Siedzimy z kumplem w tych samych samolotach. Zasady są proste: mijanka poniżej 100m, a potem wszystkie chwyty dozwolone. Wszystkie walki wyglądają tak samo: drąg na jaja, i się kręcimy, przegrywa ten który popełni pierwszy jakiś drobny błąd - na przykład opadnie mu skrzydło w ciasnym zakręcie, pozwoli pilotowi na utratę przytomności, nie trafi przeciwnika w ataku czołowym itp.
Walczymy tak, raz spadnie jeden, raz drugi, a mnie nurtuje cały czas jena myśl. Przecież to jest głupie, podążanie za celem jak rybka za palcem na ścianie akwarium. Niestety wszelkie moje próby stworzenia przewagi energetycznej kończyły się czapą w potylicę. W związku z tym mam pytanie do doświadczonych asów z tego forum: tyle pisaliście o tym, że przewaga wysokości, prędkości, że kowadło na mordę postawić, feuer frei i abschuss. Jednak nie zawsze tak jest, przecież czasem na początku spotkania nie mamy przewagi wszystkiego, tylko jest tak jak u mnie na tych walkach z kumplem - jest się na równym poziomie, lub nawet to on ma przewagę energii. Zaczyna się walka kołowa.
Co wtedy?