Witam.
Jak dla mnie - co do tematu bombardowań strategicznych - najlepiej pasuje pewne przysłowie:
"Kto sieje wiatr ten zbiera burzę ... "
Ogladając "Szlicznotke z ..." zawsze zastanawiam się jakie trzeba było mieć nerwy aby stojąc ubrany w futrzany kombinezon, kamizelkę przeciwodłamkową i być może spadochron - patrzeć na rosnącą z każdą sekundą sylwetkę focke-wulfa, o którym wiesz, że jest uzbrojony w minimum cztery 20-to milimetrowe działka .... a Twoją jedyną obroną jest ten żałosny kawałek metalu z wybitą na zamku nazwą "Browning".
Kiedy po raz pierwszy ogladałem ten film - najwieksze wrażenie wywarł na mnie fragment ze zdjęciami archiwalnymi i głosem lektora czytającego listy matek, ojców, żon czy braci poległych lotników fortec. Wtedy też po raz pierwszy zobaczyłem zdjęcia archiwlane z ataków na bombowce. Teraz wiem, ze fragment który zrobił na mnie najwieksze wrażenie pochodził z kamery 110-tki.
Nawet teraz jak sie to ogląda to groza człowieka ogarnia - jakim cudem ktokowlek mógł przezyć taki ostrzał ...
Chciałem zwrócić uwagę na jeden aspekt tego filmu - być może zupełnie niezauważlany.
Rolę pilotów tego samolotu.
W trakcie dolotu do celu, nad samym celem - nie robią oni praktycznie nic - cała uwaga skupia się na strzelcach, nawigatorze, w końcu na bombardzierze. Zdanie " A co ja mogę zrobić ?? Napluć na niego ??" obrazuje całą sytuację.
Strzelcy przede wszystkim, bombardier może mniej - ale mieli szanse na jakiś "odwet" ... to tęskne spojrzenie drugiego pilota na przelatujące mustangi wiele wyjasnia.
Ale pilot ma też swoje "wejscie" - powrót do bazy. Jego wartość jest wyraźnie widoczna kiedy musi jakoś wrócić do domu. Wartość mierzona podwójnie lub potrójnie - a nawet dziewięciokrotnie - kiedy samolot był uszkodzony. Tych dwóch ludzi za sterami odpowiadało za zycie pozostałych siedmiu ludzi ...
W "Fw - Asy frontu zachodnniego" jest opis przechwycenia "latającej fortecy" przez Bf'a. Pilot chciał sprawdzić czujność tylnego strzelca, więc podchodził ostroznie. Kiedy nic się nie działo podleciał zupełnie blisko i to co zobaczył sprawiło że był w stanie tylko zasalutować, pokiwać skrzydłami i odleciec. Facet leciał tylko na dwóch silnikach, przez dziury w kadłubie widac było jak są opatrywani ranni na pokładzie. W "Mysliwskich asach Luftwaffe" jest opis nocnej walki Helmuta Schulte (końcowy rezultat 25 zestrzeleń) z II/NJG 5 z Lancasterem RAF'u:
"Nie uciekał do swej formacji, coć musiał widzieć, ze ponownie zajmuję pozycję. Gdy tylko zacząłem strzelać, znurkował znowu i moje pociski przeszły nad nim. Pomyslałem, ze ten facet musi mieć stalowe nerwy. Musiał patzreć na mnie jak do niego podchodzę i zanurkował idealnie we właściwej chwili. "
W takich chwilach okazuję sie jak wazną rolę odgrywał pilot takiego bombowca.
Polecam ksiażke "Siedmiu z Halifaxa J" pana Mieczysława Pawlikowskiego . Mozna się dowiedziec jaka była specyfika latania na bomberach w nocy.
Pozdrawiam.
Ramm.