Autor Wątek: Korpus Piechoty Opancerzonej  (Przeczytany 14189 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #60 dnia: Września 27, 2019, 09:00:14 »
Mnie Cholewa przekonał. Wielowątkowa fabuła, dobrze zbudowany świat, i też kładzie nacisk jakiś tam nacisk na technikalia. Nie do końca rozumiem zarzut "jak autor sobie wyobraża działanie nowoczesnego wojska", w końcu to cały czas zabawa w wyobraźnię autora i jak skutecznie przekona do swojej wizji czytelników, n'est ce pas?

Trzymam kciuki za Twój sukces :) Tylko wydaj też ebooka.

Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #61 dnia: Września 27, 2019, 09:10:10 »
Podlinkuję Testament Przedwiecznych dla ciekawych: https://www.fantastyka.pl/opowiadania/pokaz/21996

Dr.Hugo

  • Gość
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #62 dnia: Września 28, 2019, 11:57:40 »
Ze sposobem działania oddziałów w sf jest jeden problem :) Wszystkie zachowują i grają wg. reguł drugowojennej piechoty. To był największy zarzut kolegi Grzegorza względem moich wypocin. Dał mi podręcznik dowódcy drużyny, studium zasadzki w terenie niezabudowanym i kazał przeczytać :D Dowiedziałem się wielu mądrych rzeczy ,między innymi co to dozór, dlaczego nie napier..y radośnie w cel pojawiający się w dozorze kolegi, jakimi poruszamy się szykami, jak działa łańcuch dowodzenia pod ogniem, etc. i co to jest kanał danych syntetycznych (fajne określenie)
Dobrze dowodzony, przeszkolony i karny oddział nie potrzebuje rozkazów. Taki obraz się wyłania z lektury powyższszych. I do tego właśnie dążę.
« Ostatnia zmiana: Września 28, 2019, 14:11:33 wysłana przez KosiMazaki »

Dr.Hugo

  • Gość
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #63 dnia: Maja 10, 2020, 22:48:30 »
Jako że niewiele się dzieje w temacie, wrzucam fajny kawałek :D


Dwadzieścia lat temu, wyobrażałem sobie iż może kiedyś, przy odrobinie szczęścia zobaczę Piramidę słońca. Kiedyś tam. Z pomocą odrobiny nieszczęścia w globalnym ujęciu, właśnie spoglądałem na świątynie Pierzastego Węża Quetzalcoatla, który to osobiście stał pół metra dalej, przestępując niepewnie z nogi na nogę. Całkiem po ludzku.

-   To tutaj, Mieciu? – zapytałem.
-   Tak, na pewno tutaj. Wypaliłem dół, schowałem w nim towar, przywaliłem ziemią, a na koniec kazałem zbudować coś z kamienia na tym. Zbudowali piramidę, jak zawsze zresztą. W waszym przypadku to chyba jedyna pewna rzecz...
-   Mietek, nie przeginaj. Głęboko to siedzi?
-   Pięć razy mój wzrost, jak sięgam pamięcią. O tam, przy krawędzi.

Zdrowo walnęło. Narożnik świątyni Mietka Szaraka zabębnił po pancerzach.
-   Siedem metrów głębokości. Do centymetra. Pusto - zameldował Pałyska.

Mietek wyraźnie się zmieszał.
-   Hmm... Nikt nie dałby rady tego wyciągnąć niepostrzeżenie. Błysk było być widać na obu kontynentach – głośno myślał.
-   Mietek… - zacząłem.
-   Wiesz co? Pomyliłem się – wszedł mi stanowczo w słowo. - To nie ta piramida, tylko jedna z tych mniejszych, o tam. Pierwsza od lewej. Potem z jakiegoś powodu wybudowali jeszcze trzy kolejne. Tą zbudowali później, po tym jak się uniosłem z powodu zamordo...

Zdążyłem zablokować uzbrojenie Wierzbowskiego, ale dużo nie brakowało.

-   Mieczysław. Właśnie wywaliliśmy w powietrze kawałek najcenniejszego zabytku Ameryki środkowej. Dobrze, mogło się zdarzyć. Teraz sugerujesz, iż mamy poddać modyfikacji kolejną piramidę, którą kazałeś zbudować w ramach zabawy w boga, półtora tysiąca lat temu. Zwracam uwagę na fakt, iż możemy wszyscy jak jeden wylądować w podobnym habitacie do tego, w którym mieszkałeś na początku swojej przygody z planetą Ziemia. To z kolei oznacza, że nikt nie będzie się z tobą pierdolił jak nas zamkną, co pozwala mi wyrazić przypuszczenie, iż bez ceregieli Cię odstrzelą. A zgodzisz się, że byłoby szkoda. Tak więc, gorąco nalegam abyś lepiej, do kurwy nędzy, przypomniał sobie gdzie dokładnie schowałeś swoją kontrabandę.

Spojrzenie mordowanej łani. Takiej z siedmiocentymetrowymi, czarnymi jak kosmos, oczyma.
-   Pod tą mniejszą. Jestem pewien.
-   Staszek, Witek... – Zacząłem.
-   Tajest, dwanaście kilo powinno wystarczyć.
To naprawdę miłe uczucie, mieć świadomość że współpracuje się z profesjonalistami.
Kolejna bezcenna piramida zamieniła się w pięciokąt. Nieforemny.
Odłamki bloków skalnych mozolnie obrobionych wieki temu, zabębniły po pancerzach.
Zanim opadł tuman kurzu, zdarzyło się coś co przynajmniej teoretycznie, nie miało się prawa zdarzyć.
Ale po kolei.
Jako że zrzut był, jakby to powiedzieć, nie do końca autoryzowany przez kogokolwiek poza mną, nie mieliśmy pełnego wsparcia informacyjnego.
Tak, po prawdzie nie mieliśmy żadnego wsparcia informacyjnego.
I właśnie w tym momencie, urosło to do rangi problemu.
Takiego o średnicy trzydziestu metrów, buczącego i strzelającego wyładowaniami elektrostatycznymi, emanującego paskudnym fioletowym światłem i zdecydowanie kierującego się dokładnie we mnie.

