Autor Wątek: Pociski A-A z głowicą jądrową  (Przeczytany 3032 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline some1

  • Global Moderator
  • *****
Pociski A-A z głowicą jądrową
« dnia: Sierpnia 08, 2005, 20:17:18 »
Ostatnio przypomniało mi się, że Convair F-106 Delta Dart (nawiasem mówiąc całkiem zgrabny myślwiec) przenosił poza 4 x AIM-4 Falcon także niekierowany pocisk AIR-2A Genie z głowicą 1,5 kN do atakowania sowieckich bombowców. Nieduży ładunek, ale wystarczający, żeby Saszy pilotującemu Tu-95 Bear’a powypadały z zębów plomby ;) . Idąc dalej w tym kierunku wyobraziłem sobie taki podrasowany bombką atomową pocisk klasy Phoenix’a albo R-33, już w pełni kierowany i o odpowiednim zasięgu stu-dwustu kilometrów. Broń trochę ostateczna i niehumanitarna ale za to 100% skuteczna – gigantyczny w porównaniu z konwencjonalnymi rakietami promień rażenia sprawia, że nie musi być tak zwrotna, może być cięższa, mieć większy zasięg i latać szybciej, niszcząc przy tym całe grupy, a nie pojedyncze samoloty. Oczywiście wiem, że nie jest to taki nowatorski pomysł, w związku z tym co sprawia, że żadne z mocarstw nie ma na stanie takiej broni? Bilans przydatność vs. koszty takiego projektu?


A tak przy okazji Convaira i techniki jądrowej: czy poza NB-36H Peacemaker istniał jeszcze jakiś samolot przenoszący na pokładzie działający reaktor atomowy? Bo chyba samolot napędzany energią jądrową nie powstał, chociaż ten NB-36 miał być do niego wstępem. (swoją drogą taka konstrukcja musiałaby mieć przecież śmigła, lub coś podobnego do wentylatorów współczesnych silników odrzutowych).
"It's not a Bug! It's an undocumented feature!"

Offline Kusch

  • Global Moderator
  • *****
Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #1 dnia: Sierpnia 08, 2005, 20:35:51 »
Cytat: some1
co sprawia, że żadne z mocarstw nie ma na stanie takiej broni? Bilans przydatność vs. koszty takiego projektu?


"Towarzyszu Chruszczow po co mamy niszczyć ich samoloty? Lepiej zniszczmy ich miasta!..."
"Tak! To jest uberprzebiegły pomysł pomyślał Nikita,po czym sięgnął po szklaneczke wódki"
"Najlepszą metodą przewidywania przyszłości jest jej tworzenie"

http://img90.imageshack.us/img90/9643/klmd5.jpg

Iche

  • Gość
Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #2 dnia: Sierpnia 08, 2005, 23:04:33 »
Cytuj
(swoją drogą taka konstrukcja musiałaby mieć przecież śmigła, lub coś podobnego do wentylatorów współczesnych silników odrzutowych).


Właśnie cały myk polegał na tym, że nie musiała. W jednej z koncepcji strumień powietrza miał być bezpośrednio ogrzewany pracującym reaktorem (no może bezpośrednio to przesada), a potem wiadomo, następuje rozprężenie gazu, trzecia zasada dynamiki i lecimy.

Tyle że wtedy było to technologicznie niemożliwe - sprawa rozbijała się przede wszystkim o masę całego ustrojstwa razem z odpowiednimi ekranami przeciw promieniowaniu. Słyszałem opinię, że dzisiaj byłoby całkiem mozliwe skonstruowanie samolotu z napedem nuklearnym. Tylko że nie wiadomo za bardzo po co, a nawet jeśli znalazłoby się ekonomiczne zastosowanie to ten rodzaj energii jest teraz passe :roll:.

