Problem zysków i strat jest wielopłaszczyznowy, im niżej tym tych zysków więcej, jednak gdy weźmiemy pod uwagę całe społeczeństwo to możemy mówić niemal o samych stratach.
Pojawia się inny problem który wspomina Skrzypczak, jak wykorzystać zdobytą wiedzę, niestety tu na przeszkodzie stoi wszechobecne kolesiostwo i wspomniany nepotyzm.
Jest/był w Afganistanie gostek co szkoli żołnierzy z rozpoznawania zagrożeń, typek nie wyściubiał nosa poza bazę i opowiadał totalne bzdury, budując swą wiedzę na zasłyszanych historiach. W jednej z jednostek zgłosił się na ochotnika podoficer mający za sobą szereg misji w tzw. "bojówce", a co za tym idzie ogromny bagaż wiedzy, którą chciał się podzielić jako ktoś w rodzaju konsultanta tu na miejscu i ewentualnie w Afganistanie. Reakcja bezpośredniego przełożonego była bardzo pozytywna, jednak szczebel wyższy zareagował słowami podobnymi do tych jakich użyłem w poprzednim poście. O mało co nie został ukarany za tak "idiotyczne" pomysły, bo konsultantem może być oficer starszy, któremu nikt nie zabierze ciepłej posadki.
Doświadczenie bojowe, bycie pod ostrzałem, sprawdzenie się w trudnych i jednocześnie realnych sytuacjach jest bezcenne i tego nikt nie odbierze naszym żołnierzom, żadne malkontenctwo, żadne nazywanie ich "najemnikami", okupantami czy innymi szwejami. Niestety ci którzy ich tam wysłali marnują ich doświadczenie.
Muszę skracać, bo temat jest jak rzeka, kiedyś może napiszę o oponach do Rośków, czyli jak wydać w pół roku 140 tyś. zamiast
1400 złotych. takie były decyzji cywili.

Edi T.
Traum, Ty chciałeś pójść na WAT, a nie do wojska, ja unikałem wojska więc poszedłem do lotnictwa.

OK, ale poważnie, tu nie chodzi o sposób prowadzenia walki, to zawsze można dość szybko dostosować, bardziej chodzi o wymiar mentalny, o ile ludzie z "bojówek" szybko zauważyli, że trafność i szybkość decyzji jest kwestią życia lub śmierci (dosłownie), to "sztaby" dalej tkwią w czasach ćwiczeń Tarcza 78, pomimo że są tam ludzie relatywnie młodzi. U nas tak się uczy że bez decyzji sztabu nawet bąka nie wolno puścić, mało tego najlepiej, gdyby sztab był w Warszawie i pan generał sam osobiście dawał komendę do oddania strzału pojedynczemu żołnierzowi.
Kolejna rzecz która mnie mierzi w wojsku, a jest ciągle obecna to takie kretyńskie powiedzonko: "ch..wo, ale jednakowo", czyli wiemy że jest źle ale skoro wszyscy tak robimy to jest dobrze. Tu kłaniają się wspomniane przez Głos... (długo by pisać cały nick) katastrofy, wszem i wobec było wiadomo, że jest do... źle, ale tak było niemal wszędzie, więc paradoksalnie było dobrze w myśl tego idiotycznego powiedzonka. Afganistan nieco zweryfikował takie podejście, co uważam za sukces.