Autor Wątek: Klasyczny Dogfajt.  (Przeczytany 7644 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Klasyczny Dogfajt.
« dnia: Lutego 26, 2012, 00:33:14 »
Siedzimy z kumplem w tych samych samolotach. Zasady są proste: mijanka poniżej 100m, a potem wszystkie chwyty dozwolone. Wszystkie walki wyglądają tak samo: drąg na jaja, i się kręcimy, przegrywa ten który popełni pierwszy jakiś drobny błąd - na przykład opadnie mu skrzydło w ciasnym zakręcie, pozwoli pilotowi na utratę przytomności, nie trafi przeciwnika w ataku czołowym itp.

Walczymy tak, raz spadnie jeden, raz drugi, a mnie nurtuje cały czas jena myśl. Przecież to jest głupie, podążanie za celem jak rybka za palcem na ścianie akwarium. Niestety wszelkie moje próby stworzenia przewagi energetycznej kończyły się czapą w potylicę. W związku z tym mam pytanie do doświadczonych asów z tego forum: tyle pisaliście o tym, że przewaga wysokości, prędkości, że kowadło na mordę postawić, feuer frei i abschuss. Jednak nie zawsze tak jest, przecież czasem na początku spotkania nie mamy przewagi wszystkiego, tylko jest tak jak u mnie na tych walkach z kumplem - jest się na równym poziomie, lub nawet to on ma przewagę energii. Zaczyna się walka kołowa.

Co wtedy?

Offline noe

  • PAT
  • *
  • War Thunder
    • BILT POLSKA
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #1 dnia: Lutego 26, 2012, 08:34:21 »
W takiej sytuacji zawsze dążymy do  wypracowania przewagi energii, musimy ją za wszelką cenę mieć większą. Jeśli przeciwnik ma choć trochę więcej energii wchodząc w walkę kołową, wygra ja. Takie są realia no chyba że nasz przeciwnik nie potrafi dobrze wykorzystać przewagi i ją utraci na naszą korzyść. Zawsze ktoś musi mieć przewagę. Nawet jeśli kręcisz się w płaskim okręgu na jednej wysokości obaj po przeciwnych stronach okręgu, co się wtedy dzieje?, ano ktoś słabiej w 2sek zaciągnie drąga i jeden nabiera przewagi. Po 45 okrążeniach w końcu go dopadnie :)

Offline Sundowner

  • *
  • Chasing the sunset
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #2 dnia: Lutego 26, 2012, 09:44:48 »
Jeżeli maszyny te same, to wynik takiego starcia będzie zawsze nudnym ganianiem ogona. Wchodzicie w walkę z takim samym stanem energetycznym, bez możliwości manewru pionowego (bo co na parterze można zrobić bez wystawienia się na strzał ?), to i będziecie się ganiać aż któryś nie zrobi błędu.


3000m i inne maszyny, to efekty też będą inne - możliwość wykorzystania zapasu energii potencjalnej i możliwości swojej maszyny i  braków maszyny przeciwnika.

Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #3 dnia: Lutego 28, 2012, 19:51:12 »
3000m i inne maszyny, to efekty też będą inne - możliwość wykorzystania zapasu energii potencjalnej i możliwości swojej maszyny i  braków maszyny przeciwnika.
To nie ma sensu, jak jest miejsce na rozpędzenie się, to zawsze wygra szybsza/lepiej wznosząca się maszyna  :004:

W takiej sytuacji zawsze dążymy do  wypracowania przewagi energii, musimy ją za wszelką cenę mieć większą.
No i tu jest pies pogrzebany, bo jeżeli dążymy do większej energii niż przeciwnik to musimy robić szersze zakręty na mniejszych kątach natarcia co w walce kołowej skutkuje czapą. Jedyne co można uzyskać to lekką przewagę energetyczną, która pozwala na separację i odwrót na z góry upatrzone pozycje na własnym lotnisku

Kontynuując już ten temat zadam pytanie poboczne - co robić z przeciwnikiem na ogonie, który siedzi w tej samej maszynie lub maszynie tak zbliżonej, że kilkuprocentowe różnice w osiągach nie grają roli? Wyniki moich prób to: spirala na wznoszeniu = czapa, nożyce pionowe = czapa, nożyce poziome = czapa, wyrwanie pionowo w górę i ranwers na szczycie = na dwoje babka wróżyła. Jakieś pomysły?