Offline Sundowner

  • *
  • Chasing the sunset
Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #3 dnia: Sierpnia 09, 2005, 03:56:50 »
Akurat jest po co się męczyć, taki napęd zużywałby stosunkowo mało paliwa, które wymaniało by sie co prawie 4 lata, oszczędności na kerozynie mogą być ogromne. Wymyślono 3 koncepcje budowy takiego silnika:

1. skonstruowany jako rura, w której środku znajdują sie pręty uranu ogrzewające powietrze, które wlatuje od przodu, ogrzewa sie i generuje ciąg uciekając przez tylnia część

2. sam "reaktor" jest zabudowany wewnątrz kadłuba, natomiast powietrze jest zasysane z zewnątrz do reaktora, a następnie stamtąd podąża do dyszy, wlot powietrza i dysza sa osobnym zewnętrznym zespołem połączone z reaktorem rurami w  których przemieszcza sie powietrze.

3. z obiegiem zamkniętym czynnika mającego styczność z materiałem promieniotwórczym. Pomiędzy silnikiem zewnętrznym a reaktorem krąży substancja ciekła (rtęć, sód itp.) i w wymienniku ciepła zamontowanym w faktycznym silniku ogrzewa powietrze, w tym silniku jeszcze  rozpatrywano dodanie turbin wysokiego ciśnienia i sprężarkę osiową w podobny sposób jak są w klasycznych silnikach odrzutowych, oraz dodanie jeszcze drugiego wymiennika za całym zespołem by pełnił funkcję podobną do dopalacza.

Całym problemem jest wizja katastrowy samolotu z takim napędem, co się oderwie od ziemi, kiedyś na nią musi wrócić, pytanie tylko z jaka prędkości a będzie przyziemienie ;) Przy zbyt dużej, możemy mieć drugi Czarnobyl gdziekolwiek na kuli ziemskiej.

Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #4 dnia: Sierpnia 09, 2005, 11:23:58 »
http://aztec.histo.pl/viewtopic.php?t=2516&start=0 wątek o napędzie samolotów, także atomowym

John Cool

  • Gość
Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #5 dnia: Sierpnia 09, 2005, 12:40:11 »
Za starych dobrych czasów :wink: Rosjanie wysłali na orbitę kilkadziesiąt satelit o różnym przeznaczeniu, zasilanych energią jądrową. Kilka z nich krąży sobie po dziś dzień. Znany był przypadek upadku takiego obiektu na teren Kanady. Na szczęście spadł na pustkowie. Podobno straty oszacowano na kilkaset milionów, jeśli nie na ok. miliard dolarów. Najciekawszy w całym tym zdarzeniu był fatk, że jeśli gdyby obiet ten zszedł z orbity jakieś 3-4 minuty później, spadł by blisko Chicago. Dopiero byłoby pewnie wesoło...

Sufler

  • Gość
Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #6 dnia: Sierpnia 09, 2005, 13:32:53 »
hmm...... po prostu w wietrznym miescie bylo by mniej ludzi.......

Elwood

  • Gość
Re: Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #7 dnia: Sierpnia 09, 2005, 13:33:25 »
Cytat: some1

A tak przy okazji Convaira i techniki jądrowej: czy poza NB-36H Peacemaker istniał jeszcze jakiś samolot przenoszący na pokładzie działający reaktor atomowy? Bo chyba samolot napędzany energią jądrową nie powstał, chociaż ten NB-36 miał być do niego wstępem. (swoją drogą taka konstrukcja musiałaby mieć przecież śmigła, lub coś podobnego do wentylatorów współczesnych silników odrzutowych).


