Ja też nie żałuje.
Fabuła nieważna, na szczęście nie jest nachalna i nie przeszkadza widzowi w kontemplacji widoków (mam na myśli oczywiście ujęcia Mirage'ów

- no dobra, korsarz też ujdzie, choć był niestety khem... statyczny

). Napisy można olać i ich w ogóle nie czytać ("przechodzimy na łączność poddźwiękową", albo Boeing 340

). Nie ma też spektakularnych eksplozji, i siania rakietami na prawo i lewo co 5 min, ale to według mnie raczej plus filmu.
Jeśli chodzi o sceny powietrzne to zależy na co patrzymy: największa zaleta filmu to dużo pięknych pejzarzy z deltą Mirage na pierwszym planie, w sam raz na duży ekran. To dla nich warto ten film w ogóle obejrzeć.
Niesty gdy przechodzimy do bardziej dynamicznych ujęć, jakiejś walki lub szybkich manewrów, to okazuje się że autorzy filmu nie pokazali tak naprawdę nic odkrywczego. Ot szybko przełączane widoki, czasem kokpit na 0,5 sekundy, czasem ciekawy widok z nietypowo umieszcznej kamery, ale najczęściej migawkowy teledysk, w którym nie za bardzo wiadomo co się dzieje, ważne tylko, że fajnie mryga.