Raz na ruski rok należy im się kilka godzin radosnego mielenia za to wszystko, co jest się zmuszonym znosić przez resztę wątpliwej przyjemności obcowania z tym (po)tworem ze studia Gaijin. A nawet w tym evencie, mimo oczywistej przewagi szwabów z braku nałożonych limitów na ilość Panter, dalej trafiają się kuloodporne Shermany ( o tym pisałem wyżej) które strzelają pociskami ze zubożonym uranem - za przykład niech służy odparowanie mojej Panty pierwszym strzałem z ~600m po przyjęciu na dupsko trzech pocisków... ahhh te RNG. Facet nawet nie kłopotał się odwracaniem do mnie frontu. Wiedział, że skoro jeszcze żyje, to pewnie ma mnie na raz i cóż... nie mylił się. Odwrócił działo tylko, pacną raz i wieżyczka mojej Pantery wylądowała gdzieś obok łazika Sojuner.