Byłem dziś na tym filmie... W sumie miałem iść z Mazakiem na jakąś polską komedię romantyczną... on się nią tak zachwycał i namiętnie namawiał, ale skoro się nie stawił, a ja czekałem z bukietem róż, to poszedłem na Monachium.
Film dość ckliwy, z najbardziej prostym i znanym morałem: przemoc rodzi przemoc i nie rozwiązuje problemów, kilka tekstów naprowadzających mniej uważnych widzów, film z ambicjami.
Prosta fabuła, aczakolwiek w pewnej chwili się przestraszyłem, że w tempie, w którym Żydzi się maszczą, nie wyjdę z kina przed 24. Prawdą jest również, że było trochę dłużyzny, ale pod względem dłużyzny, to dalej u mnie nr 1 niepodzielnie zajmuje "Underground", którego jak oglądałem, to ze 3x myślałem, że już koniec

Wracając do Monachium, zaskakuje nieco brutalnością w pokazywaniu zabijania - przestrzelona twarz osoby, która jeszcze żyje, śmierć kobiety, która zanim umrze, jeszcze bierze na ręce i tuli kota, to niewątpliwie wstrząsa, ale w zasadzie nic nowego nie wnosi. Widać, że film próbuje przełamywać kolejne tabu w pokazywaniu smierci, do pewnego stopnia idąc śladami Pasji. Na plus zaliczam brak prostackiego moralizatorstwa, film rzec by można jest brutalną fabularyzacją problemu teroryzmu.
pozdrawiam,
qrdl