Offline Sundowner

  • *
  • Chasing the sunset
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #4 dnia: Lutego 28, 2012, 20:25:55 »
Kino sugeruje danie po hamulcach  :118:


Alex, masz problemy. Jak masz na ogonie maszynę taką jak twoja, z podobnym  poziomem energetycznym i podobnym pilotem, to czapa, bo sknociłeś gdzieś wcześniej sprawę. Jak przy tych samych założeniach wchodzisz w walkę kołową z czołówki, to równie dobrze możesz rzucić monetą i kto przegra, ten wyskakuje z kabiny.


MUSISZ mieć pod jakimś względem przewagę by wygrać pojedynek.


Przykładowo w pojedynku 1vs 1 co ja robiłem to ostry Split-S i liczenie na to, że przeciwnik jest głupszy i spróbuje podążając za mną wypracować pozycję do strzału - co oznacza, że albo przeciągnie maszynę, albo straci więcej energii ode mnie. Tylko, że walk 1 vs 1 tam gdzie latałem i latam nie ma, więc w życiu coś takiego to wystawienie się na strzał. Czyli pozostaje nos ku ziemi i WEP do przegrzania silników prosto tam gdzie widać sojuszników.

Ponury

  • Gość
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #5 dnia: Lutego 28, 2012, 20:37:57 »
Warto w tym miejscu wtrącić, że sztywne trzymanie się zasad i szkolenia jest kluczowe w lotnictwie poważnym- tam gdzie wozi się ludzi, gdzie oblatuje się prototypy, gdzie prowadzi się rozpoznanie. W walce powietrznej na prostych tłokowych samolotach ważny jest instynkt i umiejętności, których nie wynosi się ze szkolenia- albo masz w sobie to coś, albo trafisz na cwaniaka który ma tego trochę więcej i spadniesz.
W czasie Bitwy o Anglię wielu LuftGansterów zakończyło karierę, bo ślepo wykonywali elementy szkolenia- w sytuacji gdy ktoś wszedł im na ogon, zamiast wykorzystać walory Emila i własną inicjatywę kręcili beczki. W założeniu miało to utrudnić celowanie przeciwnikowi, w rzeczywistości wytracały prędkość i pozwalały przeciwnikowi szybko zmniejszyć dystans. W ten sposób zginął niejeden wykształcony pilot, w którego szkolenie włożono całe miesiące nauki i kupę kasy. A potem okazało się, że umiejętności poprawnego latania nie mają nic wspólnego z umiejętnością skutecznego zabijania- vide Gabreski, który moim osobistym zdaniem był bardzo prostym facetem, i bardzo przeciętnym pilotem- ale umiał w odpowiednim momencie znaleźć się w takim miejscu, by wcisnąć spust, co uczyniło go asem.
Inną kwestią jest oczywiście element podstawowy, czyli szczęście; ale to chyba oczywiste.

Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #6 dnia: Lutego 29, 2012, 08:30:00 »
A koledzy latają z eksternalami, czy bez?

Offline Sorbifer

  • *
  • OstBlock. Tu i Teraz.
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #7 dnia: Lutego 29, 2012, 09:53:11 »
Jakimkolwiek jesteś kozakiem, to w maszynie przeciwnika może siedzieć większy... Po co walczyć, jak sytuacja jest bez przewagi? Grzecznie się oddalić, walczyć tylko jak już nie da się inaczej, cały czas myśląc o oderwaniu, no chyba, że rzeczywiście przeciwnik w pewnym momencie da ciała... Zresztą Sundowner ma rację, online dłuższa walka 1:1, a na taką się zanosi, to wystawianie się na ostrzał - od razu ktoś się takimi "walecznymi" zainteresuje. Pół biedy, jeśli swoi...

