Brzmi faktycznie jakbym był totalnym ignorantem
Ale stwierdzenie miało pokazać że jestem zdziwiony że są one popularne (brakło tego słowa) a nie widzę (w swej ignorancji) plusów takiego rozwiązania. Bo na przykład na mój prosty zmysł symulotnika (bez doświadczenia w realu) wydawało mi się że lądowanie z przednim kółkiem jest kłopotliwsze, a dodając mały rozstaw pomiędzy kołami w osi samolotu, w ogóle dość karkołomne.
Co mnie jeszcze zdziwiło? Np. to że byłem przekonany że o ile przednie kółko w silniku gwiazdowym jest do przyjęcia, bo jest na nie miejsce bez wydłużania samolotu to z silnikiem rzędowym już tak popularne nie będzie, ale jest.
Dodam jeszcze że nie przypominam sobie bym w jakiejkolwiek symulacji lądował lekkim samolotem jednosilnikowym z przednim kołem, oprócz Greifa, Aircobry, w FS też nie mam takiego doświadczenia więc nawet w ten ułomny sposób nie miałem okazji poznać różnic w przyziemieniu.
Że wymienię po kilka ledwie przykładów ze stajni "giganów":
- Piper: Pa-22 Tri-Pacer (1951 - w prostej lini potomek Cub'a), PA-24 Comanche, PA-28 Cherokee/Warrior/Arrow (a dobrnęliśmy dopiero do 1961);
- Cessna: od kultowego modelu 150/152 (początki w 1957) w zasadzie wszystkie znane i mniej znane, choć przyznać należy że spora część 150 została "cofnięta w rozwoju" do konfiguracji klasycznej w toku eksploatacji;
- Beechcraft: Bonanza (1947!), Musketeer (1963), i już potem poleciało...
I nie bez powodu wymieniam tu gigantów zza oceanu. Po tej stronie Atlantyku podwozie klasyczne utrzymało się nieco dłużej, głównie ze względu na po pierwsze dużą ilość maszyn z demobilu przez wiele lat wysycających rynek, a po drugie wspomniane wcześniej nieliczne zalety zyskujące na znaczeniu przy ogólnym braku gęstej sieci lądowisk utrzymanych we w miarę wysokim standardzie (o utwardzonych nawet nie wspominając). Ale i na nich przyszła kryska: taki na przykład Morane-Saulnier MS.560 (oblot w 1945) miał już kółko przednie, a układ klasyczny pojawił się u tego producenta później tylko raz.
Klasyczny układ podwozia ma trzy zasadnicze wady: jedną znają wszyscy (na ziemi nic nie widać), drugą objaśnił kol. ThomasCrown (zanim odleciał w off-top...). Trzecia jest już mniej znana, szczególnie poza kręgami pilotów; za to bywa podstępnie zabójcza. Ze względu na to iż w układzie klasycznym koła główne podwozia znajdują się przed środkiem ciężkości a kółko ogonowe jest względnie mało obciążone (na postoju przeciętnie nie więcej niż 10% masy samolotu, z naborem prędkości coraz mniej), istnieje silna tendencja do samoistnego, dynamicznego zacieśniania zakrętu; szczególnie przy wyższych prędkościach i bocznym wietrze. Przypadłość ta zbierała tak wysokie żniwo cyrkli, kapotaży i innych nieprzyjemnych wyrazów, że w wielu cywilizowanych krajach istnieje instytucja specjalnego uprawnienia na samoloty z kółkiem ogonowym.
Do zalet należy zaliczyć takie cechy, jak: niższa masa i prostota konstrukcji, możliwość instalacji śmigieł o większej średnicy (głównie wolnoobrotowych) oraz niski ogólny koszt (masa/cena) uzyskania wysokiego kąta natarcia przy oderwaniu/przyziemieniu. Jak widać są to cechy przydane przy operowaniu z lądowisk krótkich i słabo przygotowanych (STOL), a także cenne w konstrukcjach bardzo lekkich (akrobacja, wyścigi, maszyny użytkowe które "zarabiają udźwigiem" jak ppoż, holówki itp). Nie mają jednak żadnego znaczenia w przypadku operowania z lotnisk utwardzonych, i tracące swój urok przy ogólnie panującej tendencji do "nabierania wagi" samolotów turystycznych (mającej silny związek tak ze wzrostem prędkości przelotowych, jak komfortu podróżnych).
Kombinacja wad i zalet obu układów sprawia, że oba nadal istnieją i mają swoje zasłużone miejsce w szeregach samolotów "jednosilnikowych, śmigłowych"; jednak od kiedy nacisk na bezpieczeństwo operacji lotniczych jest silniejszy niż potrzeba wyciskania ostatniego skrawka osiągów, podwozie w układzie klasycznym jest w zdecydowanym odwrocie.