Byłem i ja i jestem rozczarowany i nieco wkurzony.
Aby nie było to kawał dobrego kina, dobrze nakręconego, ale...
Irytuje mnie taka ostatnimi laty nasilająca się tendencja by świetny literacki oryginał zmieniać, postaci, płci, rasy, istotne wątki.
A że można nakręcić w miarę wiernie jednocześnie pięknie, oddając klimat i magię udowadniała część pierwsza. Jako wielki fan uniwersum Diuny (czytałem wszystkie oryginalne tomy Herberta jak i zdecydowaną większość tych napisanych przez jego Syna i Andersona) spodziewałem się podobnej kontynuacji, a otrzymałem produkt Diuno podobny.
Jeszcze raz podkreślam to kawał dobrego kina, ale chciałem adaptacji, zwłaszcza iż część pierwsza taką nadzieję dawała. Rozumiem iż język kina jest inny niż literacki, ale po co zmieniać istotne wątki i de facto tworzyć inną wersję opowieści. A już zakończenie kompletnie mnie zniesmaczyło (szczególnie jeden element, rozumiem, że może być to taka zachęta do obejrzenia kolejnej części, o ile powstanie, ale na razie wypaczyło tę i przynajmniej mnie zniechęca do oglądania kolejnej).
Nie chcę podawać szczegółów by nie zdradzać zbyt wiele kolejnym ogladającym.
Czy polecam obejrzenie?
Tym dla których uniwersum Diuny jest nowością zdecydowanie tak, dla fanów uniwersum raczej też, warto zobaczyć i mieć własne zdanie.
Ale trochę przykro, że film na który czekałem tyle lat od czasu beznadziejnej ekranizacji Lyncha i te nadzieje jeszcze urosły po obejrzeniu cześci pierwszej, okazał się tylko albo aż sprawnym widowiskiem pozbawionym magii. Mimo niby dużo większej ilości scen dynamicznych, zabrakło mi takiej perełki jak walka Duncana Idaho z Sardaukarami w części pierwszej, niby wszystkiego jest dużo więcej, ale magii mniej. No dobra, ujeżdżanie czerwi się broni