Obejrzałem 1. odcinek. Tak jak miałem wrażenie po trailerach, nie jest to "mój" (wymarzony) Wiedźmin. Nie będę tu roztrząsał, jak ma się serial do prozy Sapkowskiego, bo sagę czytałem prawie 15 lat temu. Z pewnością moje wyobrażenie jak powinna wyglądać ta produkcja jest w dużej części zdeformowane przez pryzmat gier CDPR, szczególnie kapitalnej 3. odsłony. Nie potrafię dokładnie wyjaśnić co jest nie tak i co mi nie leży. Niby jest mroczno, a jednak zbyt cukierkowo. Niby miało być jak Gra o Tron, a bardziej jest jak Korona Królów (chodzi o pracę kamery, scenografię - z pewnością wymuszone w jakiejś mierze ograniczeniami budżetowymi). Od początku nie leżał mi też casting. Henry się stara, to super gość i chłop na schwał, ale pasuje do Clarka Kenta, a nie do Wiedźmaka. Mojego Geralta powinien grać Mads Mikkelsen i tyle. Nie interesują mnie żadne zdane zdania odrębne.
Tym niemniej, oczywiście oglądać dalej zamierzam. Moje oczekiwania w sumie zostały mocno stonowane po trailerach, więc też nie mogę powiedzieć, że jestem jakoś bardzo rozczarowany.

Żeby nie było, że tylko negatywnie: choreografia ruchawki w Blaviken - pierwsza klasa i opad szczeny! Mimo, że zaczęło się tak tragicznie sztampowo z tym bełtem ze slołmołszyn. Ta scena dla mnie uratowała wręcz ten odcinek, bo wcześniejsze pokazy z rąbania mieczem na cintryjskim polu były - delikatnie mówiąc - kiepskawe. Niestety, po takiej Bitwie Bękartów, ciężko już będzie człowiekowi dogodzić...