Komandosi z Navaderony.Nie sposób spisać swoich wrażeń z filmu bez przedmowy, w której musiałbym narzekać, jak to starwarsy stały się własną parodią przez ostatnich kilkanaście lat, jak się od nich stopniowo odzwyczaiłem, nie licząc już, że ujrzę coś godnego swej uwagi.
Dlatego recenzję napiszę później.
Po prostu:
idźcie na ten film.Nawet jeśli powyższe zwiastuny wywoływały u was mieszane uczucia (były zmiany i dokrętki!). "Trust me", jak mawiał Han.
To prawdziwe kino wojenne. Nie tyle, że jest dużo strzelania i wybuchów, ale przez trudne wojenne realia i wybory.
Taka jest bowiem tonacja filmu.
Spodziewalibyście się usłyszeć w zdziecinniałych przez ostatnie lata starwarsach wyrażenie "odpowiedzialność zbiorowa"?
...albo taki cytacik (wybaczcie, z pamięci) :
- ...nie chcesz już nam pomagać w budowaniu Nowego Porządku, stabilizacji i pokoju?
- "Pokój?" Chyba pomyliłeś z terrorem!
- Cóż... od czegoś trzeba zacząć...
To dialogi dają powód do uśmiechu, a nie JarJar wdeptujący w kupę.
Jeżeli pamiętasz Star Wars: Dark Forces, to film jest bardzo w tym klimacie
Jest też żywcem ujęcie z gry "X-Wing" z 1993, ale nie dam screena, bo to byłby zdradzak (spoiler,
uwaga!). Pomyśleć, że trzeba było na to czekać ~20 lat!
...a K2SO jest chyba dalekim kuzynem HK-47 z KotOR (chyba pamiętacie za co go lubiliśmy?).