-   O Przenajświętsza Panienko – całkiem poważnie wyjęczał Mieczysław.

W innych okolicznościach uznałbym to za odrobinę surrealistyczny, aczkolwiek świetny żart.
Cała nowoczesna i wspaniała technologia poszła w odstawkę. Kontrolę przejął sprawdzony i niezawodny instynkt samozachowawczy.
Złapałem Mietka w pół i rzuciłem się do przegrupowania na z góry upatrzone pozycje.
Czyli przed siebie.
Z obłędem w oczach.
-   Chodu !!! – wrzasnąłem.
-   Ej, kurwa – ze stoickim spokojem zaprotestował Mieczysław.
Chłopaki znowu mnie pozytywnie zaskoczyli.
Rozbiegli się we wszystkie strony jak stado Surykatek.
Bardzo fortunnie, zresztą. Gdyż ponieważ, wspomniane trzydzieści metrów, świecące na fioletowo otworzyło dosyć skoncentrowany ogień o dużej gęstości, że zagadam jak Trep.
Wszystko się pali wokół, ja wykonuje dziesięciometrowe skoki z Mietkiem pod pachą, Mietek się drze, Wierzbowski się drze, ja się drę, a dla odmiany oba Zientki zupełnie spokojnie otwierają ogień ze wszystkiego do świecących na fioletowo, morderczych trzydziestu metrów, stojąc w epicentrum zamieszania.
Jak mówię ze wszystkiego, to mam na myśli trzynastokilogramową salwę sekundową na pancerz wspomagany, sztuk jeden.
W sumie dwadzieścia sześć kilogramów materiału o bardzo poważnej energii kinetycznej, precyzyjnie skupionego w jednym punkcie.
Pozaziemska technologia nie wytrzymała tej próby.
Nie wytrzymała. Spektakularnie.

Niski dźwięk napędu.
Załamuje się.
Fioletowe światło zmienia barwę na ciemno-czerwoną, ułamek sekundy później gaśnie, a spodek w formie bezwładnej masy wali w środek polanki.
I rzecz jasna wybucha.
Takim zwykłym, chemicznym sposobem. Na szczęście, bo podświadomie oczekiwałem radosnego błysku termonuklearnej fuzji. Albo rozpadu jądrowego. Dla nas w gruncie rzeczy bez znaczenia.
Kawałek blachy śmiga mi koło głowy.
Precyzyjnie ścina kilka krzaczków, po czym trafia w jakiś kamienny ołtarzyk Azteków, Majów albo innych Olmeków, tak do końca nie jestem pewien których.
Tym razem ziemska technologia obróbki kamienia sprzed kilku setek lat nie wytrzymała konfrontacji z resztkami pozaziemskiej technologii.
Równie spektakularnie.




-   Xipe Totec! – Wrzasnął Mieczysław, gdzieś z okolicy lewego łokcia.
-   No, i ..? – Wierzbowski.
-   Ty pierdolona, durna pół-małpo z próbówki. To Xipe Totec! Nasz Pan!
O lala. Jak na standardy mietkowe, to była cięta riposta bijąca w przedbiegach osiągnięcia Wujka Staszka. Mistrza ciętej riposty.
-   Chyba wa... – zaczął Stasiu.
Dokończyć nie zdążył.
Nie zdążył, gdyż zniknął w błysku fioletowo-białego światła.
Link ciągle aktywny, telemetria jest. Znakiem tego Wierzbowski żyje.
Przeciwpancerny-kumuacyjny do granatnika pod karabinem.
Ładunki dymne, lewy naramienny wyrzutnik.
Prawy naramienny wyrzutnik, ładunki EMP.
Tysiąc dwieście milisekund do załadowania.
Za długo.
Srebrno-czarny XipeTotolotek, obraca się czołowym profilem w moim kierunku.
Dziękuje, kolego.
Właśnie popełniłeś drugi błąd.
Pierwszym było to, że tu przyleciałeś.


Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #64 dnia: Czerwca 20, 2024, 12:47:16 »
Wątek może nie ten, ale lepszego nie znalazłem (tym bardziej, że temat "Głowy Kasandry" pojawił się tu jakiś czas temu). Trwa zbiórka na sfilmowanie tej noweli Marka Branieckiego (z jego udziałem jako głównego scenarzysty) z planem premiery na rok 2026. Trzymam kciuki za powodzenie :564:
https://glowakasandry.pl/pl/movie#payin

Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #65 dnia: Maja 16, 2025, 23:06:47 »
Prace nad "Głową Kasandry" postępują. Czyżby więc, zgodnie z zapowiedzią, doczekam się premiery w 2026?

Źródło: https://goingapp.pl/more/glowa-kasandry-film-dawid-ogrodnik-wywiad/
PS. Nie tak sobie wyobrażałem głównego bohatera, ale to nie zażut.

Offline Rammjager

  • ZB
  • *
  • ex-JG300 pilot.
Odp: Korpus Piechoty Opancerzonej
« Odpowiedź #66 dnia: Maja 19, 2025, 11:20:47 »
Ktoś wie czy Schmeiser to wydał w końcu czy nie??

Ramm.
" only mad men fly there where angels afraid to step... "