Może to was zachęci. Air to air report- autor nieznany

No dobra, wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i postaci jest zupełnie przypadkowe. Rzecz nie dotyczy pilotów 13 WELT, bo nikt z nas przecież by się tak nie dał pojechać...
Miejsce: Północna Korea, Obóz Pracy w pobliżu Pjongjang
Data: 17 lipca 2012; 03:43 LT (19:43 ZULU)Robiło się naprawdę nieźle. Lał rzęsisty deszcz i przy tej całej stęchliznie i wilgoci, w chacie unosiły się opary śmierdzącego dymu z tanich fajek palonych przez koreańskich oficerów. Tych kilkanaście sekund na dworzu, w trakcie których ich przytargano, wystarczyło, żeby wszyscy byli przemoczeni do suchej nitki. Do słupa podtrzymującego dach izby przywiązny był na stojąco Płk Jacob "Q-Ball" McGraw, dowódca 121. Eskadry Myśliwskiej USAF, a kilka drobnych ran, podarty kombinezon, i nieco purpurowy odcień twarzy, wskazywał, że pułkownik niezbyt dobrze dogadywał się z koreańczykami. Po przeciwnej stronie, pod ścianą, na ubitej ziemi, stanowiącej podłogę izby, siedział porucznik Mike "Meehanite" Lee, z tej samej eskadry. Ten z kolei był blady, walcząc z całych sił z bólami brzucha w przebiegu dyzenterii, i starając się nie zwymiotować na stojących obok dwóch strażników. Żołtoblade światło z żarówki tworzyło złowróżbny półmrok, ale jasno było na tyle, żeby ujrzeć stól, spoczywający na nim rewolwer oraz kilku żołnierzy wokół. Po jednej stronie stołu bujał się na krześle północnokoreański oficer, dmuchając dymem z papierosa osobnikowi siedzącemu po drugiej stronie. Osobnikiem tym był podporucznik Roberto "Ottaviano" Lucini, również pilot 121. eskadry. Kropelki potu na czole i zaostrzone, napięte rysy twarzy i wzrok wbity w koreańczyka zdradzały, że nieco niepokoi się on o swoją sytuację.
Oficer przestał bujać się na krześle, zaciągnał się głęboko i ku uciesze kolegów sięgnał po rewolwer, silnie zakręcił jego bębenkiem i odłożył z powerotem na stół zwracając się do "Ottaviano":
-
Ju plej, amerikalii! Szut, szut!Miejsce: Północna Korea, Okolice Pjongang, 25 tysięcy stóp MSL
Data: 13 lipca 2012; około 07:20 LT (03:20 ZULU). Zapis korespondencji radiowej."Panther 1-1, Lobo 2-1, Zostańcie w okolicy WPT 3, i nie podchodzcie do IP, w pobliżu dwa flighy Migów-29 i dwa Sa-3 w okolicy celu"
"Copy, zawracamy. Panther 1-1"
"Magnum (..) Sa-3 znad celu zdjęte.."
"Fox 3"
"Fox 3"
"Splash one"
"Slash two"
"Fox3"
"...Foxtrot Uniform, dostałem z artylerii. Mayday, mayday, mayday, Lobo 2-1 katapultuje się. Bulseye..."
"Panter 1-3, Panther 1-1, Kontynuujemy w kierunku celu..."
Miejsce: Północna Korea, między Mirim a Sunan, kabina operatora zestawu S-125 Newa
Data: 13 lipca 2012; około 07:20 LT (03:20 ZULU)Chiński doradca intentsywnie wpatrywał się w wyświetlacz sytstemu SNR-125 "Low Blow". Z każdym obrotem radaru, na katodowym ekranie rysowały się dwie grube poziome kreski, otoczone gęstym układem kropek i linii, wywołanymi przez układy zakłócające F-16.
"Jeszcze kilka sekund, jeszcze chwila..."- myślał. Jego palec powoli kierował się ku czarnemu przyciskowi z napisem "Pusk"
Miejsce: Północna Korea, Okolice Pjongang, 25 tysięcy stóp MSL, Panther Flight.
