
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #10 dnia: Stycznia 03, 2010, 15:54:11 »
Przypadków lądowania za liniami wroga w celu zabrania zestrzelonego kolegi zdarzały się dość często. Słyszałem o takich wyczynach w wykonaniu niemców  jak i amerykanów.

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #11 dnia: Stycznia 03, 2010, 15:58:14 »
Przypadków lądowania za liniami wroga w celu zabrania zestrzelonego kolegi zdarzały się dość często. Słyszałem o takich wyczynach w wykonaniu niemców  jak i amerykanów.
Skoro tak to nie mam o co "kopii kruszyć" być może i zdażyło się Czechom.
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali

Offline Yarden

  • *
  • Wirtualny Dywizjon 316
Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #12 dnia: Stycznia 03, 2010, 16:18:56 »
Cytat: akbar
  F. Gabreski odbywał staż później - wcześniej amerykanów nie było (chyba, że się mylę)

Wywodząc swą wiedzę z tej http://www.konflikty.pl/a,1952,Ksiazki,Tak_niewielu_-_Alex_Kershaw.html książki (którą swoją drogą polecam jako świetną także pod względem fabuły), chciałbym zaprzeczyć :002:. Amerykanie byli, tylko że nielegalnie. W czasie bitwy o Anglię - siedmiu.
"Nie mogę patrzeć na bitego człowieka, nie mogę! Jeżeli bije ktoś inny." - Hermann Brunner

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #13 dnia: Stycznia 03, 2010, 16:24:19 »
Janek K. 
1. Samokrytyka połączona z samobiczowaniem. Dałem ciała i się biczuje. Za szybko pisałem za wolno myślałem, wyszły kwiatki. Dobrze, że zwróciłeś uwagę. W pułapce stereotypów most= Market - Garden. Pominąwszy blamaż, chodziło mi o:
a) ukształtowanie brzegu rzeki
b) możliwości taktyczne przekroczenia przeszkody
c) nurt rzeczny
d) czas operacji
e) znaczenie taktyczne
Te podpunkty w filmie i w operacji Tonga są diametralnie różne.
2. Tak, w wiosce nie w mieście. Druga rzecz inne zadania, inne rozpoznanie, inna sytuacja taktyczna. Kompletne zaskoczenie przeciwnika, walczy z ciężkim sprzętem, który wyjeżdża z wioski. Wykorzystuje sprzęt zgodnie z jego przeznaczeniem, czyli do zwalczania związków taktycznych, nie do zdobywania ciasnych uliczek. Teren zapewnia ochronę P.Lot. W filmie odwrotnie - prosto z pola do miasta z wysokimi budynkami...
3. S. E. Ambrose : "Most Pegasus" (sławna porażka), "Kompania braci" "D-Day: 6 czerwca 1944: Przełomowa bitwa II wojny światowej", te pozycję przeskoczyłem. Fakt dobry pisarz i fajny język. W ostatniej, dobry rozbiór na czynniki taktyczne, dobre porównania jednostek wojskowych, dowódców itp. Z drugiej strony: fanatyk polityki Eisenhowera i bezkrytyczny patriota amerykański, zapatrzony na US technikę. Nie do końca obiektywny, ale znający się ,jak rzadko kto na rzeczy. Prawdziwy autorytet w sprawach około - Overlordowskich. Fakt pisze o szkoleniu w bardzo realistyczny sposób, ale ma tendencję do heroizowania G.I. Joe. Zastosowałem skrót myślowy unitarka (tak jak pisze Ambrose) + selekcja (Ambrose) + szkolenie US Airborne (jak pisze Ambrose). Autor pisze, też o walorach zdrowotnych spadochroniarzy i wszystko się zgadza. Mnie chodzi o poziom zaawansowania w boju. Chrzest bojowy 6 czerwca 1944 r. czyli nie wąchali prochu. To sens mojej wypowiedzi. Dalej "Kompania braci" wpisuje się w mitologię "american boys", lepsza pod względem faktografii jest "D-Day..."
Pozdrawiam     
L'ordre règne à Varsovie!

Odp: Prawda czasu, prawda ekranu...
« Odpowiedź #14 dnia: Stycznia 03, 2010, 16:32:40 »
Wywodząc swą wiedzę z tej http://www.konflikty.pl/a,1952,Ksiazki,Tak_niewielu_-_Alex_Kershaw.html książki (którą swoją drogą polecam jako świetną także pod względem fabuły), chciałbym zaprzeczyć :002:. Amerykanie byli, tylko że nielegalnie. W czasie bitwy o Anglię - siedmiu.
W porządku, ja nie neguję, że Amerykanie brali udział w Bitwie o Anglię, tylko o ich udziale w tym czasie w polskich dywizjonach. Oto mi chodziło i do tego się odnosiłem. Jeżeli byli (po za J. Kentem oczywiście) to przepraszam za własne niedoinformowanie.
Skończmy ten mały OT, bo niektórzy mogą mieć jeszcze nerwowe Lugery po Sylwestrze :003
"Różnica między mną a wariatem jest taka, że ja wariatem nie jestem."
                                                                                  S. Dali