Zacznę od początku - ja się nie kłócę.
Druga sprawa, cała nasza wiedza (o terapii i uzależnieniach wzięła się ze Stanów). Melibruda na niej bazuje, że czyni postępy we własnym zakresie, nie oznacza, że się odcina od korzeni. Tam powstały pierwsze ośrodki leczenia choroby alkoholowej.
O MONARZE i Kotańskim się nie wypowiem - jak duży był to błąd, wiem, nie tylko ja ale i wielu narkomanów ja i wielu terapeutów - dobrych a nie samozwańczych.
Co do kapelusza z kulkami, to był przykład, ale włóż tam sobie np.: wódkę, narkotyk, grę, czy seksoholizm, ewentualnie uzależnienie krzyżowe - czyli alkohol + narkotyki. To ma ilustrować, że nim wpadniesz w nałóg, nie wybierasz go sobie, nie wiesz, że Ciebie może to trafić. Normy społeczne i podziały nie mają tu nic do rzeczy, jedynie ilustrowałem, że alkoholikiem może zostać nie tylko jak to nazwałeś menel. Kim jest menel? Ten co nie ma pracy i mieszka na ulicy, czy prezes Wielkiej Firmy, który rodzinę zaniedbuje i wszystko, tylko po to, by się napić, zapić, uchlać, zapomnieć o tym, że jest nawet prezesem.
To co piszesz o tym, co Amerykanie, a co my, Polacy... serio, położyłeś mnie, bo nie wiem skąd to wziąłeś

Przepraszam bardzo, ale kiedy mieliśmy czynić te postępy? Za Gomułki, czy za Gierka, a może Jaruzelskiego, kiedy dostęp do wszystkiego co zachodnie był klasowo blokowany. Cała wiedza poczęła się rozwijać po zburzeniu muru, jedynie niektórzy coś się wcześniej dowiedzieli, jak udało im się przemknąć na zachód, a potem sprowadzić odpowiednie lektury do Polski i wydawać je podobnie, jak wydawała swoje broszury Solidarność. Tak, tak... tak to wyglądało wówczas.
Wybór? Znaczy co, chcesz mi powiedzieć, że... Nowak siada i wybiera sobie wódkę, gdy jego kolega Kowalski siedząc obok twardo postanowił, że uzależni się od heroiny? To nazywasz tym początkowym wyborem? Czy tak? Otóż ja piszę o tym, że jeden pójdzie na imieniny i z nich wyjdzie, drugi, wyjdzie pijany. Znaczy mały Jasiu wybiera sobie tibię, a nie wow? Otóż Jasiu może spróbować i tibii i wow i nie ulec, a może skosztować marychy i wpadnie. Wybrał? Równie dobrze mógł próbować papierosów i nic. Któryś z nich coś zakładał? Hipotetyczny przykład nie-alkoholików, tylko ludzi, którzy dokonują jakichś wyborów.
Nie jestem za teorią Kotańskiego, że ci ludzie są winni swych wyborów, bo to nie są wybory. Jeśli tak uważasz, to coś mi zaczyna się wydawać, że zupełnie nie znasz problemu.
Nikt tu się nie babrze latami w czyimś dzieciństwie, bo do tego co nieświadome nikt się zabiera. To jest zupełnie inna historia. Nikt nie siedzi też z kimś za rękę i nie czeka aż ten ktoś się wypłacze na kozetce (skąd pomysł z kozetką, bo padło hasło terapia?) to się odbywa w grupach terapeutycznych, a nie na kozetce Freuda. To zupełnie inne sprawy. A MONARy upadają, bowiem wiedza posunęła się nieco dalej i przestano dzielić ludzi na ćpających i normalnych (w tym pijących).
Otóż nie zamierzam utyskiwać, jak ci ludzie mają źle, ale de facto tak jest. To nie ich wina, ani wina rodziców, ani środowiska. Jak napisałem, to wynik zbiegu wielu czynników o których nawet nie wiemy. Owszem, można w końcu do tego dojść i wywnioskować, no tak... ojciec nie pił, matka też nie... ale podwórko jakoś było takie a takie, i miało chyba główny wpływ na popadnięcie w nałóg. Wina? Bzdura, to się zostawia ad acta i przystępuje do pracy z człowiekiem, i mniejsza wówczas o wybory jakich dokonywał, ważne, co teraz wybierze - nie pić!
Sama detoksykacja to jedynie początek, oczyszczenie organizmu z chemii. Ale o ile z alkoholem jest sprawa dość łatwa, po dłuższym czasie "odparuje" z organizmu, o tyle z niektórymi innymi substancjami sprawa nie ma się już tak prosto i łatwo.
Sam nasz mózg, gdy go odetniemy od źródła potrafi nas samych zatruwać, produkując odpowiednie środki chemiczne - psychoaktywne - do tego doszli jak badali mózg. Stąd nie jest w sumie ważne jaki nałóg, może być i hazardzista. W jego mózgu są wytwarzane podobne związki, bo w sumie to nie hazard, czy karty, czy pieniądze decydują o nałogowym końcu tego hobby. Emocje jakie temu towarzyszą mają na to wpływ. Nałóg jest często określany również chorobą emocji. I to nie musi być alkohol, czy narkotyki.
Reasumując. Jakim wyborem? Dzisiaj wpadnę sobie w nałóg:
1. Grania na PC.
2. Picia alkoholu.
3. Zażywania narkotyków.
Dzisiaj jest poniedziałek, to może wybiorę sobie...
"Znów zakładasz najprostsze rozwiązania, usprawiedliwiające społeczne zachowania człowieka, bez udziału jego woli. "Kradnę, bo mi pani postawiła jedynkę, a przy okazji zabiję menela na ulicy, bo tak naprawdę nie chcę nim zostać." Wszystko można tłumaczyć zewnętrznym imperatywem"
Nie zakładam najprostszych rozwiązań. Nie chodzi o usprawiedliwianie, ale szukanie przyczyn, a warunki społeczne są/mogą być jednymi z nich.
No, kradnę... To jest naprawdę wyśmienite. Już chociażby w Kiepskich, Ferdek nie raz wypowiada magiczne, a teraz się napiję, bo mnie... zupa była zasłona. I żebyś wiedział, jakże to jest prawdziwe... albo lepiej, byś się nie dowiedział, więc uwierz mi proszę

Alkoholicy, jak i inni dotknięci chorobą uzależnienia, szukają racjonalizacji swego nałogu. Wybór? Znaczy co, alkoholik powie, tak wybrałem? To ciekawe. Mamy alkoholików, co wybrali bycie alkoholikami, mamy narkomanów, którzy wybrali bycie narkomanami? Mamy chorych na raka, bo wybrali sobie raka trzustki, czy jelita grubego? Mamy ludzi grubych, bo stwierdzili, że ważyć 120 kg jest całkiem seksy? O kompulsywności zachowań, słyszałeś?
Zapraszam tutaj:
http://psychebook.one.pl/Uzaleznione_myslenie_analiza_samooszukiwania.pdfI jest to lektura dla każdego człowieka, nie tylko uzależnionego.
Kulki zostawcie dla siebie