A jak sami, dla zabawy? Bawcie się, ale recepty na zwycięstwo nie ma, i być przecież nie może :) Random.
Sorbifer.
OstBlock.
Kiepsky.

Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #8 dnia: Marca 02, 2012, 04:53:16 »
Jeżeli maszyny te same, to wynik takiego starcia będzie zawsze nudnym ganianiem ogona.
Gdy lecą słabi zawodnicy to i owszem, często o wyniku decyduje to komu pierwszemu skończy się paliwo.   

W przypadku dobrych gości taki pojedynek trwa jakieś 2 minuty i gdzieś w okolicach 15-tej sekundy bukmacherzy przestają przyjmować zakłady, bo wynik jest ustalony.

Tak więc
...jest się na równym poziomie, lub nawet to on ma przewagę energii. Zaczyna się walka kołowa.
w tym założeniu tkwi błąd, nie zaczyna się walka kołowa tylko energetyczna na maxa, dochodzi nawet do stall fightu, kto pierwszy z niej odpadnie ten z reguły przechodzi do historii.



Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #9 dnia: Marca 02, 2012, 07:14:21 »
Alex
Zapraszam na sturmovik.pl - aktualnie działa liga 1vs1. Zapisy już zakończone, ale możesz się załapać na następna odsłonę.
Jeśli masz ochotę, to zawsze się znajdzie ktoś do sparingu.

http://www.sturmovik.pl/szkoa-pilotow/pilotaz/pojedynek-1-vs-1

S!
Ralu
HL-EKG_Ralu

Ponury

  • Gość
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #10 dnia: Marca 02, 2012, 13:13:24 »
W przypadku dobrych gości taki pojedynek trwa jakieś 2 minuty i gdzieś w okolicach 15-tej sekundy bukmacherzy przestają przyjmować zakłady, bo wynik jest ustalony.

Nie jest tak, nie można generalizować czegoś co ma tak wiele dynamicznych zmiennych. Na jednym z etapów turnieju dziadka Kosa był taki dogfight, w którym walczyli Labienus z bodaj Zodiakiem? (nie pamiętam, to lata temu przecież) na Emilkach. Oni się tam ganiali prawie 45 minut, aż się paliwo wypracowało i kończyli na rezerwie. Daj boże każdemu żeby był takim słabym zawodnikiem jak oni wtedy.
To był jeden z najlepszych pojedynków w historii tego turnieju.

Offline Rammjager

  • ZB
  • *
  • ex-JG300 pilot.
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #11 dnia: Marca 02, 2012, 13:24:50 »
Siedzimy z kumplem w tych samych samolotach. Zasady są proste: mijanka poniżej 100m, a potem wszystkie chwyty dozwolone. Wszystkie walki wyglądają tak samo: drąg na jaja, i się kręcimy, przegrywa ten który popełni pierwszy jakiś drobny błąd - na przykład opadnie mu skrzydło w ciasnym zakręcie, pozwoli pilotowi na utratę przytomności, nie trafi przeciwnika w ataku czołowym itp.
Walczymy tak, raz spadnie jeden, raz drugi, a mnie nurtuje cały czas jena myśl. Przecież to jest głupie, podążanie za celem jak rybka za palcem na ścianie akwarium. Niestety wszelkie moje próby stworzenia przewagi energetycznej kończyły się czapą w potylicę. W związku z tym mam pytanie do doświadczonych asów z tego forum: tyle pisaliście o tym, że przewaga wysokości, prędkości, że kowadło na mordę postawić, feuer frei i abschuss. Jednak nie zawsze tak jest, przecież czasem na początku spotkania nie mamy przewagi wszystkiego, tylko jest tak jak u mnie na tych walkach z kumplem - jest się na równym poziomie, lub nawet to on ma przewagę energii. Zaczyna się walka kołowa.
Co wtedy?