Data: 13 lipca 2012; około 07:20 LT (03:20 ZULU)Zajęty naprowadzaniem samolotu na cel naziemny, "Ottaviano" początkowo nie zwrócił uwagi na kilkukrotne piknięcie systemu RWR, i małą niewinną cyfrę 3, która pojawiła się na godzinie 2 wskaźnika. W ułamku sekundy cyferka otoczyła się rombem, dioda ostrzegania o odpaleniu zaczęła mrugać na czerwono i dał się słyszeć sygnał dźwiękowy o naprzemiennej częstotliwości.
"Panter 1-3 is engaged defensive, SA-3"
Roberto "Ottaviano" Lucini, świeżo po egzaminie na status "Combat Ready", nie był bynajmniej nowicjuszem. Wyuczony, precyzyjny ruch ręki wyłamał zabezpieczenie awaryjnego odrzucania podwieszeń, pstryknał przęłącznik w położenie CAT I, a następnie pchnął do oporu dźwignię przepustnicy. Szybką półbeczką przeszedł do przewrotu do ziemi z przeciążeniem 9.1G. Natychmiast zadziałały spodnie przeciwprzeciążeniowe uciskając mocno uda, a on sam, spiął mięśnie i wydychał powietrze poprzez zamkniętą głośnię, charakterystycznie przy tym stękając.Nosi to nazwę tzw. manewru Valsalvy. Zwiększa on ciśnienie wewnątrz klatki piersiowej, a co za tym idzie powrót krwi do serca, a w następstwie możliwość utrzymania krążenia w górnych partiach ciała, z czego mózg jest oczywiście "partią" najważniejszą...
Tymczasem płk "Q-Ball" miał własne problemy, dostał się bowiem pod silny ostrzał ogniem zaporowym OPL. Już od ponad minuty wykonywał serie pozornie chaotycznych zakrętów, zmian prędkości i wysokości. Nie było to o tyle trudne co męczące, wymagało bowiem ciągłych zmian przeciążenia. Głośny brzdęk pochodzący gdzieś z tyłu samolotu przerwał serie manewrów. "Q-Ball" poczuł silne wibracje, pochodzące przypuszczalnie od uszkodzonego silnika, a uszkodzone linie sterowania wprawiły samolot w niekontrolowaną beczkę z ujemnym przeciązeniem. Jacob poczuł jak świat wokół czerwienieje, a w głowie pojawiło się nieprzyjemne uczucie rozsadzania. Do tego pasy boleśnie wbijały mu się w barki, rozciągnięte pod wpływem olbrzymiej siły. Nie było wyjścia. Nie bez wysiłku sięgnął po uchwyt katapulty. Nabrał głęboko powietrza, zatrzymał i silnie pociągnął...
Do świadomości przywróciło go mocne szarpnięcie otwierającego się spadochronu. Niedaleko na ziemi płonęło dość spore ognisko, tam gdzie jego F-16 spotkał się z ziemią. Kilka kilometrów dalej dostrzegł wyrąbany spory kawałek lasu, na którego skraju unosiły się kłeby oleistego dymu. Lecz było tam coś jeszcze. Jakiś człowiek na spadochronie. Pomimo odległości dostrzegł czerwony hełm.
"To może być tylko ten makaroniarz Lucini" -pomyślał.
Miejsce: Północna Korea, Obóz Pracy w pobliżu Pjongjang
Data: 17 lipca 2012; 03:44 LT (19:44 ZULU)"Meehanite" zbudził się i odkrył, że dalej znajduje się na klepisku tej ochydnej izby. Do jego świadomości zaczęły powoli dobiegać przyczny tego przebudzenia. Był pewien, ze przed chwilą słyszał jakiś harmider, albo co najmniej wystrzały z broni palnej. Stopniowo zaczał sobie uświadamiać, że słyszy głośny łopot jakby wojskowego helikoptera. Jak przez mgłę dojrzał kolejne szczegóły przed sobą, przewrócony stół, krew wyciekającą z głowy koreańskiego oficera, który niczym kukła przewieszał się przez krzesło. "Ottaviano" i "Q-Ball" rozmawiali z kolei z jakimiś uzbrojonymi, groźnie wyglądającymi postaciami, niczym ze snu. Ten ostatni pocierał intensywnie nadgarstki. "Meehanite" przyjrzał się naszywce na rękawie jednego z tajemniczych przybyszów. Widniały na niej dwie duże, białe litery: PJ.