B-36H nigdy nie latał napędzany energią nuklearną, wykonał tylko kilka lotów testowych napędzany konwencjonalnie. Jedynym na świecie samolotem który odbył lot zasilany energią nuklearną był ruski Tu-95. Były to typowe dla ówczesnej epoki dwa równoległe programy badawcze mające udowodnić światu "kto jest większy cwaniak".
Oba programy doprowadziły do całkowitych absurdów technologicznych, np. właz do kabiny w B-36 był z betonu i aby go otworzyć potrzebny był dźwig (podobnie jak w ruskim projekcie, kabina była "zabezpieczona" przed szkodliwym promieniowaniem, ołowiane maty itp. typowo lotnicze materiały).
Jest to podobna historia do wyścigu technicznego który zaowocował powstaniem Tu-144 i później jego zachodnim odpowiednikiem, Concorde. Oba samoloty były ekonomiczną katastrofą i technologiczną nową erą. Tu-144 był lepszą konstrukcją (masa płatna, zasięg, prędkość), ale jego ekonomia nawet na warunki ZSRR była nie do przyjęcia i po trzech czy czterech latach regularnych rejsów Moskwa-Ałma Ata i Moskwa-Władywostok (to dalej niż z Warszawy do Chicago) samoloty te wycofano. Jedyny Tu-144 jaki obecnie lata jest w posiadaniu NASA i amerykanie używają go w ramach swojego programu kosmicznego. Samoloty Concorde mimo propagandowej reklamy również nigdy nie zarobiły na żaden swój lot, nie wspominając o zysku, i to pomimo ceny 10 tys. dolców za bilet. Jedynie BA i AirŻabojad pozwoliły sobie na tak efektowną i kosztowną reklamę na dłuższą metę, ale era Concorde także dobiegła już końca (katastrofa była wymarzonym pretekstem, bo księgowi i ekonomiści już darli włosy z głowy).
Bardzo interesujący artykuł na temat owego atomowego wyścigu lotnictwa był kiedyś w Skrzydlatej Polsce, w której pośród sponsorowanego i propagandowego bełkotu czasem trafiały się takie właśnie perełki jak teksty J.Gordona.

Speedy

  • Gość
Re: Pociski A-A z głowicą jądrową
« Odpowiedź #8 dnia: Września 21, 2005, 19:58:44 »
Hej
Uprzejmie przepraszam za wskrzeszanie trupa ale świeży w miarę... a jak o atomach to ja sie nie mogłem oprzeć:

Cytat: some1
Idąc dalej w tym kierunku wyobraziłem sobie taki podrasowany bombką atomową pocisk klasy Phoenix’a albo R-33, już w pełni kierowany i o odpowiednim zasięgu stu-dwustu kilometrów.
co sprawia, że żadne z mocarstw nie ma na stanie takiej broni? Bilans przydatność vs. koszty takiego projektu?


Nie ma ale miało :) tzn. o Rosji nie potrafię w tym momencie za wiele powiedzieć; jednakże w USA był swego czasu na uzbrojeniu taki pocisk z rodziny Falconów, AIM-26 konkretnie (a po staremu GAR-11). Był to niewielki (90 kg), kierowany półaktywnie pocisk o zasięgu 16 km. Występował w wersji z głowicą konwencjonalną lub nuklearną małej mocy (0,25 kt).  Pozostawał na uzbrojeniu w latach 1963-71 mniej wiecej. Nosicielem był F-102 (więc i F-106 zapewne też).

Znacznie ambitniejszy Falcon, AIM-47 (bliski przodek Phoenixa) także miał mieć opcjonalną głowicę jądrową 0,25 kt lub konwencjonalną 45 kg - ale program po długiej agonii zdechł wraz z nosicielem, którym kolejno miał być F-103 (skreślony), F-108 (skreślony) i F-12 (z tego przed skreśleniem zdążono jeszcze wystrzelić kilka razy). 47 też był kierowany półaktywnie a jego zasięg wynosił ponad 160 km.

No i jeszcze jeden był w planach, tajemniczy pocisk AIM-68 Quetzalcoatl (zwany też w skrócie Q :) lub Big Q). Miał sprytny kombinowany system kierowania, półaktywny radarowy + pasywny IR. Ważył 225 kg a głowica jądrowa miała moc 0,5 kt. Zasięg wynosił ponad 65 km. Nosicielami miały być F-101B (z niego nawet strzelono), F-102A, F-106A i F-4C. Program skreślono w 1966.