Wygrywa ten, który nie popełni błedu.
Kto pierwszy się pomyli - ten przegrywa,

To nie ma sensu, jak jest miejsce na rozpędzenie się, to zawsze wygra szybsza/lepiej wznosząca się maszyna  :004:
Zaprzeczasz sam sobie :-P Obaj siedzicie w tych samych maszynach :-D

Rady:
1. naucz się strzelać w extremalnie trudnych sytuacjach, podstawą są tzw "snap-shooty" czyli otwarcie ognia na ułamki sekund.
2. naucz się opanowywywac samolot w każdej trudnej fazie lotu - z małą prękością w skręcie, wychodzić z korkociągów, wychodzenie z przeciągnięć itd.
Wszystkie takie manewry i strzelanie to ma być odruch.

Reszta jest prosta :-P

Ramm.

" only mad men fly there where angels afraid to step... "

Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #12 dnia: Marca 02, 2012, 23:03:04 »
Zaprzeczasz sam sobie :-P Obaj siedzicie w tych samych maszynach :-D
No właśnie to jest przyczyna dlaczego bierzemy podobne maszyny, bo inaczej zawsze kończy się, że wygrywał ten w Foce  :020:

Latamy bez eksternali, prawie full real. Ramm, jeżeli chodzi o techniczne opanowanie pilotażu to sobie radzę, poćwiczę strzelanie.


Offline Rolam

Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #13 dnia: Marca 04, 2012, 00:44:47 »

Reszta jest prosta :-P

Ramm.



Oj tam oj tam. :P

Alex, znjadź w wątku Turniej Pilotów Dziadka Kosa tracki z pojendyków.
Odtwórz je na wersji Ilka na której odbywał się dany turniej. Będziesz miał ciekawy przegląd walk, a przede wszystkim taktyk walki.
CO do strzelania. Bardzo istotne. Czasem masz przed nosem maszynę przeciwnika 0.3 sekundy. Wypracuj umiejętność strzelania praktycznie w każdej pozycji :)  Wtedy przeciwnik może się po zwrocie zdziwić... 
Próbuj "poszerzyć" lub "zacieśnić zakręt sterem kierunku. Jak go poszerzysz, możesz spróbować skracać kąty robiąc tzw Yoyo :) Przy 5,10 takiej mijance będziesz miał szansę celować przed drugiego samolotu. O ile się nie podniecisz i nie złapiesz przeciągnięcia.. :D
Pamiętaj że droga jaką przebywasz jest jak wstążka stałej długości. Możesz ją tak poprowadzić że przetniesz tor lotu przeciwnika pod lepszym kątem. I nie zawsze oznacza to konieczność zacieśnienia zakrętu w kołówce.

http://img90.imageshack.us/img90/2885/883092yr5.gif

"Latanie to przywilej spojrzenia na świat oczami Boga..." "No! Więc  gawron mi pasuje...-gawron??? Dla ciebie PAN GAWRON ! Dopóki cię nie polubi ,łapa będzie Cię boleć."

Offline Sorbifer

  • *
  • OstBlock. Tu i Teraz.
Odp: Klasyczny Dogfajt.
« Odpowiedź #14 dnia: Marca 04, 2012, 10:23:51 »
Zawsze mnie bawi, jak wiele osób uważa, że może być super pilotami myśliwców :)  Przyznajmy sami, że asami mogą być tylko nieliczni, inni niech się nie bawią jeden-na-jeden, a grają kupą, bo inaczej się nie da. Albo - przejść do bombowców, co sam polecam. To dobra, stabilna robota ;)
Sorbifer.
OstBlock.
Kiepsky.